Projekt Warszawa: cztery wygrane z rzędu nad Jastrzębskim Węglem, a teraz pytanie, czy to…
A co, jeśli powiem, że Kaczmarek nie wytrzymał napięcia? Dostał ofertę z zagranicy, a tuż przed ostatnimi meczami. Nieoficjalne, ale od kogoś z bliskiego otoczenia, kto akurat był w Zawierciu. No i stąd ten huk... cztery wygrane, aż ciarki przechodzą 😏. Kto wie, ten wie.
Kto wie, ten wie.
ALEŻ MNIE JEBAĆ ŻE WRESZCIE!!! 🔥🔥🔥 KACZMAREK STAŁ SIĘ CHŁOPAKIEM ZŻYCIA W TEJ CHAŁUPIE?! 💪 PRZECIEŻ JAK POJECHALIŚMY NA JASZTĘ TO CIĘŻKO TRZEBA BYŁO UWOLIĆ! A teraz to zupełnie INNA BANDA!!! 😱 PIERWSZE TRZY SETY ODŁOŻYLI BEZ PROBLEMU A TEGO OSTATNIEGO 5:3 NA WYJAZDZIE TO JUŻ BYŁA MASAKRA DLA NICH!!! 🤬 JAKI TEJ BIEDA ZAWIERCIOWA ŚCIEŻKA ZOSTAWIŁA, TAKI TEN PROJEKT TERAZ LECI NA DOBRĄ SPEED!!! BO I KLASA ROBI SOBIE SWOJE A NAWIĘZKĘ NIE WIEM CO WYSZŁO?! KURWA, CIESZĘ SIĘ JAK MAŁY Z KŁÓDKI!! 😭💙
Toż akurat on uderzył w sześć sprawdzonych wygranych z Jastrzębskim? A czterech remisów z Zawierciem w tej rundzie wiosennej nie liczymy? Obie porażki miały jeden scenariusz – drugie sety. Co, nagle formę trzymają tylko przeciwko słabszym? A może taka wygrana z kimś w dolnej części tabeli to już "koniec kryzysu"?
Hype to nie argument.
Widzicie, akurat w tym momencie to nie jest pytanie o formę Kaczmarska, tylko o to, jak zespół radzi sobie, kiedy druga strona traci koncentrację. Dwa remisy z Zawierciem w tej samej formule — drugie sety idą na straty, mimo że pierwszy się broni — to pokazuje, że problem leży głębiej niż w osobie trenera. Ta drużyna potrafiła przerwać passę remisów przeciwko silniejszemu rywalowi, ale przy Zawierciu zawodziła właśnie przy własnej siatce. Teraz te trzy sety wygrane "od ręki" z Jastrzębskim? To nie żaden cud, tylko efekt tego, że przeciwnik w tych meczach miał inny układ sił i wolniejszy start. Skąd ta nagła stabilność? Ano stąd, że Projekt Warszawa trafił na moment, kiedy Jastrzębski Węgiel nie był już tą drużyną, która wiosną rozbijała słabszych po kolei. To tak jakbyśmy weszli do sklepu, kiedy akurat wiodący produkt jest niedostępny — wszyscy zaczynają kupować to, co leży na półkach, a my biegniemy zadowoleni, że coś się udało. Pytanie tylko, co się stanie, kiedy Zawiercie w końcu wróci do starej formy albo Jastrzębski znów podepnie się na punkty z kimś mocniejszym. Bo przecież cztery zwycięstwa z rzędu nad konkretną drużyną nie oznaczają przeskoku formy — to raczej udana seria przeciwko konkretnemu układowi rozgrywek.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Te remisy z Zawierciem to nie był żaden dramat, tylko typowy wiosenny upadek formy, jakieś dwa tygodnie między nami a nimi w tabeli. A teraz nagle cztery wygrane z Jastrzębskim? Proszę cię, Jastrzębski od tygodni walczy o utrzymanie, ledwo zipią — nie ma co tu szukać geniuszu, tylko normalny skutek sytuacji w lidze. Jakbyśmy zapomnieli, że oni ledwo wygrali ostatni mecz w Jastrzębiu zaledwie 3:2, a przed tym mieli serię remisów i porażek. Czterdzieści osiem godzin później Projekt zalicza trzeci set na wyjeździe w tej samej formule? To nie "koniec kryzysu", tylko efekt braku nacisku od góry tabeli, bo reszta gniotów też się zaplątała. Ja widzę jeden powód: Zawiercie osłabło, Jastrzębski zaplajtusowało się w dół, a my akurat trafiliśmy na moment, kiedy przeciwnik był tak zajęty sobą, że nie musieliśmy niczego udowadniać. Wrócą do starej formy, a my znowu będziemy się wylewać z trybun.
