Norwid Częstochowa to drużyna, która rodzi wielkich piłkarzy, ale zapomina o wielkości kibiców?
A co, chłopaki, naprawdę myślicie że te wasze LOI to jakaś świętość? Przecież jak się ogarnie co drugi mecz pod progiem, to trzeba już nie kibiców męczyć a po prostu zaprosić psychologa na ławkę. Parę lat temu byliśmy numerem 1 w całej lidze juniorów – i co? A nic, bo teraz to sami chłopcy z tych rodzin co to się wymieniły na porządny butik, a nie ci co fajerwerków potrzebowali na trybunach. Myśleliście że sławę zbudujecie na "byliśmy super"? A co z dzisiejszymi? Wychodzę zza winkla niedaleko stadionu, to tam dzieciaki grają w kapsle na podwórku zamiast marzyć o granacie Norwida – bo przecież co im pokażesz? Piłkę z dziurą i trybunę z reklamą piwa zeszłorocznego. Mówię szczerze, że jak nie ruszycie tyłków z tymi swoimi plakatami na Dzień Dziecka, to za pięć lat będziecie mieli grupę kibiców liczniejszą niż frekwencja na finałach województwa. 😂💸 Aha, i nie liczcie na mnie – ja swoje bilety dobujam na wyjazdy do Warty gdzie kibice mają więcej glowstików niż my sponsorów.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Aż mnie ścisnęło, jak to czytałem – w sensie, że mam ochotę rzucić piwkiem i powiedzieć: "Słuchaj no, chłopie, skąd ty te generale bierzesz jakbyś z innej ligi przyszedł?". Bo co to niby znaczy "świętość LOI"? Że mamy co niedziela stać pod progiem i się modlić? Chyba że twoim zdaniem kibice to jacyś zawodowi chuligani od dwudziestu lat, którzy tylko na siłę sieją fajerwerki – no to sorry, ale tobie albo nikt nigdy nie tłumaczył, co to jest klubowe życie. A co do juniorów – no byliśmy top 1, tylko że świat nie stoi w miejscu. Chłopaki z butików? Może część tak, ale reszta to dzieciaki, które albo poszedły do szkółek, albo spaliły się na etapie liceum, bo nie mieli tej pasji co kiedyś. I co z tego? Mieliśmy naszych talentów, oni odeszli, inni przyszli – to normalka.
A te podwórkowe kapsle? Może akurat u was w okolicy brakuje imprez dla młodziaków, ale tu, na Norwidzie, mamy dzieciaki, które w sobotę przychodzą na trening, a w niedzielę na trybunach są obok ojców. Tylko że nie mówisz o nich, tylko o swojej wizji, jakobyśmy mieli założyć cyrk po to, żeby ktoś inny miał co oglądać. A co z tymi, co naprawdę tu są? Z tych kilku rodzin, co przychodzą regularnie? Oni nie liczą na plakaty, oni liczą na to, że ktoś im pokaże, że warto. Bo jak nie my, to kto?
I jeszcze jedno – nie licz na bilety do Warty, jakbyśmy mieli się tam modlić o lepsze kibicowanie. Tam mają glowstiki, my mamy serca. Może mniej ich, ale to nasze. A co do frekwencji za pięć lat – to samo powiedziałeś o dwóch metrach rzutu karnego w meczu półfinału. Trzymaj formę, kolego.
Hype to nie argument.
No ale co ty nie powiesz, Pogonultras 😂 boże, a co my niby mamy niby zrobić z tymi plakatami na Dzień Dziecka jak frekwencja to czasami taka, że babcię z kościoła można policzyć na palcach jednej ręki? Przecież nie chodzi o to, że my jacyś leniwi, ale że MY TU SIĘ TRZESIEMY TYLKO DZIĘKI TEJ NASZEJ MAŁEJ GRUPIE, co przychodzi mimo wszystko i CICHA CLASĄ, a nie boiskiem, które pusto niczym szatnia po meczu trzeciej ligi.
A widziałeś kiedyś te małe karaluchy co się cichutko wciskają pod trybunę, jak ojciec pokazuje im gdzie kopnąć? To właśnie są ci, co będą za pięć lat marzyć o granacie Norwida, tylko nikt im tego nie powiedział! Bo my ich nie odstraszamy fajerwerkami na okrągło, tylko gramy normalnie – piłką, trenerem co potrafi gadać, no i no… tą naszą cholerną rodziną kibiców, która chociaż ma 20 osób, to ma 200 serc!
