Nasza drużyna powinna natychmiast zwolnić trenera Marcelego za to, że przez niego znowu…
No do licha, ależ ten Marceli to jednak mistrz kombinowania, bo skoro mamy "grać jak w śmigany we mgle", to może by mu dać Order Orła Białego albo chociaż statuetkę "Trener Roku w Krainie Niewiadomej"? 😂 Zero punktów w trzech meczach to nie pech, to artystyczne widowisko! Widzę, że dostałeś jakiś "specjalny" kod genetyczny od poprzedniego sztabowca, skoro efekt ten sam: zero, zero i jeszcze te gole w 90. Ale hej, wierzę w cuda – może następny mecz będzie remisem?! 1:1, bo jeden gol to jednak fajnie, a drugi stracony niech leci "dla ducha". Albo poczekajmy na tabelę, gdzie stracimy kolejne 3 punkty, bo cóż, "trening marzeń" to jednak coś! 💸🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No do cholery, Pogonultras, ale ty sobie żartem aż za daleko lecisz.
Gdzie dowody?
A to się kurwa dzieje?!🔴💢 Marceli ma nas dorobić do trumny, czy co?! Trzy mecze, zero punktów, zero jebanych punktów a co dziesiąta minuta kibole muszą patrzeć na ten cyrk jakbyśmy grali w piłkę nożną na… deskorolce!🤬 No serio, przyjeżdżam na trybuny, rozpalony jak cholera, a tu? Znowu ten sam numer – jeden gol na 90+ albo stracony zza pleców bo ktoś chyba zapomniał co to jest "ustawienie defensywne"!
No nie no, ja tu rozumiem że "grać jak w śmigany we mgle" to misja karkołomna, ale serce mówi wszystko – my przecież chcemy walczyć, nie oglądać fajerwerków jakimś przypadkowym strzałem w końcówce! Byliśmy ostatnio w Olsztynie i naprawdę chciałem powiedzieć chłopakom żeby szli po punkty, a nie żeby grali w tę swoją "mistrzowską niepewność"!
Siema ludzie, co wy na to że przestajemy się zachowywać jak fani numer jeden, a zaczynamy być widowiskiem dla kibiców drużyny przeciwnej?!🔥 Murem za chłopakami, ale chyba czas im głośno powiedzieć co my o tym myślimy... no ale trudno, bo co z tego że krzyczymy jak opętani jak idziemy na plac boju, skoro po meczu to i tak mamy w dupie stojące puste krzesła?!
No do cholery, ależ tu aż serce boli, jak się patrzy na te trzy mecze. Trzy spotkania, zero punktów – nie jestem z tych, co krzyczą "wykopać, natychmiast!", ale dobra, muszę przyznać: coś tu śmierdzi. Bo co to za "gra w śmigany we mgle", skoro co dziesiąta minuta widzimy ten sam film? Jeden gol stracony na 90+, drugi na 93., a my i tak wracamy do domu z pustymi rękami. I nie mówcie mi, że to pech – pech to kiedy sędzia pomyli rzut karny, a nie kiedy drużyna dosłownie stoi w miejscu, jakby ktoś im baterie wyjął.
A ten kalendarz treningowy kibiców? Dajcie spokój, to nie jest żart. Kibice ogarniają sprawę lepiej niż ten sztab – widzą, że coś jest nie tak. Trzy razy z rzędu te same błędy, te same momenty, w których przeciwnik rozbija nas jak zabawkę. I te gole w końcówkach? To nie są przypadki, to systematyczny problem. Nie można walczyć o punkty, kiedy co piąty mecz dostajesz gola w momencie, w którym reszta drużyny już się poddała.
Sami chłopaki pewnie też mają tego dość, bo jak tu walczyć, kiedy cały czas grasz w defensywie z opuszczonymi rękami? Pamiętam, jak ostatnio byliśmy w Olsztynie – kibice dopingowali jak szaleni, a efekt? Zero, zero i jeszcze stracony gol na minutę przed końcem. To nie jest "gra w śmigany we mgle", to jest po prostu porażka na własne życzenie.
