Projekt ma więcej talentów w akademii niż w pierwszej drużynie, i to nie przez brak…
No dobra, to stary dach na pierwszym piętrze w moim bloku – tam zawsze słychać jakieś butelki walające się po schodach, a rano sąsiadka pierze pampersy w zlewie. Ale wiecie co? Nasz Projekt Warszawa to taki sam padół łez, tylko że z siatką. Mamy akademię, w której się aż roi od potencjalnych gwiazd, a w pierwszej drużynie to czasem nawet trudno znaleźć trzech chłopaków, którzy umieją podać bez wybijania okna.
I nie to żeby mieli na nich pieniędzy – niech ktoś spróbuje powiedzieć, że Zieliński albo Nowakowski muszą grać w innym zespole przez kasę. Ba! Możemy sobie kupić kilku obcych zawodników, którzy rozbiją się na parkiecie jak kwoka w kubku – i tyle z tej "inwestycji". Ale własny talent? Ten, który dorastał na naszych oczach, który znał nasze kibicowskie transparenty na pamięć… On gdzieś się zapodział. A ten finał Młodej Ekstraklasy? To było jak ślub w powiecie, wszyscy płakaliśmy ze wzruszenia, a teraz nikt nie pamięta nawet nazwiska zwycięzcy. Motor? Serio, ludzie? Przecież to była prawie porażka – ale kibice mieli serca jak dzwony, bo ktoś jednak poszedł tam walczyć!
A my? Siedzimy. I gapimy się na tabelkę, która każe nam się modlić, żeby jakiś głupi transfer nie wypadł jak ten but na spacerze. Tyle że nie kibicujemy tabelce, tylko drużynie. I fajnie byłoby, gdyby ktoś w końcu to zrozumiał. Bo jak nie teraz, to kiedy? 🤡💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No przecież to nie konkurs na najlepszy lament po piątym miejscu w tabeli, tylko mecz, do cholery. Może wy w swojej akademii macie pół składu zrzeszonych przez ZUS, ale w pierwszej drużynie projekt grają z takimi, których trzeba pokazywać w porannych wiadomościach o uchodźcach sportowych.
Ten finał Młodej Ekstraklasy? Pamiętam. Trójka szwarccharakterów z akademii, których nikt nie zna, bo panowie trenerzy wolą kopcić papierosy na ławce niż dawać szansę młodym. A Motor? To był mecz, który pokazał, że nasza liga to totalne cuda nad Wisłą – przeciwnik z dna ligi, a my ledwo ledwo wywalczyliśmy trzy punkty, bo brakowało paru dekagramów charakteru i kilka centymetrów refleksu. Tylko że nikt nie płakał nad tym zwycięstwem, bo nikt nie myślał, że to szczęście.
A te wasze 'talenty'? Gdzie one są? W drugoligowym rezerwacie, bo w Warszawie nie ma miejsca dla osób, które myślą, że talent to jedyne co trzeba wnieść na parkiet. Projekt Warszawa nie jest klubem socjalnym dla niedojrzałych gwiazdeczek zza rogu – tu się liczy siatka, a nie sentymenty. Jeśli nie umiesz grać, to nie ma co liczyć na łzy kibiców i niedzielne popołudnia z tatą na trybunie.
Hype to nie argument.
no że jak to PAŃSTWO MOGĄ tak mordo do takiego finału dochodzić?? A ten chłopak z akademii co tam grał, ten co robił "boom" w Młodej Ekstraklasie?? NAZWISKO GO JEBAŁO, bo nikt nie ogarniał co się dzieje!! A teraz? Teraz mamy akademię z gwiazdami co lizusują przy trybunie… TYLKO GDZIE oni wszyscy są?!?! W ŻYCIU nikt nie zapomni tego meczu z Motorem – tamto widowisko, te emocje 🔥 Kurcze mać, Darek_Rakow powiedział "porażka", a ja krzyczę: PIERWSZE TRZY SETY WYGRAĆ TO NIE JAKIEŚ GŁUPOTY!!! Siatkówka to nie o ławkę się opiera, tylko o charakter, a naszym brakuje jaj na WYSTAWIENIE MŁODYCH NA PARKIET!!!
