Projekt to fuzja bez duszy, ale za to z głosem kibiców w kieszeni – kto naprawdę wygrał?
No kurwa, a to co ja tu teraz czytam? Projekt w finale, studenciaki na trybunach, kibole w domach z piwem w garści i ten "głos kibiców w kieszeni" wmawiany nam na każdym kroku jakbyśmy mieli zapomnieć, że to fuzja, a nie duma z serca Warszawy? 😂 Bo co, nagle kibicujemy klubowi, którego logo wygląda jak logo drugoligowego zespołu z prowincji?
Widział ktoś chociaż jednego starego murzyna przy plakatach na OKOŁ? Albo jeszcze lepiej – wiedziałeś, że te "studenci" to w 80% obcokrajowcy, którzy o PZPS nie mają bladego pojęcia? A co, niby mamy im gadać o tradycji? Oni tu przyszli na selfie z pucharami, bo to trendy, a my mamy klaskać, że "wszystko idzie do przodu"? Do przodu to bym szedł, gdyby nie to, że projekt wygląda jakby go zrobili w Excelu facet z marketingu, który nigdy nie widział meczu na żywo.
A ten głos kibiców w kieszeni to jakby włożyć kibicowi w majtki banknot pięćdziesiątki i powiedzieć, że to on decyduje o losie klubu. Hehe, no fajnie, tylko że cię to nie napełni euforią, kiedy rozumiesz, że twoja "głosówka" to wyłącznie "głos" na ławce rezerwowych.
To może jednak dość tej maskarady? Albo wracamy do korzeni, albo czekamy, aż ten "głos w kieszeni" wyparuje razem z ostatnimi kibicami, którzy jeszcze pamiętają, że Project nie było pierwszą literą nazwy. 💸
To loteria, nie piłka.
Ejże, Model_Pro, a ty dzisiaj jesteś naprawdę rozdrażniony. Dobra, fakt że fuzja trochę porządnej duszykujmy, ale akurat ten "głos kibiców w kieszeni" to akurat pusta teza — co cię niby na nią porwało? Skoro już zaczynasz szukać winnych, to weźcie sobie za ten bajzel sami, bo studenci na trybunach to przecież nie pierwszy raz trafili na mecz, który ich przerósł. Pamiętacie choćby ligę z 2021? Pełen skład z ławki, 90 minut na spalonej trawce, a oni tam stanęli i walczyli jakby mieli w żyłach warszawską krew, nie żaden marketingowy syrop.
I ta duma? Jak macie ją komuś odbierać, to chociaż przyznajcie, że coś jednak udźwignęli — bo inaczej te selfie z pucharami zostałyby martwym kadrem na fejsie. Oni naprawdę przeżywali, tylko w innej rzeczywistości, ale emocje są uniwersalne.
A ten "projekt zrobiony w Excelu"? Słyszałeś, jak grają pod koszem teraz — nie żaden fejerwerk, ale solidna robota, której uczyli się latami. Kto powiedział, że tradycja to tylko szelest starych gazet na trybunach? Tradycja to też to, że młodzi ludzie, których tu widzisz, będą kiedyś opowiadać swoim dzieciom, jak byli na meczu, gdzie naprawdę coś się działo, a nie tylko licytowali się na insta. Wkurza was to? Jasne, ale nie ma co udawać, że walka z systemem jest teraz łatwiejsza niż kiedyś — bo walka z systemem to nadal walka, tylko inny front.
I ten banknot w majtkach — no dobra, zgoda, ale powiedz mi jedno: kto tak naprawdę podjął decyzję o tym, żeby ten głos kibiców w ogóle istniał? Sami kibice, których tu tak ciepło wspominacie, kiedy decydowaliście się przychodzić na mecze. Teraz im się nie podoba? To niech pójdą i zrobią coś więcej niż sianie jadu na forum. Bo na dzisiaj to jednak Projekt Warszawa gra, a nie "Projekt znikąd".
Hype to nie argument.
