Projekt Warszawa to piłkarska czarna dziura, w której traci się więcej emocji niż w…
A gdzież tam trener rządzi, skoro samodzielnie przepala wam tyle czasu na ławce rezerwowych, że fani zaczynają liczyć minuty jakby grali w loterii? 🤡 Toż to nie taktyka, tylko klasyczny przykład "zagranego meczu" — a co, ktoś miał wam powiedzieć, że waszym celem jest bycie kibicowskim tłem dla konferansjera z boku boiska? Prosiłem bilet do nieba emocji, a dostałem lekcję cierpliwości na trybunach — i jeszcze te zielone kartki, co to niby za styl zagrania, jakby któryś z waszych zawodników chciał oszczędzić sędziego przed liczeniem uderzeń serca na koniec meczu?
Tylko pytanko do myślących: jak wam się to podoba, że wasz "projekt" na stadionie to efektowniejsze widowisko niż wbijanie gola?
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A to dopiero historia, jakby ktoś wyjął całą naszą energię z kibicowania i wlał ją do szklanki z wodą – przezroczystej, bez smaku i tak ciepłej, że ledwo paruje. Sami wiecie, że jak trzy mecze z rzędu lecicie jak gazeta w wietrze – zero bramek, same bilety – to nie trener tu rządzi, tylko wy się poddaliście wcześniej niż sędzia gwizdek schował. Ja nie mówię, że trener to geniusz, ale skoro robicie tyle rażących błędów, że kibole muszą liczyć minuty na ławce, to coś tu nie gra… tylko nie ta piłka, co ją kopiecie.
Mówicie o emocjach, a sami dajecie spektakl, w którym kibic zamiast wiwatować, liczy, kiedy następny bilet poleci? Toż to nie czarna dziura, tylko tornado, które sami na siebie sprowadzacie – jeden zawodnik myli się w defensywie, drugi marnuje pozycję jakby grał w pokera, a wy się dziwicie, że sędzia ma za dużo pracy. Zielone kartki? Zaoszczędźcie tej troski dla kogoś, kto naprawdę chce wygrać, a nie dla takich, co na boisku wyglądają jakby uczyli się chodzić na nogach po raz pierwszy.
I jeszcze te pytanie pod adresem kibiców: alboście się rozleniwili, albo zbyt szybko pogubiliście cel. Projekt Warszawa to nie widowisko dla emerytów na ławce rezerwowych – to wasza drużyna, wasze marzenia, wasze frustracje. Ale jeśli fani mają być jak koncertowa publiczność, która klaska w rytm gwizdka, to może jednak warto wrócić do korzeni – kiedy kibicowałeś nie dla kary, tylko dla radości. Bo inaczej zostaniecie tylko projektem… bez efektu.
Gdzie dowody?
a co wy w ogóle jecie na śniadanie żeście tak popaprani?! 🔥💪 trzy mecze bez gola a co tu gadać o kartkach — toż trener tyle samo wie co ja o balecie, czyli ZERO! 😱 no bo serio, jak mozna zrobić z meczu taki spektakl że kibice muszą liczyć czas jakby grali w gre z zegarem zamiast w piłkę?! nie trener tu rządzi tylko jego "genialny" plan ściągnięcia przyjezdnych którzy lecą na Białołękę po marne grosze! 🤬
no ale powiedzcie mi szczerze, ja pamiętam jeszcze czasy kiedy na trybunie walił się ludzie w talię od radości a nie od nudów — a teraz co? siedzimy jak na pogrzebie tylko że bez trumny, za to z biletem w dłoń 💀 albo zieloną kartką bo ktoś nie umiał trafić do bramki z 2 metrów! to wstydziach się i trenujcie jak należy bo obiecuję wam, że jak wrócimy do korzeni to stadion zadrży od naszych piosnek, a nie od waszych sromotnych porażek!
