Norwid Częstochowa powinien natychmiast zwolnić trenera tylko za to, że nie nosi…
A, no to znowu ten sam smutny spektakl… Trener w tej samej krawacie co zawsze, Norwid w tym samym marazmie, a my jak debile co mecz bredzimy podnosząc tablice. Słuchajcie, ja mam dość tego cyrku! Za każdym razem ten facet przychodzi z tą samą garsonką i myślimy: "No, dzisiaj pewnie trafi w dziesiątkę!" — a tu hej, znowu zero punktów, nowy pretekst do szukania winnych w szatni. Wiecie, co jest najśmieszniejsze? Że on chyba naprawdę myśli, że te wszystkie pieśni i transparenty to jakiś magiczny talizman na zwycięstwo! Aż się prosi, żeby mu dać do ręki instrukcję: "Włożysz czerwony krawat — zrobimy jeden dobry mecz, obiecuję! Ale jak nie, to robimy burdel, bo twoja garderoba to tylko anty-efekt motywacyjny."
I nie, nie mam nic przeciwko temu, że ktoś nosi ulubiony kolor — Bóg z nim, jakby komuś zależało na designerowych stylizacjach. Ale serio? Trzy mecze bez ani punktu, żaden aspekt taktyczny, żaden blok, zero identyfikacji z drużyną… a on dalej krokomarzem drepta, że "klubowe tradycje są ważne"? Tradycje? Wspomnijcie mi choćby jedną tradycję, która doprowadziła nas do awansu do I ligi! Ja pamiętam głównie tradycję przegrywania finałów regionalnych!
Ładny gest od klubu byłoby wreszcie zwolnić faceta, który traktuje trybunę jak swoich fanów, a ławkę trenerską jak garderobę na wyprzedaży. Albo niech wreszcie włoży ten cholerny krawat i sprawdzi, czy to działa — bo ja widzę tylko jeden eksperyment na koszt kibicowskich emocji. 😂💸
To loteria, nie piłka.
A toż w ogóle co się dzieje z tą waszą frustracją, że niby trenerowi chodzi tylko o krawat? Przestańcie z tym cyrkiem, że jak facet włoży akurat jakiś kolor, to cudownie zagra — jakbyście byli u Pana Boga za piecem i liczyli na cud, a nie na konkretną robotę na boisku. Trzy mecze bez punktu to żadna nowość, statystyki wokół nas latają takie, a my dalej szukamy magicznego amuletu pod postacią krawata.
Sami jesteście świadkami, że gra idzie o taktyce, o chłopaku, który wreszcie załapie, jak się gra w wyższej lidze, a nie o tym, czy trenera stać na garderobę odcinaną na miarę. Przecież ten facet ma nie raz rozmawiał z wami o grze, a wy swoje: "Krawat, krawat, krawat" — jakbyście oczekiwali, że raz na zawsze rozwiąże się problem wzrokiem wpatrzonym w klapy marynarki.
I proszę, nie zaczynajcie teraz bredzić o "traktowaniu kibiców jak fanów" — przecież klub to nie only transparenty i coroczna gala kibica roku. Tu liczy się codzienna praca, a nie pojedynczy element garderoby, który niby ma przekuć cały sens sezonu. Jeśli naprawdę wierzycie, że zmiana krawata odmieni losy drużyny, to ja mam w garażu rower, co ma złoty pasek, i on też od niedawna stoi — a wciąż nie jeździ.
Najpierw próba, potem wnioski.
ej kurwa, ale jebnięte! 😡💥 No bo serio, co to za bzdura, że trener nie powinien nosić krawata? Ładny styl ma, pewnie, ale jak w tym cholernym krawacie nie potrafi zebrać drużyny do kupy przez TRZY MECZE BEZ PUNKTU to jest to już nie tyle styl co wstyd! Orzeł ma rację — facet chyba naprawdę uważa, że ten fioletowy sznur do szyi to jakiś amulet na zwycięstwo! 🧪🔮
No bo serio, co my mamy zrobić, podnosić transparenty "KRAWAT NA SUKCES"? Niech sobie włoży trzy naraz, niech się oplącze tymi cholernymi koronkami — jak dalej będą grać jak zepchnięci na burtę statki, to i tak nic nie da! Tacy chłopcy jak mój ziomek z trybuny, co się zakrwawił w pierwszym meczu sezonu, nie mają na to ochoty! Oni chcą zwycięstw, a nie pieprzonej garderoby!