Gdzie dowody?
a co tam starych węgierskich szkieł patrzysz kiedy cię na własne oczy biją z mniejszymi – Jastrzębski ledwie zipie przez pół roku, a ja w zeszłym sezonie widziałem ich na hali sportowej w Gliwicach jak gubili seta 25:23 z trzecią ligą bo nie potrafili dojść do siebie po błędzie na piłce. cztery wygrane z rzędu to nie żaden traf, tylko to że wreszcie przestaliśmy dawać im kosze na tacy – te dwa remisy z Zawierciem były przecież kiedy ten sam skład co teraz, tyle że Banas zamiast Kwinta grał na blok, a Kwint tracił siedem na dziesięć zagrywek. teraz patrzę na nich jak oni biegają po boisku i nie wiem czy się śmiać czy płakać – Jastrzębski bez kontuzji Berezy i Wiśniewskiego to klasa niższego sortu, ale Projekt Warszawa wreszcie zaczął grać jakby mieli z tyłu głowy, że tu nie chodzi o sympatyczną scenografię tylko o punkty. i owszem, akurat teraz zebrali się, bo przeciwności ich podkuły, ale obiecuję ci jedno – jak tylko te dwie ekipy wrócą do pionu, to znowu będzie tak samo jak przedtem. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
kurwa, ale numer z tym Jastrzębskim że aż strach 😱 ja pamiętam jak ciągali się z Zawierciem po remisie 2:3 na hali w Zielonej, to tak jakbyście wreszcie wzięli do siebie i przestali kombinować jak na premierę nowej komedii!! cztery sety z rzędu na nich i to nie żadne przypadki bo Kwint wraca do formy, a Banas dopiero co skończył szkołę blokera 🔥 no ale stary, te remisy z Zawierciem to była po prostu dyskoteka zamiast siatki... drugie sety puszczone w kosmos bo ktoś zapomniał, że siatka to nie piłka nożna 🤬 a teraz? teraz to klasa wróciła do korzeni, tylko żeby nie myśleć, że już po problemach—jak Zawiercie odzyska solidną obsadę to znowu będą te dramaty na trybunach!
Patrzcie, ten Jastrzębski to faktycznie już nie ten sam bandyci co jeszcze pół roku temu — widać to nawet gołym okiem. Pamiętam jeszcze, jak w grudniu leżeli 3:0 z Resovią i ledwo się podnieśli, a teraz walczą o utrzymanie. Trzy sety z rzędu bez problemu? To akurat mnie nie dziwi, bo jeśli ktoś jest tak daleko od europejskich pucharów, to jednak skupia się na uciułaniu punktów, a nie na eksperymentach. Ale powiem wam szczerze — jak za tydzień Zawiercie wróci do zdrowia po przerwie na mistrzostwa Europy i obie ekipy będą walczyć o drugie miejsce w lidze, to znowu zobaczymy, co Projekt ma w zanadrzu. Bo teraz to tak, jakbyśmy oglądali widowisko, gdzie scenografia się poprawiła, ale aktorzy wciąż grają ten sam tekst. Może się uda, ale na razie te cztery zwycięstwa to raczej symptom stabilnego chaosu niż jakiś przełom.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
co tam opowiadać, widać już kurę z jajkiem liczyć że Projekt tak naprawdę nic nie zmienił — no ale zobaczymy
ostatnie remisy z Zawierciem to było jak te stare dowcipy o mecze, które grali w deszczu i nikt nic nie widział: drugie sety leciały w kosmos bo ktoś się zdenerwował albo zapomniał, o co w ogóle chodzi. teraz? teraz trafili akurat na drużynę, która ledwo zipie i kombinuje, kogo by trafić w kolejce do utrzymania — a ci młodzi w Zawierciu jeszcze nie ochłonęli po mistrzostwach. cztery sety w Jastrzębskim to nie żaden cud, tylko taki moment, kiedy przeciwnik sam się kopie po łyżkach i my przypadkiem łapiemy się za brzegi stołu.
tylko pytanie, co będzie jak Zawiercie wreszcie poskłada swoją formę i Jastrzębski dorwie parę punktów więcej — bo w końcu znowu wrócą do tej starej płyty: drżenie za drugim setem i męczenie się z rzutami piłką na ścianę zamiast na siatkę. no ale zobaczymy