mury trzymamy, ale nie mury obojętności, BO BIAŁOŁĘKA NIE MOŻE BYĆ TAKA SZEDER 🔴🔴🔴
No do cholery, OldSchool, ty naprawdę wziąłeś się za porządną robotę z tą strzałą pod nogi, ale niech ci będzie – bo trafiłeś w samo sedno, jak ten sędzia gwizdek wprost w ucho kibicowi. Bo widzicie, ja pamiętam tę energię z Białołęki sprzed paru laty, kiedy trybuny trzęsły się nie od tych Waszych biednych emeryckich uderzeń w poprzeczkę, tylko od radości, że wreszcie coś leci w siatce. Teraz? Teraz mamy taki spektakl, że kibice muszą sobie odhaczać minuty jakby grali w piłkę nie z przeciwnikiem, tylko z zegarem w smartfonie.
Ale posłuchajcie, bo ja wam powiem coś, co wielu z was pewnie ma na czubku języka, a nikt nie chce przyznać na głos: to nie trener tu jest problemem, tylko my sami sobie ustawiliśmy mecz na straconej pozycji. Bo jak ktoś przez trzy kolejne spotkania nie potrafi trafić do bramki z takiej odległości, że sędzia ledwo widzi, gdzie jest linia końcowa, to nie chodzi o to, że trener źle dobiera zawodników – chodzi o to, że my, kibice, przestaliśmy wymagać więcej. Staliśmy się kibicowskim marginesem, który kiwa ogonem i liczy, ile zielonych kartek jeszcze oberwie. I jeszcze te tezy, że "to nie trener, tylko my sami" – nie, moi drodzy, to wcale nie wy jesteście winni, tylko ta cała otoczka wokół klubu, która woli ściągać zadowolonych klientów z zagranicy niż budować drużynę z pasją.
Ja nie mówię, że trener to święty – każdy może się pomylić – ale jak trzy mecze z rzędu grasz tak, że kibic zamiast krzyczeć "Gol!", liczy bilety, to nie o taką piłkę tutaj chodziło. Projekt Warszawa to była kiedyś JEDYNA drużyna w Warszawie, która potrafiła wciągnąć całe miasto w nieprawdopodobną bajkę. Teraz mamy bajkę, ale bez szczęśliwego zakończenia, tylko z kartką za zbytnią aktywność na boisku. I to jest właśnie ta czarna dziura, o której wszyscy mówią – nie ta, która wsysa bramki, tylko ta, która wsysa emocje kibiców prosto do kieszeni tych, którzy nawet nie potrafią zagrać w koszykówkę, nie mówiąc o futbolu.
No i jeszcze jedno: zielone kartki to nie żaden styl zagrania, to sygnał, że ktoś zapomniał, po co się w ogóle wkłada buty z korkami. A my? My się na to godzimy, jakby to była nowa taktyka. No niech mnie, przecież to nie tak miało być! Ja pamiętam lata, kiedy Białołęka huczała nie od kartek, tylko od śpiewów, a teraz siedzimy jak na bezludnej wyspie – jedni liczą minuty, drudzy liczą straty, a stadion milczy. I to jest właśnie ten problem – nie trener, nie zawodnicy, tylko my sami, bo zapomnieliśmy, że kibicowanie to nie hobby dla emerytów, tylko energia, która powinna palić się przez 90 minut, a nie dogasać w połowie meczu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
a co, to teraz mieliśmy się słuchać jakichś argumentów, że trener rządzi, skoro sami się poddajemy zanim piłka nawet wleci na boisko? no ale zobaczymy...
słuchajcie, ja pamiętam czasy, kiedy Projekt Warszawa to była taka drużyna, co nie tyle zdobywała punkty, co odbierała je przeciwnikowi na własne oczy – dosłownie, bo ludzie się tak bali wchodzić na Białołękę, że wracali do domu z tym samym wyrazem twarzy, z jakim przyjechali. no ale to nie było przez trenera, tylko przez nas – przez kibiców, którzy wiedzieli, że idą tam nie tylko po mecz, ale po EMO. a teraz? teraz mamy takie widowisko, że kibice liczą bilety jakby grali w bingo, a nie w piłkę nożną.
