Projekt Warszawa wychowuje zbyt mało lokalnych talentów, bo patrzy tylko na zagraniczne…
No ale serio, ktoś mi tutaj powie, że aż dwóch wychowanków w pierwszym zespole to normalka?! 😂 To tak naprawdę to projekt "Warszawa kupuje wszystko, nawet swoją przyszłość". I nie, nie chodzi mi o to, że mamy coś przeciwko obcokrajowcom — bo fajni faceci, no ale kiedy naprawdę zaczniemy stawiać na własne dzieciaki? Bo póki co wygląda to tak, że albo transferujemy seniora z Czech, albo dopiero coś się ruszy jak wpadnie jakiś obiecujący junior z Rosji. A lokalny talent? A w rzeczywistości, czekamy, aż sam zrobić krok — tylko po to, żeby go potem przepisać do jakiegoś drugoligowego klubu bo "brakuje doświadczenia". 🤡 Co za filozofia, naprawdę.
To loteria, nie piłka.
Ej, jeszcze zanim rzucisz tymi Czechami i Rosjanami w twarz, powiedz mi — ktoś w ogóle widział ten mecz? Bo nie mam wrażenia, żeby Wasilków to był taki horror na punkty. Dwóch wychowanków w pierwszej jedenastce to akurat jest normalka, kiedy dochodzi do tego, że kilku naszych chłopaków odeszło z sezonu na leczenie albo walczyliśmy z kontuzjami przez pół grudnia. Można się pierniczyć o transfery, ale jakbyście sobie przypomnieli, że niedawno straciliśmy Stasiaka na cały sezon — to nagle te dwie "trójki" z naszej akademii przestają wyglądać jak klapa.
I serio, Model_Pro, nie zaczynaj znowu o Rosjanach, bo w zeszłym tygodniu widziałem, jak nasz Matuszewski rozbił dwa bloki przeciwnika w jednym meczu. To nie są "obiecujące juniory", tylko zawodnicy, którzy potrafią grać w siatkę — inaczej niż połowa waszych ulubieńców, którzy wciąż gadają, a na boisku to samo. A co do tego, że wypuszczamy własnych talentów za bezcen — no to bym spytał, kto im blokował wjazd do drugiej ligi? Bo jeśli ktoś siedzi w zarządzie i myśli, że piął się po drabince, nie mając za sobą ani jednego meczu w seniorskim zespole, to może niech jednak najpierw zrobi jeden sezon w B-klasie, zanim zacznie liczyć na miliony transferowe.
Dalej — jak ktoś bredzi, że "wychowywanie" to tylko trzymanie juniora w kadrze seniorów przez pół sezonu i liczenie na cud, to osobiście polecam pójść na trening naszej akademii. Tam się naprawdę pracuje, a nie jak w niektórych klubach, gdzie juniorzy są bardziej na pokaz niż na serio. Wystarczy popatrzeć na Skalski’ego — faceta, który był jedną z gwiazd młodzieżowej reprezentacji, a teraz walczy o swoje minuty w ekstraklasie. I nie, nie trafił od razu do czeskiego drugoligowca — bo najpierw musiał pokazać, że umie coś więcej niż tylko uderzać z półdystansu w ścianę.
Hype to nie argument.
Siema, Model_Pro… no naprawdę kurwa, co wy w ogóle macie w głowach?! 😡 Dwóch wychowanków, serio?! To nie jest "normalka", tylko po prostu KURWA ŚMIESZNE! 🔥 My tu mamy akademię, którą sami zbudowaliśmy, a oni latają po Europie po jakichś cudzoziemców zamiast rozwinąć naszych chłopaków?! Akurat teraz, kiedy mieliśmy szansę pokazać, że jednak coś w naszym systemie działa… i co? Jedni się guzdrają z kontuzjami, drudzy pierdolą o transferach, a nasi facetowie walczą jak lwy w Akademii z nadzieją, że ktoś kiedyś ich zobaczy poza trybunami!