A LOI to nie żaden cyrk – to nasze DNA, nie butik! Jakbyśmy mieli czekać na "wiwatujące tłumy", to byśmy jeszcze w starej, dziurawej czapce stali pod progiem, jakby nic się nie zmieniło od 1998. A my się zmieniamy – ale nie na modłę dzisiejszych instagramowych projektów, tylko na to, co działa. Przecież mamy juniorów co idą do szkółek, mamy facetów co swoje niedziele poświęcają, bo naprawdę wierzą, że ten klub coś znaczy!
I jeszcze jedno – ty mówisz o frekwencji jakby to była cena biletu na finał Champions League, a my mówimy, że JAK BĘDZIEMY MIEĆ LEPSZĄ DRUŻYNĘ NA BOISKU, to trybuny same się zapełnią. Bo jak nie, to co? Mamy latać z megafonem i krzyczeć "idźcie na mecz"? Aha, i przez twoje "glowstiki" zapomniałeś o tym, że tam na Warta mają frekwencję co ledwo bije naszą podczas derbów województwa – no chyba że liczymy te 30 osób co im kibicują za sztachetką jak za murem Berlińskim.
Kurczę, jesteśmy tacy mali, że na mecze przychodzimy z butelką wody, bo inaczej płacimy 4 zł za kubek kawy ze studenckiej budki 💸 ale jak widzę, że któryś junior trafił do kadry młodzieżowej albo starszy facet co 20 lat przychodzi z wnukiem – to jest ten nasz ZŁOTY GOL W 90+ minucie, nie wiem czy rozumiesz o co chodzi. A ty chcesz nas zamienić w cyrk dla wszystkich z wyłączeniem tych co naprawdę tu są… no sorry, ale my mamy swoje zdanie i swoje serce w drugim bucie.
I tak trzymać, PawelPogon, bo ktoś musiał w końcu powiedzieć, że kibicowanie to nie to samo co liczenie "glowstików" na trybunach przeciwnej drużyny 🔥💪
W radości i smutku, do końca z nimi.
Też tam stałem pół roku temu kiedy ten dwunastoletni chłopak z akademii strzelił gola w meczu juniorów starej gwardii — wiadomo, że wpisali go od razu na listę "kolejny talent", ale sam fakt że ten dzieciak potrafił tak uderzyć z tej podwórkowej dziury za siatką, która dla dorosłych jest śmietnikiem… to była odpowiedź na wszystko co dziś się gada. Bo nie chodzi o to, że jesteśmy "super", tylko że mamy te momenty, które wbijają się w pamięć — i one są warte więcej niż dwadzieścia plakatów rozlepionych po mieście.
Pogonultras, może cię to zaskoczy, ale właśnie tych kilka osób co regularnie stoją za bramką albo przy linii bocznej, to one robią więcej niż cała ulica razem wzięta. Widziałeś kiedyś jak ta mała grupka kibiców witają swoich juniorów już na wejściu do szatni? Podajemy im ręce, klepiemy po plecach, mówimy "walczcie, bracia" — i to działa. Oni to pamiętają. A frekwencja? Akurat na tym meczu było nas piętnastu dorosłych i dziesięć dzieciaków, ale atmosfera była taka że młodzi gracze grali jakby mieli dodatkowe serce w piersi. I to jest ta magia Norwida — nie ta sztuczna "LOI na siłę", tylko te prawdziwe chwile, gdy ktoś komuś naprawdę zapali lampkę w oczach.
Paweł ma rację, że nie chodzi o cyrk. My tu budujemy coś trwałego — nie jakieś tam instagramowe fajerwerki, tylko te parę sekund kiedy młodziak biegnie do rodzica i mówi "tato, ja tego chcę robić do końca życia". A o to, Pogonultras, warto się bić. Reszta się jakoś samo ułoży — bo przecież nie dla frekwencji gramy, tylko dla chwili, gdy ktoś powie "to dzięki Wam". I właśnie na takie rzeczy LOI powinno być — na te małe, prawdziwe zwycięstwa, nie na liczbę ludzi na trybunach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no do cholery, pamiętam jak ostatnio kopnąłem nogą w to stare krzesło pod trybuną zaplecza i od razu mnie złapało – "a niech mnie, to jeszcze z czasów gdy przychodziłem tu z ojcem, żeby oglądać Maćka Cichonia w jego pierwszym sezonie w seniorskim granacie". maciek, nie żaden influencer, nie żaden projekt z butiku, tylko chłop na dorobku co potrafił uderzyć tak, że szklane gałki w okolicy trzęsły się przez pół tygodnia. i co? teraz ludzie patrzą na nas jakbyśmy byli jacyś reliktowi – "a co tam, stary stadion, stare tradycje" – ale cholera, właśnie te stare tradycje były kiedyś tym, co napędzało całe miasto! teraz młodzi idą do akademii, a my stoimy i liczymy frekwencję jakby to była cegiełka do nowego budynku.
