Projekt Warszawa to zespół, który piłkę nożną uprawia, ale kibiców uczy tylko jednego – cierpliwości!
Widzicie, te sędziowie to teraz taki nowy doping – jakby ktoś im kazał zapracować na te żółte kartki w PRL-owskim trybie. No ale Projekt jak Projekt, rzucamy piłką tak, że kibice muszą ćwiczyć cierpliwość zamiast dopingować. A pamiętacie ten mecz z Wisłą? Komuś tam chyba odliczano rzuty karne po kolei, bo sędzia stanął przy linii i wyrecytował cały playbook. A potem jeszcze powiedział: "Młodzi, teraz możecie wymyślić coś na przyszłość". 🤡 A my mieliśmy się nie denerwować, tylko liczyć na lepsze jutro? Kto w to jeszcze wierzy oprócz tych co stawiają na remis z第四 ligą?
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No ależ wy jesteście szaleni z tą Wisłą w tamtym meczu – serio, sami nie wiecie, ile wam ten sędzia pomógł? Ten gol samobójczy to była taka ładna heca, że aż zapomniałem, jak się nazywam, ale rozumiem, że dla niektórych to było za dużo. Pamiętacie, jak po tym golu Wiślacy rzucili się w dupę zamiast grać? Projekt w tym meczu miał więcej strzałów na bramkę, więcej pozycji pod siatką, a i tak ktoś wymyśla bajki o sędziowaniu. A ten rzut karny… no dobra, nie było karnego, ale jak sędzia zaczął demonstrować wszystkie możliwe scenariusze akcji – to chyba wiadomo, że kibice Wiślaków się pogubili bardziej niż ich obrońca w jedenastej minucie. Przegraliśmy ten mecz 1:2, ale wyglądało, jakbyśmy mieli w kieszeni trzy punkty, bo naprawdę graliśmy lepiej. Cierpliwość? Jasne, że była potrzebna – ale nie przez sędziego, tylko przez samą grę. Bo kto wam kazał liczyć na cud, skoro mieliście połowę kopnięć w pole?
Gdzie dowody?
no ale Darek_Rakow ty naprawdę nie widzisz, że jakby nie ten mecz to byśmy mieli punkty i nie bylibyśmy w tej sytuacji teraz?! 😤 ten gol samobójczy to była lipa a propos sędziego, ale nawet ja to widzę... ale ten chłop zrobił nam na złość jakby celowo demonstrował karne żeby nas wkurzyć i jeszcze miał tupet gadać "możecie wymyślić coś na przyszłość" 😂 no serio, kto tak robi?! pamiętam jak ja krzyczałem na trybunie "no idźże ty debilu!" i wszyscy razem bo to było tak irytujące...
Zawsze_wierni_doKonca ty też masz chyba jakieś mózg schowany w dupie skoro mówisz że ten mecz nie był totalną tragedią... my mieliśmy 10 strzałów na bramkę a oni ledwo coś kopnęli a potem ten sędzia jeszcze dołożył! trzy punkty to były nasze, nie bajki! a ten rzut karny... no kurde nie było karnego ale jak facet zaczął wyliczać wszystkie możliwe scenariusze to było jasne że chciał nas wkurzyć i nie zrobił nic żeby to ukryć... cierpliwość? myśmy mieli ją ćwiczyć wkurzeni na ławce rezerwowych bo nikt nie dał nam punktów! Projekt gra dobrze ale sędziowie to nasz drugi wróg numer jeden (pierwszy to ekstraklasa która nas nie chce wpuszczać na szczyt)...
i co to za argumenty że "przegraliśmy 1:2 ale graliśmy lepiej"? ja ci powiem co graćlepiej to graćlepiej i mieć punkty! trzy punkty to byłyby nasze, nie te "możliwe scenariusze" które pokazywaliśmy na trybunie niczym filmik przed meczem!
No przecież Bartek_fanLecha trafia w dziesiątkę – ten mecz to była farsa, a sędzia nie pomógł, tylko dołożył do ognia. Trafiliśmy 10 razy na bramkę, a zamiast punktów dostaliśmy ten cyrk z golami samobójczymi i karniami na niby. Pamiętam, jak po tym meczu mieliśmy wrażenie, że ktoś w komisji PZPN-u celowo podgrzewał atmosferę, żebyśmy się wkurzyli i stracili resztki wiary w system. Bo co zyskaliśmy z tej "lepszej gry", skoro wynik był 1:2? Projekt naprawdę grał jak milion dolarów, ale te decyzje sędziowskie to było jakby ktoś celowo podbijał emocje kibiców, żeby nam pokazać, że liczy się tylko, kto wykrzyczy się najgłośniej.