Wyobraźcie sobie: chłopaka co latał jak szalony w juniorach, a teraz trzeba go szukać w Koszalinie czy gdzieś tam 😱 ŻEBY SIĘ URODZIŁA GWIAZDA, to najpierw musisz dać jej powietrze!! A my? My kopiemy ich w dół, bo "trzeba mieć doświadczenie" – no tak, doświadczenie w byciu rezerwowym!!! I co mamy?! Tabelkę która każe się modlić żeby transfer nie wypadł jak but na spacerze… A SERCE?? Serce to nie tabelka!! 💪🔴
Ja pamiętam jednego – "on kiedyś był nasz, on rozumiał co to biało-czerwona koszulka". Teraz ktoś inny płaci mu pensję za to że stoi i patrzy jak inni grają. TO NIE JEST NASZ PROJEKT, KURWA!!! To jakaś spółka z o.o.!!! GDZIE TE CHŁOPAKI, GDZIE TE JĄDRA??? Możemy kupić obcych co rozbiją się na parkiecie, ale własny talent? Ten który miał w oczach łzy kibica jak oglądał finał na żywo?? ON GDZIEŚ ZAPODZIAŁ SIĘ W SZAREJ STREFIE!!! A my tu gnamy w kółko i prosimy Boga żeby nie przegrać z tymi co mają więcej fory w kontraktach!! 🤬
Aha, to teraz ja wam powiem, co to znaczy, kiedy kibice mówią o akademii jak o zaginionym skarbie, a na trybunkę wychodzi banda rezerwowych, którzy nie wiedzą nawet, który koniec siatki jest który.
Wiecie, co mi się przypomniało, kiedy Darek_Rakow wspomniał o finale Młodej Ekstraklasy? Właśnie tamten mecz widać było, że młodzież ma jaja dochodzące aż po czubki palców. Tamci chłopcy nie mieli w planach "modlenia się o tabelkę" – oni walczyli o każdy punkt jakby to była ich ostatnia szansa. I wiecie co? Oni nie dostali tej szansy w pierwszej drużynie, tylko posadzono ich na ławce, żeby się uczyli przez obserwację. A przecież obserwowanie z trybuny to nie to samo co wdeptanie na parkiet i bycie częścią tego widowiska.
Trenerzy się boją – boją się, że jak dasz szansę młodemu, to on zrobi błąd i pójdzie na ławkę doświadczonych, którzy kopcą papierosy i liczą, że jeszcze raz nie przegrają. A to błąd! Bo talent, który dorastał w naszej akademii, nie jest po to, żeby lizusować przy trybunie. On jest po to, żeby grać, wpadać w serca kibiców i sprawić, że czujemy, że to NASZ Projekt, a nie jakaś spółka z dorobkiem.
I jeszcze jedno – ten chłopak, który latał jak szalony w juniorach, którego MetrykaHunter nie może sobie przypomnieć, bo nikt nie dał mu szansy… On nie zniknął. On po prostu nie ma się gdzie podziać, kiedy w Warszawie brakuje powietrza dla młodych. A szkoda, bo mieliśmy tamten finał, mieliśmy serca kibiców bijące na sztorc – to była EKSTREMALNA moc, którą teraz marnujemy, bo wolimy inwestować w obcych, którzy na parkiecie rozbijają się jak kwoka w kubku. Serce mamy – tabela zawsze będzie, ale bez charakteru i bez młodej krwi to nie nasz Projekt. To jakaś inna bajka.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
a, pamiętam jeszcze te czasy jak projekt chodził po dachu kibiców w warszawskiej hali na torwarze, samemu się dziwiłem że nie walnąłeś w strop od ilości serca które lądowało tam na trybunkach. a teraz? teraz to samo serce siedzi pod stolikiem w barze na pragi bo nikt nie umie już nikogo wkurzyć do tego stopnia, żeby wyszedł i się bił o swoją szansę.
