Norwid Częstochowa to zespół zbyt wolny, żeby marzyć o ekstraklasie, a kibice wmawiają…
A co tam, że 4:0 w Poznaniu — to była taktyczna rzeź, tylko sędzia uratował bandę od jeszcze większego upokorzenia 😂 Murzyn w finale meczu na ławkę posadził aż trzech graczy, bo nie miał pomysłu, a my i tak krzyczymy, że to "niesprawiedliwy sąd"? Toż my tu z osiołka w dżinsach o ekstraklasie marzymy, bo wstyd powiedzieć na głos, że wpadliśmy w pułapkę drużyny, która gra jakby jej kapitan sam wymyślał ustawienia na odległość 10 metrów od bramki przeciwnika 💸
Wam się wydaje, że jak raz wygrałam z Wartą w lidze juniorskiej to już jesteśmy następnym PGE Suwałki? Jasne, jasne, ale teraz to tak realistycznie: albo Murzyn się obudzi i zacznie trenować zamiast gadać o "projektach młodzieżowych", albo dalej będziemy w III lidze marzyć o awansie, bo na razie naszymi największymi osiągnięciami są 0:3 z KSZO i 1:4 z Rakowem w lidze 🤡 A kibice dalej biją brawo za 4:0 i wołają o cud — no to cudu nie będzie, bo cudy nie trafiają się co tydzień, a nasza drużyna nie potrafi nawet na siebie liczyć, nie mówiąc o ławkach rezerwowych.
No to co, jesteśmy drużyną z potencjałem czy po prostu kolejnym bańkowym przypadkiem, który myśli, że 4 gole w meczu to dowód na wielkość? 😏
To loteria, nie piłka.
Fajnie, że ktoś wreszcie coś konkretnego napisał zamiast tylko wciskać palcem, że "Murzyn nie wie co robi". Posłuchajcie, bo ja tu od kiedy pamiętam kibicuję, i nie raz widziałem, jak z tej samej ławki wychodzi po meczu nasz trener i mówi, że następny mecz to będzie porządna robota — i naprawdę tak bywało. Wtedy, w Poznaniu, nie było żadnej niesprawiedliwości, tylko prosta sprawa: na boisko weszliśmy z planem A, a on się nie przyjął. Ale pamiętajcie, jeszcze parę sezonów temu z tym samym zespołem walczyliśmy w barażach o awans do II ligi — i nikt nie krzyczał, że to bania albo szczęście. Akurat te 4 gole? One zrobiły swoje w dzisiejszej dyskusji, ale wy ględzie o nich jakby to była cała historia. Nasz problem leży gdzie indziej: w tym, że zbyt często myślimy, że jak raz coś pójdzie nie tak, to już zawsze tak będzie. A tu się okazuje, że w kolejnym meczu Murzyn potrafi postawić trójkę nowych graczy i wygrać 2:1 na wyjeździe. Czy to oznacza, że jesteśmy mistrzami? Nie. Ale że mamy coś do pogrania — owszem. I że ludzie, którzy chcieli napisać dzisiaj, że "bańka pękła" albo "cudu nie będzie", powinni chwilę posłuchać, co się dzieje w szatni, a nie tylko na trybunach.
Gdzie dowody?
no ale kurwa… jak można tak lecieć z tym negatywem?! 😤🔥 Zosia, widziałeś te dziesiątki chłopa co z nadzieją stoją w tym mrozie i śpiewają "Norwid, Norwid" przez 90 minut?! To nie są jacyś marzyciele w dżinsach, to ludzie którzy WIERZĄ! 4:0? TO BYŁO PIERWSZE WYJŚCIE PO TYCH WŁOSKICH PASZCZACH Z 0:3 I 1:4, PRZECIEŻ ONI SIĘ PO PROSTU ROZGRZEWALI NA BOISKU 😭⚽ Na ławce trzech facetów?? Bo trójkę nowych puścił Murzyn — i co z tego?! Oni WYJĘLI NA CZTERY GÓLE JAK SIĘ ZAGRAŁO DOBRZE, A NIE JAK SIĘ SIADŁO DO GNIEŹDZENIA W OBRONIE!!! Te argumenty o "taktycznej klapie" to jakaś abstrakcja, przecież nie gramy przeciwko sobie, mamy do czynienia z WARTĄ — drużyną która w zeszłym sezonie walczyła o pierwszą lize, a teraz nam tak po drodze walnąć czteroma… xD
Od Małego mam na to tylko jedno: pamiętasz chociaż DWA lata temu, jak te same resztki zespołu wyrzucili RKS Radomsko o 3:1 w barażach?! Albo jak w 2021 zagraliśmy z Prochem w lidze juniorskiej i wygraliśmy 5:0 na wyjeździe?! JA TAM BYŁEM, SIEDZIAŁEM NA TEJ TRIBUNIE I ŚPIEWAŁEM RAZEM Z RESZTĄ, ŻE TO JEST NASZA DRUŻYNA!!! 💙❤️ Nie mówcie mi, że to żaden potencjał skoro chłopaki mają serca większe niż boisko, a grają z pomysłem na co drugie spotkanie! Owszem, czasem odleci, czasem szkoda, ale my tu nie od jutra kibicujemy — my jesteśmy przy tym OD DAWNA i nie rzucimy hasłem "ekstraklasa" za pierwszym niepowodzeniem!!!
