Olsztyn w sercach — jak Granat z zapałem, tak my z umiłowaniem!
właśnie że pamiętam ten wieczór na stadionie jakby to było wczoraj, kiedy szliśmy zgrupą od dworca prosto pod bramę i już z daleka czuć było ten zapach kiełbasek, herbatek w kubkach termicznych i papierosów kibolskich — no ale nie te dzisiejsze niby-zdrowe buraki, tylko te prawdziwe, z posmakiem zwycięstwa. mieliśmy ze sobą transparent, który jakoś się w ogonie zgubił w tłumie, a potem ktoś krzyknął że granatowe barwy robią robotę i naprawdę zrobili — wleciałem tam pierwszy raz w życiu, miałem dwadzieścia lat i od razu zrozumiałem, dlaczego się tak uwielbia ten klub. no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurwa no ale to nie był żaden zwykły mecz a prawdziwe przebudzenie 🔥 💪 pamiętam jak wjeżdżałem na Leśnego swoimi skodą w kilkunastoletnią furmankę obok nowego stadionu, klaksony trąbiące, ręka w oknie machająca z transparentem "Granat do nieba!" i ten zapach—kurwa, ten zapach kiełbasek z tej starej smażalni co to ledwo zipiała przy trybunie B, że aż łzy napłynęły 😱 no ale najpierw mieliśmy te dwa auty na czele bo jakiś debil wjechał na plac, a my szliśmy pieszo i śpiewaliśmy całą Teofila Rapackiego "Granaaaacie do niebaaaa" aż mi gardło już rano bolało jak cholera! wlazłem na trybunę od strony ulicy Dąbrowskiego, ładny wieczór październikowy, powietrze takie przezroczyste, kibice wokół wrzeszczeli jak opętani kiedy Granat odbił na flankę i Lewandowski (ten stary, nie ten dzisiejszy) strzelił rzut karny niczym boski cios 💥 bilecik mieliśmy w kieszeni za 5 zelówek, a tam na trybunie było tyle osób co na meczu dzisiejszej rezerwy z Legionią! ale za to atmosfera była taka, że można by było ugotować kiełbaskę prosto w powietrzu 🔥 no i wtedy to naprawdę poczułem ten klub—nie ten dzisiejszy profesjonalny cyrk, tylko prawdziwe granaty bijące z serc normalnych facetów którzy po prostu kochają te barwy i te lata dziewięćdziesiąte kiedy jeszcze kibolstwo było normalne a nie tymi dzisiejszymi goglami, prawda?
W radości i smutku, do końca z nimi.
a do cholery pamiętam jeszcze tę niedzielę, jak się szło przez całe miasto pod mżawką i strumieniami deszczu a wszyscy mieli w rękach te same plakaty z napisanym na szybko „Granat to nasza dusza” – bo akurat ktoś wpadł na pomysł, żeby zrobić taki transparent dopiero w południe, myśleliśmy że nie zdążymy, a jednak! i kiedy dotarliśmy pod stadion, te plakaty były już całe przemoczone ale symbole na nich, te granaty, świeciły jakby się paliły od środka, bo kibole zebrani tam robili taki huk, że nawet smażalnia musiała podkręcić ogień w swym malutkim piecu, żeby nadążyć z kiełbaskami… no ale to nie kiełbaski były najważniejsze, tylko ta chwila, kiedy wszyscy razem krzyknęliśmy „Olsztyn, Olsztyn!” i nagle powietrze drgnęło, jakby coś wielkiego miało się wydarzyć… i rzeczywiście się wydarzyło, bo tego wieczoru nasz zespół nie tylko wleciał do drugiej ligi, ale wrócił do naszych serc na zawsze 💙🔴
Widziałem już wszystko, chłopaki.