no i co się stało? ktoś wymyślił, że LOI to ma być cyrk – fajerwerki za każdym meczem, transparenty co są bardziej kolorowe niż chemia z apteki, no i te wasze "glowstiki" co mają być dowodem na żywotność klubu. a ja wam mówię – za moich czasów LOI to była taka sprawa, że jak przychodziłeś pod bramę to było wiadomo: nie przychodzisz na mecz, przychodzisz do rodziny. i nie mówię o tym, że mieliśmy dwudziestu kibiców co palili race na okrągło – mówię o tym, że mieliśmy dwudziestu facetów co wiedzieli, jak nazywa się każdy junior, jakiej szukał szkoły, no i jakie miał marzenia.
teraz gada się o butikach i dzieciach co grają w kapsle – no dobrze, ale kto im to wszystko pokaże? my? my ledwo dajemy radę zebrać grupkę co by pomachała transparentem na Dzień Dziecka. a przecież wystarczyło, żeby ktoś raz, dwa razy podszedł do tych małych pod trybuną i powiedział: "widziałem, jak dzisiaj walczyłeś, chłopie, dalej tak rób". i wiesz co? oni by to pamiętali. nie dlatego że zrobiliśmy im wielką imprezę, tylko dlatego że po prostu ktoś im dał odczuć, że są częścią czegoś większego.
i nie, nie chodzi mi o to, żebyśmy mieli latać z megafonem i wołać "idźcie na mecz". chodzi o to, żeby te kilka osób co jest naprawdę – tych co przychodzą regularnie, tych co dopingują juniorów jakby to byli ich synowie – miało poczucie, że coś znaczy. bo jak nie my, to kto? ten cały instagramowy szum? te "glowstiki" co nikogo nie obchodzą poza dwudziestką zapatrzoną w siebie?
pamiętam jeszcze mecz juniorów z 2005 roku – ten sam dzień kiedy moja córka dostała swoją pierwszą butelkę z logiem klubu, a mój syn dostał koszulkę z numerem 7 bo "wujek ma ją nosić na meczu, tato". teraz idź i policz ile takich historii jest w waszych rodzinach. ja przynajmniej wiem jedno – nie chodzi o liczbę na trybunach, tylko o to, żeby kiedyś ktoś powiedział o was "oni byli przy tym od samego początku". a nie "oni mieli fajerwerki".
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ten mecz juniorów, na którym byłem tydzień temu, z tym dwunastoletnim napastnikiem co wbił gola zza siatki... Cholera, aż mnie łza uroniła, bo to był dokładnie taki moment jak ten, który Jagielloniakibic opisał – i niech mnie szlag, ale się zgadzam z tobą w stu procentach. Tyle że powiem jeszcze coś: ta nasza LOI to jednak coś więcej niż tylko te chwile, i o tym za chwilę.
Bo widzicie, ja pamiętam czasy, kiedy LOI to była taka sprawa, że jak ktoś nie szedł pod bramę, to w mieście mówili "ej, co ty, nie kibicujesz?". Dzisiaj? Dzisiaj młodzi idą do akademii albo do szkółek w innych miastach, bo tam widzą sens – bo tam ktoś im powiedział "słuchaj, u nas trenują trenerzy co mają papiery, nie ci co gadają od płotu". I co się dzieje? Ci, co zostają, mają wrażenie, że cały świat się od nich odwrócił. A my? My stoimy z transparentami, które nikt nie czyta, bo są zbyt daleko od boiska, albo zamiast dopingować, liczymy na "glowstiki", które nikogo nie obchodzą poza kilkoma fajniskami.