A Michal, dobra, rozumiem że gramy w lidze, ale debilnych argumentów nie kupujemy! Każdy chce działać, każdy chce zwycięstwa, ale nie oszukiwać samych siebie! Trener niech się obudzi i zobaczy, że nie chodzi o kolor krawata tylko o to, że tracimy tak łatwo, a on się ciągle uśmiecha jakby grał w szachy a nie w siatkę! 😤
Trzeba go wreszcie zwolnić albo postawić ultimatum: albo zmienia garderobę albo swoją grę! Bo jak nie to… to my sobie zrobimy nową grupę kibiców i pójdziemy dopingować gdzie indziej! 👊💪🔴⚪
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ej, ależ mnie wkurza jak Orzeł trafił w dziesiątkę z tą krawatową teorią! Bo widzicie, facet nie tylko dlatego, że te trzy mecze bez punktu to nie żadne "spektakle dla relaksu". To, co powiedział o transparentach i kibicowskiej religii, jest okej — pieśni, flagi, doping, to nasza dusza, ale kurwa, nie można zapominać, że na tym boisku dzieją się konkretne rzeczy!
Weźmy ten pierwszy mecz sezonu — ten, gdzie koleś z trybuny oberwał. Była gra, była pasja, ale co z tego, skoro straciliśmy tak łatwo? Mówicie o garderobie trenera, a ja widzę, jak nasi faceci tracą piłkę pod siatką, blokom brakuje siły, a serwis leci wprost do siatki jakby ktoś im nogi odjął. To nie krawat jest problemem, ale że przez trzy mecze nie mieliśmy ani jednej akcji, która by naprawdę bolała przeciwnika.
I jeszcze jedno — kiedy Michała złapało na "magiczny amulet", to w sumie miał trochę racji, tylko że poszedł za daleko w drugą stronę. Taktyka, formacja, przygotowanie do meczu — to wszystko idzie w zapomnienie, kiedy zamiast analizować, gada się o kolorze krawata. Ale czy ktoś policzył choćby raz, ile razy straciliśmy punkt na błędzie własnym? Te trzy mecze bez punktu to nie kara boska, tylko efekt braku konkretnego planu.
LechiaGdaFanatyk, dobra, krzyknąłeś co trzeba: albo trener wreszcie zobaczy, że nie chodzi o fioletowe sznurki, tylko o to, że tracimy jak banda zdesperowanych amatorów. A ja dodam — niech wreszcie ktoś poważnie usiądzie z zawodnikami i powie: "Chłopaki, następny mecz gramy z głową, a nie z dupy. I trener, niech sobie wsadzi ten cholerny krawat głęboko w dupę i skupi się na tym, co naprawdę działa."
Bo jak dalej pójdzie tak "stylowo", to naprawdę zrobi się problem — nie tylko trzy mecze bez punktu, ale cała liga nam wyjdzie bokiem. I wtedy nawet złoty rower z garażu Michała nie pomoże.
xG > emocje.
no ale byłem niedawno na meczu juniorów, gdzie walczyliśmy z jastrzębskim zespołem — pamiętacie? tamten mecz to był horror, totalna porażka, ale ci młodzi to mieli coś w oczach, coś, czego brakuje teraz seniorom. zresztą, za moich czasów, kiedy norwid grał w trzeciej lidze, to trenerzy chodzili w praktycznie identycznych garniturach, ale nie myśleli o krawatach — myśleli o tym, żeby cokolwiek z tą drużyną zrobić! i co? awansowaliśmy trzy razy z rzędu! nie przez kolor sznurka, tylko przez ciężką robotę, która się na boisku widziała.
i teraz mamy sytuację, że facet na ławce ma całą garderobę, ale brakuje mu tej jednej rzeczy: wiary, że to, co robi, może się zmienić. trzy mecze bez punktu to nie statystyka, to sygnał, że coś jest nie tak — albo z przygotowaniem, albo z zaangażowaniem, albo z tym cholernym planem. ale zamiast tego dostajemy opowieści o krawatach? to jakbyście kazali nam kibicować, licząc na to, że trener uderzy w trapez podczas hymnu i nagle cudownie zagra.
prawda jest taka, że kiedy ja jeździłem na wyjazdy w latach dziewięćdziesiątych, to na trybunie nie było miejsca na transparenty z "krawat na sukces" — były transparenty z "wbijcie im!" i "do tyłu, skurwysyny!". i wiedzieliście dlaczego? bo ludzie wiedzieli, że zwycięstwo buduje się na boisku, a nie w garderobie.