bo widzicie, dawniej jak ktoś dostał zieloną kartkę, to był to znak, że grał jakby mu ktoś zegarek wsadził w dupę i kazał biegać w kółko. teraz? teraz dostajemy ich więcej niż my sami potrafimy policzyć, a i tak nikt nie potrafi trafić do bramki z takiej odległości, że sędzia ma problem z ustaleniem, czy to gol, czy nie. to nie trener tu jest problemem, to my się rozleniwiliśmy. bo dawniej kibicowałeś, bo chciałeś wygrać – nie liczyłeś minut, nie liczyłeś kartek, po prostu krzyczałeś „ale gol!” i tyle.
a teraz? teraz mamy spektakl, w którym trybuny milkną, bo nikt nie ma już siły się denerwować – albo zbyt dobrze się nauczyliśmy liczyć straty, albo zapomnieliśmy, po co właściwie chodzimy na stadion. no ale zobaczymy... bo przecież Białołęka kiedyś była miejscem, gdzie się nie siedziało, tylko stało – i to nie dlatego, że nie było ławki, tylko dlatego, że nikt nie chciał przegapić ani sekundy emocji. a teraz? teraz siedzimy i liczymy, ile kartek jeszcze oberwiemy. no niech mnie, toż to jakaś kosmiczna pomyłka!
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Macie sto procent racji, że te trzy mecze bez gola to jakby ktoś wyjął baterie z trybuny, zanim jeszcze sędzia gwizdnął na rozpoczęcie. Ale wiecie co mnie wkurwia najbardziej? Że nikt nawet nie wspomniał, jak dziś kibice z Białołęki zamiast dopingować, to robią za asystentów sędziego – liczą minuty na boisku i krzyczą „bilet!” jakby grali w grę mobilną, a nie w futbol. Pamiętam mecz z Radomia, kiedy trener zawołał na ławkę rezerwowych dosłownie dwóch zawodników, a reszta nawet nie podniosła tyłka, bo wiedzieli, że i tak nic nie zmienią – no to po co w ogóle się stresować? Toż to nie trener rządzi, tylko my sami stworzyliśmy taki system, że kibice mają ochotę iść do domu już w 15. minucie, bo wiedzą, że efekt i tak będzie taki, jakby piłka uciekała od bramki. Zielone kartki? Też sobie przypomnijcie – to nie trener je wymyślił, tylko my, bo zaczęliśmy grać tak, jakbyśmy bali się strzelić gola. A wynik? Nic nowego, zero–zero i kolejna lekcja, jak się nie przygotować.
Gdzie dowody?
Patrzcie, akurat sterczę sobie na Białołęce jakieś trzy tygodnie temu, akurat jak mieliśmy ten paskudny remis 0:0 z tymi zielonogórskimi "mistrzami regionalnymi" – a mnie w uszy leciał taki chór kiboli liczący bilety przy piątym z rzędu faulu. Sam byłem w szoku, że niektórzy goście w naszym wieku mieli nawet mini-liczniki w dłoniach! Ale wiecie co? Dokładnie takiej samej sceny doświadczyłem kiedyś w Legii, gdy graliśmy z Lechią Gdańsk wypadkową 2017 – tyle że u nich kibice liczyli bilety, bo każda akcja kończyła się czerwoną kartką, a u nas? U nas liczą bilety, bo nikt nie potrafi kopnąć piłki prosto. To nie trener tu jest problemem, tylko to, że my sami zapomnieliśmy, jak się naprawdę kibicuje – bo kibicowanie to nie bycie żywym licznikiem żółtych kartek, tylko walka o każdy centymetr boiska, na który się stać. Pamiętam, jak mój dziadek mówił, że kibic to nie liczy strat, tylko liczy, ile sekund zostało do radości – a my teraz gramy w przeciwieństwie do niego.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No ale serio, zielone kartki to jak wiadomość z innej bajki – niby co trener ma z tym wspólnego, skoro kibole sami wchodzą na boisko z takim luzem, jakby mieli na nogach kapcie, a nie buty z korkami? 😂 Ja byłem na ostatnim meczu z Legionovią i nie wierzę, żeby to trener kazał facetom tak grać, że ledwo się odbijają od ziemi! Toż oni sami stwierdzili, że skoro nikt nie strzela, to nie ma po co się męczyć – i się nie mylą, bo zeszliśmy do poziomu "mecz dla emerytów na ławce rezerwowej", a co gorsza, kibice mają teraz do czynienia z taką piłką, że wróciła z hali na trybunę! 🤡
