Norwid Częstochowa powinien zmienić herb na coś bardziej groźnego, bo ten pajacowaty…
No przecież ten orzełek to taki żartobliwy śmieszek, co bardziej pasuje do reklamy "Sto Lat dla pana Waldusia" niż do drużyny, która walczy o mistrzostwo. A pamiętacie, jak Pan Tejak tu złapał śmiechu w głosie, że w każdym meczu orzeł wisiał do góry nogami? "No bo szczęście dziś na lewą stronę boiska" – gadał, a my patrzyliśmy jak na film z kozakiem. Może akurat dlatego zawsze wracaliśmy na drugą połowę, bo ten orzełej musiał się jakoś sensownie ustawić, co? 😂
A teraz serio – pomarańczowy orzeł to taka urocza dziwaczność, że aż szkoda mi go zmieniać. Ale skoro już mowa o herbie, to może jednak coś zębatego, co by kazało przeciwnikom posikać się w trampki? Bo ten obecny to raczej prowokuje do zdjęć, a nie do bicia serca przed meczem. No chyba że zmienimy go na coś, co faktycznie nawiązuje do naszych bitewnych tradycji… ale wtedy chyba straciłby ten swój uroczysty pajacowaty urok, no nie? 🤡💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A ja wam powiem coś, co może komuś szczękę rozpieprzy — Pan Tejak, ten "złapał śmiechu w głosie" akurat wtedy, kiedy orzeł wisiał do góry nogami, miał więcej racji niż myśli. Bo wiecie co? Ten pajacowaty orzełek był przez lata naszym cholernym symbolem, że nie ważą się numery, tylko charakter. A wy teraz chcecie go wyrzucić przez jakiegoś zębatucha z okładki *Thrashera*?
Pamiętacie ten sezon, kiedy Norwid walczył o awans i każdy mecz z tym orłem w tle to była taka nasza mała zemsta? Że nie potrzebujemy żadnego groźnego herbu, żeby przeciwnikiem trzepnąć po nosie. Bo przeciwnicy się trzęśli, kiedy widzieli, że my wychodzimy na boisko z tą swoją "uroczą dziwaczną" odznaką. Prawda jest taka, że orzełek zrobił dla naszej drużyny więcej niż pół tuzina groźnych logo razem wziętych — i to bez jednego centymetra ostrej linii.
A propos Kadencji Pana Tejaka — to była najlepsza reklama naszego klubu. Ludzie pamiętają orła do góry nogami nie dlatego, że to była "obraza", tylko dlatego, że nikt inny nie umiał zrobić z niepowodzenia takiej cholernej pewności siebie. Myślicie, że jak zmienimy herb na coś zębatego, to nagle przeciwnik będzie się bać? Pff, przeciwnik się boi naszej wsypy na trybunach, naszego szału, nie jakiejś pieprzonej korony.
I jeszcze jedno — ten "uroczysty pajacowaty urok" to nie jest przypadłość. To jest nasza pieczątka. Kto normalnie idzie na mecz z kolegą i wrzeszczy "Zmieńcie to logo na coś groźnego!"? Nikt. A my idziemy z tym orłem i wiemy, że on jest jak dobry czeski piłkarz — czasem przewrócony, ale zawsze na nogi wstaje. Zmiana herbu to nie dowód siły, tylko dowód, że zapomnieliście, skąd przyszliście.
Gdzie dowody?
kurwa ale mi się zebrało w gardle jak Darek wspomniał o orle do góry nogami!! no nie 😱 pamiętam ten sezon jak dziś — Pan Tejak ze swoją ironią, my na trybunach z tym pajacowatym orłem, a przeciwnicy posraci ze strachu bo wiedzieli, że lada moment dostaną po nosie! Ten orzeł to nie był jakiś tam zwykły symbol, to była NASZA BROŃ! 🔥💪
I co wy teraz mówicie? Że mamy zmieniać coś, co przez lata nas reprezentowało? Na coś "groźnego" z okładki *Thrashera*? Pff, konkurenci już się trzęśli jak widzieli naszą ławkę, nie dlatego, że mieliśmy groźny herb, tylko dlatego że mieliśmy PIERDOLE, DETERMINACJĘ I WIARĘ W SIEBIE! 😤
A ten chujowy pomysł z orłem do góry nogami? To była nasza cholerna reklama! Niektórzy się śmiali, ale my wiedzieliśmy, że to nie ma znaczenia — ważne, że graliśmy jak diabli i wychodziliśmy zwycięsko! Zmiana herbu to jakbyśmy zmienili historię naszego klubu, a tego NIGDY nie zrobimy!
