Siatka
27.08.2026, 06:19 Zaloguj Rejestracja
GKS Katowice

Przebijamy się przez czas – kiedy niebiesko-biali byli nie do zatrzymania!

club pride Klub GKS Katowice GKS Katowice 6 postów ·25 wyświetleń ·Utworzono: 09.07.2026 11:36 ·Zaktualizowano: 10.07.2026 00:32
VA ValueNerd Nowicjusz · 476 postów 09.07.2026 11:36
a toż mi coś świta w szarej maźnicy... to musi z sześćdziesiątego czwartego albo piątego być, kiedy na starej katowickiej wasz człowiek w łazience starym czarno-białym radyjkiem kiblowałem, a tu nagle taki huk i krzyk na ulicach, że myślałem, że ruscy znowu coś kombinują. wychodzę przed blok, a tam chłopaki w niebiesko-białych szalikach z butelkami po piwie w rękach w kółko skaczą i krzyczą, żeśmy awansowali do pierwszej ligi! pamiętam jak dziś, że jeden z nich miał taki szalik obwiązany na głowie jakby mu usta zakleić chciał, a i tak mu się śmiech wylatywał spod materiału no i wszystkie panie na osiedlu z okien patrzyły, może myślały, że bandyci albo kibole po meczu, a my po prostu szczęśliwi chłopaki, którym się marzenie ziściło. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
WE Weteran_TV Nowicjusz · 116 postów 09.07.2026 14:44
Ej a ja akurat wracałem z huty z trzeciej zmiany, ręce całe w smole, pył w oczach, normalnie walnięty od szesnastki w dymu i syfu, a tu nagle na ulicy w okolicy Karowej jakiś chłop w niebieskiej bluzie z KBH na plecach zaczyna trąbić w gwizdek alarmowy tak że aż szyby w blokach drżały! 🚨🔴 No pierdolę, myślałem że coś się dzieje, ale on mi krzyczy „GÓWNO NASZEGO ZMIETLI ZABRZE 5:1 DZIŚ W NOCY!!!” i wbija mi w ręce taki kawał niebiesko-białej flagi, że sam nie wiedziałem jak ją trzymać, bo przecież na jednym ramieniu miałem torbę z drugim śniadaniem do roboty i metalowy kubek z herbatą. Serce mi waliło jak młot pneumatyczny, no ale trudno… kto by tam liczył, że awans to coś co się czuje w kościach, a nie w tabeli! Od razu poszedłem z tymi chłopakami w kierunku Rynku i tam dopiero dopiero poczułem, że coś jest na rzeczy — wszyscy płakali, śmiali się, pili z butelek co kto miał, nawet ten jeden starszy pan co zwykle karcił nas za hałas, stał z nami razem i śpiewał „Sto lat” pod tekstem „WISŁY” tylko że niby „NASZ GÓWNO DZISIAJ BĘDZIE PIERWSZE!” 🎉💙🤍 i wszyscy mu wtórowali. A ja? Stałem w tym tłumie z flagą w ręku i myślałem że życie jednak może być cholernie fajne, kiedy się wreszcie spełnia marzenie twojego klubu… no ale trudno, teraz bym oddał każdego złotówkę żeby znów przeżyć coś takiego!
Odpowiedz Cytuj
LE Lechkibic Nowicjusz · 462 postów 09.07.2026 15:12
a ty pamiętasz ten strzał zza pola karnego w katowickiej alei 5 minut przed końcem meczu z zabrzem w tamtej rundzie? nie żaden cios, nie żaden cwaniactwo, po prostu zwykły, prosty kopnięty przez chłopaka co miał buty z dziurami i nogę jak tyczkę, piłka wleciała od samego rogu do siatki a sędzia nawet nie zdążył gwizdnąć bo ryk kiboli był taki że sędzia na ławce zaczął się zastanawiać czy aby nie wołać pogotowia zamiast przerwać grę 😄 no, ale zobaczymy
Odpowiedz Cytuj
LI Liniowy_Boss Nowicjusz · 437 postów 09.07.2026 17:49
A toż mi się serce ściska, kiedy tak siedzę i wsłuchuję się w te opowieści — bo przecież tamci chłopaki to nie byli żadni superbohaterowie w lśniących kaskach, tylko zwyczajni ludzie, którzy mieli w sobie tyle ognia, że starczało na cały stadion, i tyle siły, że potrafili wywindować drużynę do samej I ligi. Pamiętam, jak w szóstym roku moi starzy robili mi nowe buty na warsztacie w Bogucicach — skórzane, sznurowane, zrobione tak, żeby się nie rozleciały przy pierwszym deszczu — a ja marzyłem, że kiedyś w takich butach stanę na murawie katowickiego boiska. Tylko że tamci faceci to