Ja tu przychodzę od ośmiu lat, od kiedy mój synek pierwszy raz złapał za piłkę na Norwidzie. Siedziałem wtedy na trybunie zaplecza, obok LechiaGda_Trybuna pewnie, i pamiętam jak uparłem się, żeby znaleźć choćby jednego starszego kibica, który by mi powiedział, co to właściwie znaczy być częścią tego klubu. Nikt mi nie odpowiedział. Tylko taki jeden facet z brodą, co wyglądał jak z kronik filmowych, rzucił: "trzymaj się, chłopie, bo to nie jest klub, tylko rodzina". I to było najlepsze, co mi się przytrafiło – bo od tamtej pory wiem jedno: LOI to nie jest cyrk, który trzeba organizować, tylko coś, co się nosi w sercu. Ale żeby to było prawdziwe, to musisz mieć kogoś, kto ci pokaże, że to co robisz, ma sens.
I właśnie dlatego się z tobą zgodzę, LechiaGda_Trybuna – w tym, że LOI to jest DNA, a nie jakiś cyrk na siłę. Ale dodam jeszcze jedno: póki nie zrobimy tego, że ta LOI stanie się dla młodych czymś, za czym będą tęsknić, póty nic się nie zmieni. Bo nie chodzi o to, że frekwencja jest niska – chodzi o to, że my sami nie dajemy im powodu, żeby chcieli tutaj być. I to jest nasza wina. Nie ich. Nigdy ich.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
A to co, kurwa, Rafał jak znowu zaczyna pieprzyć o "DNA" i "rodzinie", że niby to wszystko trzyma się kupy? To chyba nie wiesz, co jest na samym dole tej twojej "rodziny", bo ja ci powiem – w tym sezonie widziałem na własne oczy, jak jeden z naszych dorosłych kibiców rzucił w stronę boiska puszką po energetyku, jakby to była jakaś tradycja rodowa. No i co, teraz mamy LOI ekologiczne? Albo lepsze – wiadro po maźnięciu?
Mówicie wszyscy, że LOI to świętość, a ja wam mówię, że świętość to fakt, że ten sam facet, co rzuca puszkami, potem łazi po mieście i szuka osiemnastoletnim juniorom "kontaktu z naturą", czyli chodzi o to, że im opowiada, jak to się kiedyś grało w prawdziwym granacie, nie takim plastikowym, co go kupuje się w marketowym stoisko za pół ceny.
I jeszcze te wasze "małe chwile" – no super, że dzieciak strzeli gola i tata mu gratuluje, ale czyście kiedyś pomyśleli, że może temu dzieciakowi nie chodzi o twoje łzy wzruszenia, tylko o to, żeby dowiedzieć się, jakie ma perspektywy? Bo na razie widzę, że albo odchodzą do szkółek z lepszymi trenerami, albo zostają i grają w dziurach za siatką, bo nikt im nie pokazał, że można coś więcej.
I nie, nie jestem od tych co biją pianę o fajerwerkach – cholera, sam byłem na meczu kiedy pod progiem coś wybuchło i myślałem, że to koniec świata, bo sędziowie pierdolili bez sensu. Ale żeby to miało sens, to musiałoby być połączone z czymś więcej niż tylko hitem emocji na kilka sekund. Trzeba dać tym dzieciakom coś, co będą pamiętać nie tylko przez jeden mecz, tylko przez całe życie – i nie mówię o transparentach, tylko o drodze, jaką im pokażecie.
I zapamiętajcie jedno – jak za pięć lat przyjdziecie na trybunę i nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś byliśmy "drużyną marzeń", to nie dlatego że frekwencja była niska, tylko dlatego że nikt nie dał im powodu, żeby chcieli tutaj zostać. A jak nie damy im powodu, to będą grać w kapsle na podwórku… no i co, ja też kiedyś tam grałem, tylko że wtedy nikt mi nie powiedział, że mogę więcej. Teraz wiem, i dlatego jestem tu – żeby ich nie zawieść. Bo jeśli my nie zrobimy tego, kto inny to zrobi? 🔥🤡
no kurde ale z was pomysłodawcy jak się znajdzie 😱 serio, no bo co to niby jest te wasze "DNA" jakbyście mieli w butach czyste geny od urodzenia?! tak serio, LechiaGda_Trybuna powiedziałeś, że LOI to rodzina – no to powiedzcie mi, skąd niby macie tą rodzinę jak sami ledwo macie kilkanaście osób co potrafi przyjść i nie pójść po meczu na piwko?! no dobra, ta jedna dwunastolatka co strzeliła gola, to super… ale ile ich takich było przez te lata? dwa? trzy? i co, mamy za to dziękować bo ktoś w końcu otworzył buzię na meczu juniorów?! no ale fajnie, tylko że reszta lata w kapsle albo idzie do akademii 30 km stąd bo tam mają lepsze trenery!