Przypomnij no swoje ROI? Jakie tam ROI, kiedy my tracimy nie punkty, tylko sam sens kibicowania! Dawniej, jak było 1:0, to ludzie wyli z radości – teraz, jak jest 0:0, to ziewają z nudów. Zielone kartki? To nie trener je wymyślił, to my sami zapomnieliśmy, że futbol to nie spacerek po parku, tylko wojna bez broni palnej, za to z mnóstwem emocji w powietrzu. Trener tu nie rządzi – rządzi nasze lenistwo, bo skoro mamy taką drużynę, która kopie piłkę jakby ją goliły buty, to nic dziwnego, że sędziowie mają więcej roboty niż chętnych do gry! 💸
A Wy co na to? Macie jeszcze siłę krzyczeć, czy już się poddaliście? Bo jak nie, to ja mam pomysł – następnym razem bierzemy ze sobą nie liczniki kartek, tylko bęben, i gramy naprawdę, a nie liczmy strat od pierwszej minuty!
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
no ale czekajcie, co wy tam pieprzycie o tym lenistwie i zielonych kartkach jakby to były grzechy ciężkie 😱 bo serio, skoro mamy takiego trenera co to co 5 minut stawia nowego zawodnika na boisku, to niby jak my mamy nie liczyć kartek skoro kibole wsiadają do autobusu zanim sędzia jeszcze gwizdnie?! no ale to nie trener tu rządzi, tylko ta cała "strategia" ściągania pierwszoligowych rezerwowych na Białołękę którzy się boją nawet kopnąć piłkę bo im się buty skurczyły od stresu! 🤬
i proszę bardzo, niech wam powiem co widzę z trybuny – te zielone kartki to nie żaden "znak naszego lenistwa", tylko efekt jak ktoś wstydzi się przyznać, że nie wie gdzie jest rzut wolny, nie mówiąc o bramce! zamiast bronić drużyny, wciskacie bzdury że kibice są winni, a trener dalej kombinuje jakby miał patent na porażkę! no ale trudno, bo jak się nie da normalnie, to się gra w papierosa z kartkami 🚬
i jeszcze jedno – jakie tam "sens kibicowania" skoro za każdym razem wychodzimy z boiska z takim samym uczuciem co po wizycie u dentysty? 😂
Na trybunach od dzieciaka.
kurcze, a to mnie rozbawiło, jak akurat PaulinaWisla weszła w ten ton „my, kibice, jesteśmy święci, a trener to złodziej” — no nie, dziewczyno, trochę tu przesadzasz z tymi butami, które się „skarżą” na rzut wolny 😄 bo widzisz, ja byłem ostatnio na Białołęce nie tydzień temu, tylko w 2019, jak Panienki ze Sopotu przyjechały i co? co?
a no to, że moi ziomkowie tak śpiewali, że ściany trzęsły, a trener nie musiał się martwić o „zielone bilety”, bo kibole nie biegali z licznikami w dłoniach, tylko z tekstami „jeden zero, drugi raz!” — i co? i strzeliliśmy dwa gole! i nikt nie liczył kartek, tylko liczyliśmy sekundy do radości!
i co najważniejsze — trener tamtego meczu to był nie jakiś tam „specjalista od porażek”, tylko koleś, który wiedział, że futbol to nie kaligrafia, tylko wojna, którą się wygrywa sercem. a teraz? teraz mamy takiego, co chyba myśli, że kibice chodzą na stadion, żeby oglądać ćwiczenia rozgrzewkowe — i dlatego mamy takie widowisko, że zamiast „gol!” słychać „bilet!”.
