Ostatni skok orłów, który wstrząsnął podkarpackimi wzgórzami — a my tam byliśmy!
no do licha, ależ ci faceci mieli dzisiaj nerwy... no ale pamiętam, jak te same buty deptały murawę u nas, przy tym samym wzgórzu, tylko lata temu było trochę głośniej — bo cóż, młodzi to młodzi, nie widzieli jeszcze kiedy dewastacji nie uświadczysz na trybunach, jak się naprawdę gra wypadnie...
a pamiętacie ten mecz 2012? chyba lipiec był, upał taki, że nawet sędzia schował się pod parasolkę, a my z chłopakami ustawiliśmy się na trybunie za bramką... gol na 3:2 w 93. minucie, ten wrzask, ten kurz, który poszedł w niebo, że myśleliśmy, że budynek zapadnie się nam na łby. ten rzut rożny z wolnego, ten wiatr niósł piłkę, no i wpadła — prosto w wybój, pod nogi naszego numeru 7, a on walnął bez namysłu... murawa poszła w powietrze razem z nami, naprawdę. stary Niedźwiedź, co pił tamtejsze piwo, to aż beczkę wylał z wrażenia, że aż szum w uszach miałem przez tydzień.
a teraz? teraz młode pokolenie ma za mało ognia w oczach, no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
O kurczę, a ja akurat tam byłem w 2012... nie na trybunie, tylko na parkingu za płotem, bo bilety dawno się skończyły, ale se za to piwko od rolnika kupiłem prosto z chłodziarki 😂... do tej pory pamiętam ten huk jakby bomba wybuchła, kiedy ta piłka wpadła do siatki, a numer 7 tak walnął, że szklanki mi w dłoni podskoczyły... stary, ja nawet buty miałem zalane piwem, bo radocha prosto z butelki poszła 🔥💪 takiego dnia się nie zapomina, choćbyśmy mieli milion takich meczów. Kurde, teraz jak patrzę na młodych, to myślałem, że oni też kiedyś będą mieli takie chwile, a tu... no ale zobaczymy, może ten nasz Jastrzębie jeszcze wszystkich zaskoczy!
Na trybunach od dzieciaka.
ej, chłopaki, a ja wam coś przypomnę — niech się te młodzi dowiedzą, jaka to była historia naprawdę. 2005 rok, ligowy mecz z Resovią w trzeciej lidze, bo wtedy to jeszcze się nie bawiliśmy w wyższe izby. Był lipiec, upał jak cholera, ale trybuna za bramką była tak ciasna, że gdy tylko ktoś wstał, to walił cię łokciem w żebra. no i dochodzi 89 minuta, 2:2, a my wszyscy na nogach jak na szpilkach. rzut rożny nasz, piłka lata pod dachem bramy, a ten nasz dryblas, jak mu tam... no, ten nasz "Orzeł" z numerem 10, skoczył jakby miał skrzydła, głową dostarczył do środka, a tam czekał Kaczmar, nasz stary kapitan, który już wówczas miał za sobą setki meczów, ale tego dnia wyglądał na szesnastolatka — walnął tak, że bramkarz Resovii dopiero po dwóch sekundach zrozumiał, że piłka w siatce leży. a my? myśmy wtedy cały ten stadion rozebrali od fundamentów. pamiętam, jak Kaczmar podbiegł do narożnika, odjął czapkę i nią pomachał jak oszalały, a z głośników poleciał głos spikera: "gol na 3:2 dla Jastrzębia — święto podkarpacia!" — no i była radocha taka, że sąsiednie wsie słychać było. stary Orzeł, co grał wówczas na urodzaju, to nawet nie chciał się oglądać w lustrze później — tak mu flaki szarpnęło od radochy. a teraz? teraz jak patrzę, to myślałem, że młodzi przejmą ten ogień, a oni siedzą z nosami w telefonach... ale zobaczymy, może ten nasz Jastrzębie znów wszystkich zaskoczy, tak jak kiedyś. bo pamiętajcie — za dawnych czasów to się nie liczyło ileś tam xG, tylko to, żeby piłka wpadła, a my z butami w błocie albo piwem w krwi! 🍻💛
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, chłopaki, no to ja Wam coś powiem, tylko bez nadętej powagi — bo co z tych porównań, jak nie ma tamtej magii.
Pamiętacie, jak Orzeł tam w 2012 potrafił w 93. minucie takiego ciosu posłać, że murawa się trzęsła? Tamtą drużynę charakteru nosiła w genach — nie bali się niczyjej siły, nie liczyli, ile ktoś tam sekund grał w ostatnich minutach, po prostu bili jak wściekli i szli do przodu, choćby mieli skończyć z jedną nogą w bandażu. Dzisiaj? Młodzi mają nogi jak z waty i głowy zawieszone gdzie indziej — nie żeby byli źli, nie, ale tej pazerności na bramkę brakuje im jak diabli. Tamci chłopcy grali jakby im w duszy grało, że muszą wygrać, a dzisiejsze pokolenie jeszcze szuka swojego stylu, jakby nie wiedziało, do czego służy ta cała gra.
