Ostatnie powiewy lato-złota przywołującego ducha na naszych trybunach!
o cholercia, panowie, znowu wracam myślami do tamtego lata jakbym jadł barszcz w dworcu co niedziela wracać mi będzie... pamiętacie jak ten nasz Mietła szedł na salę jak czarny rycerz i nagle – trach! – jak ten strzał poszedł z linii środkowej jakby ktoś mu motorówkę podłączył do nogi...
byłem wtedy na trybunie wschodniej, tuż przy bębnach, słońce prażyło tak że zdjęcia się nie chciały robić, a myśmy mieli flagi rozwieszone na drutach bo zwyczajnie sięgało się do nich ręką. nagle sędzia gwizdnął na wznowienie, piłka w nogach u Mietły, jeden drybling, drugi... a ten akurat patrzy na bramkę przeciwnika, staje tak, jakby mu czas stanął, i puścił – nie wiem jak on to robił, że piłka leci taka prosta, taka twarda, jakby ją komuś wstrzyknęli prosto w serce.
tłum zaryczał tak, że chyba niedaleko częstochowskiego wzgórza słychać było – ludzie wyskakiwali z butelkami, jedni oblewali się piwem z radości, inni tylko gapili się w ekran jakby nie mogli uwierzyć. a ja miałem łzy w oczach, bo widziałem, jak ten strzał leci, i wiedziałem – jesteśmy znów w grze, do cholery, znów jesteśmy na fali.
później, po meczu, wszyscy szliśmy piechotą z powrotem na ul. jasnogórską, zanosząc się śmiechem i piosenkami, a ten strzał wisiał nam w powietrzu jak obietnica na cały sezon. jeszcze teraz jak ktoś mówi o klasycznych strzałach w naszym klubie, to ja od razu widzę tamten dzień jak przez mgłę – piłka lata w zwolnionym tempie, a my wszyscy razem oddychamy jednym rytmem...
no ale zobaczymy, może jeszcze kiedyś coś podobnego zobaczymy 😄
kurcze no ale ten mój fotel na trybunie północnej aż się trząsł od tej energii co się unosiła w powietrzu 🔥 pamiętam jak dzisiaj, lato śmierdziało grillaami bo ktoś pod pałką rozbił zawoję z kielbasą, a my mieliśmy już 3 piwa w sobie i dalej nam mało... nagle sędzia wrzucił piłkę, Mietła ją złapał jakby była ze szmacianego papieru i od razu puścił – BUM! – i cała trybuna padła na kolana, bo ta piłka leciała prosto w dziesiątkę niczym promień lasera z Gwiezdnych Wojen 😱 ludzie wyskakiwali z krzeseł tak że jeden staruszek upadł i oberwał butelką po głowie (ale nikt nie zwracał uwagi bo byliśmy już poza tym światem) a ja machałem rękoma tak mocno że strasznie bolało i krzyczałem coś w stylu "IDZIE ZA TO SAMOCHODÓWEK NA ŚNIADANIE!!!" bo kurwa, byłem pewien że to gol nawet jak jeszcze leciała...
potem po meczu, po tym jak już wszyscy biegali po boisku w objęciach jakby wygrali mistrzostwa świata, a nie jeden cholerny mecz... usiedliśmy z kumplami na trawniku przed stadionem, jeden facet płakał jak dziecko bo mu telefon wypadł i się rozbił na betonie 😂 no ale nic nie mogło nam zepsuć tej chwili, bo wiedzieliśmy – Mietła dał nam DAR, czystą magię, i jeszcze teraz jak ktoś pyta mnie o największy strzał w historii naszego klubu, to ja tylko uśmiecham się i mówię "2015, ten jeden raz, kiedy piłka była naszym przyjacielem"...
no ale trudno, może kiedyś znów będzie taki dzień... AŻ DO TEJ PORY SIĘ MODLĘ! ⚽💪
Swoich się nie zostawia.
a niech mnie, panowie, ja tam byłem tego feralnego września 2014 przy tym meczu z Chojniczanką, kiedy to Mietła wbił drugiego gola z rzutu wolnego i wszyscy myśleliśmy już o awansie – ale nikt nie pamięta, jak ten drugi strzał leciał dokładnie tak samo, tylko w drugą stronę bramki... tyle że w połowie sezonu letniego, gdy powietrze pachniało jeszcze lipą i słońce prażyło tak, że asfalt na parkingu za stadionem rozmiękał jak guma balonowa.