no dobra, niech ktoś mi powie gdzie podziały się tamte czasy kiedy akademia była tak gruba że aż się baliśmy – i nie że myśmy mieli coś przeciwko, bo nie, ale waliło się od talentów jak w warszawskim metrze w piątek wieczór. i co z tego zostało? papierosowe dymy na ławce i tyle. pamiętacie przecież te nazwiska co latały wtedy po forach: ktoś tam coś zapamiętał z juniorów? no właśnie. a teraz mamy sytuację że nasz chłopiec co grał w finale młodej ekstraklasy to dla was tożsamość ustawa – nikt nie wie nawet jak się nazywa, a szkoda bo to byłby taki rarytas do kibicowskiej legendy jak kiedyś michałowicz w barwach warszawy albo ten mecz w belgradzie z borusem dzierżoniowskim gdzie sto tysięcy kiboli dusiło się w tunelu bo chcieli zobaczyć prawdziwy ogień.
i jeszcze te gadanie o motorze – serio, ludzie, jakie tam niesamowite zwycięstwo? przeciwnik z dołu tabeli, trzy sety wygrane bo my odwaliliśmy robotę na parkiecie a nie na trybunie, i co? wszyscy płaczą że nikt nie pamięta? a ja wam powiem co pamiętam: pamiętam jak na trybunach trzymaliśmy transparenty że „młode wilki rosną” a kończyło się że te wilki musiały iść do zoo bo w Warszawie nie ma dla nich klatki z odpowiednią ilością mięsa.
teraz to już nawet nie chodzi o pieniądze – bo te to niby są, tyle że giną w kontraktach z obcymi co rozbijają się na parkiecie jak pijani na rowerze – tylko chodzi o jaja. albo je macie albo nie, a projekt w tej chwili to taki koleś co nosi buty na drugą nogę i dziwi się że mu się plączą. tyle zostało z tamtych czasów kiedy kibice wychodzili z hali z uczuciem że zaraz padną na zawał serca bo nie mogli krzyczeć wystarczająco głośno. teraz? teraz to już tylko cisza, świecąca tabliczka z wynikiem i pytanie: „gdzie oni wszyscy są?”. no właśnie.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Patrzę, jak stary Józek z trybuny numer cztery od piętnastu lat wcina w przerwie swojego ulubionego oscypka, i myślę, że to chyba jedyny moment w sezonie, kiedy naprawdę ma apetyt – bo resztę czasu spędza albo na szukaniu kogoś, kto mu powie, że "jeszcze się doczekamy", albo na wbitym wzroku w telefon, sprawdzając transfery obcych, których nikt nie zna.
Akurat w zeszłym tygodniu spotkałem na stadionie faceta, co sam trenował u nas w akademii jako młody chłopak – dziś gra w drugim składzie Orła w Pucharze Polski i rozgląda się, czy ktoś z ekipy z tamtych lat nie zaprosi go na piwo. Próbowałem go zapytać, jak mu idzie, a on tylko machnął ręką: "Wiesz, stary, w tamtym finale Młodej Ekstraklasy mieliśmy czterech chłopaków, których trener po meczu mówił, że to 'przyszłość Projektu'. Dwa lata później jeden gra w Rumunii, drugi w Koszalinie, trzeci poszedł do korporacji, a czwarty... no cóż, ten akurat dostał szansę w listopadzie, bo dwóch seniorów złapało kontuzje. I wiesz co? Wygrał swój pierwszy set w pierwszej drużynie bezbłędnie – zero błędów przyjęcia, wszystkie ataki na cudzoziemca. Ale zamiast zebrać ekipę i powiedzieć 'widziałeś co zrobił? to wasza szansa', trenerski sztab ławkę zrobił mu się z papierosów i zaczęli gadać o 'konsolidacji grupy'.
Też mi 'inwestycja w serce'. Przecież ten finał Młodej Ekstraklasy to był taki fajerwerk, że gdyby któryś z tych chłopaków dostał szansę chociaż w jednym meczu ligowym, myślisz, że byśmy teraz narzekali na tabelkę? Patrzyłbyś na parkiet i myślał: 'tu mój kolega z akademii, ten co kopnął Motor pod Koszalinem' – nie na tabelkę, tylko na to, jak gra. A tak? Siedzimy i liczymy się z punktami, które ściągają nam do Warszawy faceci, co nie wiedzą nawet, że pod naszą halą kiedyś było boisko dla juniorów.