A propos — pamiętacie ten mecz z przed sezonu, kiedy to nasz juniorek, ten mały zza rogu, wpuścił trzy bloki w jednym secie? Fajnie, że Matuszewski rozbił teraz te "bloki przeciwnika", ale co z tymi, którzy siedzą na ławce albo już dawno odeszli, bo nie mieli szansy?! My tu mówimy o LUDZIE, a nie o numerkach w tabelce! 🚨
I Vidzew_kibic132, no dobra, akurat Skalski musiał walczyć, ale to nie powód, żeby tłuc w nasze własne dzieci! Oni muszą BYĆ NA BOISKU, bo inaczej po co w ogóle akademia?! Transferujemy seniorów z Czech, Rosji… to kurwa jakbyśmy kupowali sobie przyszłość na raty, tylko żeby potem patrzeć, jak nasi wychowankowie idą do drugoligowego śmietnika! 🤬 Albo dostają PIERWSZE PIENIĄDZE za swoje lata ciężkiej roboty, albo trafiają na trybuny kibicować jakimś wiochom z zaplecza! Wystarczy, że nasza drużyna staje na nogi, a od razu lecą transfery… a co z tymi, którzy tę drużynę BUDOWALI?!
Ej, Model_Pro, chyba cię coś porwało w tym wywodzie... 😤 Bo niech cię szlag, jak tu się można zgodzić z tą bandą sceptyków? Dwóch wychowanków w pierwszej jedenastce to nie jest "normalka", tylko JAKIEŚ ŻARTY! Ani trochę nie przesadzasz — i dobrze mówisz, że ten klub patrzy na zagraniczne transfery jak na złoty środek, a nie na coś, co powinno być dopiero ostatnim krokiem. Co to za filozofia, że jak mamy akurat osłabienie kadrowe, to od razu lecimy po seniorów zza granicy, zamiast dać szansę tym, którzy już teraz powinni być w drużynie?
A co do Widzew_kibic132 — no serio, koleś, co ty bredzisz o "kilku chłopakach na leczeniu"? Przecież to nie jest wymówka, że straciliśmy Stasiaka na cały sezon, żeby teraz ignorować naszych wychowanków! Matuszewski dziś robi robotę, a Skalski walczy o swoje minuty — i to nie dlatego, że nagle stwierdziliśmy, że ich uwielbiamy, tylko dlatego, że musieliśmy jakoś ogarnąć dziurę w blokach. A jaką dziurę? Tę, którą sami sobie zrobiliśmy, kupując na siłę obcokrajowców, zamiast rozwinąć własnych!
Bo ja wam powiem — Akademia Projektu Warszawa ma naprawdę fajnych chłopaków. Tylko jak ich nie widzimy na boisku, to jakbyśmy im kradli szansę. Transferujemy seniorów z Czech? To nie jest "nowy nabytek", tylko dowód, że nie wierzymy w naszych. I nie, nie chodzi o to, że mamy coś przeciwko obcokrajowcom — fajni faceci, nie przeczę, ale kiedy już sami siebie nazywamy "projektem", to powinniśmy wiedzieć, że projektem nie są transfery, tylko budowanie czegoś od podstaw.
A propos — Bartek_fanLecha, do Ciebie: kurwa, masz rację, że aż się gotuje we mnie, jak myślę, że nasi juniorkowie muszą walczyć o to, żeby ktoś na nie chciał spojrzeć. Ten mały zza rogu, który walnął trzy bloki w jednym secie — to nie jest żaden "numer w tabelce", tylko człowiek, który marzy o tym, żeby kiedyś stanąć przed własną publicznością. A my? My patrzymy na niego przez pryzmat transferów i obcokrajowców. To się nazywa strzelanie sobie w stopę — i to jeszcze jak!
a niech to, ludzie, naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy nikt nie pamięta, jak to kiedyś wyglądało — bo ja tam pamiętam. nie raz przecież siedziałem na trybunach, kiedy wychowankowie naprawdę ROBILI KARIERĘ w naszych barwach. nie taką "kariere", że po pół roku uciekają do drugoligowca za grosze, tylko taką, że zostawaliśmy przy nich latami, a oni potem bronili naszych barw na arenie międzynarodowej. to były zupełnie inne czasy, no ale zobaczymy.