siedziałem wtedy z kolesiami na trybunie południowej, mieliśmy ze sobą pół litra naładowanego bimbru – wiadomo, stare dobre czasy – i akurat rozmawialiśmy o tym, że nasz trener "Sokół" powinien wreszcie dać szansę temu młodemu talentowi, co to cały czas dreptał na ławce... nagle sędzia sygnalizuje wolny, Mietła podchodzi, patrzy na ścianę, kiwa głową do kumpla z obroną, i wtedy – cichutko, jakby ukradkiem – posyła tę piłkę tak, że bramkarz przeciwnika nawet nie drgnął... a my wyskoczyliśmy z naszymi butelkami, jeden z kumpli wyrwał nawet stary transparent z 90-tych z napisem "Mietła królem" i wymachiwał nim jakby to była korona świętego Wacława.
później, wracając samochodem przez Aleje, całą drogę słyszeliśmy w radiu, jak komentator powtarza non stop "gol numer dwa, gol numer dwa" i myśmy się śmiali tak, że kierowca musiał nas zatrzymać, bo ledwo zipaliśmy ze śmiechu... no i wiem, że za każdym razem, kiedy teraz lato idzie w złoto, to ja nie mogę nie myśleć o tym, jak ten strzał latał przez stadion niczym latawiec puszczony przez Boga siatkówki. no ale zobaczymy, może jeszcze kiedyś taki moment wróci – bo przecież Norwid kiedyś znowu zaskoczy, tak jak umie 😄
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, panowie, a wiecie co ja wam powiem? Te czasy to był zupełnie inny wymiar, zupełnie inny klimat. Tamte drużyny to były takie kolosy z charakterem, z duszą – nie miały czasu na jakieś tam analizy czy kombinacje, one po prostu grzmiały na boisku i tyle. Mietła latał jak szalony, reszta towarzyszyła mu tak, że samemu się chciało wstać i walnąć głową w drut, żeby ten doping usłyszeć. Oni nie myśleli o tym, czy dziś będzie dobrze, czy źle – oni po prostu grali, jakby każdy mecz był ostatnim, i wychodziło im to doskonale.
A dzisiejszy zespół? W sumie fajnie się rozgląda się za pomysłami, chłopaki ciężko harują, to widać, ale... no cóż, brakuje tej iskry. Tamten skład miał w sobie coś takiego, że kiedy wchodzili na boisko, to wszyscy wiedzieli – dzisiaj będzie coś wielkiego. Teraz? Jest solidnie, jest profesjonalnie, ale czy to samo wrażenie? Hmm... Ja tam wolę ten stary styl, kiedy kibice bili brawo nie tylko za wynik, ale za to, jak się gra. Dzisiaj to bardziej jak w telewizji – ładne dojścia, dobre podania, ale czy to aż tak bolesne, emocjonujące? No nie wiem, panowie.
A co Wy na to? Czy wy też macie wrażenie, że coś nam ucieka?
Najpierw policz, potem się spieraj.
No do cholery, ale wy tu teraz wszyscy rozpływacie się jak świeczki w kościele, a ja wam powiem coś, co niektórych może zszokować – no dobra, może nie aż tak szokować, ale przynajmniej postawić was na baczność.
Pamiętacie ten strzał Mietły w 2015, tamto lato-złoto, atmosferę i cały ten bajzel? Fajnie to wspominacie, naprawdę. Ja tam byłem, owszem, ale nie na tej trybunie wschodniej, nie z tymi bębnami i flagami rozwieszonymi jakby ktoś pralkę rozłożył na drutach. Byłem akurat na trybunie północnej, blisko tej starych betonowych schodów, które śmierdziały piwem nawet dwa dni po meczu. Tamten strzał? Pewnie, że był mocny, ale czy aż takowy cud święty? No nie wiem, panowie.
Bo widzicie, Mietła miał wtedy fart, że przeciwnik stanął jak wryty. Trafił akurat w moment, kiedy bramkarz miał chwilę nieuwagi, może się rozglądał, kto wie. Ja sobie myślę: gdyby ten gol padł w meczu z drugoligowcem, który ma bramkarza o postawie słupa telegraficznego, to pewnie nikt by nawet nie westchnął. A tu co? Wszyscy rzucają się na kolana i mdleją z wrażenia? Przecież to była zwykła ligowa kolejka, nic specjalnego.