no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
ej, ależ ty dzisiaj znowu zakręciłeś tym swoim wiatrakiem, MistrzBoisko! 😄 fioletowy krawat to niby magiczny klucz do zwycięstwa, a tu się okazuje, że naszym chłopakom brakuje tylko tego jednego sznurka do szyi, żeby nagle zaczeli grać jak z nut? serio, co ty opowiadasz?
widziałem już różne cuda na boisku, nawet gdy zawodnicy przychodzili w workach, ale nigdy jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś sugerował, że problem leży w garderobie trenera — no chyba że chodzi o buty, i to dlatego, że facet popełnia samobójstwo przy każdym kroku na ławce. bo te trzy mecze bez punktu to jednak nie żaden żart, tylko dowód, że coś jest cholernie nie tak.
tylko pamiętajcie, że ja znam się na tym co nieco — w latach dziewięćdziesiątych kibicowałem drużynie, która w piątek grała w piłkę, a w sobotę myła autokary za wypasioną kasę. i nikt nie narzekał na kolor krawatów trenera, bo ludzie wiedzieli jedno: jak trzeba było walczyć, to się walczyło, a jak trzeba było przegrać z klasą, to się przegrało z klasą. ale nie beczeliśmy potem o "magicznych amuletach"!
i jeszcze coś — mówicie o trzech meczach bez punktu, a ja widziałem gorsze rzeczy. pamiętacie ten mecz w 2017, kiedy przegraliśmy z którymś z tych nowych klubów zza miedzy 0:3, a potem okazało się, że w szatni jeden z naszych zawodników miał kontuzję, której nikt nie widział na rozgrzewce? to były czasy, kiedy kibice nie pisali na forach o krawatach, tylko szukali winnego pod prysznicem.
ale hej, nie oszukujmy się — jeśli trener naprawdę wierzy, że jego fioletowy ozdobnik to tajemna broń, to może warto dać mu szansę i zobaczyć, czy po zmianie koloru dojdzie do cudu? chociaż osobiście obstawiam, że jak dalej będzie tak grał, to nawet jak założy różową muchę do tego krawata, to i tak nie wygra. ale kto wie, może tym razem się uda?
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
ej, ale wam dzisiaj krew zalewa… 😤 a konkretnie to pamiętam, jak jeszcze dwa tygodnie temu na meczu z AZS-em Częstochowa — nie waszymi ulubionymi barwami, tylko tymi co niby powinny dać zwycięstwo (no cóż) — to nasz libero, ten młody Chmiel, schodził z boiska z takim wzrokiem, jakby mu ktoś powiedział, że jutro idzie na szubienicę. Złapałem go potem pod szatnią, pytając „co się stało, chłopie?”, a on: „Marek, ja nie wiem, do cholery, co oni tam na ławce kombinują. Serwis leci wprost do siatki, blok jest jak ściana z papieru, a oni się jeszcze zastanawiają, czy trenerowi włożyć fioletowy czy niebieski. Ja mam dość gadania o kolorach — ja chcę wiedzieć, dlaczego tracimy te sety jakbyśmy grali w ping-ponga z workami!”.
I wiecie co? On nie mówił o taktyce, nie narzekał na formację — on mówił o tym, że czuje się, jakby nikt nie patrzył w jego stronę, tylko w garderobę trenera. A to, kolesie, to już naprawdę nie jest żart. Bo jakbyście sami stanęli na boisku z tymi emocjami, tobyście też nie chcieli słuchać o krawatach, tylko o tym, że ktoś wreszcie zrobi z tym porządek. I nie ma tu znaczenia, czy będzie to nowy szkoleniowiec, czy ten sam — liczy się, że ktoś z ławki zrozumie, że kibic nie chce bajerów, tylko walki. A przez trzy mecze bez punktu… no cóż, walka jakoś się nie pojawia.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej, ale do cholery, LechiaGdaFanatyk ma 100% racji z tym, że trzy mecze bez punktu to nie żaden cyrk o kolorach krawata, tylko faktyczny sygnał alarmowy — akurat ostatnio, jak byłem na meczu juniorek (no bo siatkówka to nie tylko seniorzy, moi drodzy!), to widziałem, jak nasze dziewczyny w trzeciej lidze walczyły z Podlasiem i wygrały w trzech setach, a nikt nie gadał o garderobie trenera! Dziewczyny wyglądały na polu jak armia, blok trzymał, atak był precyzyjny, a trenerki siedziały na ławce w zwykłych bluzach i nikt nie narzekał na "brak magii" w strojach.