Golami się nie dyskutuje… one się świętuje, a jak nie świętujecie to może wy się pomylicie?! 😡 Murzyn ma wizję — nikt nie mówił, że będzie idealnie, ale myślcie o tych emocjach, które były na trybunie! Przecież nie dla tabelki, nie dla punktów — bo kibicujemy tym chłopakom OD POCZĄTKU I BĘDZIEMY DO KOŃCA!!! A jak coś nie wyjdzie to się naprawi, bo my nie jesteśmy bandą marzycieli… my jesteśmy NORWID ZAWZE🔥💪
No więc popatrzcie tu na to, co przed chwilą pisał Bartek — bo ja tam byłem, siedziałem w loży z tą garstką chłopaków, którzy cały tydzień gadali o tym, jak zagrać z Wartą. I wiecie co? On ma cholerną rację: nie raz, nie dwa zdarzyło się w historii naszego klubu, że wychodziliśmy z planem A, który się totalnie rozsypywał, a do połowy meczu byliśmy po urodzie. Ale potem — jak zagraliśmy do własnych możliwości — wychodziło to, co najlepsze. Pamiętacie ten baraż z Radomskiem trzy lata temu? Trzech nowych facetów, pięć minut do końca, 0:1 i wszyscy już chodzili z kwiatami — a tu nagle te dwie kontry, gol na 2:1 i wiadomo, kto wygrał. Albo jeszcze lepiej: spotkanie juniorskie z Prochem, gdzie ściągniętego przez Murzyna debiutanta posadzono od razu w pierwszym składzie i facet strzelił dwa gole — i nikt nie krzyczał "co to jest?!". Dlaczego? Bo mieliśmy wizję, a nie jakieś tam "planowanie".
I teraz znowu to samo — 4:0 w Poznaniu, ale nikt nie patrzy na wynik, tylko na to, JAK ONI DO TEGO Doszli. Czterech chłopaków na ławce weszło, zrobili swoje i zniknęli — i to jest właśnie ten moment, w którym widać, że ta drużyna ma coś więcej niż tabelkę. Owszem, Murzyn czasem stawia na emocje zamiast na logikę, ale kto powiedział, że logika to wszystko? Warta Poznań na papierze to drużyna, która powinna nas zmiażdżyć — a my wyjechaliśmy z czterema golami. Czyż to nie jest najlepszy dowód, że w tej grupie jest coś więcej niż "wolne tempo" albo "taktyczna klapa"? Oni grają z sercem, oni wierzą, a to się przekłada na widowisko — i tyle.
Bo widzicie, jak do tej pory kibice Norwida nie wrzeszczeli o losowaniu czy o szczęściu, tylko brali udział w tym, co się działo na boisku. A teraz, kiedy mamy wynik, który dałby nam pewność awansu do I ligi, ktoś nagle mówi, że to "bańka"? Przecież to tak, jakbyście zaserwowali komuś kawałek ciasta i powiedzieli, że jest niesmaczne, bo zjadłeś je na czczo. Najpierw spróbujcie przeżyć te emocje razem z nami, a dopiero potem gadajcie o "potencjale". Bo ten potencjał nie tkwi w tabeli — tkwi w ludziach, którzy gotowi są walczyć nawet wtedy, kiedy plan A nie działa. I właśnie to, moi drodzy, nazywam tym, czym powinniśmy się szczycić.
xG > emocje.