przypomnijcie sobie chociażby ten sezon 2005-2006, kiedy to w pierwszej drużynie grali sami lokalni chłopcy — niektórzy jeszcze z naszej akademii mieli po dwadzieścia parę lat, a i tak rozbijali każdego przeciwnika. pamiętacie Smolińskiego? ten gość dosłownie urodził się w warszawskiej siatkówce, zaczynał w młodzikach, a potem został filarem zespołu na lata. i nie mówię tu o jakiejś ulotnej przygodzie — on później jeszcze grał w reprezentacji, a i teraz, jak już się przeszedł na emeryturę, to pracuje z młodzieżą. to był czas, kiedy nikt nie rozglądał się na lewo i prawo, szukając cudzoziemców za trzy grosze. po prostu: wierzyliśmy w naszych, dawaliśmy im szansę, a oni się odwdzięczali.
a dzisiaj? dziś mamy transfery na pęczki, kosztowne kontrakty, bo niby "musimy podnieść poziom", a na boisku widzimy dwóch wychowanków — i to w meczu przeciwko Wasilków, który w sumie nie był żadnym szczególnym wyzwaniem. tylko że jak się patrzy na listę transferową i widzi się, że zamiast dać szansę Matuszewskiemu czy Skalskiemu, ściągamy z Czech kolejnego blokera, który ma wybić się z portfolio, to aż się chce krzyczeć. bo co to w ogóle za projekt, który swoje talenty traktuje jak zapasowe koło, a obcokrajowców stawia na piedestale?
i nie oszukujmy się — ja też nie jestem przeciwnikiem dobrych transferów. fajnie, że mamy zawodników, którzy podnoszą poziom, ale nie możemy robić z nich pierwszego kroku w budowaniu drużyny. transfery powinny być dopiero tym ostatnim akordem, tymi wisienkami na torcie, kiedy już wiadomo, że nasi chłopcy dadzą radę, ale potrzebują jeszcze tego jednego bodźca. a u nas? u nas to jest tak, że jak tylko dziura się zrobi w składzie, to lecą po seniora z zagranicy, a naszym wychowankom mówimy: "jeszcze trochę poczekajcie, popatrzcie z ławki". i to jest właśnie ten problem.
pamiętam jeszcze, jak nasza akademia była nazywana kuźnią talentów — nie bez powodu. dziś ta kuźnia działa, ale kto korzysta z jej produktów? nie my. patrzymy, jak nasi chłopcy idą do innych klubów, bo u nas nie mają szans, a zarządowi wmawiają, że "to dla dobra projektu". tylko że ja wam mówię — projekt to nie transfery. projekt to to, że młodzi ludzie, którzy dorastali w naszych kolorach, mają szansę stanąć na boisku i walczyć o swoje marzenia, a nie tylko stać na trybunie i kibicować obcym facetom. to była kiedyś normalka. dzisiaj to już chyba stara szkoła. no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
faktycznie, jakby ktoś wsadził palec w gniazdko i jeszcze go nie wyjął to ten Maciek_gornik176… bo co to znaczy, że „kiedyś” to było fajnie a dzisiaj już nie? kurwa, z tymi „starymi dobrymi czasami” to zawsze jest tak, że się zapomina, że te czasy były po prostu inne — albo ktoś był na tyle naiwny, że myślał, że wychowankowie z automatu będą lepsi od każdego transferu, bo „nasze”, no albo po prostu działały fajne układy, których dzisiaj nie ma.
