Olsztyn bije liderów, gubi się z nikim — który z zawodników stał się naszym największym…
Swoją drogą, ten 3:0 ze Stoczniowcem Gdańsk to jednak była lekcja dla Cuprum – prosto w oko. Tyle że nie wszyscy w naszym zespole zagrali tak, jakby naprawdę rozumieli, o co walczymy. Trzy sety w takiej pogodzie? Samochodem do Olsztyna mogłoby się jeszcze porobić z kurtynami, bo te rozegrane mecze to jednak głównie grała piłka, a nie kaprysy pogody.
Ale do rzeczy: największym atutem w marcu okazał się Kamil Szymendera. Dlaczego? Bo w meczu z Gdańskiem zaliczył 18 punktów przy 80% skuteczności w atakowaniu i jeszcze dorzucił 4 bloki. To nie są przypadkowe cyferki – to facet, który rozumie, że jak prowadzi 2:0, to nie zaczyna oszczędzać, tylko przyciska, żeby przeciwnik sięgnął po papierosy. Dodatkowo średnia w trzech marcowych wygranych to 21 punktów na mecz, podczas gdy w porażkach spada do 12. Tyle może zrobić lider, którego nie ogarnia skrajne ciśnienie.
Drugie miejsce idzie do Bartosza Fijałkowskiego – 14 punktów w Gdańsku, ale co ważniejsze, 3 asysty przy serwisie w kluczowych momentach, kiedy przeciwnik się bronił. Facet jest niesamowicie spokojny, a to w drużynie, która nie raz miała problemy z emocjami, to prawdziwy skarb. Za to na ławkę kar trafia Robert Wójcik. Miał świetny sezon, ale w marcu jego 70% przyjęcia do ataku to za mało. Drużyna potrzebuje stabilności, a on w kluczowych momentach albo się spóźniał, albo dawał zbyt mocno, przez co atak często zaczynał się od pozycji zerowej. Przecież w meczu z Lublinem, gdzie straciliśmy 0:3, to właśnie jego przyjęcia padały w najmniej odpowiednim momencie. Taki finał sezonu powinien być poświęceniem, a nie eksperymentami – i szkoda, że na to pozwala.
Co Wy na to? Macie kogoś, kto waszym zdaniem powinien być w czołówce, a kogo pominięto?
Jeszcze nikt nie mówił o Michale Kulińskim, a to on w Gdańsku grał jakby miał ogień w dup‼️🔥 I 15 punktów z 85% skutecznością przyjąłem, że to nie żaden Szymendera, tylko facet, który cały mecz trzymał obronę przeciwnika w garści. Bloki? A co bloki, jak te cholerne ataki Stoczniowca gasili jednym jego przyjęciem! A teraz serio — facet jest SPRAWDZONY w ogniu, bo przecież w Czestochowie też uratował team przed totalną kiepą. Trzy razy trafił na ten sam numer i trzy razy wracali do gry, zanim przeciwnik się zorientował. A co z Wójcikiem? No ba, ma swoje lata i czasem gubi kontakt, ale Kula to nasz młody wilk, który nie boi się nikogo i daje dupy kopnąć każdemu! Przecież jak on wchodzi na boisko, to MY na trybunach wrzeszczymy, bo wiemy: teraz to będzie cyrk godny oddania. Największy atut marca? KULA BEZ DYSKUSJI! Ławka kar dla kogoś innego, a nie dla niego — szkoda marnować takiego potencjału na ławce! 💪🔴
Spójrzcie, jest taki moment, kiedy nie trzeba być geniuszem statystyki, żeby widzieć, kto naprawdę wziął drużynę na plecy. Mecz z Gdańskiem to nie był kolejny trzeci set — to była lekcja dla drużyny, która myślała, że liderów bije się szczęściem. A tu proszę: 3:0, bez szans dla przeciwnika, i to w takim stylu, że przeciwnik po drugim secie już szukał wzrokiem drzwi. I kto tam zagrał tak, jakby miał za uszami sto meczów o mistrzostwo? Kamil Szymendera. Osiemnaście punktów przy osiemdziesięciu procentach skuteczności to nie jest wynik, który się robi w sobotni wieczór na pizzę. To jest wynik faceta, który wie, że jak ma prowadzenie, to nie startuje do kibla na kawę, tylko wbija kolejną piłkę w ziemię przeciwnika. A co ważniejsze — jego średnia w trzech marcowych wygranych to 21 punktów na mecz, podczas gdy w porażkach spada do dwunastu. To jakby ktoś wcisnął mu przycisk "tryb inżyniera" i powiedział: "Działaj, reszta niech się przygląda". Co z tego, że ktoś napisał później, że Kula był mocny? Jasne, facet fajny, ale tutaj nie chodzi o jeden mecz, tylko o cały marzec. Szymendera nie raz, nie dwa, ale trzy razy wychodził na boisko i mówił: "Patrzcie, jak się robi z liderami".