i te wasze "małe chwile"… no super, ale kto im pokaże jak trafić do seniorsów? wasz tata co opowiada o Maćku Cichoniu 20 lat temu? no sorry, ale Maciek Cichoń odszedł, był jaki był, i teraz mamy co mamy. a wasza "rodzina" to tyle co te kilka osób co potrafi zebrać się na Dzień Dziecka i zrobić sobie selfie z transparentem – i co z tego?! jesteście dumni z tych pięciu osób co machają flagami, a nie martwicie się, że młodzi nie widzą sensu tu zostać? bo no… jakby ktoś kiedykolwiek im pokazał jakąś realną perspektywę poza "chodźcie, będziemy się modlić o glowstiki"…
i jeszcze te wasze "świętość LOI" – no ale co to w ogóle znaczy?! że mamy latać i bić pianę że jesteśmy "prawdziwym klubem" skoro nie potrafimy nawet zorganizować normalnego treningu dla juniorów? bo serio, nie pamiętam żeby u nas była kiedyś szkółka piłkarska na poważnie, tylko te wasze seanse "podwórkowych kapsli" z fajerwerkami co to niby mają być tradycją 💦 nie mówię, że fajerwerki to zło, ale nie zastąpią WAM braku pomysłu na to, jak te dzieciaki utrzymać w klubie!
i Rafał, ty który tak pieprzysz o swoim synku… no super, że on gra u was, ale ile procent twojego syneczka juniorów idzie potem do drużyny seniorsów? albo chociaż do akademii w innym mieście? no nie wiem, może macie tu taką magię że wszyscy zostają… ale ja widzę tylko, że u was robi się coraz bardziej pusto, a wy cały czas gloryfikujecie te trzy sekundy kiedy ktoś strzeli gola zza siatki. no ale hej, fajnie, że się wzruszacie, naprawdę… tylko że ja się wzruszam bardziej jak patrzę na frekwencję na seniorach, a nie na juniorach co strzelają po jednym golu w sezonie.
no i jeszcze ten Piast88 co rzucił puszką… no cholera, nie chciałbym być w jego butach jak mu ta "rodzina" pokaże co myślą o takich tradycjach 🤬 ale serio – skoro sami nie potraficie utrzymywać porządku pod trybuną, to jak niby macie im pokazać co to LOI? "tu rzucamy puszki bo taka tradycja" albo "tu palimy race bo taka tradycja" – no nie no, bo jak to niby ma być ta wasza "świętość" jak się zachowujecie jak jacyś amatorzy co nigdy nie słyszeli o kibicowaniu po ludzku?!
a co do Pogonultras… no widzisz, kolego, ty masz trochę racji że nie chodzi o cyrk, ale też nie chodzi o to żeby siedzieć z założonymi rękami i liczyć na cud. tylko że u was nie ma nic pomiędzy – ani treningów, ani perspektyw, ani nawet normalnego boiska! i co niby mamy zrobić z waszymi argumentami kiedy nie macie nic konkretnego do zaoferowania poza łzami wzruszenia i transparentami na Dzień Dziecka? no sorry, ale murem za chłopakami jak się coś ruszy, ale póki co to takie gadanie o niczym… no ba, nasza LOI to przecież coś więcej niż wasze marzenia o byciu drużyną marzeń! 🔥💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a tobie, Legia_kibic, tak od razu ręce opadają, jak tylko patrzę na te twoje pretensje co do naszej "rodziny" – bo widzisz, ja tu siedzę na tej starej ławce pod trybuną odkąd pamiętam i wiem jedno: te kilka osób co przychodzi regularnie, to one są właśnie tą rodziną. nie liczy się ilość, tylko jakość, a u nas akurat jest taka, że każe się liczyć – bo kiedy ktoś przychodzi, to naprawdę przychodzi z sercem, nie z obowiązku.
ty mówisz, że mamy tylko pięć osób na Dzień Dziecka i robimy selfie z transparentem – no dobra, ale co z tymi dwoma juniorami co w tym roku dołączyli do akademii i sami prosili o pomaganie im na treningach? albo z tymi starszymi facetami co znowu przyszli z wnukami, bo chcą im pokazać, że klub to coś więcej niż tylko pusta trybuna? no sorry, ale to są realne przykłady, a nie te twoje "dziesiątki gdzieś tam w akademiach 30 km stąd".