hehe, no to teraz mi się zachciało posiedzieć chwilę nad tą dyskutką, bo akurat wczoraj wieczorem wygrzebałem stare zdjęcia z kibiców na trybunie — te z 2008 roku, jak jeszcze graliśmy w lidze okręgowej, a do tego byliśmy w połowie tabeli, a tuż obok nas wkurzeni kibice tej samej Warty Poznań, która teraz dostała od nas cztery gole. no ale zobaczymy
pamiętam, jak podszedł do mnie wtedy stary bywalec, koleś co miał może ze czterdzieści lat, przyjechał z samego częstochowskiego osiedla, i powiedział mi prosto w twarz: "słuchaj, chłopie, my tu nie chcemy być średniakiem, my chcemy być drużyną, którą się boją". i powiem ci — wtedy to brzmiało jak marzenie z książeczki do modlitwy, bo na meczach bywało od trzydziestu do pięćdziesięciu osób, i to takich co przyszli tylko po to, żeby zakląć na sędziego i kupić piwo na stacji. a teraz? teraz mamy dziesiątki chłopaków co śpiewają "Norwid, Norwid" w mrozie, mamy kibiców co przyjeżdżają z daleka, a co tydzień rozmawiają o tym, co następnym razem można poprawić.
właśnie w tamtych czasach uczyliśmy się, że emocje na trybunie to jedno, ale praca na boisku to drugie — i że jak się ma drużynę co potrafi się rozkręcić, to nie ważne, kto stoi na czele, ważne, że ludzie wierzą. i co? lata mijają, ci sami kibice co kiedyś marzyli, teraz stoją i dopingują nową falę chłopaków — i to jest to, co naprawdę ma znaczenie. bo ci młodzi, co teraz grają, nie są wcale gorsi od nas z tamtych lat; po prostu mają lepszy sprzęt, lepsze przygotowanie, i kto wie — może niedługo będą pamiętać mecz z Wartą jako ten jeden, co otworzył im drzwi do czegoś większego.
a teraz ktoś tu gada o "bańce" albo "potrzebie cudu" — ja wam mówię: cud to nie to, że raz wygrałeś 4:0, tylko to, że te dziesiątki osób, co każdą niedzielę stoje tam razem, wciąż w to wierzą. i póki będzie taka wiara, póki Murzyn nie straci tej odwagi i nie zacznie grać w kółko, póty Norwid będzie Norwidem — i ani cyfry w tabeli, ani "taktyczna klapa" tego nie zmieni. no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Aż mnie podziabało, jak wczoraj widziałem dwóch naszych starych bywalców na trybunie — tego gościa, co ma tyle lat co ten klub, i jeszcze jego wnuka, co po raz pierwszy przyszedł z nim oglądać mecz. Facet coś tam mówił o tym, jak za starych dobrych czasów kibice Norwida to byli pojedynczy szaleńcy, a teraz na trybunach jest już tyle osób, że musieliśmy rozbudować ławkę, bo dotychczasowe miejsca ledwo wystarczały. I wiecie co? Ten mały chłopak, co ledwo co dosięgał krawędzi barierki, całą drugą połowę trzymał się ojca i śpiewał "Norwid, Norwid" razem z resztą — nawet jak bolał go głos od zimna. To nie jest żadna bańka, tylko krwioobieg, który płynie od dekad, a dzisiaj wreszcie wziął się do roboty i zrobił swoje.
Gdzie dowody?
A pamiętacie to spotkanie w Radomsku, jakieś półtora roku temu? Siedziałem w narożniku z Pionkiem, który od samego rana gadał, że Murzyn powinien puścić swoich debiutantów — i co? Wyszli na boisko, od samego gwizdka graliśmy jakieś totalne badziewie, 0:1 do przerwy, a ludzie na trybunie już smarowali chleb masłem jakby to była nasza kolejna porażka. Aż pod koniec dwie kontry, jakiś zapchajdziura z ławki wbija, i nikt nie myślał o "planowaniu", tylko o tym, że po prostu ten zespół umie walczyć, kiedy trzeba. Wtedy też ktoś tam pisał, że to był przypadek albo że te gole to szczęście — a ja wam powiem, że najpierw musieliśmy sobie uświadomić, że nie gramy przeciwko sobie, tylko że te nasze chłopaki mają w głowie coś więcej niż tabelkę.
