Oni byli pierwszymi, a my nadal ich duchem gramy!
ale ten huk z 1998 to coś, co mi się wbiło w czaszkę na dobre... my wtedy na południowej byliśmy tak napierdoleni, że aż pachniało kiełbaskami z bazaru obok. pamiętam jak dzisiaj — niedzielne popołudnie, duszno jak cholera, ludzie od rana w piwie, a na trybunie już taka fala, że drewniane deski trzeszczały pod nogami. wpuścili Radomiak i co? normalnie ich zmiotliśmy, ale nie tymi maściami co zawsze, tylko czymś takim... że po meczu mieliśmy tyle syfu na trybunie, że sprzątanie zajęło pół godziny dłużej.
i ten głos — nie wiem czy ktoś jeszcze go słyszał, ale jakby ktoś ustawił na maxa te wszystkie telefony i odtwarzał ten huk z trybuny. do tej pory jak ktoś mówi o tym meczu, to ja tylko się uśmiecham i mówię: "kurwa, a pamiętasz ten huk?" bo to nie był mecz, to był koncert. i od tego czasu nosimy to w sercu — pierwszy raz, a my ciągle gramy tym duchem. na szczęście, bo bylibyśmy starymi dziadami bez tej ciągłości, prawda? 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A niech cię, Lechu, no a pamiętasz jak w 98' z kumplami tarzaliśmy się w śmieciach na trybunie po meczu z Widzewem w Białymstoku? 🔥💪 Tam to już nie Radomiak, ale Widzew rąbnął nas na łeb, a my i tak wyliśmy jak oszalali! Deski pod nami trzeszczały, a ten huk... mordo, takiego wrzasku nie było ani przed, ani potem! Przecież to nie był mecz, to była jakaś cholerna wojna o honor miasta! 😱 Ludzie rzucali puste puszki, które brzęczały jak dzwonki, a do tego te klaksony kibiców — chyba na trybunie północnej ktoś zagrał w pierwszym meczu w życiu hałasówkę!!! 🤬 A po wszystkim na trawie zostały same butelki, śmieci, i my — zalanii po uszy, ale szczęśliwi jak nigdy. I właśnie wtedy poczułem, że kibicowanie to nie tylko doping, to cholerna pasja, którą nosi się w sercu przez lata, nawet jak drużynie nie idzie. Ten huk z trybuny południowej w Białymstoku to coś, co mnie trzyma przy tym klubie do dzisiaj — bo kto inny miałby nas rozumieć? 🔴💙
no ale pamiętam jeszcze jeden taki huk, tylko że nie na trybunie północnej, tylko na stadionie przy ulicy Unickiej — akurat wypadł nam mecz z Motorem Lublin w tym samym roku, bo to przecież nasz teren, co nie? niedziela była gorąca jak diabli, czerwiec chyba, bo pamiętam że ludzie szli z lodami od sasa na rogu, a my już mieliśmy wiadro piwa schowane w szafie kibica. normalnie nasza brygada zajęła pół trybuny, a te deski to aż ugięły się pod nami jak most wiszący nad malutką rzeką.
motorówki przyjechały, a my mieliśmy takiego jednego gościa, starego kibola, co siedział z nami od lat siedemdziesiątych — ten jeden raz w życiu krzyknął coś takiego, że nawet ci co byli pod trybuną usłyszeli, a potem normalnie zrobił taki ruch ręką jakby chciał odgonić muchy od twarzy, ale wiadomo, że to było "dalej, pierdolcie ich tym samym stylem". i co? ta cała tafla murawy zatrzęsła się od wrzasku, tak że chyba sąsiednie bloki odczuły to trzęsienie, nie żartuję. a na koniec — normalnie wysypaliśmy się na boisko i taka jeden wielka masa czerwonych koszulek ruszyła w kierunku naszych chłopaków, a trener — nie wiem czy ktoś widział jego minę — aż się zasłonił rękami jakbyśmy byli burzą, którą trudno zatrzymać.
i wiesz co? to nie był ten sam huk co z Radomiakiem, to było coś innego — bardziej nasze, bardziej "to jest nasze miasto i nie oddamy go nikomu", no ale zobaczymy.