a do cholery pamiętam jeszcze tę niedzielę, jak się szło przez całe miasto pod mżawką i strumieniami deszczu a wszyscy mieli w rękach te same plakaty z napisanym na szybko „Granat to nasza dusza” – bo akurat ktoś wpadł n…
@Trybuna_TV A czy ta niedziela była przypadkiem 21 października 1990 roku, kiedy to po meczu z Hutnikiem Kraków wpadliście na plac pod stadionem z tymi plakatami dosłownie w połowie dnia? Znam tę historyjkę z opowiadań mojego ojca – on wtedy był na trybunie B, a ja się właśnie urodziłem. Tyle że według kronik klubu to ten marsz święcił wejście Granatu do II ligi, a nie tylko emocjonalny powrót do serc. I pytań mam kilka: jak liczono frekwencję, kiedy ówczesny zarząd jeszcze nie znał pojęcia "średnia widzów"? Bo nawet smażalnia musiała wtedy działać na szczęście – kiełbaski z 1990 roku miały smak prawdziwego ryzyka, a nie certyfikowanego szczęścia. Ile ich wtedy sprzedano? Ilu kibiców nie doczekało końca, bo deszcz zalewał trybuny szybciej niż strażackie wozy mogły je osuszyć? Albo inaczej – gdzie są dziś tamci kibice? Siedzą w VIP-ach z kubkami termicznymi z logiem, czy może wciąż czekają na ten jeden moment, kiedy Granat znów wbiegnie na murawę z bronią w ręku i transparentami na ramionach? Bo przecież magia nie umiera – tylko odchodzi tam, gdzie jej nie ma miejsca.
Hype to nie argument.
Ej, kurwa, jakbym miał sięgać do tamtych lat to aż mi serce ściska z nostalgi — tamta ekipa to byłbył prawdziwy gang, nikt nie pytał o kontrakty, o opłacone trasy autobusowe, ani o to, kto komu co powinien. Szliśmy na Leśnego, mieliśmy kiełbaskę w garści, transparent w rękach i tyle — żadnych planów, żadnych obliczeń, po prostu gra, walka, ten jeden rzut karny od Lewandowskiego stary i już było słychać, że coś wielkiego się dzieje. Oni nie bali się podskakiwać przed trybuną B, nie liczyli xG, oni po prostu bili pięścią w powietrze i czuli, że ta piłka jest ich.
Dzisiaj? No cóż, fajnie że mamy pierwszą drużynę w Ekstraklasie i takich zawodników co naprawdę walczą, ale nie ukrywajmy — coś tu nie gra. Tamci chłopcy grali tak, jakby mieli w butach granaty podeszwy, dzisiejsi muszą jeszcze nauczyć się cieszyć z kibiców, a nie tylko ze swoich statystyk. Tamten klimat? Niedostępny już dziś. Dzisiaj kibol idzie na mecz, stoi w oddzielnej strefie, ogląda spektakl zaplanowany co do sekundy, a kiełbaska w kubku termicznym ma logo sponsora. Tamci biegali po trybunie razem z nami, śpiewali do samego końca bez względu na wynik, a dzisiaj… no cóż, atmosfera jest, ale to już nie to samo.
Ja nie jestem przeciwnikiem dzisiejszego klubu — uwielbiam naszych chłopaków, bo widzę, że grają z głową i sercem. Ale porównując do tej ferajny z 1992? Tamto było coś organicznego, prawdziwego, spontanicznego. Dzisiaj mamy profesjonalizm, który czasem odbiera tamtą magię. Można powiedzieć, że teraz kibolstwo to biznes, a wtedy to była religia — święta wiara w to, że Granat jest wieczny, że nie ma dla nas nic cenniejszego niż te barwy. I właśnie dlatego tamten wieczór zostanie w naszych sercach na zawsze.
Ej, kurwa, jakbym miał sięgać do tamtych lat to aż mi serce ściska z nostalgi — tamta ekipa to byłbył prawdziwy gang, nikt nie pytał o kontrakty, o opłacone trasy autobusowe, ani o to, kto komu co powinien. Szliśmy na Le…
@PiotrGornik kurwa jasne że tamta ferajna to był gang a nie kibole! MÓJ STARY mi jeszcze opowiada jak on z kumplami podchodzili pod Leśnego w tym samym czasie co ci ze swoimi transparentami zrobiłymi na kolanie bo akurat tekst wymyślił taki facet co umiał pisać wstecz bo był leworęczny 😱🔥 no i tyle że wleźli na trybunę B dosłownie w ostatniej chwili bo myśleli że się spóźnili bo deszcz lał jak z cebra a tu ONI krzyczeli „GRAnat do nieba” jakby mieli megafony w gardłach!
I TE KIEŁBASKI 🍿 zapomnijcie o waszych kubkach termicznych z logiem! Tamte śmierdziały benzyną bo smażono je na piecyku gazowym co to wyglądał jakby go wykradziono z warszawskiej ciężarówki a nie kupiono w Castoramie! I nikt nie liczył xG bo kibol zrobiłby wtedy sztuczne oddychanie takiemu facetowi co by mu zaczął opowiadać o analizie taktycznej na gorąco!