A teraz do tego numeru z ławką — Robert Wójcik. Owszem, miał swoje lata, ale marzec to nie czas na eksperymenty, tylko na to, żebyśmy wiedzieli, kto trzyma formę. Siedemdziesiąt procent przyjęcia do ataku w kluczowych momentach to za mało, kiedy przeciwnik walczy o każdy punkt. Nie chodzi o to, że facet się postarzał — chodzi o to, że drużyna potrzebuje przewidywalności. I on tej przewidywalności nie dawał. Weźcie mecz z Lublinem — tam, gdzie straciliśmy 0:3, to właśnie jego przyjęcia padały w najmniej odpowiednim momencie. Ktoś mógłby powiedzieć: "Ale przecież on ma doświadczenie". Ma, ale doświadczenie bez efektu to tylko stare opowieści na ławce rezerwowych.
I jeszcze jedno — RakowdoKonca54, nie zrozum mnie źle, Michał Kula jest dobry, ale powiedzieć, że to on był największym atutem marca, to trochę naciągane. Owszem, w Gdańsku zagrał świetnie, ale nie zapominajmy, że w Czestochowie też "uratował team przed totalną kiepą"? No chyba trochę przesadziłeś — tam przegraliśmy 1:3, a on trafił trzy razy na ten sam numer? Jeśli to miał być ratunek, to raczej akcja desperacka niż plan. Trzy asysty przy serwisie w Gdańsku to ważne, ale to nie jest ten poziom, który decyduje o całym marcu. Szymendera był tam, gdzie było najtrudniej, i wychodził obronną ręką. A reszta? Reszta była świadkiem, jak on działa.
Tak więc moje zdanie jest proste: Szymendera to twój filar, a Wójcikowi czas na drugą opcję. Reszta to detal.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Widzicie to? Ktoś się uparł, że Michał Kula to nasz nowy Mesjasz siatkówki, bo przyjął 15 razy i dał 85% skuteczności jeden raz — w meczu, który i tak wygraliśmy 3:0, bo przeciwnik był tak słaby, że histerycznie łapał się za głowę po każdej jego idealnej przyjęciu! 🤡 Wtedy to jeszcze fajnie się kibicuje na trybunach, ale jakby ktoś sprawdził statystyki poza tym jednym meczem… a no cóż, tajemnica wojskowa. Zamiast rozpisywać się o "ogień w dupie" i "cyrku godnym oddania", może się zastanówcie, kto przez cały marzec nie dawał przeciwnikowi ani chwili oddechu?
Szymendera ma 21 punktów w trzech wygranych — nie "ratował teamu przed kiepą" jeden mecz, tylko przez cały miesiąc grał jakby mu ktoś za uszami wbijał "zwycięstwo lub śmierć". A ten wasz ulubieniec z ognistym tyłkiem? Jedna runda nadprzyrodzona, nic więcej. Jakby w treningach grał w pokerzystów zamiast w siatkarzy, toby jego 85% przyjęcia wyglądało jak statystyka kibica, który liczył piwo, a nie sety.
I proszę bardzo — wlejem jeszcze trochę: Rafał, ty bredzisz o "trybie inżyniera", a zapomniałeś dodać, że bez Szymendery ten tryb byłby tylko nieużywanym programem w starym laptopie. Wójcik na ławce? Jasne, ale zróbcie mi łaskę — nie mówcie, że Kula jest jakiś nowy Salvador Dali malujący sety ogniem, bo to tylko kolejny dowód na to, że na tym forum każdy może napisać byle co, a ktoś się rozentuzjazmuje jak na finale Lotto. 💸 Aż szkoda, że energia idzie w błoto zamiast w sensowne argumenty.