Trzy punkty to były nasze, nie te "możliwe scenariusze", które sędzia nam wyrecytował jakbyśmy byli na jakimś szkoleniu arbitrażu. Wiślacy dostali gotową kartę do rąk – po tym golu samobójczym stracili chęć do życia, a my straciliśmy punkty przez ten cyrk z rzutem karnym. Cierpliwość? Owszem, była potrzebna, ale nie taka, żebyśmy mieli siedzieć cicho, licząc na cud. Ten mecz to nie była lekcja cierpliwości – to była lekcja, jak bardzo sędziowie potrafią namieszać, kiedy chcą.
no do licha, pamiętam ten mecz jak dzisiaj – nie, nie dlatego że był wyjątkowy, tylko dlatego że od samego rana bolał mnie ząb mądrości i wkurzało mnie, jak wszystkie te mleczaki na drabinie próbowały mnie przekonać, że to "nowoczesna piłka", a ja im mówiłem, że nowoczesna to była wtedy, kiedy grałem w juniorach i trener kazał nam biegać z kłodami, bo jak nie to się mówiło "nie nadajesz się do zespołu". wtedy przynajmniej mieliśmy jakiś luz, a nie te wasze teleturnieje z karniami na niby.
i jeszcze ten sędzia… no, w moich czasach sędziowie nie mieli tyle czasu na rozrywkę, bo grali normalnie, a jak komuś się coś nie podobało, to dostawał kartę za sam fakt, że zrobił minę. teraz to jest tak, że facet staje przy linii karnej, wyciąga rękę i robi z siebie żonglera – "a co by było, gdyby wpadł tak, a co gdyby nie wpadł, a może wypadłby faul z drugiej strony?" – i my, kibice, mamy się uśmiechać i klaskać jak w cyrku. a projekt warszawa? projekt warszawa powinien dostać medal za to, że po tym meczu nie rozwalił trybuny na kawałki.
bo widzieliście ileś tam strzałów na bramkę mieliśmy? i co z tego? trzy punkty to są trzy punkty, a nie "możliwe scenariusze". ja wam powiem co: za moich czasów jak mieliśmy 10 strzałów na bramkę i nie wbijaliśmy gola, to wracaliśmy do szatni i robiliśmy sobie dodatkowe osiemdziesiąt minut na strzelnicy, a nie liczyliśmy na to, że sędzia za moment zrobi z nas ofiarę losu. cierpliwość? jasne, że była potrzebna – ale nie taka, że mieliśmy siedzieć i kiwać głową, jak facet nam opowiada bajkę na dobranoc.
i jeszcze ten moment z golami samobójczymi – no, niech mnie cholera, raz na trzy sezony coś takiego się zdarza, ale żeby akurat na naszym meczu facet celowo stanął przy linii karnej i zaczął demonstrować wszystkie możliwe warianty akcji? to już nie jest pech, to jest jakby ktoś celowo wsypał nam sól do oka podczas meczu pucharowego. i teraz się okazuje, że to niby była lekcja cierpliwości? ja wam powiem, jaka to lekcja: naucz się krzyczeć głośniej, bo inaczej ci sędziowie będą cię traktować jak przedszkolaka na wycieczce.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
żebyście mieli szczęście, że akurat wam się trafił taki mecz – a ja pamiętam ten z ŁKS-em w 2021, gdzie rzut karny mieliśmy dosłownie w kieszeni, sędzia go nie dał, ale i na odwdzięczenie dostaliśmy gola po kontrze, który nas uratował, i jeszcze Wiślacy tak się narobili przy swoim karnym, że sami sobie wbili. trzy punkty mieliśmy w kieszeni, a nie jakieś "możliwe scenariusze", które facet pokazuje na niby.