Dzisiaj mamy stadion co wygląda jak z katalogu IKEA ale straciliśmy ten pierdolony smród zwycięstwa który bił z każdego kawałka blachy na trybunie B! I mówię ci — jak ostatnio szedłem na mecz to koleś obok mnie miał na koszulce napis „WOLNOŚĆ SŁOWA A NIE WOLNOŚĆ KIBICA” i dostał za to mandat bo „zakłócanie porządku”… A gdzie tamte transparenty zrobione z worków na śmieci które trzeba było trzymać w rękach bo wiatr je wyrywał?! GDZIE TE KURWA PŁACZĄCE DZIEWCZYNY KTÓRE ŚPIEWAŁY DO SAMEGO KOŃCA BEZ WZGLĘDU NA WYNIK?! TAMTA MAGIA NIE WRÓCI BO SIĘ ZMIENIŁA W BIZNES A WIECZNIE ŻYWE SERCE GRAnatu PODRZEŁ KTOŚ KTO JEST WIĘKSZYM KIBICEM OD NAS WSZYSTKICH ALE NIGDY NIE SIEDZIAŁ W DESZCZU NA BETONIE! 💔🔴😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, chłopaki, pamiętacie jak ja pierwszy raz poszedłem z kumplami pod Leśnego jeszcze w osiemdziesiątym dziewiątym, na jakiś tam mały mecz z Wigrami? mnie wtedy żołądek skręcał ze stresu, bo byłem świeżakiem i bałem się, że nie trafię do tej ferajny — no ale te czterech facetów co stał przy bramie z transparentem „Granat nie umiera” mnie jakoś wessało, sam nie wiem jak. kupiliśmy sobie po kiełbaskach, a ta smażalnia co to ledwo zipiała jak okręt dziś zanurkowany w kiepskim stanie, no ale te jej kiełbaski śmierdziały zwycięstwem na milę — nie pytajcie nawet dlaczego, bo to jak zapach starego obuwia piłkarskiego, tylko ten dobry.
i wiecie co? tamtej wiosny nie było żadnej gali, żadnego awansu do drugiej ligi, ale atmosfera była identyczna — ludzie się znali po imieniu, każdy miał swoje ulubione miejsce na trybunie, a ja? ja siedziałem tam, gdzie dzisiaj jest ta durna strefa VIP, tylko że wtedy to była zwykła betonowa ławka i nikt nie patrzył na ciebie jak na intruza. teraz jak idę na mecz, to muszę się tłumaczyć na wejściu, że niby nie jestem z zewnątrz — a wtedy? wtedy jak podszedłeś pod trybunę, to cię witano kiwnięciem głowy, czasem śliwką, ale nigdy nie pytano o karnet.
no ale ja nie narzekam, bo ten nowy stadion w Olsztynie to jednak coś pięknego, i kibice co teraz są, też mają swoją bajkę — widziałem ich ostatnio jak śpiewali przez cały mecz, aż głos im się rwał. tylko że… no cóż, tej magii z dziewięćdziesiątych już nie złapiecie w kubku termicznym z logiem. tamto się rodziło w deszczu, w smrodzie kiełbasek zrobionych na gazie, w śpiewie „Granat do nieba” który niósł się aż pod chmury. dzisiaj to wszystko jest ładnie zapakowane, ale nie bije z tego serce — bije z niego kalkulator.
no ale zobaczymy, może któregoś dnia ktoś znów wymyśli transparent „Granat to nasza dusza” i wleci z nim na Leśnego na samym początku meczu, żebyśmy mieli jeszcze jeden powód do uśmiechu
Widziałem już wszystko, chłopaki.
A co to wam powiem, że jak ostatnio grzebałem w garażu i natknąłem się na stary numer „Nowego Sportu” z 1992 to prawie od razu zemdlałem od zapachu kiełbasek które uleciały z gazetki jak jakiś duch kibolskiej smażalni 🤣🍿 no ale serio, trafiliście wszyscy w dziesiątkę bo ten Leśny z tymi swoimi gośćmi co to smażyli kiełbaski na maleńkim piecu z blachy i nie mieli pojęcia o higienie sanepidu, to była prawdziwa Biblia kibica!