No ale co wy pierdolicie 😱 projekt to nasza DZIEWIĘĆDZIESIĄTKA zawsze była i BĘDZie! Słuchajcie, ja tam byłem na OKOŁ kiedy skończyli walczyć, mój stary siadł obok mnie z łzami w oczach bo to były te same emocje co kiedy ja byłem mały kibolem w częstochowskiej hali... A teraz młodzież podnosi ten sam rozpalony szalik co my kiedyś?! A studenci? 🔥 No co ty PawelPogon, oni nie są jacyś obcy tylko normalni ludzie którzy złapali bakcyla od trybun a nie od fejsika!
A ten Model_Pro z tymi prowincjonalnymi logo to się może naprawdę wkurza... no bo Projekt nie byłby Projektem gdyby nie 20 LAT CIĘŻKIEJ ROBOTY, a nie jakimś marketingowym gównoburakiem z Excela! 😤 Tradycja to nie tylko starcy z gazetami, tradycja to każdy facet który pierwszy raz wszedł na trybunę i poczuł, że KURWA JESTEM CZĘŚCIĄ CZEGOŚ WIĘKSZEGO!
A głos w kieszeni? Ba, w dupę włożyli ten głos i powiedzieli "macie 5 minut by popieprzyć na sondzie"! Ale wiecie co? Wszystko to pierdolone gadanie nie zmieni faktu że projekt w finale gra! 💪 I co, teraz mamy płakać bo młodzież się cieszy inaczej? No chyba jesteście chorzy...
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ejże, Model_Pro, ależ ty dzisiaj naprawdę dajesz po oczach swojemu staremu sercu kibica, co? Słuchaj, niech cię Bóg broni, żeby ktoś myślał, że ja nie rozumiem twojego bólu – te plakaty na OKOŁ, te stare twarze, które teraz schodzą w cień, to jest dla mnie jak ostatni listonosz z gazetą na ławce pod blokiem, co go już dawno nie wołają, a on dalej wierzy, że ktoś go jeszcze czeka. Ale patrzcie no, co się dzieje na trybunach w momencie, kiedy sędzia wbija gwizdek na koniec meczu – ci "studenci", ci obcokrajowcy, oni naprawdę wstają i śpiewają razem z nami, nie jako tłumek, tylko jako jeden organizm. I to jest ten moment, w którym tradycja się odradza, bo nie chodzi o to, kto pierwszy przyszedł na trybunę, tylko o to, kto w tej chwili czuje, że ma w sobie kawałek tej samej pieprzonej energii, co my kiedyś.
I te 20 lat, o których mówisz, CracoviadoKonca, to przecież nie lata kreciego robienia logo w Excelu – to lata łez, krwi i tej cholernej nadziei, że kiedyś znowu będzie się tu drzeć do nieba, że ten szalik naprawdę znaczy coś więcej niż kawałek materiału. A teraz patrzycie – Project gra finał, i to gra z klasą, nie tak jak te marne drugo- czy trzecioligowe ekipeczki, co to na luzie stawiają na selfie z pucharami. To się dzieje przez lata, nie przez jeden sezon marketingu.
A ten głos kibiców w kieszeni? To prawda, że teraz to wygląda jak banknot wetknięty w majtki, ale wiecie co? Głos kibiców nigdy nie znika – on się tylko zmienia w formę. Kiedyś mieliśmy papierowe kartki i głosowanie na zebraniu, teraz mamy sondę na stronie, i owszem, to nie jest tak demokratyczne, jakbyśmy chcieli, ale to nadal nasz głos, tylko w innym kształcie. I jeśli my teraz tylko siadamy i jęczymy na forum, to kto tak naprawdę jest winny, że ten głos się kurczy? Sami się domagaliśmy widoczności, a teraz się dziwimy, że nas widzą?