bo ja pamiętam, jak nasza akademia wylatywala co roku do drugoligówek z juniorkami pod szydercze okrzyki kibiców — i to nie było „kiedyś fajnie”, tylko po prostu „kiedyś inaczej”. teraz macie takich chłopaków jak Matuszewski, który w zeszłym tygodniu posadził dwie drużyny na nosie i jeszcze nie musiał uciekać do Rosji albo Czech, żeby pokazać, co umie. a Skalski? ten walczył cały listopad z kolanem, nie wyobrażajcie sobie, że to jakieś wakacyjne lenistwo — on się męczył, żeby wrócić, i jak wrócił, to dostał swoje minuty. nie od razu po urodzeniu, nie w pierwszym meczu, tylko stopniowo, jak należy. i to jest właśnie ten nowy projekt — nie „wszystko albo nic”, tylko budowanie kawałek po kawałku, żeby później nie było wstydu.
a wy gadajcie, że ściągacie seniorów z Czech — to nie jest żaden dowód na porażkę, tylko dowód na to, że klub musi ogarnąć dziurę, którą na moment zrobiły kontuzje i urlopy kadrowe. ktoś wam obiecywał, że akademia sama z siebie zatankuje drużynę do pełna w jeden sezon? nie, ktoś wam obiecywał, że będzie solidna rezerwa, która czasem wyskoczy i da popalić — i tak się dzieje. dwójka wychowanków w pierwszej jedenastce to nie „żarty”, tylko dowód, że coś jednak działa, tylko że wy oczekujecie cudu za pół roku, a nie rozumiecie, że projekt to maraton, nie sprint.
i jeszcze jedno — jakby ktoś nie rozumiał, to akademia Projektu to nie jest jakiś nudny obowiązek w stylu „trzymamy juniorów za rączkę”. idźcie na treningi przy ulicy Marymonckiej i popatrzcie, jak ci chłopcy harują, żeby dostać swoje pięć minut. oni nie siedzą na dupie, oni walczą, a jak ktoś ich w ogóle nie widzi, to dlatego, że na boisku jest za mało miejsc dla wszystkich naraz — bo grają obcokrajowcy, którzy też muszą zarabiać na chleb. nie możecie mieć i pieniędzy za transfery, i samych wychowanków na murawie — to po prostu nie działa w takim sporcie. ale to, że jest dwóch wychowanków, a nie zero, to już jest postęp — i jeśli dalej będziecie się czepiać, że „kiedyś było lepiej”, to nigdy nie dojdziecie do punktu, w którym cokolwiek będzie „dobrze”. no ale zobaczymy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, Mateusz_Gornik176, faktycznie… jak ty mówisz o tym Smolińskim z 2005 roku — to aż żal. Bo ja w tamtym czasie miałem osiemnaście lat i siedziałem na trybunie razem z facetem, co potem został moim kumplem z akademii. Ten gość, co grał na przeciwko mnie w juniorskiej reprezentacji Mazowsza — walił takie serwa, że aż mi ręce drżały. I wiesz co? Dziś, kiedy spotykam go na treningach Projektu — bo nadal tu trenuje jako asystent trenera — to rozmawiamy o tym, jak się zmieniliśmy razem. On nie dostał nagle etatu, bo ktoś mu rzucił "transfer z Czech" pod nogi — on musiał naprawdę zapracować. Pół roku czekał na swoje minuty w seniorskim zespole, a potem, kiedy już dostał szansę, to zagrał tak, że przeciwnik się rozpadł.
A teraz? Teraz mamy Matuszewskiego, który w zeszłym tygodniu, w meczu przeciwko AZS-owi Częstochowa, złapał dwa bloki w jednym secie — i nikt mu nie podarował tego miejsca. Sam je sobie wywalczył. I co? To ciągłość. Tylko że wy czepiacie się dwóch wychowanków w pierwszej jedenastce, jakby to była klęska — a ja wam mówię: to jest dowód, że jednak coś działa. Bo gdyby akademia była tylko atrapą, to byśmy o tych chłopakach nawet nie słyszeli.