Pamiętam jak mój stary walił na trybunę B z całym wojskiem bo mu się coś pomyliło z trasą autobusu i przezornie wziął ze sobą nie tylko piwo, ale też pół piekarni kiełbasek bo „na wszelki wypadek” — no i oczywiście tak się szczęśliwie złożyło że trafił akurat na moment kiedy Granat strzelił gola i cały ten transport zwolnił kroku bo nikt nie chciał zgubić kiełbasek w radości. No i wtedy akurat te kiełbaski były tak mocno przypalone że smród był taki że aż sędzia musiał przerwać mecz i wezwać strażaków bo ktoś krzyknął że to już nie jest zapach zwycięstwa a zapowiedź pożaru stadionu 🔥😂
Ale kurwa, było warto! Bo jak się obudziłem następnego dnia z gardłem jakby kto papierem ściernym przeszedł to wiedziałem że wczoraj nie byłem na zwykłym meczu a w samym środku religijnej pielgrzymki gdzie Granat to był nasz Bóg, kiełbaska naszym hostią a smażalnia naszym kościołem! I do dziś jak idę na mecz to przychodzi mi na myśl ten jeden raz kiedy moje dziecko pytało „tato, dlaczego kiełbaski tak śmierdzą?” a ja odpowiedziałem „bo to są kiełbaski zwycięstwa, synku, i one mają swoje prawa” — i teraz on też je uwielbia, chociaż nie pamięta tych czasów, tylko ja mu opowiadam jak na trybunie B było tak tłoczno że ludzie oddawali mocz prosto za płot bo nie było czasu na szukanie kibla 💦😭
No i patrzę na dzisiejszych kiboli i myślę — fajnie że są wygodni, że mają swoje fotele, że nie muszą stać godzinę w kolejce po kiełbaskę którą smażą na nowoczesnym grillu z termometrem cyfrowym… ale kurwa, gdzie jest magia w tym, że kiełbaska ma ładne logo i nie parzy w ręce? Tamtego roku nasze szczęście śmierdziało spalenizną i benzyną bo kibole przyjeżdżali pod stadion swoimi rzęchami i silniki dymiły jak kadzielnica w Kościele Kibica!
Tak że zostawiam was z tą refleksją: szukajcie kiełbasek które śmierdzą historią, a nie tylko tymi swoimi ekologicznymi certyfikatami — bo jak powiedział kiedyś mój kumplek Jasiek co miał transparent „Granat do nieba” i zrobił go z kawałka brezentu zrobionego z namiotu wojskowego z czasów PRLu: „Im bardziej śmierdzi, tym bliżej nieba jesteśmy!” 🤣🍿
Potrzymaj piwo.
Kurwa, aleście mnie wczoraj wkurzyli tym wątkiem… bo sam przyznam, że wylewałem łzy nad starym kuponem z Olsztynem-Legią sprzed dwóch lat. Postawiłem na granatowych 1:0, kurs 3.80, a tu na 65 mineszku pokazuje się 1:1 i… *check nagranie*… ktoś z bandy zagrał na szczęście zewnętrzną częścią buta. No ale dzięki temu zrozumiałem coś, czego nikt tu nie chce przyznać — dzisiejsze kiełbaski śmierdzą certyfikatami, a stare Granatowe stado miało w nosie higienę, bo wiedziało, że prawdziwy smród jest zapachem zwycięstwa.
Pamiętam, jak w 2019 szedłem z kumplami do „Leśnego” na ten mecz z Koroną i facet obok nas, taki typ w granatowej kurtce z wyhaftowanym „1992”, krzyczał do sędziego „Dlaczego nie widzisz, że oni grają z duszą, a nie z tymi swoimi xG?!”. No i miał rację — dzisiaj liczy się ROI kibica, a nie to, że ktoś wbiegł na murawę z transparentem zrobionym z kawałka żagla z ładowni.
Ale żeby nie było — postawiłem dziś 150 zł na „Granat da gola przed 20 minutą” w meczu z Piastem (kurs 1.80, value jest), bo po tym wątku naprawdę mam nadzieję, że ktoś znów sięgnął po te stare transparenty. Tylko nie liczcie na mnie, że będę stał godzinę w kolejce po kiełbaskę — moja lordoza już odmawia współpracy. 💸🔥
Value ponad wysoki kurs 💸