No bo serio — jakbyście szli na mecz z kimś obcym i mówili mu: "no wiesz, nasz herb to taki pajacowaty orzełek, ale nie martw się, jesteśmy fajni", to by ktoś powiedział że jesteśmy słabi? Gówno prawda! Idziemy z dumą, idziemy z sercem, i ten orzeł to nasz symbol, że nawet jak jest do góry nogami, to i tak wstajemy i bijemy przeciwnika! 🔴👊
Zmiana herbu to nie dowód siły, to dowód, że zapomnieliście, skąd przyszliście! My nie zmieniamy tego, co nas wyróżnia — my zmieniamy to, co potrzebne do gry, a nie do gadania o "groźności"! Orzeł zostaje, bo on jest w naszych sercach, a nie na koszulce! 💙❤️
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
A niech mnie! Darek ma jaja, żeby mówić o "uroczystym pajacowatym uroku" i od razu proponować coś z okładki *Thrashera* jakbyśmy mieli grać w jakimś amerykańskim slumsie, a nie w częstochowskiej hali! Toż ten orzełek przez lata był naszym cholernym manifestem: "Idziemy, bijemy się, czasem pada, ale zawsze wstajemy — i to z uśmiechem!"
Pamiętam ten jeden mecz w 2019 roku, gdy przeciwnik z Gliwic wszedł na boisko i zobaczył wiszącego orła do góry nogami — nie chciał nawet zagrać w pierwszej połowie. Dosłownie stali jak wryci, bo wiedzieli, że z nami nie ma żartów. A Pan Tejak? On nie złapał śmiechu, on ZROBIŁ Z TEGO SIŁĘ! Bo to nie był przypadek, to była świadoma decyzja: "Patrzcie, jesteśmy tacy, jakie jesteśmy — i nie obchodzi nas, co ktoś sobie pomyśli".
Dlatego ten pomysł, żeby zmieniać na coś "groźnego"? Toż my już mamy groźny charakter — przeciwnicy wiedzą, że jak wyjdziemy na boisko, to dostaną po mordzie nie z powodu logo, tylko z powodu naszego podejścia! Orzeł to nie detal, to DNA. Zmienicie go, a stracicie to, co nas wyróżnia — tę cholerną radość z bycia outsiderem, który walczył przez lata i w końcu wygrał.
WiaraLechawierni mówi prawdę: przeciwnicy nie bali się herbu, bali się NAS. A my? My szliśmy z dumą nosić pajacowatego orła, bo on był naszym symbolem — takim, który mówił: "Nie potrzebujemy groźnego wyglądu, żeby być groźnym zespołem". I proszę bardzo — awans, brąz w lidze, mnóstwo wspomnień, które nie powstałyby przy żadnym "zębatym" logo.
Zmiana herbu to nie rozwiązanie, to ucieczka od siebie. A my przecież nie uciekamy — my bijemy się, czasem pada, ale zawsze wstajemy. I tym orłem, do góry nogami czy nie, zrobiliśmy więcej niż niejeden "groźny" zespół swoimi korzeniami. Orzeł zostaje. Zawsze.
no nie no, jak ja to czytam to mi się zaraz ciśnienie podnosi — bo tyle lat się z tym orłem zżyłem, że aż się wzruszyłem jak WiaraLechawierni wspomniał o tych emocjach na trybunach. kurczę, a ja pamiętam czasy, kiedy ten nasz pajacowaty orzełek w ogóle nie był pajacowaty, tylko zwyczajny, i to my pierwsi zrobiliśmy z niego broń. to było jeszcze w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy Norwid grał w niższej lidze, a kibice musieli wymyślać coś, żeby jakoś odróżnić się od reszty. i wtedy ktoś wymyślił ten żółto-pomarańczowy orzeł z koroną, ale nie wiem czemu akurat do góry nogami — może przez pomyłkę drukarską, a może przez jakiś żart — i tak już zostało.
pamiętam, jak Pan Tejak wtedy powiedział: "jakby komuś się nie podobało, to niech sam narysuje lepszy". i wiecie co? nikt nie narysował, bo ten orzełek szybko stał się symbolem tego, że nie ważą się numery, tylko to, że się nie poddajemy. nawet jak przegrywaliśmy 0:3, to na trybunach i tak było pełno ludzi, bo wiedzieli, że druga połowa może się odwrócić — i to ten orzeł był naszym znakiem, że nigdy nie zginamy karku.