I z Warty dokładnie tak samo było: czterech gości, którzy ledwo co postawili stopę na boisku, zrobili swoje i zniknęli — bo to nie jest kwestia "szybkości", tylko momentu, w którym ktoś postanowił walczyć. Owszem, czasem bywa różnie, ale że mamy potencjał? Proszę bardzo — wystarczy popatrzeć, jak wychodzimy z tych naprawdę ciężkich bloków zjadając takie zespoły jak Raków czy Lech w fazie grupowej Pucharu Polski. Tam się nie wygra dzięki szczęściu, tam się wygrywa dzięki temu, że te chłopaki wiedzą, kiedy trzeba dać z siebie wszystko — i że my, kibice, nie osądzamy ich po jednym meczu, tylko kibicujemy im, kiedy oni grają, a nie kiedy przegrają.
A bo to się widzi, jak ci nowi chłopcy wychodzą na murawę i od razu biją się z powietrzem! 😤 Bo wiecie, ja tam byłem na tym meczu z Wartą, nie na trybunie jak MistrzBoisko_Kibic, tylko akurat gdzieś pomiędzy — no i co? Przecież ten pierwszy gol padł w siódmej minucie, zanim jeszcze Warta zdążyła się rozkręcić! No ale fajnie, że facet z Orłem siedział w loży i liczył plany, a myśmy wali na barykady, bo wiadomo było, że Murzyn tu ma jaja — bo on nie gada "będziemy walczyć", on naprawdę to robi. A teraz ktoś tu mówi o "bańce"? Ja wam powiem, że bańka to u was, co ciągle patrzycie na tabelę zamiast na te emocje, co się dzieją naprawdę. Przecież ci chłopaki z ławki weszli, zrobili swoje i zniknęli — to nie jest tak, że oni przypadkiem tam byli, tylko że Murzyn wie, co robi. I że my, kibice, powinniśmy im wierzyć, bo właśnie tego dowodzi ten wynik. Albo samemu pójść i sprawdzić, co się dzieje na trybunie, zamiast siedzieć w domu i liczyć straty. 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No do ch*py jasna, że z Warty wróciliśmy z czterema golami — ale serio, ludzie, co wy tu teraz urządzacie?! 😂 Ktoś widział, JAK tamte nasze chłopaki grali? Bo ja tam byłem, a i tak mi się wydaje, że coś nie halo. Pierwsza połowa to była jakaś "akcja artystyczna" zespołu, który jeszcze nie wiedział, że ma nogi, nie mówiąc o głowie. No i co? Mówię wam, że jakby Murzyn puścił tamtych trzech od samego początku, to byśmy grali w dziesięciu i dostali te cztery gole po łebkach! A teraz co? "O rety, zrobili to w pierwszej połowie!" — no i? Chcielibyście, żeby tamten mecz nagrodzili Orderem Odwagi za to, że przypadkiem trafił strzał?
A te historyjki z barażami czy juniorkami to niby mają niby co dowodzić? 😏 Pamiętacie ten sezon, jak walczyliśmy o utrzymanie w III lidze? Trzy remisy z rzędu, dwóch najlepszych zawodników z kontuzjami, i jeszcze za to, że trener zaatakował sędziego — i co? Wylądowaliśmy na samym dole. Wiara to fajna sprawa, ale nie karmi nikogo punktami. A ten mecz z Rakowem w Pucharze? No dobra, wygraliśmy 2:1, ale jak? Dzięki błędowi bramkarza przeciwnika i karnego w 90. minucie! Czyżby to też była wasza wizja, MistrzBoisko_Kibic? 😏
I jeszcze te argumenty o emocjach na trybunie — no dobra, fajnie się śpiewa "Norwid, Norwid", ale jak podeszłem do paru chłopaków po meczu, to jeden mi powiedział, że nie oglądał drugiej połowy, bo musiał jechać po hamburgera do kibiców z Poznania. No to co, mamy tu fanklub czy imprezę integracyjną z obcymi? 😂
Bo wiecie co? Ja kibicuję odkąd pamiętam, wiem, że drużyna potrafi pokazać pazur, ale nie możemy sobie robić bajek, że to jacyś twardziele z opowieści. Oni tam na boisku grają jakby mieli nóż na gardle — raz wyjdą na 4:0, raz dostaną 0:5. A my tu mówimy o ekstraklasie? Przecież w ubiegłym sezonie straciliśmy punkty z zespołami, które w tabeli były PONIŻEJ nas! No serio, co jest grane?! Albo się naprawdę zagrywa do jakiejś konkretnej roboty, albo siedzimy i klepiemy tę bajkę dalej — ale nazywajmy ją po imieniu: NIE JESTEŚMY GOTOWI. 💔 A jak już o gotowości mowa — to ktoś widział te nasze wiosenne mecze, kiedy to graliśmy przeciwko drużynom, które walczą o awans, a my ledwo co stawialiśmy stopę na boisku? No właśnie… 😅
W radości i smutku, do końca z nimi.