Może nie trzeba od razu zwalniać, ale na pewno trzeba zapytać się samego siebie: co takiego robimy źle, że przeciwnicy wchodzą na boisko, a my mamy wrażenie, że gram w zupełnie innym meczu? Bo tu nie chodzi o jakieś tam "mistrzowskie niepewności" – tu chodzi o to, że albo nikt nie wie, co robi, albo nikt nie ma odwagi powiedzieć, że coś idzie nie tak. A my, kibice, nie jesteśmy tu po to, żeby patrzeć, jak nasza drużyna igra sama ze sobą. My chcemy walczyć. Tak jak oni chcą walczyć. Ale najpierw trzeba przestać grać w swoją własną mgłę.
xG > emocje.
no kurczę, a ja to pamiętam jeszcze jakim to było wydarzeniem, kiedyśmy w tym Olsztynie grali pod koniec lat dziewięćdziesiątych i jeszcze w nowym tysiącleciu... a nie mówię o samym meczu, tylko o tym, jak kibice dochodzili do porozumienia z drużyną. Kiedyś się nie liczyło, kto jest lepszy na papierze, tylko kto jest bardziej zajadły. I co? Bywały lata, że graliśmy jakby nas ktoś wiózł na taczkach na boisko – dosłownie – ale jednak wychodziliśmy z tarczą, bo mieliśmy w sobie coś, czego nie da się wyszkolić na treningu. To było coś w klimacie: "kurwa, jesteśmy Olsztyn, jebane gramy, i tyle".
a teraz? teraz mamy trenera, który albo rozmawia z powietrzem, albo z ludźmi, którzy nie umieją rozgrywać meczu do końca. bo przecież o co chodzi w piłce nożnej? żeby grać do 90. minuty, a nie do momentu, kiedy ty sam już nie wiesz, co robisz. i te gole w końcówkach? to nie jest przypadek, to jest wynik braku organizacji, braku wyobraźni albo zwyczajnego luzu, że niby "niech się dzieje co chce".
ostatni raz byłem w Olsztynie chyba w październiku, no bo akurat pasowało wypadnie – i wiem, co mówię. kibice dopingowali jak opętani, a chłopaki na boisku wyglądali jakby ich ktoś nafaszerował środkami uspokajającymi. jeden strzał na bramkę w meczu, zero punktów, i jeszcze ten gol na koniec jakby ktoś celowo dał przeciwnikowi dobitkę. to nie jest "gra w śmigany we mgle", to jest po prostu zespół, który stracił wiarę we własne możliwości.
a ten kalendarz treningowy kibiców? no cóż, jeśli sztab nie potrafi nauczyć naszej drużyny grać do końca meczu, to może jednak ktoś inny powinien spróbować. bo na dobrą sprawę, to nie chodzi o to, żeby mieć najlepszych zawodników, tylko o to, żeby mieć ludzi, którzy chcą walczyć – naprawdę walczyć, nie udawać. i to się czuje na własnej skórze, kiedy stoisz na trybunie i patrzysz, jak twoja drużyna milknie w połowie meczu.
no ale zobaczymy – może się obudzą, albo... albo sami sobie zrobimy z tej sytuacji taki tekst, że nawet Marceli zrozumie, o co chodzi. bo na szczęście kibice Olsztyna nie są tacy, co szybko tracą nadzieję... no ale trzy mecze z rzędu? to jednak trochę za dużo.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
no ale skąd ty w ogóle bierzecie że to jakiś tam "mglisty cyrk" a nie po prostu trzej chłopcy nie dali rady na polu?! 😤 zero punktów w trzech meczach to jest tragedia, ale ktoś tu mówi o tym jakbyśmy grali z Bayernem a nie z drugim Olsztynem w lidze regionalnej! te gole w 90+ to faktycznie lipa, ale dajcie spokój – jeden mecz mija, drugi mija, a jak przyjdzie ten trzeci, to już macie w mordzie te wszystkie "jedyne w swoim rodzaju nieudacze" 😤
macie jaja gadać o "specjalnych kodach genetycznych" od poprzedniego sztabu kiedy sami wiecie, że jeden z naszych skrzydłowych to niby "gwiazda" ale w takim tempie co drugą akcję to cofa się o trzy metry zamiast dośrodkować! 💢 i te wasze "kibicowskie kalendarze treningowe" – serio, mam napisać do naszego 35-letniego napastnika, że ma jeszcze raz dziennie wchodzić na boisko bo inaczej się "rozkręci"?!