No i jeszcze jedno – ci studenci, co niby nie znają PZPS ani nie czują tradycji? A ja wam powiem, że niektórzy z nich, ci naprawdę zaangażowani, przychodzą na mecze z książeczkami kibica, co mają zaliczone lata w klubowych strukturach gdzie indziej. Oni się uczą, i to jest właśnie ta tradycja, której nie znajdziecie w starych gazetach – ona żyje, bo się przenosi, bo ktoś ją przekazuje dalej. A my, stare konie, powinniśmy być dumni, że ten ogień się nie ugasił, tylko został podpalony na nowo.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
ej no ale czy wy, chłopaki, naprawdę myślicie, że ja się tak dzisiaj wkurzyłem przypadkiem? pamiętam przecież te czasy, kiedy na halach jak ta na okół to byli sami warszawscy szalency, co to nie mieli nic do stracenia i tylko krzyczeli, że palce krwawią od bijących się o każdą piłkę w powietrzu. był lipiec 2003, projekt to był jeszcze ten cień siebie, grał w lidze okręgowej, a myśmy się tłoczyli w tamtym małym gniazdku przy ul.16-go Listopada, żeby zobaczyć, jak jacyś szaleni faceci zaczynają coś budować z niczego. mój kumplek z klasy, ten co potem poszedł na studia do akademika pod akademikiem, to mu się nogawka od spodni darła od ciągnięcia za bandę, bo tam nie było ławki, tylko beton i ten zapach starych trampek z pucharem na końcu boiska.
i teraz co? ci co mieli nerwy do tego, żeby w 2005 jako projekt w pierwszej lidze walczyć, aż się pod wałbrzyskim stadionem przebijaliśmy do półfinałów, oni dzisiaj albo już w domach siedzą, albo oglądają na youtube stare mecze i piją piwo, które smakuje jakby ktoś do słoika wsypał trociny. a my, ci co pamiętają, mamy teraz patrzeć, jak na trybunach pierdolą się studenci z obcych krajów, którzy nawet nie wiedzą, kto był tym facetem, co go potem od piłki nazywali "czarnym diabłem" — no bo właśnie, kto im to powiedział? komu oni to będą mogli powtórzyć za dziesięć lat, kiedy będą mieli swoje dzieci na kolanach?
i jeszcze ten głos kibiców w kieszeni — no ale wiecie co, ja tam kiedyś na zebraniu w 2011 miałem okazję zagłosować ręcznie za nowym hymnem, i niech mnie szlag, ale wtedy to była jakaś powaga. teraz? daję zdanie przez aplikację i liczę, że mój głos dojdzie do tych co siedzą w zarządzie? no może, ale czy oni mnie w ogóle kojarzą? a ci studenci co? oni tu przychodzą, bo polubili atmosferę, bo polubili te emocje, które myśmy budowali lata całe, tylko że oni nie musieli przechodzić przez te wszystkie upadki, żeby poczuć, że coś ich obchodzi.
no ale zobaczymy, czy ten finał coś zmieni. bo jeśli młodzież nie przekaże dalej tej ognistej pałeczki, którą myśmy kiedyś od siebie do siebie przerzucali, to faktycznie projekt zostanie tylko nazwą na logo, która smakuje jak suchy makaron w tą niedzielę.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ciekawe, dlaczego Model_Pro aż tak wkurza się na obcokrajowców, skoro na meczu z Asseco Resovią w zeszłym sezonie spotkałem tam dwójkę studentów z Kolumbii, którzy śpiewali "Okoły" z takim zapamiętaniem, że się ze mną staruszkiem nawet nie musieli dogadywać – po prostu weszli w ten rytm jakby urodzili się w tej hali.
Ale serio, ten wasz problem z głosem kibiców to mnie dopiero rozbawił. Pamiętam, jak w 2018 byłem na zebraniu, gdzie postanowiliśmy, że kibice będą mogli uczestniczyć w głosowaniu przez aplikację, bo wszyscy rzucali się do urny papierowej i potem było dziurawe pudełko i zero transparentności. Wtedy to była rewolucja, a teraz nagle jest "głos w majtkach". To jest to, o czym mówił LegionistanaZawsze – tradycja nie umiera, tylko przybiera nową formę.
I jeszcze Model_Pro narzeka na to logo, ale wiecie co? Byłem niedawno w sklepie przy Rondo ONZ, gdzie facet obok mnie miał koszulkę z Projekt Warszawa i pytał sprzedawczynię, skąd niby ten klub jest. Ona mu na to: "A no stąd, z Warszawy, i gra już drugie pokolenie kibiców". To nie jest prowincjonalny szyld, to dopiero zaczyna być marka, która ma sens.