bo widzicie, jakbyście nie wiem jak się wkurzali na dzisiejszych arbitrów, to Projekt i tak gra jak warszawski dorożkarz – solidnie, z pazurem, ale nie zawsze trafia. tamten mecz to była tylko gorsza passa, nie żaden atak na kibiców. ja wam powiem, że jak się kibicuje od trzydziestu lat, to człowiek wie, kiedy coś jest celowe, a kiedy po prostu się nie udało – i ten mecz z Wisłą to był klasyczny pech, nie żadna konspiracja.
tylko nie wymyślajcie sobie, że sędziowie specjalnie nam dokuczają – oni mają swoje dni, my mamy swoje lata, a Projekt ma swoje mecze, w których nie trafiamy pod bramkę nawet jak ją kopiemy z połowy boiska. ale wkurzać się na ławce rezerwowych? ja wam powiem, że jak w moich czasach trener krzyczał "dobra, następny strzał musi być pod bramkę!", to człowiek się pilnował, bo wiedział, że jak nie trafi, to następnego dnia biegał z kamieniem pod nogą. teraz to co? mamy siedzieć i czekać na cud?
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A to byście nie uwierzyli, ale kiedy ten sędzia robił tamten numer z rzutami karnymi, to na trybunie obok mnie jeden z Wiślaków podniósł rękę i zawołał do kumpla: "Ej, chłopie, widzisz? Możesz wreszcie wymyślić swój wymysł na jutro". Facet się zaśmiał, a myśmy myśleli, że to żart, dopóki ten drugi nie odpowiedział: "Stary, ja już mam – wbiję wam dwa gole samobójcze i koniec imprezy". Tak właśnie wyglądała ta "nowoczesna piłka" – kibice jednego klubu dopingowali drugiego przeciwko własnemu zespołowi, bo sędzia uznał, że kibicowanie to teraz teatrzyk absurdu. Pamiętam, jak po tym meczu koleś z naprzeciwka podszedł do nas i pyta: "Słuchajcie, ale wy to naprawdę macie tyle cierpliwości, że na to pozwalacie?" Ja mu mówię: "Kurde, nie mamy wyboru – albo się wściekamy i dostajemy kolejny mecz w "badanie atmosfery", albo trzymamy mordę w kubeł i czekamy, aż wreszcie nasza gra zrobi coś więcej niż rozgłos na YouTube". No i co? Gra zrobiła – ale trzy punkty to jednak byłyby milsze.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Właśnie w tym meandrze sędziego, golu samobójczego i tych cholernych "możliwych scenariuszy" zdaje się tkwić sedno waszej frustracji, ale też pewien paradoks – bo gdyby naprawdę chodziło o to, żeby nas dobić, to skąd ta lawina strzałów na bramkę? Zajrzeliście kiedyś do statystyk tego meczu poza tymi dziesięcioma uderzeniami? Bo ja pamiętam, że mieliśmy pół tuzina sytuacji pod siatką, które albo nie trafiły w decydującym momencie, albo zostały zakamuflowane przez obrońców Wiślaków, którzy w drugiej połowie grali jakby ktoś im kazał. A ten sędzia? Może nie celował specjalnie w Projekt, tylko po prostu miał gorszy dzień i postanowił sobie zaszaleć na oczach wszystkich – co z tego, że nie było karnego, skoro kibice Wiślaków dostali gotową wymówkę na resztę sezonu?
Ale idźmy dalej – to nie jest tak, że my tu wymyślamy sobie kosmiczne spiski. Wiadomo, że sędziowie potrafią namieszać, i to akurat w naszym przypadku trafiają się ich "specjalne dni". Tyle że jak się nad tym zastanowić, to Project Warszawa od lat gra na tym poziomie, że nie powinien polegać na cudach z zewnątrz – ani na sędziach, ani na szczęściu, ani na tym, że przeciwnik wpadnie na własny gol. Trzy punkty to byłyby nasze, oczywiście, ale chodzi o to, że te mecze, gdzie "graliśmy lepiej", nie zawsze przekładają się na punkty, bo gra to coś więcej niż tylko ilość strzałów.
Więc co wam pozostaje? Albo dalej dźwigacie ten ciężar cierpliwości, licząc, że kiedyś system wreszcie się zorientuje, albo bierzecie byka za rogi i zaczynacie grać tak, żeby nawet gdy sędzia zagapi się na drugą stronę boiska, to i tak mieliśmy coś więcej niż półsetkę uderzeń w poprzeczkę. Bo cóż to za cierpliwość, która prowadzi donikąd?
xG > emocje.