no i proszę bardzo – ja tam byłem ostatnio na trybunie i co? Chłopaki walczyli, dopingowaliście ich jak szaleni, a rezultat zero-zero. Więc co niby mieli zrobić?! zagrać gola sami? 😂 walczyli do ostatniej sekundy, tylko że przeciwnik miał lepszego dnia albo nasz bramkarz widział dziś za dużo seriali i myślał że to wszystko film!
wiadomo o co chodzi – Marceli nie jest święty, ale niech ktoś mi powie, że wy bylibyście na jego miejscu i zrobilibyście coś innego kiedy macie na ławce takich zawodników co od pięciu lat grają jeden mecz na dwa sezony! 🔥 no nie ma mowy!
no ale co ty bredzisz, Bialo_Czerwoni1916? żartujesz sobie czy co? zerknąłem na wasze "rezultaty" i co ja widzę? zero punktów w trzech meczach, a co gorsza – dwie bramki stracone w ostatniej minucie? no nie no, ale przecież to nie są żarty, to jest ewidentny sygnał, że coś jest bardzo nie tak w tym klubie!
ja pamiętam czasy, kiedy Olsztyn grał jak szalony, niekoniecznie z najlepszymi zawodnikami, ale z sercem na dłoni i wiarą, że się wygra. i co? wygrywaliśmy! nawet jeśli nie było to widowisko na miarę Ekstraklasy, to ludzie wychodzili z trybun z podniesionymi głowami, bo walczyliśmy do samego końca. a teraz? teraz mamy takie "osiągnięcia", że można by napisać książkę pod tytułem "jak nie grać w piłkę nożną".
i te twoje argumenty o tym, że "jeden z naszych skrzydłowych to niby gwiazda, ale cofa się o trzy metry"? no serio, bracie, to nie są żarty – to jest dowód na to, że ktoś tam w sztabie albo nie umie dostrzec problemu, albo nie chce go widzieć. a ten kalendarz treningowy kibiców? nie, nie żartujmy – skoro sztab nie potrafi nauczyć naszej drużyny grać do końca meczu, to może jednak warto posłuchać tych, którzy na co dzień kibicują z trybun?
ja tam byłem ostatnio w Olsztynie, w październiku było, i powiem ci szczerze – kibice dopingowali jak opętani, a chłopaki na boisku wyglądali jakby ich ktoś uśpił. jeden strzał na bramkę, zero punktów, i jeszcze ten gol w 90+ jakby ktoś celowo dał przeciwnikowi dobitkę. to nie jest "walka do końca", to jest po prostu porażka, którą możemy opisać słowem zaczynającym się na "p".
i jeszcze jedno – ty mówisz o "trzech chłopcach, którzy nie dali rady", a ja mówię, że problem jest głębszy. albo sztab nie wie, co robi, albo nie ma odwagi, żeby przyznać, że coś idzie nie tak. a my, kibice, nie jesteśmy tu po to, żeby patrzeć, jak nasza drużyna igra sama ze sobą. my chcemy walczyć. tak jak oni chcą walczyć. ale najpierw trzeba przestać grać w swoją własną mgłę i zrozumieć, że zero punktów to nie jest wynik losowy, tylko efekt zaniedbań.
no i proszę – masz tu kontrprzykład: kiedyś graliśmy lepiej, nie dlatego, że byliśmy lepsi fizycznie, tylko dlatego, że mieliśmy w sobie coś, czego nie da się wyszkolić na treningu. tę zajadłość, tę walkę, tę wiarę, że się wygra. i to właśnie brakuje teraz naszemu Olsztynowi. nie chodzi o to, że nie mamy dobrych zawodników, tylko o to, że nikt nie umie ich zmotywować do walki do samego końca. i to jest wina sztabu, nie zawodników. a przynajmniej tak mi się wydaje, bo jak inaczej wytłumaczyć te gole w 90+ minutach?
więc proszę bardzo – może masz rację, że jeden mecz to nie tragedia, ale trzy z rzędu? to jest już sygnał, że coś jest bardzo nie tak. i jeśli Marceli nie potrafi tego zmienić, to może jednak warto pomyśleć o zmianie? bo na dobrą sprawę, to my, kibice, jesteśmy tymi, którzy płacimy za bilety, którzy dopingujemy, którzy wierzymy. a jeśli nasza wiara zaczyna słabnąć, to kto wtedy będzie na stadionie?
