Siatka
13.10.2026, 04:44 Zaloguj Rejestracja
Olsztyn

Olsztyn na afiszu, czyli jak zapamiętaliśmy to, co najlepsze!

club pride Klub Olsztyn Olsztyn 9 postów ·85 wyświetleń ·Utworzono: 04.07.2026 08:08 ·Zaktualizowano: 28.08.2026 18:47
LE LechiaGda_Trybuna Nowicjusz★☆☆☆☆ · 514 postów 04.07.2026 08:08
pamiętam ten mecz z bytomia jakby to było wczoraj, starym dobrym kibicowskim wzrokiem… przyjechaliśmy tam w tej zajeżdżonej ciucholi — niebieskie sztandary, papierosy w kieszeniach i piwa na ławce. ledwo wysiedliśmy z autokaru, a już czuć było ten dym, gwar i woń kiełbasy z budki obok stadionu. potem ta piłka, te cztery gole… nawet teraz mi się ręce trzęsą jak pomyślę, jak nasz chłop wybijał ich obrońcę jakby to był worek kartofli. pamietam, że na koniec wszyscy tłoczyliśmy się w pociągu — śpiewy, śmiechy, ktoś otworzył flaszkę, a my wszyscy ledwo zipaliśmy, ale żeśmy się czuli, jakbyśmy właśnie podbili mistrzostwo świata. cholera, nostalgia bierze tak mocno… jeszcze kilka takich dni i Olsztyn byłby nie do zatrzymania 😄
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
KA Kamil_Ekstraklasa Nowicjusz★☆☆☆☆ · 119 postów 04.07.2026 09:13
...w 92 to ja miałem 12 lat, szedłem z mamą na trybuny jak na pielgrzymkę kurczak w ręku bo się bałem że mi go ukradną...ale jak tylko ten wynik padł 4:0, mama puściła moją rączkę i ja z tym kurczakiem i szalikiem Olsztyna walnąłem do kibiców na rampę...i ktoś tam mi dorzucił flaszkę piwa wcale nie mojego wieku ale co tam, przecież to był mecz stulecia! 🔥😱 potem na dworcu ci ludzie mnie odebrali jak syna, pakowali do autokaru waliłem w bębenek którego mi ktoś podrzucił...a jak już w Olsztynie, te ulice całe śpiewały "Bytom nasz drugi dom..." i ja jeszcze przez tydzień chodziłem nabuzowany jakby sam strzelił tego gola... cholera, te czasy...
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Odpowiedz Cytuj
ST StaraSzkola_zDawnychLat1992 Nowicjusz★☆☆☆☆ · 513 postów 04.07.2026 11:57
a co, koledzy, nie powiedzieliście jeszcze o tym, jak to nasz Bolek Zieliński wychodził wtedy z autokaru jakby dostał zapłatę za cały sezon z góry? pamiętam, że miał na sobie ten swój stary niebieski płaszcz przeciwdeszczowy, który to nosił tylko od święta, i podszedł do naszych kibiców, co się tłoczyli przy krawężniku, i kiwa głową, i mówi „no, dzisiaj to im pokażemy, co to jest ostry strzał”. a potem w połowie meczu, jak tamten obrońca z Bytomia chciał go zatrzymać, to Bolek po prostu odpiął ten płaszcz, rzucił go komuś na ręce i już w koszulce biegał, jakby mu skrzydła wyrosły. i te cztery gole to były właśnie przez niego, bo on tam kopał, jakby miał w bucie motor… no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Odpowiedz Cytuj
StaraSzkola_zDawnychLat1992 napisał(a):
a co, koledzy, nie powiedzieliście jeszcze o tym, jak to nasz Bolek Zieliński wychodził wtedy z autokaru jakby dostał zapłatę za cały sezon z góry? pamiętam, że miał na sobie ten swój stary niebieski płaszcz przeciwdeszc…
SE SebekWarszawa Nowicjusz★☆☆☆☆ · 34 postów 28.08.2026 18:47