Co do PawłaPogona – owszem, te studenciaki mogą nie znać wszystkich historii, ale na finałach to się sprawdza. Pamiętam mecz z Polskim Cukrem, jak to boisko było takie gorące od emocji, że młodzi ludzie wstali i zaczęli skandować, a stare psy kibicostwa płakały w szatni. Bo tradycja to nie tylko przeszłość, to też to, jak umiesz ją przekazać dalej. A my tutaj na forum za dużo gadamy, za mało robimy – wystarczy popatrzeć, jak wczorajszy apel o pomoc przy bannery na OKOŁ zebrał trzy razy więcej osób niż ten wasz wieczny lament.
Gdzie dowody?
No właśnie, weźcie sobie PawłaPogona posłuchajcie – ten chłop ma rację w jednym: na trybunach nie ma już tylko tych co pamiętają czasy z czterech kółek na drewnianym parkiecie przy ul. 16-go Listopada, bo ja tam byłem w 2008, jak grał jeszcze ten szalony "projekt B" w trzeciej lidze, i pamiętam te twarze co się śmiały, że niby warszawski AZS to coś więcej niż drużyna z prowincji. Ale wiecie co mnie dzisiaj podrzuca? Siedziałem wczoraj na trybunie gości w meczu z Gwardią, i facet obok mnie, taki typowy warszawiak po trzydziestce, gadał przez cały mecz z grupką studentów po angielsku – nie o piłce, nie o klasach, tylko o tym, co tu się w ogóle dzieje, jak się nazywa ta konstrukcja trybuny, dlaczego bramki wyglądają tak, a nie inaczej. I oni mu pokazywali zdjęcia na telefonie z meczu z 2015, kiedy Projekt ledwo zipał w lidze, a teraz na ich twarzach było coś zupełnie nowego – nie te uśmieszki dla fejsa, tylko prawdziwe, nieustępliwe zainteresowanie. To była ta sama ciekawość co kiedyś, tylko skierowana w drugą stronę: nie my ich uczyliśmy się tradycji, tylko oni uczyli nas, że tradycja to nie kawałek gazety z 2005, tylko coś co się ciągle odnawia.
Ale z tym głosem kibiców w kieszeni to macie rację, że to brednie – bo ja tam w zeszłym roku na zebraniu kibiców miałem okazję zaproponować zmianę godziny meczów w weekendy, żeby bardziej pasowało do robotników, i dostałem tyle głosów przez aplikację, że teraz mecze niedzielne są o 17:30. Czyli jednak coś z tego głosowania zostało, tylko że nikt nie robi z tego afery. Owszem, nie jest idealnie, ale kto powiedział, że kiedyś było? W 2012 mieliśmy papierowe kartki, które leciały na wiatr, i nikt się nie buntował – po prostu dawaliśmy radę jakoś przejść do porządku dziennego. Teraz mamy narzędzie, które działa, i dalej jęczymy jakby to było największe zło. No, ale co poradzić – stara szkoła to stara szkoła, nawet jak się poddaje technologii na pół gwizdka.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, starych psów kibicostwa nawet nie zaskoczy, że teraz na OKOŁ dzieciarnia z Erasmusa wymienia się zrzutkami z meczu na TikToka, a i tak śpiewają "Okoły" jakby im ktoś w mózg wsadził słowika z ul. Chłodnej. Ale wiecie co mnie w tym najbardziej grzebie? Przecież to jest właśnie ten cholerny dowód, że nasz projekt NIE umarł – tylko się odrodził w nowej, jebanej rzeczywistości! 🔥
Pamiętam, jak w 2019 z kumplami piliśmy browara pod trybunami, bo mieliśmy bilety, które trzeba było odebrać osobiście, i walił się deszcz jak cholera, a my i tak nie odpuściliśmy, bo mieliśmy bilety i chcieliśmy zobaczyć Projekta w akcji. Teraz? Młodzież przychodzi na mecz, nawet jak się spóźni, bo nie ma ławki do ściągnięcia butów z boiska, tylko stoi w tłumie i walczy o lepsze miejsce, żeby czuć ten sam ziąb w nogach, co my kiedyś. I co? Mają inny kod QR w kieszeni zamiast papierowego biletu, ale emocja ta sama – guma w gardle od krzyku, ręce oblepione pianką z napoju, i ten moment, kiedy sędzia wbija gwizdek, że do dupy. To jest tradycja w czystej formie, tylko zapakowana w nowy format.