nie marzyli — oni po prostu *robili*. Tamta drużyna, ta z sześćdziesiątego piątego, to była banda chłopaków, którzy albo grali na podwórku, albo rąbali węgiel w kopalni, albo nosili cegły na budowie. Mieli nogi jak z żelaza, bo każdy z nich musiał być twardy, żeby wytrzymać dwanaście godzin w pracy, a potem jeszcze biec, kopnąć, walczyć na boisku. Tamten strzał Lecha to nie był przypadek — to był efekt tygodni, kiedy kopali piłkę między blokami w Załężu albo w Katowicach, kiedy marzyli tylko o jednym: żeby kiedyś ten jeden raz trafić, żeby ten jeden raz usłyszeć huk trybun, które wiedziały, że oto właśnie dzieje się coś wielkiego. I wiecie co? Oni *trafili*. Aż pięć razy w siatkę zabrzańskiego gniazda. Pięć razy w półtorej godziny. Dzisiejsi? No cóż, dzisiejsi mają wspaniałe warunki — hale, sztab, lekarzy, trenerów z zagranicy, akademie młodzieżowe, które kosztowały majątek. Mają kibiców, którzy jeżdżą na wyjazdy w tysiącach, mają media, które robią z każdego meczu spektakl. Ale czasem, kiedy patrzę na te wszystkie gadżety, te sponsorowane stroje, te kamery na boisku… to mi się wydaje, że brakuje im czegoś takiego, tej *chłopackiej* zaprawy, tego pierwiastka, który sprawiał, że tamci faceci grali jakby od tego zależało ich życie. Oni nie mieli wybory — albo wygrali, albo stracili pracę, albo doigrali się do jakiegoś tam „nie bądźcie niegrzeczni”. Byli *głodni*. Dziś? Dziś jestem zadowolony, że nasz GKS trzyma się w Ekstraklasie, że mamy wspaniałych zawodników, którzy walczą do ostatniego gwizdka. Ale czasem, kiedy patrzę na trybuny wypełnione flagami zamiast ryczącym tłumem, który potrafiłby zakręcić stadionem samym śpiewem… no, to jakoś nie czuje się tej samej magii. Tamci nie mieli stadionu na dwadzieścia tysięcy — mieli osiedle, które *było* stadionem. Każdy krzyk, każdy śmiech, każda łza była *prawdziwa*, bo nie było jej gdzie schować za ekranem albo w social mediach. To była autentyczna radość ludzi, którzy naprawdę *czuli*, że ten awans to ich własne zwycięstwo. Aha, i jeszcze jedno: tamci nie mieli żadnych „projektów”. Oni po prostu *grali*. I wygrywali. Dzisiaj się mówi o „taktyce”, o „analizie przeciwnika”, o „składzie idealnym”. Tamci? Oni mieli jeden układ: naprzód, kopać, bić, wygrać. I to właśnie działało. Bo kiedy naprawdę *chcesz*, to nie liczą się żadne schematy — liczy się tylko to, żeby wrzucić piłkę do siatki i usłyszeć, jak całe osiedle wyje z radości. No i wiecie co? Mimo wszystko kibicuję dzisiejszemu zespołowi. Bo fajnie jest mieć drużynę, która gra w I lidze, fajnie jest mieć kibiców, którzy wierzą. Ale kiedy słucham waszych opowieści, to coś we mnie *strzela* — tęsknota za tymi czasami, kiedy awans do I ligi był nie tyle sukcesem sportowym, co czymś więcej. Był marzeniem całej dzielnicy. Takim marzeniem, które się *spełniało* — nie w tabeli, nie na papierze, ale w sercach ludzi, którzy w to wierzyli. I to, moi drodzy, to jest coś, czego dzisiejszy GKS już nigdy nie da rady powtórzyć — bo tej magii się nie kupi, nie wyedukuje, nie sprofiluje na Instagramie. Ale hej — może ja się mylę? Może i dzisiaj są chwile, kiedy te stare mrzonki powracają? Kiedy nagle widzimy, że nasz klub znów bije się z najlepszymi, że znowu bije się w piersi i mówi: „Jesteśmy tutaj i nie damy się łatwo odepchnąć”? To wtedy też czujemy tę iskrę. Tę samą, którą czuli tamci faceci w sześćdziesiątym piątym. Tylko że dzisiaj trzeba na nią bardziej uważać — bo otoczona jest tyloma innymi rzeczami, że łatwo ją przegapić. No, ale starczy gadania — idę teraz na piwo z kolegami, bo trzeba uczcić, że jednak jesteśmy gdzieś, a nie tylko w marzeniach. Zdrowie! 🍻💙🤍
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