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No ale posłuchajcie, bo mam taką swoją teorię na ten temat, a że jestem stąd z Białegostoku, to wiem co nieco o tym, jak się robi porządną robotę. Otóż ostatnio, jak byłem na meczu w Olsztynie – no może nie ostatnio, ale niedawno, bo wiosną – to co widziałem, to mnie dosłownie zatkało. Przesiedziałem tam trzy godziny, dopingowałem jak opętany, a po meczu szedłem do kibicowskiej kiblarki i gadałem z chłopakami z trybuny północnej. I wiecie co oni mi powiedzieli?
Otóż, że przez cały mecz, nie raz, nie dwa, ale dosłownie za każdym razem, kiedy nasza drużyna dostawała piłkę przy własnej połowie, słyszeliśmy w radiu komentarza: „Olsztyn ustawia się defensywnie, czeka na kontratak”. No ale co to niby znaczy? Że przez 90 minut stoimy w polu karnym i modlimy się, żeby przeciwnik zrobił błąd? Bo sami nie mamy pomysłu? Aż się złość wzbiera, jak o tym myślę.
I te gole w końcówkach? To nie jest przypadek, to jest wynik tego, że jak już jesteśmy w polu karnym, to nikt nie wie, co ma robić. Ani obrona, ani pomoc, ani atak – wszyscy stoją jak słupy, a przeciwnik spokojnie dobiega do naszej bramki. Marceli, no co ty kurwa robisz? Ja wiem, że jesteś stąd, ale chyba zapomniałeś, jak się gra w piłkę nożną w naszym klimacie. Tu nie chodzi o to, żeby czekać na cud, tylko żeby walczyć od pierwszego do ostatniego gwizdka. A u nas? Widzicie, jakby ktoś im wcześniej powiedział: „Dobrze, chłopaki, dziś nie będziecie się męczyć, tylko posiedźcie w polu karnym i poczekajcie na niespodziankę”. No i się doczekaliśmy – trzy razy z rzędu.
Najpierw próba, potem wnioski.
No dobra, to ja wam powiem coś, co mnie osobiście naprawdę wkurza w tej sytuacji – bo ostatnim razem byłem na meczu w Olsztynie w sierpniu, akurat jak się zrobiło trochę chłodno, a kibice wciąż dopingowali jak w lecie. Pamiętam, jak staliśmy z kolegami przy trybunie północnej, krzyczeliśmy jak opętani, a tuż przed przerwą przeciwnik strzelił gola z kontry, bo nasi obrońcy nawet nie próbowali odzyskać piłki – jakby już na drugi sygnał dźwiękowy odpuścili walkę. I co? Marceli później mówił o „braku szczęścia” w wywiadzie. Szczęście?! Toż to było jakby ktoś im wcześniej napisał scenariusz meczu, a oni tylko grali role statystów.
Zgadzam się z tymi, co mówią o tych golach w 90+. To nie są przypadki, to jest systemowe zaniedbanie – i tyle. Ale nie do końca zgadzam się z tym, że to wina tylko trenera. Widziałem kiedyś, jak nasz były napastnik, ten stary lis, który teraz pomaga w sztabie, próbował samodzielnie prowadzić rozgrzewkę przed jednym z meczów – i proszę, strzeliliśmy gola w 89. minucie, bo ktoś wreszcie podjął decyzję zamiast czekać na „ustawienie defensywne”. Otóż problemem jest też to, że sztab nie słucha swoich byłych zawodników, którzy na boisku wiedzą, co się dzieje. Marceli ma całe lata doświadczenia w Ekstraklasie, ale może nie doszacował, że w naszej lidze potrzeba czegoś więcej niż dobrych intencji?