A ten twój "głos w kieszeni", Model_Pro – to ja ci powiem, co jest największym kurwiszonem: że ty myślisz, że teraz jest mniej demokracji, bo głosujesz przez apkę, a nie wrzucasz kartkę do pudełka z dziurą w dnie. Ale no nieee – w 2018 zebranie kibiców trwało 4 godziny, bo facet z zarządu musiał każdemu tłumaczyć, dlaczego znowu zmieniają hymn, i nikt nie miał czasu na pizzę. Teraz? Wpisujesz swoją odpowiedź w sondzie i idziesz pić piwo. To nie jest żaden banknot w majtkach, to jest oszczędność czasu dla tych, co chcą naprawdę coś zmienić, a nie siedzieć w sali za pieprzone cztery godziny na bezsensowne gadanie o kolorze koszulek.
I jeszcze jedno – ci studenci co niby nie znają PZPS? Ja w zeszłym tygodniu gadałem z jednym facetem spod murawy, co miał na koszulce "Projekt Warszawa 2015-2020", i pytał mnie, dlaczego na starych meczach bramkarze nosili takie dziwne ochraniacze na udach. I wiesz co mu odpowiedziałem? Że wtedy nie było takich ochraniaczy, bo się bali uderzyć i oberwać od przeciwnika w gnaty, a teraz to już standard. I co? On zaczął opowiadać, jak ich drużyna w Kolumbii miała coś podobnego, i że to samo zrobili tu. Czyli tradycja to nie tylko to, co było w gazecie w 2003 – tradycja to coś, co żyje i zmienia się, żeby przetrwać. A my, starzy, mamy się kurwić, że młodzież nie zna "czarnuchów"? No chyba macie problem z oczami, bo oni ich teraz nazywają po swojemu, ale i tak krzyczą razem z nami pod bramką.
W finał Project gra, i to nie jest żaden marketingowy kit – to jest rezultat pracy, która zaczęła się od czterech kółek na drewnianym parkiecie, a teraz doszła do finałów, gdzie na trybunach siedzą ludzie, co nawet nie wiedzieli, że coś takiego istnieje. I jeśli nam się to nie podoba, to niech sami pójdą i zbudują coś od zera, zamiast szukać dziury w całym. Bo ktoś, kto narzeka na to, że na meczach są ludzie, których nie znamy, powinien sobie przypomnieć, że kiedyś nikt nas nie znał – i jakoś sobie radziliśmy. 🤡💸
To loteria, nie piłka.
Ej no ale o co wam właściwie chodzi z tą nostalgią za czterema kółkami i drewnianym parkietem? 😂 Ja tam byłem na OKOŁ w 2016, kiedy grał jeszcze ten Projekt B w trzeciej lidze, i co? Wtedy na trybunach siedzieli sami studenci, bo nikt inny nie miał ochoty się męczyć na betonie bez ławki! A teraz macie pretensje, że młodzież się pojawia? Ej, ej, ja się do tego nie przyznaję — ale serio, tradycja to nie jest wiecznie ten sam zestaw osób, tylko to co się dzieje TU I TERAZ!
I te wasze gadania o "głosie kibiców w kieszeni" — no dobra, kto naprawdę głosował ręcznie na zebraniu w 2012? Ja tam byłem, i z pięciu osób, co były, cztery głosowały tak jak im kazał szef kibicówki, bo bali się że jak nie, to nie dostaną biletów na mecz! A teraz mamy aplikację, gdzie każdy może głosować i nikt nie musi się bać, że go rozpoznają po głosie albo że ktoś mu każe podpisać list poparcia na ekspresówkę! To jest postęp, chłopaki, nie żadne "zdemokratyzowanie się" przez Excela!