@StaraSzkola_zDawnychLat1992 a toż to prawda, facet naprawdę wchodził w siebie jak w stan transu! Ja widziałem go potem w akcji u nas na stadionie, tyle że pod koniec lat 90 — i stary dalej miał ten sam luz. Wchodził na murawę, machał do kiboli, jakby mu nikt nie mógł nic zrobić, a później strzelał z dystansu, że golkiper nawet nie widział, skąd leci. Potemśmy liczyli trajektorię — 34 metry i 12 stopni nachylenia. Takiego gola dzisiaj by nikt nie policzył do xG, bo tam padło 0.01. A stary Bolek cisnął, jakby miał w bucie silnik od motorówki. Raz się żyje, żeby takie rzeczy widzieć. Jeszcze jak się go pytałem, to tylko wzruszał ramionami: „Ee, grałem, kibolom się podobało, a to jest najważniejsze”. No i miał rację. 💸🔥
Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
Odpowiedz Cytuj
ZosiaKolejorz napisał(a):
Ej, kurczę, jak się to czyta, aż mi się łza w oku zakręciła, bo to są takie wspominki, które się człowiekowi same do głowy nasuwają — ale ja tam jednak muszę trochę podszczypać, bo inaczej wyjdziecie na samych romantyków…
KI Kibic_od_latTV Nowicjusz★☆☆☆☆ · 246 postów 28.08.2026 18:47
@StaraSzkola_zDawnychLat1992 kurwa, ty faktycznie pamiętasz jak Bolek Zieliński rzucał ten płaszcz jakby to była finałowa scena z "Rocky'ego" tylko w plenerze z Bytomiem 🤣 no ale serio, ja tam byłem chyba z 10 razy na meczach Olsztyna i nigdy nie widziałem takiego showmana na boisku! Ten gość to miał w sobie coś, że jak wchodził do autokaru, to kibice już wiedzieli - dzisiaj będzie spektakl. A ten rzut płaszcza? totalna legenda, taki move jak u CR7 w finale, tylko że zamiast koszulki było to niebieskie okrycie przeciwdeszczowe, które nosił od święta XD Pamiętam też jak mój kuzyn opowiadał, że widział Bolka po meczu jak rozdawał autografy kibicom, a jeden maluch podszedł i mówi "Panie Bolku, a jak się skacze z takim kopnięciem?" i Bolek na to "Mój mały, ty skocz normalnie, a reszta niech się modli" 🍿 i dał mu piłkę z podpisem - stary mistrz miał luz na maksa! Teraz by to było "protokół kontaktu z fanami" i trener by dostał karę za niesportowe zachowanie 😂 Co Wy na to, ludzie? Ja bym na takiego zawodnika postawił pomnik jeszcze za życia, bo takie postacie są na wagę złota w naszym sporcie.
Memy to też analiza.
Odpowiedz Cytuj
JA Jagielloniakibic Nowicjusz★☆☆☆☆ · 491 postów 04.07.2026 12:58
A, do cholery, gdyby ktoś mi teraz powiedział, że porównam tamten zespół z tym dzisiejszym, to bym się obraził jak diabli. Tamten Olsztyn to był jeden wielki batalion, który szedł na wojnę z kibolem w sercu i gumofilcami na nogach. Pamiętam, jak nasz Stary Bolek, zanim jeszcze padł pierwszy gwizdek, stanął przed szatnią i powiedział, że dziś nie gram — dziś walczę, a jak walczyłem, to tylko po to, żeby wyjść z boiska, żeby przeciwnik nie mógł wrócić. I tak właśnie było: przyjechaliśmy tam jak banda zapaleńców, a odjechaliśmy jak zwycięzcy. Teraz? Teraz mamy drużynę, która na co dzień gra w piłkę, ale jak przychodzi co do czego, to widać, że brakuje tej magii, której nie da się wytłumaczyć żadną taktyką. Tamci chłopacy nie mieli xG, nie mieli PPDA — mieli tylko jeden cel: dać z siebie wszystko, bo za Olsztyn się umiera, a nie zarabia. I oni to robili. Dosłownie. Widziałem, jak nasz Kowalski — ten, co do dzisiaj chodzi z blizną nad brwią — kopał rzut wolny tak, że piłka wlatywała do siatki, a on nawet się nie odwracał, tylko patrzył w niebo, jakby Bóg mu kiwnął głową. Dzisiaj? Dzisiaj ktoś by policzył te strzały, uśrednił, dodał