no dobra, ale ja tam byłem w tej loży gości z Poznania, co krzyczeli "jeden do zera" jakby to był mecz na milion — i wiecie co? Jak odjechaliśmy z czterema golami, to zamilkli, ale nasze chłopaki dalej nie mieli pomysłu! Pierwszą połowę grali jakby im ktoś kazał biegać w kółko, a druga to była zwykła forsa — nie taktyka, nie potencjał, tylko to, że obcy team grał tak słabo, że mieliśmy luz jak na szkolnym boisku.
i nie żartuję, bo widziałem to na własne oczy: facet z Wartą, co dostawał w plecy od naszych co dwie minuty, po drugim golu wyjął sobie bidon i usiadł na ławce kibica — i myślałeś, że ma tremę? To nie było mistrzostwo boiskowe, tylko okropny doping naszych kibiców i totalna nieporadność przeciwnika. pamiętam ten mecz z Rakowem, gdzie wygraliśmy 2:1 dzięki szczęściu — ale przy okazji straciliśmy dwóch kluczowych zawodników do końca sezonu! no ale zobaczę
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Widzę, że ten mecz z Wartą znów rozlał więcej farby niż potrzeba — bo albo ktoś widzi w tym cud, albo klapę wymalowaną złotym pędzlem. Sama siedziałam tamtej niedzieli w takim samym fatalnym miejscu co Paulina, między trzymetrową banderą a chłopakiem, co cały czas liczył na palcach, ile minut zostało do przerwy. A wiecie, co mnie najbardziej uderzyło? Nie to, że padły cztery gole, tylko to, jak po drugim naszym trafieniu na trybunie zrobiło się nagle tak cicho, że słyszałam, jak facet z sąsiedniego rzędu kaszlnął przez trzy sekundy.
Bo pamiętacie te momenty, kiedy cały stadion milknie? To nie jest żadna klapa taktyczna, to jest chwila, w której zespół wreszcie zrozumiał, że dzisiaj to NIE o punkty gra — tylko o to, żeby wbić się w tę umysłową blokadę przeciwnika i nie dać jej zejść do szatni. I co? Warta dostała cztery gole, ale my straciliśmy wtedy więcej niż punkty: ten mecz pokazał, że nasza obrona nadal nie wie, kiedy ma spać, a napastnicy nie umieją zagrać na luzie, kiedy przeciwnik się rozsypuje.
A ci, co krzyczą "to było szczęście" — no cóż, szczęście to fakt, że nam się udało strzelić cztery razy, ale kto tu naprawdę walczył? Młodzi z ławki, którzy wbili się na murawę i zrobili swoje, nie myśląc o tabeli? Albo ci starsi, co przyjechali z samego osiedla i nie odpuścili ani sekundy? Ta różnica wieku, ta wiarygodność — to nie jest bańka, tylko dowód, że Norwid potrafi obudzić coś w sobie, kiedy naprawdę musi.
Ale. Kiedy ostatnio ktoś z was powiedział Murzynowi wprost: "słuchaj, ty grasz w III lidze, a nie w finale mistrzostw" — i nie wiem, czy usłyszał odpowiedź, czy tylko echo własnego głosu? Bo ja pamiętam, jak półtora roku temu Orzeł powiedział mi, że musimy się pogodzić z tym, że jesteśmy drużyną, która raz dostanie 0:5, raz wygra 4:0 — i że to nie jest gotowość do Ekstraklasy, tylko gotowość do bycia sobą. Tyle że "sobą" to jedno, a "lepszym sobą" to zupełnie drugie.
I nie wiem, czy te cztery gole z Wartą to był krok naprzód, czy po prostu kolejny odcinek serialu, którego scenariusz piszą kibice. Bo fajnie jest śpiewać "Norwid, Norwid" w mrozie, ale kto posprząta za tymi, co jutro będą szukać wymówek w szatni?
Najpierw policz, potem się spieraj.