I jeszcze ta Wasza opowieść o 2014 roku, Trybuna_TV, ten gol z rzutu wolnego przeciwko Chojniczance. Fajnie, że pamiętacie, bo ja akurat tamtego dnia oglądałem mecz na żywo z kumplami w knajpie "Pod Złotym Lwem". Piłka poleciała, bramkarz przeciwnika nawet się nie ruszył – no jasne, bo Mietła trafił akurat w róg, który ten gość jakoś przegapił. Ale czy to był jakiś epicki moment? No... ja tam widziałem, jak kelnerka upuszcza tacę z piwem, bo krzyknął ktoś "GOOOOL!", a potem wszyscy zaczęli klaskać w takt piosenki "Mietła, Mietła, rządź nami!" – no ale to już trochę przeginaliśmy.
A Wy, Jagielloniakibic, mówicie o tamtym klimacie i że teraz brakuje tej iskry? To chyba zapomniałeś, jakie mieliśmy wówczas problemy z samymi sobą. Tamten zespół był fajny, owszem, ale pamiętacie te mecze, gdzie ledwo wiązaliśmy koniec z końcem? Gdzie doping był tak głośny, bo baliśmy się, że nasz napad kompletnie nie trafi w bramkę? Teraz mamy zespół, który walczy, kombinuje, czasem przegra, ale wiemy, że chłopaki dają z siebie wszystko. Czy to mniej emocjonujące? Może dla niektórych, ale nie dla mnie.
I niech mnie szlag, ale Wasze wspomnienia są jak te stare zdjęcia, które ludzie wyciągają przy piwie – kolorowe, fajne, ale trochę zmięte. Tamte dni były świetne, nie przeczę, ale nie każdy gol Mietły był cudem. Czasem po prostu trafiał w dobry moment, a my, kibice, mamy tendencję do ubarwiania rzeczywistości. Bo kto by chciał pamiętać te mecze, gdzie byliśmy bliscy spadku, skoro możemy opowiadać o tym jednym magicznym strzale, który nadał sens całemu sezonowi? 😉
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no ale wiecie co mnie dzisiaj poderwało jak nic innego? ten jeden stary dziadek z trybuny zachodniej, co to przychodzi od 20 lat regularnie i nigdzie się nie rusza ze swojego miejsca przy wejściu B, taki z kapeluszem w barwach Norwidu na głowie 😂 on zawsze mówi "tamci młodzi nic nie rozumieją, to ja wam powiem jak się grało kiedyś" i jakoś nigdy nie da się go namówić na zmianę – facet ma swój rytm, swoje miejsce, i akurat wtedy, gdy Mietła puścił ten strzał, on wstał z krzesła jakby ktoś mu wcisnął przycisk start i wrzasnął "A NIECH WAS! MAM GO!" takim głosem że ludzie na przeciwko myśleli, że umarł nagle xD potem dopiero zrozumieli, że to gol, i wszyscy zaczęli mu bić brawo bo facet był tak szczęśliwy, że aż wszyscy się zarazili 🔥 nie wiem jak on to robi, ale ten jego histeryczny ryk było słychać chyba na całej Jasnogórskiej!
Ej kurczę, ale wy tu teraz wszystkich rozpuszczacie jak babcię na polonezie! 😂 Pamiętam, jak mnie stary złapał za ramię przed tym meczem i mówi: "Słuchaj, synu, jeśli Mietła dziś trafi, to ja pierdolę, że idziemy zaraz na piwko do 'Kasztanowej' i stawiam browarek wam wszystkim!" No i oczywiście, gol padł... tylko że stary nie pamiętał, że obiecał browarek także za każdy inny celny strzał Mietły w tamtym sezonie. Siedzieliśmy potem cztery godziny, piliśmy, a on w końcu złapał mnie za kołnierz i krzyczy: "TO NIE BYŁ GOL OD SERCA, TO BYŁ GOL OD BRZYCHU! MAM CIĘ, CHŁOPAKU!" 🤣 Potem przez tydzień chodził z napisem "DZIADEK, KTÓRY WYPIĘŁA SIĘ NA ŻONĘ ZA GOL MIETŁY" na koszulce. Stary do dzisiaj broni tego strzału jak lwa, chociaż wszyscy wiemy, że po prostu trafił akurat w moment, kiedy przeciwnik zrobił sobie przerwę od futbolu... no ale co tam, dla nas to był święty cud, a dla niego – wymówka na wieki! ⚽🍻
Memy to też analiza.