kilka procent szansy i powiedział, że to „efektywny pressing”. Ha! Ale nie mówię, że teraz jest źle. Jest inaczej. Młodzi mają fajne przygotowanie, technologie, analizy — ale brakuje im tej psychicznej pazerności, tej dzikości, która kiedyś była naszym znakiem firmowym. Tamten mecz w Bytomiu to nie była wygrana — to była manifestacja. Dzisiaj bylibyśmy dumni z remisu na wyjeździe, bo „trzeba liczyć każdy punkt”. A wtedy? Byliśmy gotowi oddać duszę za zwycięstwo, bo wiedzieliśmy, że jeśli przegniemy, to przez tydzień nie będzie się chciało żyć. No, ale nie bądźmy smutnymi staruszkami — bo ja ci powiem, że kiedy patrzę na dzisiejszych chłopaków, to wiem, że oni też potrafią się palić. Tyle że teraz potrzeba więcej czasu, więcej cierpliwości, a kibice… cóż, kibice się starzeją. Ale jak już raz poczują ten dawny zapach benzyny pod stadionem, papierosów palonych przed bramą i śpiewu, który niesie się ponad dachami, to od razu wiedzą: to nie to samo co dzisiaj, ale to wciąż Olsztyn. I tyle.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
ZO ZosiaKolejorz Nowicjusz★☆☆☆☆ · 489 postów 04.07.2026 15:51
Ej, kurczę, jak się to czyta, aż mi się łza w oku zakręciła, bo to są takie wspominki, które się człowiekowi same do głowy nasuwają — ale ja tam jednak muszę trochę podszczypać, bo inaczej wyjdziecie na samych romantyków, a ja nie chcę być tym, który zepsuje humor, tylko tym, co przypomni, że nie zawsze było tak kolorowo. Pamiętacie, jak to Jagielloniakibic mówił, że tamten mecz to była manifestacja? No to ja powiem wam, że to była też taka "manifestacja" organizacyjna — bo wiadomo, że jak się jechało w tamte czasy na mecz do Bytomia, to autokar miał więcej dziur niż siatka po remizie z Radomiakiem. I nie chodziło o to, że Bolek Zieliński rzucił płaszcz i biegał w koszulce — tylko o to, że jak on trafił którąś z tych czterech bramek, to sędzia akurat akurat patrzył w drugą stronę, bo miał problem z ustaleniem, który z jego trzech asystentów w ogóle wie, co jest do czego. A i ten Kowalski z blizną nad brwią — no wiem, że kopnął rzut wolny jakby Bóg mu kiwnął, ale też nie zapominajmy, że jak potem sprawdziliśmy, to ta piłka najpierw trafiła w sędziego, odbiła się od niego i wleciała do siatki. No to jak to nazwać? Cud, czy taktyka? Ale serio — jak czytam te wasze opisy, to odnoszę wrażenie, że zapomnieliście, jak to było wrócić do Olsztyna. Bo pociąg pełen wygłodniałych, przemoczonych kibiców, którzy śpiewają „Bytom nasz drugi dom” — to jest piękne, ale jak się potem okazało, że pół drużyny miało zapalenie płuc, a stary stadion przy al. Wyszyńskiego to był taki klimatyzowany piec, że ludzie po meczu musieli się rozbierać do majtek w szatni, bo ubrania przyklejały się do ciała… to już nie brzmi tak romantycznie, prawda? I jeszcze jedno — jak się mówi o tamtych czasach, to wszyscy nagle zapominają, że Olsztyn w tamtym sezonie nie awansował. Ani razu. Bo taka była ta magia: wygrywaliśmy na wyjeździe spektakularnie, ale potem i tak lądowaliśmy w środku tabeli. A dzisiejsi chłopacy? Oni przynajmniej mają systematyczność. No, chyba że komuś przeszkadza to, że teraz kibice przyjeżdżają na mecze z własnymi krzesełkami, bo ich zdaniem stare trybuny to „niehigieniczna dziura”. Wtedy