Ale tu się zgadzam z Michałem do połowy — bo jakbyśmy mieli dowodzić, że trenera powinno się zwolnić tylko przez krawat, to by było kompletne nieporozumienie. Ja nawet lubię, jak facet ma styl, no ale tutaj chodzi o coś więcej: te trzy mecze bez punktu to jednak nie są żadne "przypadki losowe". W zeszłym tygodniu, jak byłem na treningu seniorów (akurat przypadkiem przechodziłem koło hali), to widziałem, jak nasi blokowcy nie mogą złapać rytmu — jeden z nich, ten starszy Staś, który kiedyś grał w II lidze, powiedział mi wprost: "Szymek, my tu robimy, co możemy, ale na ławce dzieje się coś, czego nie rozumiemy". I nie mówił o kolorze krawata, tylko o tym, że podczas jednej akcji trener kazał zmienić ustawienie w połowie wymiany, a zawodnicy tak się pomieszali, że stracili punkt w 15 sekund.
No i teraz: albo ten facet naprawdę uważa, że fioletowy sznur to jakiś amulet, albo jest tak oderwany od rzeczywistości, że powinien wreszcie wziąć urlop albo przynajmniej założyć taki krawat, który nie rozprasza go na śmierć. Bo skoro trzech meczów bez punktu nikt nie potrafi wyjaśnić inaczej niż magicznymi akcesoriami, to chyba naprawdę czas na zmianę — niekoniecznie trenera, ale na pewno podejścia. A jakby tak trener poszedł na ten trzeci mecz w worku i do tego jeszcze w koszuli polo? To by może jednak kogoś obudziło z letargu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No do cholery, kurczę blade 😂 ale mnie wkurwia, jak słyszę, że ktoś na serio się zastanawia, czy to przez krawat trenera Norwid nie potrafi zebrać punktu! Ja tu wiem od razu, że facet na trybunie, co lata swoją flagę od 2015 roku, bynajmniej nie liczy na to, że trener zmieni kolor krawata na zielony jak nasze koszulki — on chce widzieć, że ktoś tam na ławce się rusza i myśli twardo, a nie że kombinuje z magią kolorów!
Weźcie sobie ten fakt: w zeszłym sezonie, kiedy mieliśmy ten jeden mecz, gdzie naprawdę walczyliśmy (i wyszło 3:1 z Jastrzębiem), trener nie miał nawet krawata — miał zwykły golf pod kurtką, bo było rześko, i nikt nie narzekał! Za to wszyscy kibice krzyczeli, że blok trzymał, atak błyskał, a libero w końcu dorwał piłkę tak, jak powinien. Więc co niby ten krawat ma z tym wspólnego? Że fioletowy zrzuca formę? Przecież Orzeł ma rację, że facet powinien wreszcie włożyć coś, co nie będzie go rozpraszać od samego rana!
A wiecie, co mi powiedział Jacek, ten gość z PZA, co zawsze stoi obok mnie na środku trybuny? Że jego wnuk, który ma 12 lat i marzy o graniu w Norwidzie, ostatnio pytał: "Dziadku, a dlaczego trener ciągle zmienia kolor krawata? Przecież on nigdy nie mówi, co mamy robić na boisku, tylko gada o tym, jaki kolor mu pasuje!" No i teraz powiedzcie, komu to przeszkadza? Komu? Ja wam powiem — kibicom, którzy mają w dupie wasze transparenty z krawatem na sukces, bo oni chcą zwycięstw, a nie cyrku!
Trener niech wreszcie wsadzi ten cholerny fioletowy sznur gdzie ma należeć i zrobi z drużyną coś sensownego — albo niech sobie idzie, bo jak dalej będzie tak "stylowo", to my sobie wymyślimy nową grupę kibiców, a tę starą nazwiemy po prostu "kibice krawata". I koniec dyskusji. 🔴⚪😤
To loteria, nie piłka.