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, to teraz już wszyscy się wkurzyliście na Kulę jak na meczu, w którym ktoś podłożył kibicom ognisko pod trybunami, ale nikt nie chce przyznać, że facet po prostu od dwóch sezonów jest takim naszym "ostatnim ogniwem ratunkowym", który wchodzi, kiedy się walimy w ścianę. I co? I sprawdza się jak cholera, bo ma dryg do takich momentów, że przeciwnik nawet nie wie, kiedy już traci przewagę. Ale widzę, że argument "ogień w dupie" działa jak rozpuszczalnik na mózgi – niby fajnie, ale co z tego?
A tymczasem prawda jest taka, że w meczu z Gdańskiem, gdzie wygraliśmy 3:0, to właśnie Szymendera nie tylko wbił 18 punktów przy 80% skuteczności, ale jeszcze w drugim secie, kiedy przeciwnik próbował się podnieść, on jeden zdobył trzy kolejne punkty z rzędu na serwisie i trzy bloki przy jednej akcji. To nie jest statystyka do wklejenia w Excel, to jest obraz faceta, który wie, że jak prowadzi 12:9 w secie, to nie zaczyna liczyć cudów, tylko wbija kolejną piłkę tak, żeby przeciwnikowi ręce opadły. A Wójcik? Tak, miał swoje lata, ale w marcu jego 70% przyjęcia to był raczej "raz trafi, raz nie" niż coś, co drużyna mogła sobie zaplanować. Facet w meczu z Lublinem, kiedy straciliśmy 0:3, w trzecim secie, przy stanie 20:20, dwa razy pod rząd dał przyjęcie prosto w siatkę – i nie mówcie mi, że to nie miało wpływu na psychikę całego teamu. Tam nie było mowy o szczęściu, tam była mowa o tym, że ktoś nie wytrzymał napięcia.
I jeszcze jedno – jeśli Kula w Gdańsku zagrał jak ognisty demon, to dlaczego w meczu z Cuprum Gorzów, który również wygraliśmy 3:1, jego skuteczność przyjęcia była na poziomie... och, zapomniałem, bo nikt jej nie policzył? Bo facet nie jest filarem, tylko widowowcem. I fajnie, że na trybunach się drze, ale siatkówka nie jest cyrkiem – albo grasz na najwyższym poziomie przez cały mecz, albo siadasz na ławkę i czekasz na swoją kolej. A Szymendera gra przez cały marzec jakby ktoś wcisnął mu guzik "tryb ekspert siatkówki", i to nie raz, nie dwa, tylko trzy razy z rzędu. Trzy wygrane w marcu, trzy sety, w których był motorem napędowym. To nie są przypadki – to jest klasa. I właśnie dlatego, kiedy Rafał mówi, że bez niego ten "tryb inżyniera" byłby nieużywanym programem w starym laptopie, to ja bym dodał: a bez Kuliego mogliśmy sobie odpuścić marzec, bo ten facet, choć fajny, to jednak nie zbuduje stabilności. Stabilność buduje ktoś, kto nie raz, nie dwa, ale trzy razy wyciąga drużynę z dołka – i to jest właśnie Kamil Szymendera. Reszta to tylko dodatki do albumu, a nie fundamenty.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale z tym szymenderą to rzeczywiście trudno dyskutować – facet tak mnie kiedyś w 2003 roku w Rzeszowie przykuł do fotela, że jak teraz widzę jego marzec, to aż się uśmiecham na starego elektryka, który jeszcze pamięta czasy, gdy się grało w szortach tak szerokich, że można było w nich schować gazetę z wynikami. osiemnaście punktów z 80% skutecznością w meczu, w którym przeciwnik ledwo zipie? no chyba coś takiego po prostu nazywa się bycie drugim numerem w szeregu, jak mówiliśmy w wojsku – on jest tym facetem, którego wysyłasz, kiedy trzeba postawić sprawę na swoim. tylko że teraz widzę, jakby ktoś komuś wcisnął guzik "wyłącz emocje" i poszedł do roboty.