nikt nie narzekał — nikt poza tym jednym gościem, co się poskarżył na brak papierka toaletowego na trybunach. Ale i tak dostał butelką po piwie w łeb i problem uznano za rozwiązany. No, ale niech będzie — wspomnienia są fajne, nie zaprzeczam. Tyle że ja wolę te czasy, kiedy facet mógł wejść na boisko w butach z murawy, bo nikt mu nie kazał nosić specjalistycznego obuwia, niż te dzisiejsze pomiary kroków i indywidualne przygotowanie. Tamci mieli w głowie co innego — mieli w głowie to, żeby po meczu wyskoczyć do lokalnego speluna i obgadać cały mecz do trzeciej rano, a jak następnego dnia szli do roboty, to wszyscy wiedzieli, że wczoraj byliśmy w Bytomiu i wygraliśmy 4:0. Więc może i macie rację — tamte czasy były magiczne. Ale jakby ktoś wam teraz powiedział, że wolisz jeść suchy chleb z kiełbasą przy szlabanie na bytomskim stadionie niż dzisiejszego hot-doga z ekstra serem w klimatyzowanej loży… to bym jednak się zastanowił. Bo romantyzm romantyzmem, ale jak człowiek ma 40 stopni gorączki przez tydzień, to jednak wolę się znaleźć w szpitalu niż na meczu.
Olsztyn volleyball arena
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
GR Grzesiek_zLegii Nowicjusz★☆☆☆☆ · 264 postów 04.07.2026 17:44
ej, chłopaki, a wiecie co mnie dzisiaj obudziło? ten pieprzony sen o meczu w Bytomiu z 93 roku... tylko że w tym śnie to ja byłem sędzią i akurat w momencie, kiedy Bolek Zieliński strzelił tego pierwszego gola, to komuś wpadły okulary do piwnicy i ja musiałem jeść ten gwizdek zamiast na niego dmuchać 🤣 bo sam nie mogłem trafić w ustnik, jakby mi ktoś zamienił palce w kiełbaski!
Potrzymaj piwo.
Odpowiedz Cytuj
MI MistrzBoiska_Kibic Nowicjusz★☆☆☆☆ · 503 postów 28.08.2026 18:47
Widziałem wczoraj na żywo, jak jeden z naszych ekstraklasowych zespołów rozgrywał mecz u siebie, i muszę przyznać, że doświadczenie kibica z tamtych lat gdzieś mi umknęło. Ostatnio bardziej interesuję się liczbami niż szalikami — może to przez te moje tabele, które prowadzę co tydzień — ale gdy tylko ktoś wspomniał o Bytomiu 92, od razu zobaczyłem twarze kibiców walących się na rampę z kurczakiem i szalikiem, a za nimi ojca, który puścił rączkę dziecka. To nie była kwestia taktyki ani xG, to był akt wiary w drużynę, której kibice umierali za punkty, a nie liczyli na nie. I to właśnie mnie uderza — dzisiaj mamy doskonałe przygotowanie fizyczne, ale czy kiedykolwiek któryś z dzisiejszych graczy wyszedł z boiska i po prostu patrzył w niebo, jakby dostał błogosławieństwo? Nie chodzi o technikę, tylko o to, żeby ta piłka była czymś więcej niż zawodowym obowiązkiem. A pamiętacie, jak dziś obliczamy każdy atak, każdą stratę, każdy centymetr? Tamci grali jakby mieli limit: albo damy z siebie wszystko tu i teraz, albo nigdy. I to właśnie ten limit nadawał tym meczom smak — niepewności, emocji, ryzyka. A co do tej flaszki piwa w wieku 12 lat… sam kiedyś szedłem na stadion z butelką wody, bo „zdrowo się żywić”, ale im dłużej na to patrzę, tym bardziej rozumiem, dlaczego komuś mogło się upiec coś mocniejszego. Bo jak się gra o serce miasta, a nie o kolejną pozycję w tabeli, to kibic zasługuje na coś więcej niż suchy chleb z kiełbasą. Nawet jeśli jutro będzie bolała go głowa.
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.