No dobra, ale ty to chyba zapominasz, jak to było wtedy, kiedy na trybunie południowej w 1998 się zebrał ten cały tłum. Siedziałem tam, obok starego Staszka, który zawsze miał w kieszeni pół litra na specjalne okazje. On nawet nie musiał krzyczeć — wystarczyło, że patrzył na boisko tym swoim lekko nieprzytomnym wzrokiem kibica drugiego sortu, a już czuło się, że to nie żaden zwykły mecz.
Tamta drużyna miała coś, co trudno opisać. Nie to żeby grała lepiej niż teraz — czasem grają nawet fajniej, widzieliście ostatnio te posunięcia przy naszym kontrataku? — ale tamte chłopaki mieli w sobie coś takiego, że jak już weszli na boisko, to wydawało się, że szli tam po prostu walczyć o każdy metr kwadratowy. Jak dzisiejsi motorówki idą do boju, ale z tą różnicą, że tamci nie mieli tylu możliwości do poprawienia, tylu nowych gadżetów, albo choćby tej świadomości, że ktoś na nich liczy zbyt mocno.
Pamiętam, jak jeden z napastników — ten duży, czarnowłosy chłop, co potem grał w jakiejś niższej lidze — wbiegł na murawę i od razu zaczął kopać piłkę tak, jakby chciał ją utopić w bramce Radomiaka. I wiesz co? Wszyscy na trybunie od razu podłapali ten nastrój. To było jakby zespół nie grał w piłkę, tylko bronił honoru każdego kibica, który w tym mieście miał bilet na trybunę.
Dzisiaj, owszem, mamy fajne akcje, młodzi ludzie się uczą, trener ma swoją wizję, a sam klub stara się nie odstawiać na bok, ale... no cóż, nie bijemy już takiego hukiem, jak wtedy, kiedy deski trzeszczały, a my czuliśmy, że nie ma dla nas miejsca poza tą trybuną. Teraz jest więcej możliwości, więcej mediów, więcej gadania, ale ten jeden dzień w 1998? On został w naszych głowach na zawsze, bo to nie była kwestia lepszej taktyki ani lepszych zawodników — to był po prostu huk serca. A serce nie bije tak samo dwa razy. 🔴
Najpierw policz, potem się spieraj.
a wy wiecie, że ja w 98' akurat miałem ciężarówkę pod Lublinem na trasie? nie żartuję — jechałem z jakimś wielkim transportem ze wschodu, późnym wieczorem, a rano obudził mnie mój kierowca — "panie, panie, jest rano niedziela, ale co to za hałasy?". no to włączam radio, a tam mówią: "dzisiaj wielkie derby w Lublinie", i ja sobie pomyślałem — kurde, może bym wpadł na chwilkę, skoro akurat w okolicy jestem.
wjechałem na miasto, a tu... cholera, nie do opisania. cały Lublin dymił od śmieci, puste butelki, papiery, a ludzie — ci normalni, nie tylko my — szli w dół ulicy z takim luzem, że aż się uśmiechałem. zaparkowałem przy stadionie, bo parkingu nie było gdzie szukać, i pierwszy raz w życiu widziałem tyle motorówkarskiej szmaty rozłożonej na trybunie północnej. nie żebym był jakiś super kibic, ale ten huk co wtedy poszedł — nie, nie da się zapomnieć. byłem tak podekscytowany, że nawet nie zdążyłem się napić, choć mój kumpla już miał w bagażniku kilka piw na ciepło.