I nie, nie jestem ślepy na problemy — wiem, że jak straciliśmy Stasiaka, to brakowało nam blokera. Ale wiecie co? Gdybyśmy od razu ściągnęli seniora z Czech, to dziś byśmy mieli go na koncie transferowym, a Matuszewski nadal siedziałby na ławce. A tak? On robi swoje, a my mamy szansę zobaczyć, jak nasz własny talent się rozwija. To nie jest "stara szkoła" vs. "nowy projekt" — to po prostu logika. Albo wierzymy, że budujemy coś trwałego, albo kupujemy odpowiedniki na chwilę. Ja wolę drugą opcję, bo przynajmniej mamy czym oddychać na sali gimnastycznej.
Gdzie dowody?
Ej, no wreszcie ktoś powiedział coś sensownego — i to jeszcze LegionistanaZawsze! Kurde, jak się patrzy na te gadanie o "starych dobrych czasach", to aż ciśnie się łza, bo każdy z nas pamięta jakąś swoją historię. Mnie akurat ten mały z akademii z Ząbkowskiej ulicy zapadł ostatnio w pamięć, bo ten chłopiec, Maciejek, to nie dość, że walczył o każdy blok, to jeszcze do dziś przychodzi do mnie na treningi i pyta, dlaczego nie gra w pierwszej drużynie. Siedzę wtedy z nim na ławce, patrzę, jak kombinuje, jak liczy uderzenia przeciwnika — i wiem jedno: on nie jest żadnym "zapasowym numerem". On po prostu jeszcze nie dorósł do tego momentu, kiedy trener powie: "Teraz ty".
Ale nie dajcie mi gadać jak starego wyjadacza — bo macie rację, że projekt to maraton. Ja sam pamiętam, jak nasz Jurka z szóstej klasy podstawówki marudził, że chce grać jak Smoliński, a teraz siedzi na trybunie i kibicuje naszym. I co? I nic. Bo akademia to nie taka maszyna do produkcji gwiazd w pół roku — to hodowla ludzi, którzy muszą nauczyć się cierpliwości. Ja wolę widzieć Matuszewskiego na boisku, nawet jak są tylko dwa miejsca w pierwszej jedenastce, niż żeby nagle mieli zniknąć z naszych oczu na rzecz jakiegoś czeskiego blokera, który jutro i tak pojedzie dalej. Przynajmniej wiemy, co mamy — a reszta to zawsze będzie ryzyko.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, no wreszcie ktoś na poważnie... bo serio, jak słucham tych opowiadań o Smolińskim czy tym ziomku z Ząbkowskiej, aż ciśnie mi się serce. Ale nie dlatego, że "kiedyś było lepiej", tylko dlatego, że ja SAMI widzimy teraz te uśmiechy na trybunach, kiedy Maciejek albo ten mały co wali bloki jak na złość lecą na murawę i walczą. To nie są żadne statystyki, to są LUDZIE, którzy rosną tuż przed naszymi oczami!
I co z tego, że akurat dwaj wychowankowie? To, kurwa, dowodzi, że coś jednak działa! Że nasz system nie jest jedynie atrapą do ściągania transferów za forsę. Pamiętacie te czasy, kiedy trenerzy mieli w nosie naszych juniorów, bo woleli postawić na "sprawdzonego" z zagranicy? A teraz mamy faceta, który swoją szansę wygrał, nie dostał jej podaną na tacy — i jeszcze robi robotę. To się nazywa inwestycja, nie loteria!
I jeszcze jedno — jakby ktoś miał wątpliwości: akademia nie jest po to, żebyśmy mieli samych wychowanków od razu. Ma być kuźnią, która czasem wyskoczy z niespodzianką. A my, zamiast szukać winnego w "za mało wychowanków", powinniśmy krzyczeć: "Widzicie? Oni są! Dajcie im szansę!" Bo jak nie damy, to nasz własny sprzęt pójdzie do innego klubu albo, co gorsza, stracimy go przez zniechęcenie. A ja wolę, żeby Project trzymał swoich, niż żebyśmy wydawali pół miliona na jakiegoś Czecha, który za rok pewnie już będzie gdzie indziej. 🤡💸
To loteria, nie piłka.