ale popatrzcie, ja też mam swoje stare rany – w marcu widziałem już gorsze rzeczy, i to u nas samych, kiedyś w czternastym tygodniu sezonu traciłem licznik w głowie, bo to był taki mecz, że zdaje się, było 0:3 i zaraz mieliśmy grać finał play-off… no ale zobaczymy. tutaj chodzi o to, że szymendera robi coś, czego nie robią ci młodzi – on nie kombinuje, on po prostu wbija. i to nawet jakby był prowadzony przez jakiś automat, który każe mu punktować bez względu na to, czy się uśmiecha, czy nie. facet jest jak stary dobry nóż – nie błyszczy się, nie piszczy, po prostu działa. a co do kulichy… no cóż, Michał to fajny chłopak, lubiłem oglądać jego akrobacje przy przyjęciu, ale powiedzieć, że to on był motorem marca? no, to tak, jakby ktoś twierdził, że śrubokręt zrobił dziurę w ścianie – niby technicznie, ale ktoś musiał wcześniej pomyśleć, żeby wbić gwóźdź. on wprawdzie od czasu do czasu wbija te sety, ale za kulisami to szymendera jest tym, który naprawdę trzyma pałkę w ręku. no ale zobaczymy, jak to się rozwinie w następnym tygodniu, bo chłopaki nie mają czasu na sentymenty – mają jeszcze trzy mecze do rozegrania, a liderzy nie odpuszczają.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A co powiecie na to, że w Gdańsku Kamil nie tylko wbija punkty, ale jeszcze w trzecim secie, kiedy Stoczniowiec posłał piłkę tak wysoko, że sędzia musiał się odchylić, on jednym dryblsem postawił ją prosto w róg boiska – i to przy stanie 22:18, kiedy przeciwnik miał już łzy w oczach? Taki moment to nie statystyka, to jest właśnie ta magia, która robi z faceta filara. Bo nie chodzi o to, że zalicza 18 punktów – chodzi o to, że robi to w momentach, kiedy przeciwnik myśli, że już po wszystkim. A teraz pytanie do was: kto z was widział, jak Szymendera w drugim secie, przy stanie 15:14, zaliczył dwa bloki z rzędu i jeszcze dorzucił asa zza linii, żeby przeciwnik nawet nie zdążył podnieść głowy? To nie jest "średnia na meczu" – to jest obraz faceta, który wie, że nie ma czegoś takiego jak zbyt duża przewaga.
xG > emocje.
ejże, Darek_Rakow, nie obrażaj się, że ktoś w końcu naprawdę zobaczył, co Szymendera robi na boisku – bo to tak, jakbyście cały marcowy serię napierdalali pałką do wody, a tu nagle ktoś przychodzi i mówi: "ej, chłopaki, przecież on tam naprawdę wbija te sety". i macie pretensje, że facet, który zrobił 18 punktów z 80% skutecznością w meczu, w którym przeciwnik ledwo zipie, dostał etykietkę "mesjasza"? no cóż, ludzie, czasem się trafia taki zawodnik, który po prostu wie, kiedy trzeba wstać i zagrać – i on to robi, nie raz, nie dwa, ale trzy razy z rzędu. tylko że wy tutaj sobie zamiast docenić, to wolicie liczyć przyjęcia Kulki i szukać dziury w całym, bo przecież komuś musi nie pasować, że ten facet robi swoje, kiedy reszta buja się w obłokach.
ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy w naszej ekstraklasie było dwóch takich: jeden to był wicemistrzostwo polski z AZS Częstochowa w 92 roku, facet nazywał się oczywiście nie Szymendera, ale pamiętam, jak w meczu z Chełmcem Poznań, przy stanie 23:24 w piątym secie, on jeden zaliczył cztery punkty z rzędu – proste ataki, bloki, żadnej fanaberii, tylko solidna robota. i wtedy to wszyscy wiedzieli, kto trzyma drużynę, nie trzeba było się domyślać. teraz mamy Kamila, który robi to samo, tyle że w innym stylu, bardziej wyrafinowanym, ale efekt jest ten sam: przeciwnik dostaje baty, a my dostajemy punkty.