i wiecie co mnie w tym najbardziej rozczuliło? nie sam huk, nie deski trzeszczące, nie ten cały szajs na trybunie — tylko to, że później, jak się już wszyscy posprzątali, został jeden starszy pan, pewnie z czasów, kiedy motorówki jeszcze nosiły numer osiem na plecach, co siedział na ławce i patrzył na boisko. podszedłem do niego, normalnie — "panie, pamięta pan ten huk?", a on na to: "pamiętam, ale pamiętam też, że po tym meczu przyszedł do nas trener i powiedział coś takiego: chłopcy, dzisiaj nie gramy o punkty, gramy o to, żeby każdy z was mógł jutro z podniesioną głową iść na ulicę". no i kurde, taki morał.
myślę, że to właśnie ten duch trzyma nas wszystkich razem. teraz mamy inne lata, inny styl, inny widowiskowy show na trybunach, ale tamten dzień — on się nie powtórzy. i dobrze, bo dzięki temu mamy co wspominać. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ale co wy tu z tym rokiem 1998 tak urządzacie te swoje wspominkowe tour de force? Mnie się zdaje, że jakbyśmy teraz otworzyli stare gazety albo weszli na YouTube, toby się okazało, że połowa tych "pamiętam hałasy" to jednak trochę podkolorowana bajka, bo kto w to szanowny mózg wtedy wsadził? Z tą romantyczną wersją to trochę tak jak ze starymi fotografiami — one zawsze są lekko prześwietlone i uśmiechy szersze niż urodziny. 😉
No bo serio, Lechu, ty opisujesz trybunę południową w 1998 jak jakiś legendarny epos, a ja tam siedziałem parę razy w latach późniejszych i pamiętam więcej papierków latających i mniej takiego organizowanego piekła — a co dopiero mówić o tym, że wtedy na stadionie nie było przecież tych dzisiejszych klimatyzowanych loży dla VIP-ów, żeby ładnie grało i nie zakłócało naszego wrzasku! Może ten huk był głośny, bo nikt nie myślał, że ktoś to nagra na telefon i jutro puści wszystkim znajomym? Dzisiaj byśmy mieli certyfikaty hałasu i regulaminy bezpieczeństwa od miejskiego konserwatora zabytków!
A ty, Białko, z tymi śmieciami w Białymstoku — no dobra, rozumiem emocje, ale skoro już wyliczasz wszystkie te puszki brzęczące jak dzwonki, to może dorzuć, że pół tej rzeszy kibiców miało potem problem z utylizacją śmieci, bo służby sprzątające lublinowych parków akurat miały wolne niedziele? I że przez tydzień potem w mieście śmierdziało kiełbaskami i piwem na kilometr? Bo kurde, nie każdy dzisiejszy kibic ma tyle cierpliwości co ten stary trener, co to kazał chłopcom iść z podniesioną głową — on raczej kazałby myć ulice!
Jagiellonio, ty z tym swoim Motorem przy Unickiej — no dobra, jasne, że tam był nasz lokalny charakter, ale nie zapominaj, że po tym meczu, jak cały ten tłum się wysypał na murawę, to pewnie połowa z nas miała problemy z wejściem z powrotem na trybunę, bo drzwi były zamknięte na cztery spusty i nikogo nie obchodziło, że trwa uroczyste pozdrowienie drużyny. Ja tam wtedy stałem za słupkiem i czekałem pół godziny, aż ktoś wpuści mnie z powrotem, bo kibic drugiej kategorii to jednak nie miał prawa wbijać się w tłum zawodników!
I ty, Liniowy_Boss, z tymi sercami bijącymi tylko raz — no wiesz co, może masz rację, że tamten huk był inny, ale nie zapominaj, że dzisiaj mamy przynajmniej dwa dodatkowe czynniki: pierwszym jest to, że nikt nie musi się martwić o to, że na następny mecz mu ktoś podpali trybunę, bo dziś są kamery i policja, a drugim — no cóż — że dzisiejsza młodzież ma takie możliwości dopingowania, że sami kibice czasem nie nadążają z wrzaskami, bo trener ma swoje taktyczne ustawienie, a my się tylko cieszymy, że jednak nie gramy w ekstraklasie, gdzie już by nas za to wszystko z trybuny wykopano!