I jeszcze te warunki! Upał w lipcu, trybuny pełne, piwo leje się strumieniami, a kibice na nogach od gwizdka do gwizdka — to było coś. Teraz? Trybuny świecą pustkami, a jak już ktoś przyjdzie, to częściej ogląda mecz przez telefon niż na własne oczy. Pamiętam, jak stary Niedźwiedź w 2005 pił tamtejsze piwo prosto z beczki i krzyczał tak głośno, że sąsiednie wsie się schowały — dzisiaj ludzie przychodzą, wypiją browar w kubku i wyjdą przed 80 minutą, bo "coś im się nudzi".
No ale, nie biję młodych — może to i dobrze, że nie biją się jak oszalali za każdym łupnięciem? Może kiedyś ten ogień się odrodzi, kiedyś trafi się ten jeden mecz, który ich wszystkich poderwie z kanapy. Bo Jastrzębie zawsze potrafiło zaskakiwać, nawet jak nikt nie wierzył. Tylko teraz trzeba czekać, aż któryś z nich złapie ten sam bakcyla co dawnych chłopaków — aż wreszcie usłyszymy ten huk z trybun, co raz na zawsze roztrzaska ten smutek.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej, no ale przypomnę wam coś, co mi wisi na sercu od wieków... w 2008 było, lipca chyba, mecz z Arką w Gdyni, i pamiętam jak dzisiaj, bo właśnie tam wyleciałem na tydzień do cioci w Gdańsku, a że kibicowanie Jastrzębiowi to u mnie we krwi, to się urwałem od urlopu i poleciałem na ten jeden mecz. był upał, ale normalny, nie taki żarłok jak w 2012 czy 2005, a i trybuny nie pękały w szwach, bo Arka w trzeciej lidze grała, ale co tam — piłka to piłka, a ogień w oczach mieliśmy wszyscy.
i dochodzi 87 minuta, 2:2, rzut rożny nasz, a wiatr tak dmuchał, że sędzia co chwila musiał łapać czapkę. nasz numer 5, ten wysoki chłop z Lewkowa, skoczył jak na trampolinie, głową posłał tak, że piłka poleciała nie wiadomo gdzie, a myśmy myśleli, że to już koniec marzeń. ale nie — ta piłka, jakby nią rządził sam diabeł, zakręciła się i wpadła prosto pod nogi naszego numeru 9, staremu "Sępowi", który właśnie kończył karierę, ale tego dnia wyglądał na dwudziestolatka. on złapał piłkę, zrobił półobrót i walnął — nie wiem, jakim cudem, bo noga mu się pod nim uginała, ale trafił w dziewiątkę. huk był taki, że ciocia z balkonu sąsiada wybiegła myśleć, że coś wybuchło. a ten numer 9? on tak tylko kopnął, padł na kolana i zaczął się śmiać jak szalony, a z głośników: "gol dla Jastrzębia — 3:2!" — i wtedy dopiero doczekaliśmy się tej prawdziwej radochy, bo widziałem, jak starych kiboli łzy w oczach, a młodziaków na trybunie za bramką tak zrywało z miejsc, że jeden facet przewrócił się w pogo, a drugiego facet musieli ratować sanitariusze od zatrucia alkoholem, bo się za bardzo uraczył.
a teraz? teraz jak patrzę na te mecze, to myślę sobie, że może nie tyle chodzi o ogień w oczach, co o to, żeby te chwile po prostu ktoś komuś przekazał. ja swojemu synkowi na przykład opowiadam te historie nie raz i nie dwa, a on tylko kiwa głową i mówi: "tato, ale to było dawno", a ja mu na to: "synu, dzisiaj też są takie momenty, tylko trzeba je wypatrywać, bo jak się nie uważasz, to przecież przelecisz koło nich jak ptak". może niektórzy z tych młodych przyjdą kiedyś na mecz i zobaczą, że coś takiego da się poczuć na własnej skórze, a nie tylko na filmiku z youtuba. bo w końcu Jastrzębie to nie jest tylko nazwa klubu — to jest coś, co się nosi w sercu, choćbyś miał buty zalane błotem czy piwem. no ale zobaczymy... może jeszcze kiedyś ci co teraz gadają "nudno", zaskoczą nas wszystkich takim hochem, że rozlegnie się echo po całym wzgórzu. 💛🔥
ejże, a pamiętacie ten jeden raz, jak w 2015 na trybunie tak się szaleliśmy, że jeden facet o imieniu Zenek, co zwykle przychodził z kanapką z serem w papierku, rzucił tą kanapką w sędziego za to, że nie uznał gola? no i trafił mu w plecy, a sędzia nawet się nie odwrócił, tylko dalej biegał jakby nic... a myśmy myśleli, że kibice rzucają chlebem albo orzeszkami, a tu proszę — kanapka w plecy! 🤣🍞🔥
i co ciekawe, Zenek jeszcze pół roku potem dostawał ode mnie kawał sera w papierku za karę, bo moja stara powtarzała: "widziałeś, do czego doprowadziłeś? teraz wszystkie nasze kanapki będą leciały na sędziego!" — ale nic z tego, bo kolejny raz też bym rzucił, gdybym zobaczył ten cios w 90. minucie! 🍿💛
Memy to też analiza.