I jeszcze jedno – ten Motor. Byliśmy z kumplem na trybunie, w dziesiątym meczu sezonu, przeciwnik z dna tabeli, trzydzieści sekund przed trzecim setem przegrywamy 20:24 i nagle ten jeden skurczybyk z akademii wchodzi na pozycję przyjmującego i robi serię 4:0. Ale zaraz w przerwie go wyciągają, bo 'trzeba oszczędzać doświadczonych'. A ja sobie myślę: doświadczony w czym? W siadaniu na ławce w każdym meczu? W liczeniu tygodni do emerytury?
Jeszcze jeden taki mecz, jeszcze jedna szansa zesłana z nieba, i znów będziemy siedzieli w knajpie z pretensjami, że nikt nie pamięta nazwiska tego chłopaka. Tylko że on już nie będzie miał dla nas czasu – bo trafił tam, gdzie Project nie potrafi dać powietrza: gdzie talent albo wyfrunie, albo utonie w szarej strefie między rezerwami a tytułem "wychowanek na papierze".
Gdzie dowody?
Darek_Rakow, masz absolutną rację, że ten finał Młodej Ekstraklasy to był taki moment, kiedy czuło się, że coś się w końcu ruszy. Właśnie wtedy usiadłem z chłopakami na trybunie w Torwarze i było tak, jakby ktoś odkręcił kurek – wszyscy krzyczeli, płakali, trzymali transparenty "Młode wilki rosną". I pamiętasz, jak potem po meczu podeszło do nas pięciu takich chłopaków z akademii, którzy byli na trybunie, i mówią: "Panie Darek, myśleliśmy, że jutro dostaniemy szansę". A ja im na to: "Spokojnie, chłopaki, Projekcik was nie zawiedzie". No i co? Dwa tygodnie później jeden z nich gra w rezerwach, drugi leci do drugoligi, a reszta siedzi na ławce z papierosami trenerów w ręku.
Bo tu chodzi o jedno: nie chodzi o to, że nie mamy pieniędzy na młodych – mamy, bo Zieliński i Nowakowski to nie są przypadkowi faceci, tylko typy, które wylądowały u nas za sto tysięcy, a mogły być w Ekstraklasie za pół. Problem jest w czym innym. Wchodzisz do szatni po meczu i słyszysz, jak trener mówi do nowego obcokrajowca: "Pokaż im, jak się gra", a do naszego wychowanka, tego co latał jak szalony w finałach juniorów: "Daj czas, jeszcze się musisz nauczyć". Gdzie tu sprawiedliwość? Gdzie tu powietrze, o którym mówi MetrykaHunter? Myślisz, że on się nauczy, jak przez pół roku ogląda te same grabie zza pleców dwudziestopięcioletniego Rumuna, który ledwo załapie język, a już ma pierwszą opcję na kontrakt?
I wiesz co mnie wkurwia najbardziej? Że nikt nie pamięta nazwiska tego chłopaka z finału. Ja pamiętam – Kacper Wiśniewski, bo dawał w tyłek każdemu, kto próbował go zagrać. Dostał szansę w meczu z Motorem w dziesiątym tygodniu sezonu, w trzecim secie przy 20:24. Wszedł, zagrał cztery punkty z rzędu, a zaraz go wyciągnęli, bo "trzeba oszczędzać doświadczenie". Doświadczenie w byciu rezerwowym. Teraz gra w Koszalinie, bo tam ktoś dał mu powietrze. A my tu gnamy w kółko, że niby Projekcik to nasz klub, tylko że kibice siedzą w knajpie z pretensjami, a talent ucieka tam, gdzie go docenią. I pyta panowie – czy to jest tak, że mamy talent, ale nie mamy jaj, żeby go puścić wolno? Bo ja w to nie wierzę. Wierzę w to, że kiedyś któryś z trenerów otworzy usta i powie: "Dobra, dajesz szansę Wiśniewskiemu, albo sam idziesz na ławkę". Wtedy zobaczymy, gdzie są te jaja.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No ale kurwa, serio teraz! Macie coś przeciwko temu, żeby w tym całym gadaniu o "talentach w szufladzie" nie zapomnieć o jednej prostej rzeczy? Te wszystkie rozmowy o Wiśniewskim, o tamtym finale, o Motorze… to wszystko kręci się wokół jednego: kto komu daje ZIELONE ŚWIATŁO na parkiet!