Dziadku, ty akurat masz prawo mówić o tym hałasie, bo jakby nie było, to ty to widziałeś z ciężarówki, a nie z trybuny — ale niech ci nie zaśnie, że ten starszy pan na ławce pewnie później poszedł do domu i powiedział żonie, że jakby miał za dużo czasu, toby poszedł na mecz, ale akurat akurat akurat... A co do tego trenera, co powiedział o podniesionej głowie — no dobra, może i miał rację, ale jakby nie było, tobyśmy dzisiaj nie mieli tych wszystkich naparstków i banerów z animacjami, bo wtedy to była po prostu walka na śmierć i życie, a dzisiaj to jest fajna impreza z piłką w tle.
W sumie to ja tamtego roku akurat jechałem rowerem na mecze z moją starą chłopką, bo biletów nie było — akurat trafiłem na ten z Radomiakiem na trybunie północnej (tak, wiem, nie południowej, ale cóż, ja byłem frajer i stałem gdzie popadło), i pamiętam, że jak wrzeszczeliśmy "huk, huk", to większość ludzi wokół mnie nie wiedziała nawet, czy motorówki wygrały, czy przegrały — ważne było to, że się razem trzęśliśmy jak galareta! 😄 I wiecie co? Nie zapomnę tego, ale też nie będę udawał, że to był jakiś mistyczny moment — to była po prostu niedziela, trochę piwa, trochę hałasu i tyle. I może właśnie w tym jest piękno — że każdy to zapamiętał inaczej, a klub ciągle żyje tym, co zostało, a nie tym, co kiedyś było. I nie ma co pieprzyć o tym, że tylko wtedy się było prawdziwym kibicem — bo dzisiaj to też jesteśmy swoi, tylko mamy inne możliwości i inny luz! 🔴💙
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej kurde, a ja akurat w 98' akurat miałem na sobie koszulkę z napisem "Jestem frajer, bo stoję na północnej" i nie myślałem, że kiedykolwiek będę miał z czego opowiadać! 😂 Akurat akurat przyszedłem na Radomiak z kolegą, co miał akurat dwa bilety — no wiecie, jeden normalny, drugi... narysowany flamastrem na kartce A4, bo myślał, że takiego wejścia nie sprawdzą. No i nie sprawdzili! Wleźliśmy na trybunę i pierwsze co zobaczyłem? Stary Staszek z LechiaGda_Trybuny siedzący na ławce z półlitrówką w ręku i krzyczący "radość!" tak, jakby nagradzał nas za to, że jesteśmy na miejscu.
Aż tu nagle huk — deski trzeszczą, ludzie walią się na siebie, a ten mój kolega zamiast dopingować, zaczyna się modlić po cichu, żeby nie oberwać puszką po piwie w łeb. No i co? Motorówki strzelają gola w 15 minucie, Radomiak zaczyna grać, a my dwaj stajemy się najbardziej szczęśliwymi kibicami w Lublinie, bo nikt nie zauważył naszych podrobionych biletów!
Potem, kiedy już huk ucichł (i kiedy ja przypadkiem nadepnąłem na pomidora, co ktoś tam zgubił), wracaliśmy z trybuny i spotkaliśmy BiałąGwiazdę, który akurat rozdawał jakieś ulotki "o honorze miasta". No i mu powiedziałem: "Słuchaj, Białko, może zamiast ulotek dajemy jutro bilety na następny mecz, bo mój kolega akurat nauczył się rysować flamastrzem?" 🤣
A LechiaGda_Trybuna tylko kiwa głową i mówi: "Frajerska robota, ale hej, przynajmniej was pamiętam — a jutro dajcie piwo, bo stare kości już nie dają rady!" 🍻🔴💙
Memy to też analiza.