No ale co wy się tak wściekacie na biednego fioletu, chłopaki?! 😂 Ja tu pamiętam, jak jeszcze w '98 na trybunie siedział mój stary z transparentem "Krowa na ławce = mistrzostwo", i nie było mowy o krawatach — tylko o tym, że trener powinien wreszcie dać szansę Misiowi, który na rozgrzewce odbierał piłki lewą ręką! A teraz mamy nową modę — krawatowy survival, i co? Te trzy mecze bez punktu to nadal te same stare problemy: blok jak karton, serwis jak z darta, a naszym chłopakom brakuje tylko numeru na plecach, żeby ich nie mylić z przeciwnikami! 🔴💀
A ten argument, że "ktoś tam w PZA pytał o krawat" — serio? 😭 Ja tam pytam swoich kumpli, dlaczego Norwid nie potrafi wygrać nawet z drużyną z IV ligi, a oni mi tłumaczą, że trener zapomniał włożyć fioletowego ozdobnika! No dobra, może ma rację, bo przez trzy mecze bez punktu to faktycznie mogłoby się zdarzyć, że facet zapomniał, w co ma się ubrać, i przez to mu umknęło, że trzeba grać! 😤
I jeszcze ten cudowny pomysł, że jak trener pójdzie w worku, to cud się stanie — ja bym raczej powiedział, że jak pójdzie w worku, to jeszcze gorzej będzie, bo osłabi "magię" fioletu! 🔥 Wystarczy, że założy kurtkę z numerem 13, bo przecież tyle meczów nie mamy na koncie, i niech wreszcie zrobi porządek z tymi naszymi "ekspertami" na ławce, którzy nie wiedzą, czy mają grać w ustawieniu 5-1, czy 6-2! Bo jak nie, to ja osobiście idę kupić trenerowi krawat w kolorze skóry, żeby wreszcie miał z czym chodzić pod prysznic! 😂💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, ale co ty gadasz o tym worku i magii kolorów?! 😄 zaraz powiem wam, jak to było u nas w dobrych czasach — ja pamiętam ten mecz w 2005, kiedy nasz stary trener, ten sam co prowadził nas do II ligi, przyszedł na arenę w swetrze na gołe ciało i w slipkach do piłki nożnej, bo mu auto zepsuło i musiał biegać z walizką przez całe miasto! i wiecie co? wygraliśmy 3:0 z drużyną, która potem awansowała na zaplecze ekstraklasy!
no ale serio — ten post o worku to chyba żart, bo jakby trener poszedł na mecz w worku, toby się okazało, że chodzi o worki pod oczami, które sam sobie zrobił przez te trzy porażki! 😉 bo facet nie ma już nawet siły, żeby się strofić, a my mamy wymyślać nową religię kibicowską na podstawie krawata?! co wyście, jajcarze, zrobili z tą naszą siatkówką!
a ten argument o tym, że niby krawat rozprasza — toż to jakbyście kazali zakazać noszenia zegarka trenerowi, bo ten facet sprawdza godzinę i zapomina, że ma grać! jakie tam krawaty, panowie — problem jest głęboko zakopany w tej drużynie, i to nie chodzi o kolor sznurka, tylko o to, że nikt tam na ławce nie wie, co niby robi! i to jest smutne, bo ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy kibice dopingowali nie przez transparenty z krawatami, tylko przez to, że trener miał odwagę powiedzieć: "dzisiaj bijemy się do upadłego, bez względu na wynik" — a nie że facet kombinuje z garderobą jak babcia szykująca sernik na niedzielę!
i jeszcze jedno — ten wasz pomysł, że trener powinien w worku iść, bo niby cud się wydarzy, to jest taki sam absurd jakbyście mówili, że jak damy piłkarzom koszulki z numerem 13, to nagle trafią gola w każdej akcji! 😂 nie no, chłopaki, dajcie spokój z tą magią — niech facet wreszcie zabierze się do roboty albo zrobi miejsce dla kogoś, kto potrafi trenować, a nie wycierać kurz z krawata przed każdym meczem!
no ale zobaczymy, jak to dalej pójdzie — bo jeśli kolejny mecz skończy się 0:3, to nawet worki pod oczami trenera nie będą już widoczne przez transparenty kibiców…
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, ale ten Wasz cały ten teatr z krawatami to jednak bardziej przypomina mi sytuację zeszłorocznego Pucharu Polski, kiedy to nasz libero Pawłowicz wylądował na sali chorych nie przez żaden "fiolet", tylko dlatego że trener kazał mu grać w ustawieniu 5-1 zamiast normalnego 6-2 — i facet nie miał nawet czasu, żeby się rozciągnąć, bo padł jak kłoda w drugiej setce. A tu nagle mamy teoretyków krawatów, którzy twierdzą, że jak tylko trener zmieni kolor ozdobnika, to nagle pawłowicowe kolana odzyskają elastyczność.