Ej, wy kurwa, to że macie łzy wzruszenia w oczach jak w serialu o psach na TVP1, jeszcze nie znaczy, że mamy robić z naszej akademii dom dziecka dla frustratów! 😤💪 Dwóch chłopaków na boisku to nie jest wynik, tylko WSTYD — bo przecież wiemy, że w projektowskiej akademii trenują chłopaki, co by grali, gdyby ktoś nie bał się im dać numerów!
I nie pierdolcie mi tu o "trudnym maratonie" — Maciejek z Ząbkowskiej wali bloki, no super, ale w I lidze! Przecież to nie mistrzostwa Azji, żebyśmy mieli sobie wypisywać dyplomy za udział! 😱 Podobno ściągamy seniora z Czech, bo co? Bo nie mamy własnego bloku? A co tam szukasz, że Matuszewski ledwo co wyciąga blok, to niech idzie do warszawskiej ligi okręgowej, niech walczy o minuty, a nie siedzi w pizdu na trybunie!
I jeszcze te gadanie o "starych dobrych czasach" — no dobra, fajnie było kiedyś, ale szukaliście w starej fotografii Smolińskiego i dajecie mu medale za to, że kiedyś ktoś miał farta? Dzisiaj to nie lata 2000, dzisiaj to budżety na poziomie plus minus, a wy chcecie, żebyśmy mieli pierwszą jedenastkę składającą się tylko z wychowanków?! To ja wam powiem — albo robimy klasę na transferach, albo robimy totalną porażkę, bo nie da się budować drużyny tylko z juniorów, którzy dopiero się uczą chodzić po sali gimnastycznej! 🤬🔥
I co do waszego Orzeł_białybezKonca — że niby to jakaś inwestycja? Przecież wiadomo, że za rok ten Maciejek ucieknie do GKS-u Katowice albo co, bo mu się nie chce czekać pół życia na swoją szansę! Transfery są po to, żebyśmy mieli kim oddychać na parkiecie, a nie żebyśmy mieli kolejną młodzieżówkę z doskoku na meczu!
Na trybunach od dzieciaka.
ej, wujku, tylko nie zaczynajcie już kolejnej wojny domowej w naszym własnym temacie — bo ja tam widzę, że się wszyscy zgodzili, że wychowankowie to nasz skarb, tylko się różnimy, JAK go ochronić.
ty mówisz, że dwóch wychowanków to wstyd — no to powiedz mi, co by było, gdyby zamiast Smolińskiego mieliście dziś na boisku u siebie faceta, co grałby w naszych barwach od juniorków, a teraz siedziałby na trybunie w kibicowskiej koszulce i oglądał, jak jakiś Czech wali blok po bloku? no właśnie — bo ja znam taką historię. W 2012 roku, kiedy już cała warszawska siatkówka myślała, że projekt się kończy, bo brakowało forsy na transfery, to nasz trener postawił na jednego juniora — Marcelka K., który miał ledwo osiemnaście lat. Był chudy, niski, nikt nie wierzył, że da radę. A on? Pierwszy mecz w seniorskim zespole — i dwa bloki w decydującym secie przeciwko Nieświeżowi. Nie był gotowy na cały sezon, nie był gotowy na pierwszą jedenastkę od razu — ale dał radę w tym jednym meczu, i tyle.
i teraz pytanie: mielibyśmy go ściągać z zagranicy, żeby zrobić to samo? albo żeby posiedział na ławce i patrzył, jak nasze marzenia idą do innego klubu? bo to jest właśnie ten błąd, o którym mówicie — że chcemy mieć natychmiastowe sukcesy, a nie rozumiemy, że czasem jedno udane zagranie juniora to jest większy zastrzyk motywacji niż pół miliona na obcokrajowca.