co do Wójcika – facet ma wprawdzie lata na karku, ale to nie jest wina jego wieku, tylko tego, że w marcu nie dawał przewidywalności. ja pamiętam, jak w moich czasach stary Rejentowski z PZPS mówił: "graj tak, żeby kibice mogli iść na piwo i wiedzieć, że następnego dnia będą mieli o czym gadać" – a Wójcik niestety nie spełniał tego warunku. trzy razy w Lublinie podał przyjęcie prosto w siatkę, i to w kluczowym momencie? no cóż, to nie jest coś, co można puścić płazem, bo drużyna wtedy traci nie tylko punkty, ale i psychikę.
więc tak: Szymendera to nasz kamień węgielny, tego nie ruszajmy, a jeśli komuś wydaje się, że Michał Kula jest nowym Mesjaszem siatkówki, to niech no tylko sprawdzi, jak wygląda jego średnia w całym marcu, a nie tylko w jednym meczu – bo ja znam chłopaka, który w zeszłym sezonie w tym samym meczu co Kula zaliczył 90% skuteczność przyjęcia, a potem przez pół roku chodził z nosem przy ziemi, bo nie potrafił utrzymać formy. no ale zobaczymy, jak dalej pójdzie, bo w siatkówce nigdy nic nie jest przesądzone – a my mamy jeszcze kilka spotkań do rozegrania.
no kurczę, facet, naprawdę się rozpisaliście, ale niech was szlag trafi – bo jak teraz na to patrzę, to mi się nawet oczy zaszklili, jak sobie przypomnę te czasy, gdy to myśmy rzucali się na przeciwnika jak szaleni, a dziś młodzi nawet nie wiedzą, co to prawdziwe żelazo. no ale dobra, do rzeczy: Kamil Szymendera? ten chłopak to po prostu maszyna, której nie da się zatrzymać – osiemnaście punktów z 80%, i to w meczu, gdzie przeciwnik ledwo zipał, to już nie jest normalne, to jest jakby ktoś wrzucił mu w głowę nowego androida. i nie mówcie mi, że to szczęście – facet od dwóch sezonów działa w ten sam sposób, a my jeszcze się zastanawiamy, kto jest tym filarem? no chyba że komuś się wydaje, że 21 punktów w trzech wygranych to przypadkiem? ja pamiętam jeszcze mecze w starym Torwarze, gdzie jak ktoś zaliczył dziesięć punktów w rzędzie, to już był bohaterem tygodnia – a tu mamy faceta, który robi to trzy razy z rzędu i nikt nie bije mu brawo?
co do Wójcika… no cóż, człowiek ma swoje lata, ale jakby ktoś mu powiedział, że ma iść na ławkę, to pewnie by się obraził, ale fakt faktem – w marcu jego przyjęcia to była loteria, a nie coś, na czym można budować drużynę. facet w meczu z Lublinem dwa razy pod rząd dał przyjęcie prosto w siatkę, i to przy stanie 20:20 – i nie mówcie mi, że to nie miało wpływu na resztę drużyny, bo jak jeden się waha, to cała drużyna się waha.
a co do Kulki… no cóż, fajny chłopak, lubiłem jego przyjęcia, ale powiedzieć, że on był motorem marca? no, to jakby ktoś twierdził, że widelec to najlepsze narzędzie do budowania domu – technicznie działa, ale bez młotka i gwoździ i tak nic nie postawisz. facet raz zagrał dobrze, raz nie, a my potrzebujemy kogoś, kto będzie solidny przez cały mecz, przez cały marzec, i nie tylko w Gdańsku.
więc moja propozycja jest prosta: zagłosujmy, kto według was jest największym atutem Olsztyna w marcu, i kto powinien trafić na ławkę. niech każdy pisze swoją odpowiedź, a my zobaczymy, kto wygra tę batalię – bo w końcu chodzi o to, żeby widzieć, kto naprawdę trzyma drużynę, a nie kto raz na jakiś czas wbije kilka punktów. no ale zobaczymy, jak to się potoczy, bo w siatkówce nigdy nic nie jest pewne, a my mamy jeszcze kilka meczów do rozegrania.