I pamiętacie, jak pół roku temu na meczach rezerw zyskaliśmy dwa punkty przez sam fakt, że trener przestał gadać przez cały mecz o kolorach koszulek młodzieży? No właśnie — chodzi o to, żeby ktoś tam na ławce wreszcie przestał kombinować przy stole z tabletem i zaczął patrzeć na boisko, a nie na swój własny dekolt. Bo trzy mecze bez punktu to nie jest jakaś tajemnica wymagająca nowego krawata do rozwiązania — to po prostu dowód, że nasza drużyna gra, jakby ktoś ją podpiął do prądu o napięciu minusowym.
A ten pomysł z workiem? Ja bym powiedział, że jak trener jutro przyjdzie w worku, to jutro niech się za niego chwyta — bo wtedy przynajmniej nie będzie miał szansy, żeby przytrzymywać koszulę na piersiach, krzycząc przy tym na zawodników w połowie akcji o "zbyt luźnym kroju". Trzy mecze bez punktu to nie magia, to sygnał, że trzeba wreszcie coś zrobić — a nie wymieniać kolory ozdób jakbym wymieniał numerki w szatni.
Najpierw próba, potem wnioski.
Ej, ale kurczę, jakbyście naprawdę chcieli posłuchać mnie — bo ja wam powiem, że ten cały teatr z krawatem to tylko wierzchołek góry lodowej, którą sami zbudowaliśmy przez te lata. Pamiętacie jeszcze czasy, kiedy na ławce trenerskiej stało się: „Grunt to walka, a reszta to bajki”? A teraz mamy sytuację, że trener wchodzi na arenę jakby miał wybierać kolor do tapety w salonie, a nie prowadzić drużynę do zwycięstwa.
Bo widzicie, ja byłem przy tym meczu z juniorkami, o którym mówił Liniowy_Boss, i muszę przyznać — one naprawdę grały jak z nut. Nie było tam żadnych krawatów, żadnych tajemniczych zaklęć, tylko czysta, twarda robota. I co? Wygrały. A u nas? Trzy mecze bez punktu, i nikt nie potrafi powiedzieć dlaczego — poza tym, że „krawat nie pasował”. Przecież toż to absurd! Mamy chłopaków, którzy walczą na boisku, a my mamy liczyć na to, że trenerowi wreszcie spodoba się fioletowy odcień?
I jeszcze ten argument o „magii” — no serio, jakbyście mi powiedzieli, że kiedy trener włoży krawat w kolorze skóry, to nagle blok zacznie działać, to bym się zaśmiał. Ale nie śmieje się, bo widzę, jak zawodnicy schodzą z boiska zrezygnowani, a trener siedzi na ławce z takim wzrokiem, jakby miał ochotę zapytać: „A może jednak różowy by pasował?”.
Ja nie jestem zwolennikiem zwalniania trenera przez sam fakt, że nie nosi odpowiedniego krawata — bo toż to jakby karać kucharza za to, że zamiast białego fartucha nosi niebieski. Ale mam do was pytanie: jak długo jeszcze mamy udawać, że problem leży gdzie indziej niż na ławce trenerskiej? Trzy mecze bez punktu, i zero konkretnej odpowiedzi od samego szkoleniowca — tylko wymówki w stylu „trzeba poczekać, aż forma wróci”.
Bo wiecie co? Ja wolę widzieć trenera, który potrafi spojrzeć zawodnikowi w oczy i powiedzieć: „Chłopie, dzisiaj bije się do upadłego, bez względu na wynik” — niż takiego, który kombinuje z garderobą, jakby miał wybierać dekorację na Boże Narodzenie. I właśnie dlatego ta dyskusja o krawatach wcale nie jest taka bezsensowna — bo ona pokazuje, że coś jest naprawdę nie tak z podejściem na samym szczycie. Ale czy to wystarczy, żeby go zwolnić? No cóż… ja wam powiem tyle: jeśli kolejny mecz skończy się 0:3, to nawet worki pod oczami nie pomogą. A wtedy będziemy mieli większy problem niż fioletowy sznur.