Potrzebujemy prawdziwego ducha bojowego na środku pola!
Hej, ludzie, co tam u was słychać? Bo ja akurat wlepiałem się w mecz juniorów i mi się oczy zaświeciły jak co drugiemu juniorowi po golu. Widzieliście tego szczeniaka z numerem 21? Chłop ma serce na wierzchu, ale wiadomo – seniorek to nie ta liga.
Zresztą, gdyby tak ktoś naprawdę wpakował nam do środka luzaka z pazurem… chodzą różne gadki, że jakiś wariat z Ekstraklasy miałby dość bycia numerem 3. Taki, co to w razie czego walnie pięścią, żeby obudzić drużynę. A myślicie, że to aż taki fantasy? Akurat na takiego typa w żółto-czarnej koszulce to bym dał radę postawić… jakby się trafiła okazja, oczywiście. 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No to powiedzcie mi, skąd u was takie nagłe wrzaski o jakiś tajemniczych luzakach z pazurem do kopnięcia?
Gadka, że "jakiś wariat z Ekstraklasy ma dość bycia numerem 3" i zaraz przybiegnie do nas w żółto-czarnym – to chyba siódme cielę na drodze? Skąd niby ten pewniak? Może komuś się przyśniło po trzecim piwie albo szefowie dostali szału na punkcie kogoś, kto strzelił trzy gole w rundzie wiosennej drugiej ligi?
Albo, nie ukrywajmy, może to po prostu kolejna ławka rezerwowych z nadzieją, że ktoś im zapłaci za to, że przez pół sezonu oglądali piłkę z ławki? A my mamy im teraz wiwatować, bo "ma pazur"? Toż to jakby wołać taksówkę z naprzeciwka, bo w okolicy jest jakaś kałuża.
Jakieś konkretne nazwisko padło? Albo może widzieliście go na treningu, jak kopał karne w połowie czerwca? Bo ja osobiście wolę kibicować facetowi, który potrafi zagrać, a nie temu, co do tej pory tylko gadał.
Najpierw próba, potem wnioski.
ALEŻ PIERDOLE! 🔥 Bo ja wam mówię – facet, co ma PAZUR, KRWI WE KRWI, nie oglądania z ławki, ten człowiek wraca drużynę do gry!! Patrzę się na naszych chłopaków i serce mi pęka – no nie to, co było na początku sezonu!
Wiem, że wy tam narzekacie na juniorów, ale ja wam coś POKAŻĘ: widziałem w Warszawie parę tygodni temu takiego jednego, co wejściu na boisko to była JUŻ BITWA!!! Facet grał tak, że kibice za chwilę by go obściskiwali!! A naszym konkretnie BRAKUJE TEGO ŚRODKA, co by ludziom serca podniósł!!! 💪🔴
To nie jest żaden snob z niskiego budżetu, co tylko gadami rzuca – to ktoś, kto przyjdzie i OD RAZU ZACZNIE GRAĆ JAK OGIEŃ!! Serio mówię, ja bym mu nawet koszulkę szatniowymi rękami podpisywał, byleby tylko wsadzić go w środek i patrzeć, jak nasi idą do przodu!!!
Mamy tyle gadania o "taktikach" i "strategiach", a naprawdę potrzeba nam TEGO CHŁOPA, co by krzyknął "MAMY TEGO MATCH, DZIECIAKI!!!" i zagrałby tak, że przeciwnik by w nogach uciekał!!!
No powiedzcie, że się mylę… ale ja ten widział i WIEM, że on by URATOWAŁ NAM SEZON!!! 😱🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ejże, poważnie teraz – ten chłop z pazurem, co niby miałby wlecieć do nas z nikąd i od razu wpakować nam drużynę w górę tabeli, to jednak bajka rodem z kiepskiego filmu sensacyjnego, nie? Bo serio, serio… Skąd ten szum?
Ten wasz "widziałem w Warszawie" to niestety za mało, żeby budować na nim plany transferowe. Właściwie to bardziej przypomina opowieści o leprechaunie, który strzeże potrójnego obiegu piłki w naszym środku pola, niż konkrety. Jeśli miałeś na myśli kogoś, kto naprawdę wywiesiłby żółto-czarną koszulkę w ostatnich tygodniach przy tablicy transferowej, to albo byłoby to totalne zaskoczenie (i sensacja), albo raczej jakaś krótkoterminowa pożyczka z innej drużyny – bo Ekstraklasa to nie supermarket, gdzie na zawołanie podskakujemy po numer trzy.
Zresztą, porozmawiajmy o wieku i logice. Środkowy pomocnik z krwią w żyłach? Jasne, fajnie to brzmi, ale w dzisiejszym futbolu, gdzie taki zawodnik musi nie tylko biegać jak opętany, ale jeszcze czytać grę lepiej niż książkę telefoniczną, to jednak trzeba mieć przynajmniej kilka sezonów doświadczenia na koncie. A jeśli ktoś siedzi na ławce rezerwowych przez pół roku w drugiej lidze, to albo jest totalnym bezużytecznym balastem, albo… po prostu nie dorastał do standardów najwyższej klasy rozgrywkowej.
I jeszcze jedna rzecz – transfery w połowie sezonu to cholernie skomplikowana operacja. Jeśli ktoś naprawdę miałby być "uratowaniem sezonu", to musiałby przyjść z klubu, który akurat nie potrzebuje go na zimę (bo dlaczego mieliby go puścić?), albo z zagranicy, gdzie ligowe okienko akurat trwa – a i tak byłby to raczej ktoś z gotowym kontraktem, a nie jakiś sfrustrowany numer trzy z Ekstraklasy.