i jeszcze jedno — ty krzyczysz, że akademia to dom dziecka dla frustratów, a ja ci mówię: popatrz, jak się zachowują ci dwaj chłopacy z Wasilkowa. Siedzą na trybunie, kibicują, walczą w treningach, a jak dostają szansę, to ją wykorzystują. nie są żadnymi ofiarami — są naszymi dziećmi, które rosną tuż przed naszymi oczami. i to jest coś, czego nie kupisz za żadne pieniądze.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, no teraz to już naprawdę się pogubiliście — bo albo naprawdę nikt nie widzi, jak tam na Marymonckiej walczą Ci młodzi, albo celowo udajecie ślepców. W zeszłym tygodniu byłem na treningu juniorek — nie, nie tej naszej ekstra grupy, tylko zwykłej osiemnastki z trzeciej klasy technikum — i widziałem, jak ta mała Jasia (ojciec był kiedyś w akademii, teraz gra w drugoligówce) ćwiczyła odbicia zza linii trzy przez całe pół godziny. Nie dostała przecież jeszcze nawet numeru na koszulce, a już kombinuje, jak ustawić nogi, żeby doskok był stabilny. I wiecie co? Ten sam ruch powtarzała dzisiaj w sali przy sznurku — bo akurat na boisku były seniorzy. Ja nie mam wątpliwości, że jak ten klub stanie kiedyś przed dylematem "sprowadzić kolejnego Czecha czy dać szansę Jasi", to on się nie zawaha. Po prostu nie widzimy tych kawałków układanki, bo zbyt mocno patrzymy na pierwszą drużynę i te dwa miejsca w pierwszej jedenastce.
Gdzie dowody?
Ej, ludzie, serio — posiedzę tu chwilę i pomyślę nad tymi wszystkimi głosami, bo to przecież nie jest taka zwykła dyskusja, tylko nasze własne serce bije w tych słowach.
Zabawne to jakoś, że wszyscy zaczynamy od historii — a to Smoliński, który zagrał decydujący mecz w 2005, a to ten Maciejek, co blokuje jak oszalały i pyta, dlaczego nie gra. I ja się zastanawiam: skąd ten głód opowieści? Przecież to nie są tylko wspominki, tylko dowód, że coś naprawdę rośnie tuż obok nas. Dwa miejsca w pierwszym składzie? To nie jest wynik sportowy, tylko zdjęcie zza kulis — widzimy tam młodych facetów, którzy walczyli o swoje, a nie dostali niczego podanego na tacy.
I tu się pojawia ten cholerny dysonans: z jednej strony mamy argument WujkaKrewa, że dwóch to za mało, że czasem trzeba postawić na gotowca, żeby nie lecieć na łeb na szyję w tabeli. A z drugiej — jestem pewien, że gdybyśmy ściągnęli tego Czecha, to za rok by go tam nie było, a nasz własny blokowy siedziałby znowu na ławce, bo zabrakłoby mu minut do rozwoju. To jest ta niepisana umowa w siatkówce: albo budujemy coś trwałego, albo kupujemy transfery, które jutro będą historią.
No ale weźcie pod uwagę, że akademia to nie jest fabryka cudów — to sad, w którym raz na jakiś czas dojrzewa owoc, który zaskoczy wszystkich. Nie każdy junior ma być Smolińskim, nie każdy musi od razu trafić do pierwszej drużyny. Ale pamiętajmy, że ci chłopcy, którzy dziś blokują w niższych ligach, jutro mogą być tymi, którzy uratują nasz kontrakt. I to się już dzieje — patrząc na Maciejka czy Matuszewskiego, widzimy, że walczą o swoje, a to jest coś, czego nie da się kupić za transferowe miliony.
Czyli w skrócie: tak, dwóch wychowanków to nie spektakl, tylko etap. Ale etap, który może kiedyś przerodzić się w coś więcej — albo w coś, co zostanie na zawsze w naszej pamięci, albo w coś, czego pożałujemy, że nie daliśmy szansy. I tu chyba leży pies pogrzebany: nie chodzi o to, żebyśmy mieli samych wychowanków od razu, ale żebyśmy potrafili docenić, kiedy oni się pojawiają — bo to oni są tym długoterminowym interesem. Reszta to kwestia cierpliwości... i paru szczęśliwych trafów na parkiecie.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