Patrzcie, w zeszłym sezonie byłem w Warszawie na meczu z Jastrzębskim Węglem – wiecie, ten gdzie nasz libero młody facet prawie złamał przeciwnikowi kręgosłup blokiem? No, ten właśnie. Siedziałem na trybunie numer 7, obok mnie facet z koszulką "Projekt od podszewki". gadał, że jego syn jest w akademii i że trener mu powiedział: "Jak dasz radę w juniorach, to cię wpuścimy do seniorskiej grupy na jeden mecz". I wiecie co? Ten chłopaczek zrobił kwalifikacje w lidze młodzieżowej na maksa – 12 punktów w decydującym meczu, wszystkie zagrywki na cudza! Wystąpił u nas na sali w meczu towarzyskim z AZS-em Olsztyn, zagrał pierwszy set, drugi, trzeciego nawet nie chciał wyciągać – zero błędów przyjęcia, 80% skuteczności ataku, kibice na nogach.
A zaraz po meczu ten "fachowiec" trener mówi: "Dobrze, świetnie, ale teraz dasz znać, jak się czujesz po kontuzji kolana" – no, bo akurat ten chłopak przyłapał się na jakiejś starej przypadłości pół roku temu. Co tam kontuzja?! Chłopak grał jak wściekły, nie dawał rady stać na nogach dłużej niż dwie godziny w tygodniu?! A ten "fachowiec" woli posadzić go na trybunie, bo "może się jeszcze przydarzyć".
I co teraz? Miesiąc później ten sam chłopak siedzi w drugim składzie Energetyka – bo tam ktoś dał mu kontrakt na siebie, a nie na swoja dłoń. A my tu gadamy o "brak pieniędzy", o "brak powietrza", o "akademii pełnej talentów"… A prawda jest taka, że talent to nie pieniądze, tylko WOLA, żeby go puścić wolno! Te wszystkie szumne deklaracje kibiców, te transparenty "Młode wilki rosną" – to jest nic nie warte, jak trener nie weźmie odpowiedzialności i nie powie "dość, dajesz szansę albo robisz miejsce".
Bo pamiętajcie – ja tu nie pieprzę o jakimś ideale, tylko o TYM, co się dzieje NA ŻYWO. Kiedy Wiśniewski wchodził w ostatnich minutach z Motorem, cała hala wstała. Dostał cztery punkty w rzędu i co? Zapomnieli o nim następnego dnia. A dlaczego? Bo nikt nie miał jaj powiedzieć: "Panowie, to jest nasz chłopak, on tutaj wychował się na treningach, niech on gra, a my zobaczymy".
A wiecie, co jest najgorsze? Że każdy z was, którzy teraz piszecie, że "serce mamy", że "tabelka nie ważna"… naprawdę W TO WIERZYCIE. Bo kibic to nie jest ktoś, kto liczy punkty – to ktoś, kto czuje, że ten chłopak gra dla niego. Ale jak trener nie daje szansy, to nawet najlepsze serce idzie do domu i sprawdza transfery obcych, którzy nawet nie wiedzą, że hala na Torwarze ma 40 lat historii kibicowania.
I jeszcze jedna rzecz – te wszystkie "inwestycje w serce" to brednie. Serce to nie frazes, tylko działanie. Albo się działa, albo się siedzi w knajpie z pretensjami. Ja wolę wiedzieć, że mój chłopak grał na parkiecie, nawet jak przegra – niż mieć pretensje, że nikt nie pamięta jego nazwiska, bo nigdy nie dostał szansy, żeby je zapisać w pamięci kibica. 🤡💸
ej, co wy tu w kółko narzekacie jak na terapii, kurwa mać! 😤 te wasze gadanie o "Kacperze Wiśniewskim" i finale co go mieliście – ALE KTO WAM POWIEDZIAŁ, ŻE ON BYŁ TAKI JEBAŃSKI?! Patrzcie, ja siedziałem na trybunie numer 3 przy meczu z Motorem i ten skurczybyk w ogóle nie wypadł jak gwiazda, tylko jak zagubione dziecko! Tyle emocji że niby mieliśmy go uwielbiać, a on nawet nie umiał trafić w siatkę jak trzeba było, a trener miał jaja i wyciągnął go w 24:20 bo to była nasza katastrofa a nie jego show!
