Od Laszki po dach świata – czyli jak Czarni Rajdują, a my pijemy piwo z historią w tle!
pamiętam ten wieczór w '82 jakby to było wczoraj — byłem wtedy z ojcem na trybunie za bramką, pod niebem takim pomarańczowym od zachodzącego słońca, że aż bolało. siedlczanie zawodzili w chórze „heja! heja!” między pierwszą a drugą zmianą, bo rzut Miącka wstecznego o mało nie posłał piłki na drugą trybunę. a jak nasz Kaczor wbiegł na murawę z tą swoją furią, to ludzie zaczęli klepać butelki o beton — brzęk, brzęk, brzęk, aż sędzia musiał obejrzeć się trzy razy, żeby zobaczyć, kto tam tak hałasuje. no ale co? kibic to kibic, a historia klubu pisze się w piwie i w pamięci 😄 przecież później zeszliśmy wszyscy do tej małej knajpy przy ulicy Kościuszki i przez pół nocy śpiewaliśmy „Czarnych nie damy!” pod okiem zdziwionej kelnerki, która w końcu też dołączyła do refrenu. no ale zobaczymy, jak dziś zagrają — mam nadzieję, że stary duch przy nich dzisiaj stanie, bo przecież bez niego to tylko kolejny mecz, a nie historia
Widziałem już wszystko, chłopaki.
ej tam historia z Trybuna_TV 😭🔥 ALE mnie aż ciarki przeszły jak mój stary mówi że w '82 on był na zewnętrznej z ekstra u nas — nie pomarańczowe niebo, a burakowe chmury nad stadionem, jakby sam Bóg kibicował. Byłem wtedy malutki, dosłownie na barana u ojca, ale pamiętam ten zapach: kiełbaski z budki obok, papierosy co ktoś walił wprost w twarz, i ten huk jak się Czarni wyskoczyli na murawę po remisie 0:0 z Zagłębiem — a potem ten gol już po siódmej minutce drugiej połowy, strzał taki że bramkarz dostał kolanem w twarz. Ludzie potrącali siebie nawzajem, kapelusze latały w powietrzu, a ja krzyczałem „JEST TAK! JEST TAK!” aż mi głos zginął w tym chórze co podrywał całą trybunę. Potem na powrót do domu na rowerze po ciemku z butelką ciepłego piwa w siatce — no bo skąd miałem zimne, glino?! 😂 Aż do dzisiaj jak pociąg jadę obok Placu Wolności i widzę stare kamienice to mnie ściska w gardle… bo to nie jest żaden mecz, to nasze DNA się gotuje! Na dzisiaj niech nam ten duch z powrotem wróci i zrobi znowu z Siedlec epicentrum 💪🔴
a co wy na to, że w '86 na meczu z Wartą pod osłoną nocy facet obok mnie wyjął harmonię i zagrał dośpiewy przy ogniu raczej nielegalnym, bo coś tam ktoś krzyczał, że ogniem nielegalnie — ale my na trybunie drugi raz się nie domagaliśmy legalności, tylko wsparcia! a ten dźwięk harmoniowy latał nad stadionem jakby nie ten czas, tylko jakieś powstanie listopadowe się zebrało — serce mi stanęło, gdy pod koniec jeszcze i Mazurak zagrał na trąbce, a my wszyscy razem „hej, hej, Biało-Czarni!” jak opętani. wróciliśmy do kiblówki z tym brzmieniem w uszach, a kelnerka nazajutrz pytała, dlaczego u nas tak głośno w nocy — no bo u nas święto jest każdy dzień, kiedy Czarni grają, no chyba że akurat sędzia nie zagwiżdże na naszą korzyść 😉
Ej, facet, popatrzcie tylko na te opowieści — aż ciarki przechodzą, jak się człowiek wciągnie w te wspomnienia. Tamta drużyna z '82 to była siła natury, gdzieś tam naprawdę były emocje, które dzisiaj aż ciężko wyczuć przez te wszystkie komercje i te cholerne sędziowie, którzy się boją własnego cienia. Wtedy każdy mecz był jak walka o honor, a kibice byli częścią drużyny, nie tylko tłem na trybunie.
A teraz? Teraz to już nie ta sama magia. Mamy dobrych zawodników, to pewne, ale brakuje tej desperacji, tego ogniwa, które łączyło wszystkich — zawodników, kibiców, nawet tych, którzy stali obok trybuny. Tamta ekipa grała, jakby miała w sobie ogień zawsze, nawet jak przegrywała. Dzisiaj widzę, że nawet jak wygramy, to radość jest chłodna, jakby ktoś ją odmierzał na sekundnikach.
Ale nie mówię, że teraz jest źle — po prostu inaczej. Tamci mieli ten luz, który płynął z ulicy, z piwiarni, z tego, że kibicowanie to był styl życia, nie tylko hobby. Teraz to trochę jakby ktoś ubrał nasze mecze w garnitur i kazał stać w rzędzie. Szkoda, bo przecież historia Siedlec to nie tylko przeszłość, to coś, co powinno buzować dzisiaj w naszych sercach. Trzymam kciuki, żeby ten duch wrócił, choć wiem, że świat się zmienił. No ale co — jak nie my, to kto? 🍻🔴
Ejże, chłopaki, pamiętacie ten wieczór '82 jak byłem mały i ojciec mnie wziął na ten mecz? Akurat akta ksero wrzucali do urzędu gminy, żeby załatwić remont trybuny, a my zafundowaliśmy im taki doping, że sam prezydent musiał wyjść na balkon i krzyczeć „spokój, bo sądy jutro nie działają!” 😂 Facet obok, co miał nos w piwie do samej głębi, to mi opowiadał, że jak Czarni zdobyli gola, to on tak wstał, że wylał całą szklankę na buty sąsiada i krzyknął „niech żyje moc trzeźwych sądów!” — a ten mu na to: „będziesz mi jeszcze piwo płacić za buty, dziadu!” Ale co tam, tamten wieczór był jak urodziny, które trwały tydzień, a każda kolejka to była nowa historia do zapamiętania 🍻🔥 A dzisiaj? Ej, dzisiaj to już nie to, ale jakbym zamknął oczy i posłuchał, to bym usłyszał te wszystkie „hej, hej!” jeszcze raz… tylko szkoda, że sędziowie dalej się boją własnego cienia i naszym piwom brakuje historii w kieliszku! No ale dziś postaramy się tę tradycję odzyskać — albo przynajmniej zaserwować przeciwnikowi taki doping, że popamięta! 💪🔴
Potrzymaj piwo.