No ale wiecie co? Największy problem w tym wszystkim to nie logika, tylko nasza własna tęsknota za bohaterem. My wszyscy mamy już dosyć gadania o "duchu bojowym" i patrzenia, jak nasi walczą w pół gwizdka. I dlatego łapiemy się każdej plotki, która niesie choć cień nadziei – bo kibic, jak nic, marzy o cudzie. Ale realia są takie, że cud w futbolu rzadko przychodzi na białym rumaku, częściej na tapczanie trenera, co liczy na szczęście i remis. A my? My musimy grać twardo, trenować twardo i liczyć na to, że nasi chłopaki sami odnajdą ten pazur, którego teraz tak desperacko szukamy.
Zamiast szukać zewnętrznego ratunku, może lepiej pogadać z naszymi własnymi juniorami? Bo jeśli naprawdę ktoś ma serce do żółto-czarnej koszulki, to prędzej czy później to pokaże – i wtedy nie będzie potrzeby ani plotek, ani żadnych tajemniczych wariatów z pazurem.
Słuchajcie, ależ ja dzisiaj wpadłem na ten nowy pub obok klubu, co to nazywa się "W Matni", bo myślałem że tam może jakiś z transferów przesiaduje i da się podpytać. A tu co? Melduję wam – na ekranie leciał mecz jakiś Rumun z Bułgarem, a przy barze jakiś facet w żółtej kurtce kibica Projektu, tylko z tą różnicą, że nie miał koszulki, tylko dresiak z logo naszego klubu z zeszłego sezonu. Takie ubranie, że aż rany lizać – i gadał właśnie z jakimś koleśkiem w kraciastej koszuli o tym, że "trzeba było brać tego środkowego z Zagłębia". I co? No facet miał przy sobie bilet na ligę rumuńską… w kieszeni kurtki! Na drugi dzień mu minął ważność, ale to mi jednak uświadomiło jedno – jak on mówił, że "u nich w klubie mówią, że ten gość to jednak za miękki na takie tempo". Czyli mamy przynajmniej jednego człowieka, który wiedział, że transfer z Ekstraklasy to nie jest taka prosta sprawa, jakbyście myśleli. Ale też – że ktoś jednak się interesuje, bo inaczej by nie jeździł na te mecze po Europie z biletem w kieszeni i kurtką naszego klubu na grzbiecie. 😂 Czyli teoretycznie – mamy świadka, który jednak coś widział… ale czy to ten, którego szukamy? No nie wiem, nie wiem… A wy? Tej kurtki nie mieliście przypadkiem przy wejściu na trybunę? 🔥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Właśnie byłem na trybunie, kiedy ten typ w dresiaku wszedł przez wejście B z pękiem biletów w ręku – i nie, kurtki naszej nie miał, tylko jakiś podróbkowy Orzeł z traserówką, co to się od razu poznało po tym, jak mu kołnierz opadał na twarz. Ale że gadka o środkowym z Zagłębia się kręci? No kurczę, nie jestem aż tak naiwny, żeby myśleć, że to nasz ratunek.
Swoją drogą, dwa lata temu też mieliśmy taką módę – każdy gadali o tym obcokrajowcu, co niby ma "serce do żółto-czarnej", a na koniec okazało się, że facet nawet nie umiał złapać piłki po locie. Prawda jest taka, że pazur w środku pola nie bierze się znikąd – albo masz go we krwi od dziecka, albo nie masz go wcale. A myśmy w tym sezonie sporo juniorów przerzucili przez te mury… może któryś z nich właśnie dorasta do tej roli? Tylko nie mówcie mi, że to znowu jakaś bujda z kolejnego pubu, bo następnym razem mam ochotę osobiście sprawdzić, czy ten gość z Rumunią nie był przypadkiem kibicem GKS-u Katowice w przebraniu.
Hype to nie argument.
ej, ludzie, pamiętacie przecież tego cwaniaka z wojskowych województw wiosną dwa tysiące dwudziestego? ten co to niby miał "pazur w nodze i nie boi się nikogo"? gadali o nim na każdej ławce, że niby kupimy go znikąd, że niby wyleci z trybun jak szatan z pudełka i uratuje nam jakiś mecz na otarcie łez. aż się dziwowałem, jak ten koleś w ogóle dostał zaproszenie na trening – bo chyba z treścią u niego było krucho, za to gadki miał jak żelazny gwóźdź do beczki.
potem okazało się, że facet w życiu nie złapał piłki barkiem, nie mówiąc już o bijatyce na środku. i że tak naprawdę przyjechał do nas na gapę, bo ktoś mu obiecał lokal na jakiś czas. no i co? przyjechał, posiedział tydzień, poskarżył się na warunki, a potem wsiadł w ten sam pociąg z powrotem – z niczym, poza jednym karnetem treningowym, który mu odebrali przy wyjściu. a my tu mieliśmy sobie wiwatować, bo niby "krew zagrała"!
i teraz słyszę znów podobne bajdurzenia – że niby jakiś wariat z ekstraklasowej ławki wbiegnie do nas w połowie sezonu i roznieci pożar w środku pola. tylko pytanie: ile razy jeszcze mamy dawać się nabierać na plotkę, którą ktoś wyssie z palca po trzecim browarze? bo widziałem już wszystko, naprawdę.
no ale zobaczymy.