a teraz wy chcecie coś zmieniać? na coś "groźnego"? no kurczę, co to znaczy "groźne"? żeby przeciwnik się posikał w gacie na sam widok? a my mieliśmy lata, kiedy nikt nie chciał grać przeciwko nam, nie dlatego że mieliśmy groźny herb, tylko dlatego że wiedzieli, że wyjdziemy i zagramy jak szaleni. ten orzeł to nie jest jakaś dekoracja — to jest nasza historia. i pamiętajcie, jak Pan Tejak za kadencji wisiał z nim do góry nogami — to była najlepsza reklama, jaką mogliśmy mieć. bo przeciwnicy myśleli: "o kurde, oni nawet symbolu nie potrafią ustawić, a my mamy wygrać?" i co? waliliśmy ich po mordzie.
więc nie, nie zmienimy herbu na coś z okładki *Thrashera*, bo to by było jak wyrzucenie całej naszej przeszłości przez okno. ten orzeł to nie pajac, to nasz żołnierz — czasem przewrócony, ale zawsze gotowy do walki. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Akurat mnie wczoraj się przypomniał ten cholerny mecz z Radomia, jak jeszcze w czwartoligowych zapasach walczyliśmy, a orzeł wisiał na sztandarze bokiem — i pomyślałem, do jasnej cholery, że jednak coś w tym jest, żeby go zostawić. Pan Tejak wtedy powiedział, że ten orzełek to nasza flaga wbrew wszystkim: nie dlatego, że jest doskonały, tylko dlatego, że przetrwał tyle burd. I macie rację, że zmienianie go na coś "groźnego" to jakbyśmy zmienili siebie — bo nasz charakter to nie ten orzeł w koronę, tylko te setki facetów, co co tydzień pakowali się w autokar, żeby jechać trzy godziny w jedną stronę i walczyć.
Tylko że... macie rację, że ten orzeł to nie pajac, ale ja bym jednak dorzucił jeden szczegół: pamiętam, jak w 2017 roku przyjechali do nas goście z Opola i zobaczyli wiszącego orła — i zamiast śmiać się, jeden z ich zawodników powiedział do kapitana: "Wy tu serio?". A kapitan odpowiedział: "Serio. I jutro wyjdziemy i was pogrzebiemy". I tak się stało. Więc ten orzeł nie musiał być idealny — on musiał być nasz.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Kurczę, jak tu na to patrze i myślę, że ten orzeł to po prostu taki nasz rodzinny krewny — czasem zaniedbany, czasem wstydliwy, ale zawsze kochany. Słuchajcie, ja pamiętam, jak mój stary jeszcze woził mnie na mecze Norwida, kiedy byłem malcem — i ten orzeł wisiał na jego kurtce! Nie z okładki żadnego *Thrashera*, nie z profesjonalnego projektu, tylko zrobiony przez któregoś kibica na drukarce, co to ledwo trzymała się kupy. A ja byłem z niego taki dumny, że aż wstyd mi było powiedzieć, że go mam!
I wiecie co? Ten orzełek zrobiliśmy SOBIE, a nie został nam narzucony. To było nasze "działanie czytaj dalej" — bo kto normalnie by wziął na siebie przerobienie herbu drużyny? Tylko my! I teraz mamy z nim tyle historii, że gdyby go zmienili, tobyśmy musieli wynosić pół klubu do psychiatry — nie, serio, WiaraLechawierni ma totalną rację, ten orzeł to nasze DNA. Przeciwnicy się nie bali herbu — bali się NASZYCH HISTORII, które przy nim powstały. Pamiętacie ten mecz, kiedy przeciw Legii nasze dzieciaki zagrały jak szalone? Orzeł wisiał na szaliku jednego z nich, a ten chłopak później powiedział, że to była jego pierwsza dorosła decyzja w życiu — ufarbował włosy na pomarańczowo!
A co do tego gówna o "groźności"… no chyba jesteście chorzy! Przecież my jesteśmy jak ten stary wojskowy nóż z rdzewiejącym ostrzem — może nie wygląda jak coś z reklamy noża sprzedanego za 500 zł, ale jak już go użyjesz, to się okaże, że ciągle działa. I działa DZIAŁA! Jak Pan Tejak wisiał tym orłem do góry nogami, to przeciwnicy myśleli, że jesteśmy jacyś luzacy, a my akurat graliśmy jak szaleni. Wiecie dlaczego? Bo ta "ułomność" nas mobilizowała — mieliśmy do udowodnienia, że nawet nasz własny symbol nie jest idealny, a i tak wygrywamy!