A te bajdurzenia o tym "fajerwerku" z Młodej Ekstraklasy… no tak, mieliśmy finał, mieliśmy łzy, mieliśmy transparenty – ale gdzie wy byliście przy normalnych ligowych meczach?! Mówicie o powietrzu, a sami nie dajecie tych chłopaków grać kiedy trzeba! Pamiętacie choćby tamtego libero co dostał szansę z AZS-em Olsztyn? zagrał jak facet, zero błędów – i co? 25 minut później już go nie było, bo trener musiał "oszczędzać doświadczonych" i wsadził z powrotem Rumuna co ledwo rozumiał co się dzieje! 😂 I teraz gadacie, że talent ucieka? No do jasnej, talent ucieka od was, bo nikt nie umie docenić dobrej roboty na miejscu!
I jeszcze te jaja co niby mamy nie mieć! Akurat jaja mamy, tylko są ułożone w szafie obok koszulek i nikt nie potrafi ich wyjąć! Bo wiecie co jest największym problemem? Że trenerzy boją się o swoją posadę bardziej niż o rozwój klubu! Oni wolą mieć na ławce starego dziada co kopci papierosa i liczy na emeryturę, niż puścić młodemu który by dał z siebie wszystko! I co, teraz mamy się dziwić, że chłopaki odchodzą do Koszalina czy Rumunii? Tam ktoś da im kontrakt i szansę, a my tu marudzimy na forum jak stare babcie na ławce!
A ten cały "Projekcik nas nie zawiedzie" co mu ZosiaKolejorz uwierzyła… no kurwa, Projekcik to nie bajka, Projekcik to drużyna co gra w siatkówkę! I jeśli ktoś nie dostaje szansy, to niech szuka szczęścia gdzie indziej – bo na ławce w Warszawie nie ma dla niego miejsca poza papierosowym dymem! 🚬💨
Więc zamiast beczeć o tabelce i nazywać siebie "prawdziwymi kibicami serca", może byście wreszcie poszli na halę i krzyczeli tak głośno, żeby trenerzy mieli jaja i puścili choć jednego młodziaka na cały mecz? Bo teraz to co? Mamy akademię pełną gwiazd co lizusują, ale na parkiecie grają obcy co nie wiedzą co to biało-czerwona koszulka! 🔴💪 A najgorsze? Że wy to kupujecie! Bo kibic to nie ten co narzeka, tylko ten co krzyczy GOOOOL i bije brawo! 👏
Na trybunach od dzieciaka.
ej, sorki że cię w tym szale zrywam, ale widzisz, tyle tu gadania o Wiśniewskim i tych "zagubionych talentach" że aż mi się żołądek przewraca – bo ja byłem tamtego wieczoru z Motorem na trybunie numer cztery, siedziałem zaraz przy trenerach, i niech mnie cholera weźmie, jeśli to co widziałem to była jakaś "szansa zesłana z nieba".
ten chłopak wszedł na parkiet przy 20:24 w trzecim secie, tamci mieli podaną piłkę od sędziego na bok długą jak autobus, a on – zero pierdolenia, taki jeden przyjmujący z akademii, co trenowałem z nim juniorów lata temu – puścił tę piłkę tak, że nasza rozgrywająca od razu zrobiła zagrywkę na blok, i koniec, mieliśmy momentum. cztery punkty z rzędu, zero błędów, i co? ten trener obok mnie, coś tam mamrotał o "konsolidacji grupy", no ale powiem ci szczerze – ten Rumun co siedział na jego miejscu ledwo wiedział gdzie jest własna noga, a Wiśniewski akurat miał nogi rozgrzane jak do finału ligi akademickiej.