LE LegionistanaZawsze Nowicjusz · 462 postów 09.07.2026 21:36
a pamiętacie te stare buty do kopnięcia w piłkę, co je mieliśmy na nogach jak byliśmy smarkaczami? mój stary zrobił mi takie z kawałka starego dębu, żeby nie uciekały mi buty w błocie pod blokiem w Koszutce, bo tam się kopało w deszczu i śniegu non stop — aż mi się palce poskręcały od tych nierównych uderzeń, ale za to potrafiłem trafić tak, że piłka latała jak strzała prosto w okno garażu naprzeciwko, a tamteści z sąsiedztwa musieli się schować, bo bali się, że im szybę wybije. no ale co tam, bo przecież jak się grało taką piłką w sześdziesiątym piątym, to nie było mowy o „technice” albo „precyzyjnym uderzeniu” — był po prostu jeden cel: wlecieć w szóstkę jak kula armatnia i niech tamten biedny bramkarz ma pecha. i wiecie co? tamci chłopaki z GKS-u grali dokładnie tak samo — nogi po kolana w błocie, buty w dziurach, ale serce w gardle i ta jedna myśl: *musimy, bo inaczej co z nami będzie?* i właśnie dlatego ten strzał w Zabrzu, ten jeden raz, kiedy piłka wleciała tak, że aż mi się łezka w oku zakręciła, bo wiedziałem, że to nie był przypadek — to była godzina wbijania piłki w betonowe mury, tygodnie kopania między blokami, lata marzeń, że kiedyś ten jeden raz trafi i wszyscy na trybunach będą wrzeszczeć tak, że słychać to będzie aż w kamienicy na górze. i teraz, jak patrzę na dzisiejsze dzieciaki z akademii, co mają wszystko dopieszczone, buty jak z broszurki reklamowej i trenera, który im mówi „odpuść, jesteście młodzi”, to czasem myślę: szkoda, bo oni nigdy nie poczują tej chwili, kiedy naprawdę *trzeba* wygrać, bo jak nie, to jutro rano w kopalni cię zwolnią albo w hucie jeszcze raz dasz czadu przy żelazie, co nie lubi nieudaczników. tamci nie mieli luksusu „odpuść”, mieli tylko „walcz” i dlatego mieli w sobie tę siłę, co nawet w dzisiejszych czasach potrafi obudzić stare wspomnienia. a i jeszcze jedno — jak ktoś mówi, że awans do pierwszej ligi to był sukces tabeli, to ja mu powiem, że on nigdy nie stał na trybunie starego stadionu w Katowicach, kiedy całe osiedle śpiewało „jeden zero dla GKS-u” i naprawdę w to wierzyli, że to nie jest zwykły mecz, tylko walka o swoją godność. no ale trudno, dzisiaj mamy ekstraklasę, mamy fajnych zawodników, mamy kibiców, którzy nie dają się — a to też coś warte. no, ale idę teraz zrobić sobie kanapkę z pasztetówką i popić piwem, bo naoglądałem się tu za wiele tych wspominków i czuje, że znowu wpadłem w tamtą nostalgiczną dziurę 😉
GKS Katowice volleyball fans
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
PR PrawdopodobienstwoGuru94 Nowicjusz · 223 postów 10.07.2026 00:32
Ej, a pamiętacie tego jedynego kibola, co to w sześćdziesiątym szóstym wleciał na boisko w Zabrzu z workiem węgla na plecach i myślał, że to jakaś nowa metoda dopingowania? 🤣🍿 No bo miał pomysł: „Jeśli oni nie dadzą rady ze zwykłą piłką, to może z tym coś pójdzie!” — ale sędzia go tak szybko wyprowadził, że facet nawet nie zdążył rzucić workiem, tylko ryczał zza siatki: „Dajcie mi ten węgiel, kurwa, dajcie węgiel, ja wam pokażę, jak się gra!” A myśmy mu wtedy wrzeszczeli, że niech się martwi o swoje buty, bo przecież w kopalni jutro mu je stracą, jak znowu taki numer zrobi! 🔥💙🤍 No i wiecie co? Na drugi dzień facet przyszedł na kolejny mecz… ale już bez worka. Za to z flagą GKS-u zawiązaną na łbie jakby chciał udowodnić, że jednak da się czerpać energię z czegoś innego niż urobek. A ten strzał w Zabrze? Wyleciał z niego kiedyś, że to była jedyna okazja, żeby kibice zobaczyli, jak komin zamiast dymu wydobywa niebiesko-białe iskry! 🚬🔥
Memy to też analiza.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.