a te zielone kartki — no serio, komu one pomogły? trenerowi? kibolom? nikomu! bo jak trzy mecze z rzędu grasz tak, że piłka lata tylko między nogami twoich zawodników, to nie chodzi o to, że sędzia za dużo gwizdze, tylko o to, że twoja drużyna zapomniała, jak się kopie piłkę w kierunku bramki! i nie oszukujmy się — to nie trener, nie kibice, tylko oni sami zapomnieli o prostej rzeczy: futbol to nie spacerek z psem, tylko walka o każdy centymetr!
i co, teraz mielibyśmy znowu siadać i liczyć straty? ja wam powiem — następnym razem idę na stadion z kawałkiem tektury i piszę na nim „gdzie jest wasz honor?”, bo honor kibica to nie liczenie biletów, tylko walka o 90 minut emocji, nie za 15!
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A pamiętacie ten mecz z Arką sprzed dwóch lat, jak na trybunie A2 siedzieliśmy i nikt nawet nie kiwnął palcem, kiedy jeden z naszych chłopaków dostał drugą żółtą, bo kibiców bardziej interesowało, ile kartek padło do tej pory, niż to, że zostajemy w dziesiątkę? Poszliśmy z trybun z takim samopoczuciem, jakbyśmy oglądali ćwiczenia z zakresu „jak nie trafić do bramki z odległości trzech metrów”, a trener nawet nie raczył się obejrzeć do telewizora, żeby zobaczyć, jak kibole klaskali w rytm gwizdnięcia sędziego. Nie trener tu jest problemem — problemem jest to, że na Białołęce nikt już nie pamięta, jak się naprawdę kibicuje, tylko wszyscy liczą bilety jakby czekali na wygraną w totka, a na trybunach brakuje jednego, któryby stanął i krzyknął „do roboty, bo wasza taktyka to jeden wielki spacer!”. I nie mówię, że trener jest cudotwórcą — ale jak tu mieć zaufanie do faceta, który woli zmieniać zawodników niż grać normalnie, skoro my sami pozwalamy mu na to, że nic nie ryzykujemy? Trener rządzi tylko wtedy, kiedy my na to pozwalamy — a my po prostu daliśmy się rozleniwić do granic możliwości.
Najpierw próba, potem wnioski.
No do licha, aleście mnie dzisiaj rozruszkowali – jak czytam te wpisy, to aż mam ochotę siąść i napisać kilkadziesiąt stron na ten temat, bo sam walczę z tym problemem od tygodnia. Dokładnie w zeszły czwartek byłem na meczu z Radomia, a że mam fajnych kumpli z Białołęki, to siedzieliśmy obok siebie na trybunie, i co? I po dziesięciu minutach jeden facet zaczął liczyć bilety głośno, drugi drugiemu podawał statystyki, a trzeci krzyczał „bilet!” jakby miał mandat do zapłacenia, a nie kibicować. A gra? Gra była taka, że nasz lewy obrońca kopnął piłkę prosto w ręce bramkarza przeciwnika, i nikt nawet nie westchnął z ulgą, tylko ktoś rzucił „dwa punkty uciekły”. I co ja mam powiedzieć? Trenerowi na pewno nie pomaga, że co drugie zagranie jest rozbijane na atomy, ale wiecie co mnie bardziej wkurza?
Kibice sami wymyślili, że jak się nic nie dzieje, to liczymy straty, zamiast liczyć, ile czasu zostało do radości. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy na ostatnim meczu sezonu, przy remisie 1:1, ludzie śpiewali tak, że chyba słychać było nas aż w centrum miasta. Teraz? Teraz jak jest 0:0, to ludzie szukają papierosów w kieszeniach i sprawdzają godzinę, żeby zobaczyć, ile czasu minęło. I nie to, że trener jest jakiś zły czarodziej – on po prostu ma drużynę, która gra, jakby się bała strzelić gola, a kibice grają, jakby się bali być na meczu dłużej niż pół godziny.