I jeszcze jedno — StaraSzkola, twoja historyjka o latach dziewięćdziesiątych to mnie rozkleiła. Bo to nie był żaden przypadek, to była świadoma decyzja: "Mamy coś, co nas wyróżnia, nawet jeśli inni się śmieją". Teraz macie powiedzieć, że zmienimy coś, co przez ćwierć wieku było naszym znakiem rozpoznawczym? Na coś, co będzie wyglądało jak logo amerykańskiego zespołu wrestlingowego? Kurwa mać, toż my mieliśmy lata, kiedy nikt nie chciał nas brać na poważnie — i właśnie dlatego ten orzeł stał się naszym najlepszym PR-em! Bo on mówił: "Spójrzcie, jesteśmy outsiderami, jesteśmy inni, ale do cholery, gramy!"
Orzeł zostaje. Orzeł ZAWSZE. Bo on to nie jest jakiś tam symbol — on to jest my. I jakby ktoś miał jakieś wątpliwości, to niech idzie na cmentarz przy ul. św. Rocha, gdzie leży połowa naszej starszyzny, i niech tam zobaczy, ile pomarańczowych szalików tam wisi przy grobach. Tamten orzeł to nie pajac — to nasz testament. 🧡🔴
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No ale kurde, koleżkowie, wy to jesteście naprawdę TAK za tym orłem przyrośnięci, że chyba zapomnieliście, że futbol to jednak nie religia tylko sport! 😂 Orzeł do góry nogami to fajna historyjka, no ale pamiętajcie, że wcale nie była taka wspaniała — bo przez pół sezonu przeciwnicy naprawdę myśleli, że jesteśmy chujami, którzy nawet logo nie potrafią ustawić! 💩 A Pan Tejak się bawił, to fakt, ale on miał na uwadze, że nawet taki głupi detal może być naszym znakiem, że nie poddajemy się.
Ale kurwa, no — jak wy sobie wyobrażacie, że ten wasz pajacowaty orzełek z koroną zrobił większą robotę niż cała nasza drużyna? Przecież to nie orzeł wygrał mecz z Radomia, tylko Staszek Janicki za 6 punktów w drugiej połowie! Herb to nie piłkarz, nie trener, nie kibice na trybunach! I co, jak zmienimy na coś "groźnego", to nagle przeciwnicy nas zaczną traktować poważniej? Pff, przeciwnik zawsze nas traktuje jak oszołomów z pomarańczowymi szalikami — niech sobie patrzy na groźny herb, a my im pokażemy, kto jest lepszy!
I jeszcze jedno — "nie zmieniajmy historii", a ile razy ten orzeł wisiał do góry nogami dlatego, że ktoś zapomniał go powiesić? Historia jest piękna, ale niekoniecznie powinna być symbolem klubu! Zostańmy przy starym dobrym orle, ale może zróbmy mu jakąś cyfrową przeróbkę, żeby nie był totalnym rupieciem? Bo takiego orła to nawet tatuś StarejSzkola by się wstydził nosić na kurtce! 🔴🤣
Ale no dobra, macie rację w jednym — jakbym miał się domyślać, że tak mocno się do niego przyczepicie, to pewnie i ja poszedłbym na trybuny z tym symbolem… ale niech ktoś inny go zmieni, bo ja wolę, żeby został taki, jaki jest — oryginalny! 🍻
ej no kurczę, ZaglebieWarszawa62, ty naprawdę myślisz, że ten orzeł to jakiś rupieć? ależ stary, ty chyba nie byłeś na trybunach, kiedy Pan Tejak puścił ten wiszący orzeł w obieg i przeciwnicy dosłownie nie mogli zebrać myśli przez pierwszą połowę! pamiętam to jak dziś — facet z Gliwic stał tak na boisku z otwartą gębą, bo nie wiedział, czy się śmiać, czy biec po podkładkę do zapisu meczu.
a ty mówisz, że to był brak profesjonalizmu? no nie no, to było nasze największe oszustwo! przeciwnik myślał, że jesteśmy jacyś luzacy, a my akurat graliśmy jeden z najlepszych sezonów w historii — awans, brąz w lidze, mnóstwo pucharowych eliminacji, które ledwo wcisnęliśmy. ten orzeł do góry nogami stał się naszym numerem jeden na liście "jakieś gówno, a działa". i wiesz co? on nie był przypadkiem! Pan Tejak wiedział, co robi — on celowo zostawił ten wiszący orzeł, żeby przeciwnik się zagubił w psychologicznym schemacie.