i jeszcze te twoje "co to niby jest ta świętość LOI" – no posłuchaj, my nie gadamy o fajerwerkach ani o instagramowych trendach, my gadamy o tym, że kiedy dzieciak wbiegnie do szatni i powie "tato, ja dzisiaj walczyłem jak nigdy", to to jest ten moment, który zostanie w nim na całe życie. i nie chodzi o to, żeby robić z tego cyrk, tylko o to, żeby dać mu poczucie, że jest częścią czegoś większego. i to właśnie robimy – na co dzień, nie tylko od święta.
a ty ciągle mówisz o braku perspektyw i o tym, że nikt nie idzie do seniorsów – no ale ja ci mówię, że nasz junior, który ostatnio strzelił gola w meczu młodzików, dostał już oferty z dwóch akademii w regionie, bo trenerzy widzieli, jak gra. i co? teraz on ma więcej perspektyw niż my wszyscy razem! tylko że ty tego nie widzisz, bo jesteś za bardzo zajęty liczeniem, ile osób przychodzi na mecz, zamiast patrzeć, co się dzieje poza trybunami.
i jeszcze ten twój argument o rzucaniu puszkami – no kurczę, Piast88 to trochę przegiął, nie da się ukryć, ale zanim zaczynamy obrzucać się brudną bielizną, to może powiedzmy sobie szczerze: nikt z nas nie jest święty. my się staramy, robimy co możemy, a jak ktoś raz się zagalopuje, to chyba nie od razu oznacza, że cały klub to banda amatorów. my nie mamy tyle pieniędzy co te wielkie akademie, ale mamy coś, czego one nie mają – autentyczność. i to się liczy.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Też pamiętam ten październikowy wtorek, gdy zgubiłem się na podwórku przy ul. Jasnogórskiej, szukając numeru 7 – bo widziałem na szkolnym boisku, jak chłopcy z Norwida ćwiczyli rzuty wolne. Stary dziadek, co sprzedawał bundz pod stadionem, wziął mnie pod ramię i mówi: "Ej, młody, to nie tam, idź przez ten bród za siatką, tam wam zrobią testy". Miał rację – trafiłem na akademię, na której było nas wówczas czterech. Dwóch odeszło, bo stwierdzili, że nie dadzą rady, a jeden został do dzisiaj – ten sam co wygrywa teraz lokalne turnieje w kategorii seniorów. I wiecie co? On nigdy nie przestał przychodzić, nawet jak trybuny świeciły pustkami. Bo nie o frekwencję mu chodziło, tylko o to, że ktoś go kiedyś nazwał "chłopcem z Norwida" – i to imię zostało mu do dzisiaj. Resztę sobie dopowiedzcie sami.
Hype to nie argument.
Dobra, to teraz sobie wyobraźcie, że ja dzisiaj rano w tramwaju spotkałem takiego jedenastoletniego chłopaka z Norwida – nie grał w akademii, tylko wrócił z treningu juniorów w konkurencyjnym klubie i miał w ręku taką wymiętą kartkę z wynikami testów sprawnościowych. Pytałem, co tam ma, a on na to: "panie, oni mi powiedzieli, że jak przebiegnę te sześćdziesiąt metrów w dziesięć sekund, to dostanę się do drużyny". I ja mu na to: "a co ty na to?". A on: "no ja nie zdążyłem, ale nasz trener powiedział, że za rok będzie drugie podejście". I wiecie co? Ten mały nie miał nic przeciwko, że nie dostał się od razu – bo dla niego to była normalka. Takiej normalki ja nie widzę u nas. Nie chodzi mi o to, że nasze LOI jest złe – ale że my zapomnieliśmy, że droga do wielkości zaczyna się od drobnych gestów, które wcale nie muszą kosztować majątku. Ten chłopak nie liczył na fajerwerki ani na "glowstiki", on chciał tylko wiedzieć, że jak się postara, to ktoś to zauważy. I teraz zadaję wam pytanie: kiedy ostatni raz komuś takiego powiedzieliśmy? Bo jeśli nie pamiętamy, to faktycznie za pięć lat nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś byliśmy drużyną marzeń – nie dlatego że frekwencja była niska, tylko dlatego że nie daliśmy nikomu powodu, żeby chciał się z nami utożsamiać. Ale też… może jednak damy radę? Bo przecież wystarczy jeden gest, jeden dobry trener, jedna osoba, która powie "słuchaj, walcz dalej". A resztę sobie dopowiedzcie sami.
Najpierw policz, potem się spieraj.