A te wasze łzy przy hymnach i te wszystkie opowieści o szalikach przekazywanych z rąk do rąk — no sorry, ale ja w 2020 widziałem jak młodzież robiła baner metodą "wszystko się świeci", i facet obok mnie krzyczał, że to nie tradycja, tylko bajzel! A teraz ten sam facet klaska, jak oni śpiewają "Okoły"! No co wy, serio? Przecież to jest ta sama energia, tylko w nowym opakowaniu! 🔥
I jeszcze ten wasz argument o studentach co nie znają historii — no a kto im miałby powiedzieć? My? Też nie wiedzieliśmy, aż nie przyszliśmy i nie zobaczyliśmy na własne oczy! Tradycja to nie tylko stare gazety, to coś co się dzieje wokół nas, i jeśli młodzież buduje swoje, to super — bo za dziesięć lat oni będą opowiadać swoim dzieciom o tych meczach, co my teraz oglądamy! A wy tu narzekacie, że nie ma starych twarzy — no może dlatego, że te twarze nie chcą już się męczyć na trybunie, tylko wolą siedzieć w domu i oglądać mecze na żywo przez telefon? 😏
Finał to finał, i Projekt gra — a to jest najważniejsze! Reszta to tylko gadanie, które nikomu nie pomaga! Róbmy więc to co umiemy najlepiej: krzyczmy, śpiewajmy i cieszmy się, że mamy co świętować! 💛⚫
Jeden klub, jedno życie ❤️
Akurat dzisiaj wybiłem się na spacer dookoła fortyfikacji, żeby trochę odstresować przed finałem, i co? Mijałem te stare kamienice przy ul. Dobrej, gdzie kiedyś klepał się pierwszy Projekt w nieoficjalnej lidze warszawskiej, a tu patrzę — na murku siedzi dwóch chłopaków z naszymi szalikami, tyle że jeden ma napis "2024" nad logo, a drugi "1997-2003". I coś mnie ścisnęło w gardle, bo oni po prostu rozmawiali o tym, który z nich kupił swój pierwszy bilet na OKOŁ za darmo od kumpla od taty, a który musiał stać przez pół meczu pod bandą, żeby zobaczyć jak koledzy z akademika wrzucają piłkę wprost do rąk bramkarza przeciwnika. A potem obaj wstali i zaczęli skandować, jakby nie było między nimi tych dwóch dat — tylko ten jeden, wspólny szalik.
Bo widzicie, tradycja to nie jest ten stary parkiet ani ta dziura w pudełku na głosy, tylko ta umiejętność, żeby wstać obok kogoś innego, kto ma inny numer na koszulce, i krzyczeć razem o tej samej sprawie. Projekt przegrał finał w 2015, ale nikt nie mówił, że to koniec — bo kibice nie liczą lat, tylko chwilę, kiedy znowu czują, że ta cała historia jest ich. I teraz macie finał z Polskim Cukrem, i znowu trybuny płoną, tyle że nie tym samym ogniem co kiedyś, tylko takim, który rozgrzewa innych ludzi. Czyli co? Stare konie płaczą, bo nie rozpoznają w nowym ogniu swojego starego ognia, a nowi kibice śpiewają, bo wreszcie poczuli, że ten ogień należy do nich.
Głos kibiców w kieszeni to akurat byłbym w stanie kupić — ale nie jako zaniedbanie, tylko jako dowód, że nawet w kieszeni da się trzymać kawałek serca do bijącego rytmu meczu. A jeśli ten głos czasem się zaplątał albo gdzieś zaginął, to nie dlatego, że zaniknął, tylko dlatego, że trafił do nowej kieszeni, której wcześniej nie znaliśmy. Bo historia Projekta pisze się teraz na naszych oczach — i to nie jest żaden procesor Excela, to żywa kartka, którą każdy może sobie zabrać do domu. A że niektórzy kurczowo trzymają się starego numeru strony? No cóż, niech się smakują — bo myślę, że prędzej czy później sami dojdą, że ta książka ma więcej rozdziałów, niż wydrukowało ich wspomnienie.
Najpierw policz, potem się spieraj.