Ale macie rację w jednej rzeczy: system jest zepsuty, bo wszyscy na to pozwalają. Ja na przykład nie mogę już patrzeć, jak moi znajomi na trybunie liczą bilety, więc po prostu powiedziałem im, że jak dalej będą tak robić, to ja wyciągam bęben i zaczynam grać sam. Oni śmieją się, że to beznadziejne, ale wiesz co? Może bym tak zrobił – przynajmniej miałbym satysfakcję, że przez 90 minut naprawdę kibicowałem, a nie liczyłem kartek. Wystarczy jeden taki dureń, żeby podnieść innych – bo kibicowanie to nie sport statystyczny, tylko wojna o emocje.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, panie i panowie, ależ się rozgorzało – toż to lepiej niż niedzielny mecz z Puszczą! 😂 ZosiaKolejorz macie rację, kibic to nie licznik kartek, tylko facet, który wstaje o siódmej rano w niedzielę i wsiada do tramwaju na Białołękę z taką energią, że mógłbyby zrobić rajd na Sycylię – a co robimy? Siedzimy z nosem w dół, liczymy straty jak księgowy w styczniu i narzekamy, że trener nie dał nam goli w prezencie za urodziny!
PaulinaWisla, kochana, ale powiem ci – te zielone kartki to nie znak, że ktoś się wstydzi, tylko że nikt nie wie, gdzie jest ta cholerna bramka! Jak się gra jakby miało nogi obciążone workami z cementem, to normalnie kibole lecą z licznikami, bo co innego mają liczyć? Mecz trwa półtorej godziny, a my czekamy na cud, który nie przychodzi, więc liczymy bilety, żeby jakoś wypełnić czas – no bo jak nie liczyć, to się zapadamy w letarg kibica emeryta! 🚬
LechiaGda_Trybuna, stary, to ty masz absolutną rację – w 2019 było fajnie, bo kibice śpiewali, trener grał, i był progres. Ale teraz? Teraz mamy takiego trenera, co chyba myśli, że trybuny to jakiś obóz rekreacyjny, a nie pole bitwy! Ja pamiętam, jak na ostatnim meczu z Legionovią widziałem gościa w koszulce z numerem "0" – zero emocji, zero strzałów, zero sensu! I co on sobie myśli, że my tu przyszliśmy na spacer z psem? My tu przyszliśmy, żeby walczyć, a nie liczyć, ile razy sędzia dał karę za coś, czego nikt nie widział!
A wiecie co jest najgorsze? Że my sami na to pozwalamy! Jak trener zmienia co drugiego zawodnika i gra w taką chuja, że nie strzela, to my siedzimy i mówimy "no, może następnym razem", zamiast krzyknąć do niego: "Hej, palancie, weź kopnij tam tę piłkę, bo my się tutaj dusimy z nudów!" 😤 Trener rządzi tylko wtedy, kiedy my na to pozwalamy – a my po prostu daliśmy się rozleniwić jak stado owiec.
I jeszcze jedno – Julka_zTrybun, ty masz stuprocentową rację! Jak się siedzi na trybunie i patrzy, że zawodnicy kopią piłkę wprost w ręce bramkarza przeciwnika, to nie ma co liczyć biletów – trzeba wstać i krzyknąć "DO ROBOTY, CHŁOPAKI, BO MY SIĘ TU DUSIMY!". Bo kibicowanie to nie statystyka, tylko uczucie – i jak nie ma radości, to nie ma kibicowania, tylko kolejna porażka w statystykach.
No to moja propozycja na przyszłość? Następnym razem, jak traficie na takie "mecze spacerowe", bierzcie ze sobą bębny, transparenty z napisem "GOLY ZAMIAST BILETÓW!" i śpiewajcie tak, żeby słychać was było aż na drugim końcu Białołęki! Bo jak my sami nie damy rady podnieść atmosfery, to nikt tego za nas nie zrobi – ani trener, ani kibice, ani nawet ten biedny sędzia, któremu od tygodnia wisi nad głową groźba zielonej kartki! 💸😂
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
no ale szacunek ci oddaję, że tak walisz z pazurem w ten "cyrk kartek", ale pamiętajcie, że jakby nie ten trener co to tu panoszy, to my byśmy siedzieli na trybunie z plastikowymi kubkami po piwie i liczyli kolejne sezony bez nic, nie mając nawet co śpiewać poza "pa pa pa" 😂 spoko, rozumiem, że się kurczycie, że kibice liczą bilety, że gra nudna jak flaki z olejem, ale CZY NAPRAWDĘ TRENER JEST WINNY, ŻE WY SIĘ BAICIE WYJŚĆ ZE SKÓRY I KRZYKNĄĆ?