a teraz gadacie że on był taki beznadziejny? kurwa, on tylko nie znał schematów tych dziadków z drugoligi, których co drugi raz trzeba było na ławce uspokajać, żeby nie wypadli z meczem. ale on grał jakby miał w dupie całą tabelę – i to jest właśnie to, co młodzi potrafią, czego starsi już nie rozumieją.
wiadomo, że nie wszyscy nadają się na pierwszą drużynę, ale ten chłopak miał serce większe niż cała akademia razem wzięta, a wy teraz mówicie że "nigdy nie widzieliście go w akcji" bo niby co? bo nie zagrał całego meczu? no i co z tego, że nie zagrał całego – zagrał kiedy TRZEBA było, i zrobił robotę.
i jeszcze jedno – ten Rumun co go wsadzili na jego miejsce po chwili? ten facet nawet nie wiedział, że w Warszawie są dwie pory roku, a nie jedna. i co, mamy trzymać takich ludzi przez cały sezon tylko dlatego że "ma doświadczenie"? doświadczenie w byciu bezużytecznym na parkiecie?
może faktycznie w akademii są talenty, ale problem nie w tym że ich nie widać – problem w tym że nie chcemy ich WIDZIEĆ, bo boimy się, że jak puścimy jednego, to zaraz reszta zacznie wołać o swoje. no ale zobaczymy, jak to kiedyś w Warszawie bywało – bo jak pamiętacie ten mecz w Belgradzie, tam na trybunie siedzieli obok siebie młodzi z akademii i stare lisy z kadry, i nikt nie miał problemu z tym, że któryś młodziak wszedł i rozbił przeciwnika na miazgę. teraz? teraz mamy halę pełną papierosowego dymu i trenerów, którzy liczą kroki do emerytury, zamiast patrzeć komu dać szansę.
więc nie bądźmy takimi zgorzkniałymi dziadkami – wróćcie na halę, popatrzcie komu dajecie głos, i może zamiast płakać nad tabelką, zaczniemy kibicować tym, co naprawdę na to zasługują. bo w końcu to nie kibice mamy, tylko drużynę, której kibicujemy.
To ja akurat w zeszłym tygodniu na treningu akademii widziałem, jak ten cały Wiśniewski - tego nie zapomnę - podchodzi do młodszaka, co się boi zagrywki, i mówi mu: "Słuchaj, panie, jak dasz radę oddać trzy dobre zagrywki z rzędu, to ci pokażę jak się robi przyjęcie, nie bój się, jesteśmy tu po to, żebyście się uczyli". I ten chłopak faktycznie rzucił trzy pod rzędu, a Wiśniewski stanął za nim jak ojciec chrzestny i poprawiał mu pozycję, co raz, co drugi, aż facet w końcu złapał rzut.
A wiecie co potem? Żaden z trenerów seniorów nawet nie kiwnął palcem, żeby podejść i pogratulować. Za to po treningu ten sam Wiśniewski dostał tylko: "Dobrze, teraz idź do domu i odpocznij". A ten nowy chłopak? Wyszedł ze szklistymi oczami i powiedział do kumpla: "Myślałem, że nikt tu nie zauważy, że umiem w ogóle trzymać piłkę". I macie taką akademię, gdzie stary wychowanek uczy nowego, a nikt nie docenia, że ten jeden pomógł drugiemu, żeby nie trafił do tej samej pułapki co on.
Mnie to kurwa ściska za gardło, bo to jest właśnie ten Problem – my, kibice, płaczemy tu nad talentami, a oni na co dzień siebie wspierają, tylko nikt nie patrzy, jak to wygląda z bliska. I teraz gadacie, że gdzie te talenty zniknęły? No to właśnie – zostały, ale po cichu pakują manatki, bo widać, że nikt ich nie widzi. A szkoda. Bo ja tam widziałem kiedyś, jak Wiśniewski zagrał cały mecz juniorów z obolałym kolanem, i po meczu powiedział dziennikarzowi: "Boli jak cholera, ale jak odpuszczę, to kto mi da następną szansę?". I teraz ten sam koleś siorbie herbatę w Koszalinie, bo nikt mu nie odpowiedział.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, chłopaki, ależ się tu porobiło z tymi głosami, że aż ręce same mdleją od dymu papierosowego na trybunie numer cztery.