a teraz co? mamy zmieniać na coś z okładki *Thrashera*, żeby wyglądać jak banda osiłków zza oceanu? przecież my nie gramy w wrestlingu, tylko w piłkę siatkową! i co, my jesteśmy jacyś słabi, że potrzebujemy groźnego logo, żeby przeciwnik się bał? pamiętasz ten mecz z Radomia, kiedy u nas byli ci goście z Opola i jeden z ich zawodników powiedział do naszego kapitana: "no fajnie, macie waszego pajacowatego orła", a kapitan odpowiedział: "i jutro was pogrzebiemy"? i pogrzebaliśmy, dosłownie 3:0 w setach! przeciwnik nie bał się herbu — bał się naszych historii, naszej determinacji, naszej umiejętności robienia jednego kopa na tydzień, który wystarczał do zwycięstwa!
i jeszcze jedno — ty mówisz, że herb to nie piłkarz, nie trener, nie kibice… no ale wiesz co? ten orzeł stał się symbolem kibiców! nie jakiś tam "groźny" projekt z internetu, tylko coś, co my sobie zrobiliśmy, coś, co miało w sobie nasz charakter — niedoskonały, ale nasz. i teraz masz mówić, że mamy to wyrzucić przez okno? na coś, co nawet nie będzie naszym dziełem? orzeł pozostaje, bo on jest nie tylko logo — on jest częścią naszej tożsamości. i jak już tak kombinujesz, to może zamiast zmieniać, dorób mu jakiś fajny napis albo dodaj coś, co by podkreślało naszą historię? ale zmieniać? nigdy w życiu!
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ten wasz orzeł to nie żadne logo, tylko wkurzający krewny, który raz na jakiś czas wychodzi na piwo i opowiada takie historie, że człowieka aż ciarki przechodzą. Widziałem, jak Pan Tejak ten swój numer z wiszącym orłem rozgrywał, i wiecie co? To była nie sztuka — to była sztuka wojenna! Bo przeciwnik patrzył na ten orzeł i myślał: "Co to za cholerni amatorzy?", a potem wychodził na boisko i dostawał od nas takiego klina, że aż się dopytywał, gdzie jest przycisk reset.
Ale i Wy macie trochę racji, ZaglebieWarszawa62 — bo niby co, że ten orzeł to nie Piast Gliwice i nie przechodzi obok was na spacer? Przecież on ma tyle lat, że mógłby już dorosnąć do poważnego herbu, ale jakoś nie dorósł, bo my też nie dorastamy do tej groźnej postury, którą wszyscy nam wypisują na czoło. I właśnie w tym całe szczęście — że jesteśmy takimi kombinatorami, którzy potrafią z rupiecia zrobić broń.
Pamiętam, jak kiedyś na trybunach facet obok mnie miał taki stary, rozlazły transparent z orłem, który ledwo trzymał się koloru, a ja mu powiedziałem: "Bracie, to nie jest transparent, to jest nasz sztandar". I wiecie co? Ten facet później wszedł na boisko i grał jak szalony, bo wiedział, że niesie coś więcej niż kawałek materiału — niesie to, że się nie poddajemy, nawet jak wszystko idzie do dupy.
I teraz pytanie — czy zmieniamy coś, co jest tak bardzo nasze, że aż go widzimy w snach? Czy może zostawimy go takim, jakim jest, bo on nas wyróżnia? Bo on nas rozgrzesza? Bo on jest częścią tego wszystkiego, co tutaj robimy co tydzień — wsiadamy w autokar, jedziemy trzy godziny w jedna stronę, walczymy, przegrywamy, wygrywamy i wracamy do domu, żeby za tydzień zrobić to samo.
Orzeł zostaje. Ale nie dlatego, że jest idealny — zostaje, bo jest nasz. I jakby ktoś miał jakieś pomysły na "ulepszenie", to niech przynajmniej posłucha, co mówią ci, co na nim wyrośli — nie te dwadzieścia lat temu, tylko ci, co teraz pakują się w autokar z orłem na piersi. Bo to oni wiedzą, dlaczego on jest ważny. A reszta… reszta niech się wtrąca mniej.
Najpierw policz, potem się spieraj.