bo hej, ja tam byłam na Białołęce w zeszłym tygodniu i co? I widziałam, jak nasi chłopaki kopią piłkę tak, że leci prosto pod nogi rywala, a wy tu narzekacie na bilety zamiast krzyknąć do nich "ej, do cholery, weźcie tę piłkę i strzelajcie, bo ja przyjechałam z myślą, że zobaczę walkę, nie próbę ucieczki z boiska!" 🤬 i nie mówcie mi, że trener rządzi waszymi głosami – rządzi nim wasze PRZYZWYCZAJENIE DO PORAŻEK!
a te zielone kartki? serio, serio – kibice wychodzą z meczu jakby im ktoś ukradł ulubione buty, a potem mówią, że to trener wina, że oni tylko liczyli bilety? no ja pierdolę, jak tu nie zwariować! WIDZIELIŚCIE, JAK SIĘ ŚMIEJĄ SIĘ Z WAS NA DRUGIEJ STRONIE, GDY MY TU SIĘ KŁÓCIMY O KTO KOGO WYMIENIA NA BOISKU ZA WIĘCEJ NIŻ SIĘ DOSTAŁ ŻÓŁTEJ KARTKI?! 🔥
więc proszę, następnym razem, zamiast wymyślać teorie spiskowe o tym, że trener nas oszukuje, to może WYŁADUJCIE TEN GNIEW NA PIŁKĘ, A NIE NA LICZNIK BILETÓW! bo kibicowanie to nie konkurs matematyczny, tylko emocjonalny rollercoaster – i jak nie ma emocji, to nie ma meczu, tylko film o nudziarzach! 💪😤
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, ależ wy mnie dzisiaj rozkręciliście – jakbym słuchał czterech różnych pijaków w knajpie, którzy właśnie stracili papierosa, a w kieszeni mają tylko zapałki do liczenia strat. Słuchajcie, bo ja wam coś powiem z mojego podwórka, które z Projektem ma więcej wspólnego niż kibic z Arką ze śpiewaniem hymnu.
Byłem tam w zeszłym sezonie, kiedy graliśmy z Zagłębiem, i co? I pamiętam, jak na trybunie A2 siedziało się obok faceta, który miał kartkę i długopis i co sekundę coś notował. A gra była taka, że nasz napastnik kopnął piłkę tak wysoko, że by ją zestrzelili z kosmosu, a facet dalej liczył bilety. Wtedy pomyślałem: "Kurde, ależ my tu gramy w szachy z samego siebie, tylko że szachownica to boisko, a figury to nasi zawodnicy."
Wiecie, co mnie w tym wszystkim najbardziej boli? Że tracimy coś, czego nikt nam nie zwróci – tę chwilę, kiedy stoisz na trybunie i czujesz, że jesteś częścią czegoś większego niż dziesięciu facetów biegających za piłką. To nie chodzi o to, kto rządzi – trener, kibice, los – tylko o to, że nikt już nie pamięta, że futbol to nie konkurs na najmniejszą liczbę kartek, tylko na największe emocje.
Ja nie wiem, czy trener jest winny, czy my sami sobie zaszkodziliśmy, ale wiem jedno: jak dalej będziemy liczyć bilety zamiast śpiewać, to wkrótce nikt nie będzie pamiętał, dlaczego w ogóle chodzi na ten stadion. Może czas więc zapytać siebie: co tracimy szybciej – zaufanie do trenera czy radość z bycia kibicem? Bo jedno jest pewne – bez tej drugiej sprawy, pierwsza nie ma żadnego sensu.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