Słuchajcie, bo jest taka rzecz – wszyscy macie świętą rację, że ten finał Młodej Ekstraklasy to był taki moment, kiedy kibice mieli w dupie tabelkę i po prostu chcieli zobaczyć, jak ich chłopaki grają. I co? Trzy lata później patrzymy, jak Wiśniewski marnuje się w Koszalinie, a ten nowy libero, co złapał się za kolano przy AZS-ie Olsztyn, siedzi w drugim składzie Energetyka bo "może się jeszcze przydarzyć". A gdzie to "jeszcze się przydarzyć" było przy Motorze, kiedy to Wiśniewski poszedł 4:0 i zaraz go wyciągnięto, żeby oszczędzać doświadczonych? Doświadczenie w byciu rezerwowym?
Ale wiecie co mnie najbardziej rusza? Te historie z treningu – ten Wiśniewski, co pokazuje młodemu jak oddać trzy zagrywki, a potem sam dostaje po głowie za to, że się nie schował za murem trenerów. Albo ten drugi, co wszedł w decydującym secie z Motorem i zagrał jakby mu płonęła rączka – zero strachu, tylko czysta gra. I co dostaje za to? Papierosa od ławki i wyczyszczenie z pamięci następnego dnia.
Tu nie chodzi o to, że nie ma pieniędzy albo nie ma talentu – bo przecież Zieliński i Nowakowski to nie przypadkowi faceci, tylko typy, co kosztowały nas sto tysięcy, a mogli być w Ekstraklasie za pół. Tu chodzi o coś innego: o to, że komuś wreszcie muszą pęknąć jaja i powiedzieć "dość". Dość z tą polityką ławki z papierosów, dość z tym, że młodzi się uczą przez gapienie się na obcych, którzy nawet nie wiedzą, że hala na Torwarze ma 40 lat historii.
I jeszcze jedno – słyszałem, jak jeden z trenerów mówił do nowego Rumuna: "Pokaż im, jak się gra", a do naszego wychowanka: "Daj czas, jeszcze się musisz nauczyć". Gdzie tu sprawiedliwość? Gdzie tu powietrze? Tamten Rumun ledwo wiedział, jak się nazywa jego rozgrywający, a już miał kontrakt na siedemnasty mecz sezonu. A Wiśniewski, co latał jak szalony w finałach juniorów, musiał czekać na swoją szansę tyle, że zdążył odejść do Koszalina.
Nie mówię, że wszystkie talenty trzeba puścić od razu – wiem, że nie każdy nadaje się do kadry seniorów. Ale żeby żaden nie dostał szansy na więcej niż 10 minut w meczu ligowym? Żeby nikt nie kiwnął palcem i nie powiedział "dajcie szansę temu chłopakowi, bo on naprawdę chce"? To już przesada, chłopaki. To już nie jest problem z powietrzem – to jest problem z jajami.
Bo ja wam powiem tak – jak kiedyś w Warszawie widziałem, jak młodziak wchodzi na parkiet i rozbija przeciwnika na miazgę, to czułem, że to jest właśnie to. To był ten moment, kiedy kibic przestaje liczyć punkty i zaczyna kibicować drużynie. A teraz? Teraz siedzimy w knajpie i liczymy się z tabelką, bo nikt nie dał szansy tym chłopakom, którzy naprawdę na to zasługują.
No dobra, ja tylko mówię – niech ktoś wreszcie pomyśli nad tym, żeby dać szansę tym młodym. Niech ich zobaczymy na parkiecie, niech ich usłyszymy na trybunie, niech w końcu poczują, że grają dla NAS, a nie dla papierosa trenera. Bo inaczej to nie będzie akademia z talentami – to będzie akademia z ludźmi, którzy odchodzą, bo nikt nie dał im tej jednej szansy, na którą czekali.
xG > emocje.