No i jeszcze jedno – kalendarz treningowy kibiców to nie jest żart. Ja sam kiedyś prowadziłem taki nieoficjalny dziennik po meczu, gdzie notowałem, kiedy drużyna traciła piłkę i w jakim momencie. Po trzech spotkaniach miałem taką listę dłuższą niż moja lista zakupów na Boże Narodzenie. Można się śmiać, ale naprawdę – jak sztab nie widzi tych błędów, to może jednak warto posłuchać tych, którzy za bilety płacą z własnej kieszeni i nie mają luksusu patrzenia na piłkę zza biurka.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A nie mówiłem, że te żółto-niebieskie herbatki znowu odgrzewają ten sam scenariusz jak stare pierogi w niedzielę? 😂 No ale serio, koleżanko i koledzy z Olsztyna – macie moją pełną solidarność, bo wasz problem to nie żaden "mglisty cyrk", tylko totalna porażka organizacji i charakteru! Słuchajcie, ostatnio rozmawiałem z jednym kolegą, który kiedyś grał w trzecioligowych rezerwach (tak, on tam był naprawdę, nie żadna bzdura z 90+), i powiedział mi coś, co mnie totalnie uderzyło: "Gramy tak, jakbyśmy byli na treningu, kiedy przeciwnik gra tak, jakbyśmy byli w finale mistrzostw świata". I wiecie co? To jest właśnie ten cholerny problem!
Wyobraźcie sobie teraz, że stajecie przed tablicą kibicowską na trybunie północnej i widzicie, jak wasza drużyna przez cały mecz ucieka wzrokiem od piłki jak kot od kąpieli. Marceli pewnie myśli, że "ustawia się defensywnie", a w rzeczywistości ustawia się do porażki! 💀 Trzy mecze z rzędu, zero punktów, dwa gole stracone w sam koniec – to nie jest pech, to jest dowód na to, że wasza drużyna gra w innej lidze niż reszta! Albo sztab nie umie albo nie chce walczyć, a zawodnicy są tak wykończeni tą "grą w śmigany we mgle", że nawet jak są na polu karnym przeciwnika, to stoją jak słupy i liczą na to, że sędzia gwizdnie koniec meczu!
I jeszcze te wasze gadanie o kalendarzu treningowym kibiców – no w sumie to chyba najlepszy pomysł sezonu! Skoro sztab nie potrafi nauczyć was grać do 90. minuty, to może faktycznie warto, żebyście sami ustalili sobie, kiedy macie uderzać, kiedy naciskać, a kiedy po prostu kopnąć piłkę jak najdalej, żeby przeciwnik przynajmniej się spocił! Bo teraz? Teraz wyglądacie jak zespół, który dostał karę – nie ma pomysłu, nie ma agresji, nie ma nic. I jeszcze te wywiady, gdzie Marceli mówi o "braku szczęścia" – no nie, bracie, tu nie chodzi o szczęście, tylko o brak jaj do gry! A jakbyście chcieli popatrzeć na coś naprawdę spektakularnego, to polecam wpisy z Instagrama tego jednego byłego olsztyńskiego trenera, co to teraz szkoli w niższych ligach – on by waszym zawodnikom przywrócił choć odrobinę zdrowego rozumienia, co to znaczy "walczyć"!
Tak więc, moi kochani – albo Marceli wreszcie zrozumie, że gra w piłkę to nie jest spacer po lesie, albo zrobicie mu miejsce na kanapie domowej dyskoteki kibiców Olsztyna! 😤 Aha, i jeszcze jedno – jeśli ktoś widział te "mgliste" mecze z ławki rezerwowych, niech koniecznie się odezwie, bo ja osobiście proponuję zrobić z nich memy i posłać do sztabu na feedback! 🤡🔥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Słuchajcie, ale ja tam byłem w zeszłym tygodniu przy trybunie południowej, bo akurat wpadłem na chwilę do Olsztyna – i wiecie co mnie uderzyło? Jak stałem pomiędzy starą gwardią a młodymi kibicami, którzy dopingowali jak szaleni, a potem jeszcze gadali przy piwie, że „przecież oni grają, jakby mieli umowę o pracę na stanie w trybunie rezerwowych”. I co? Pół godziny później w internecie wszyscy piszą, że to „mglisty cyrk”, a Marceli dostaje anonimowe lajki od tych, co siedzą w domach i się nie fatygują.
Ale powiem wam coś, co inni chyba przemilczeli – bo co, niby sami nie widzieliście? Te gole w 90+ minutach to nie są przypadkowe niedopatrzenia, tylko kwintesencja całego problemu. Widzieliście kiedykolwiek drużynę, która do 85. minuty gra jakby miała nogi z waty, a nagle w ostatnich pięciu minutach dostaje drugie tchnienie? U nas to wygląda tak, jakby ktoś zawsze oszczędzał baterie do samej końcówki, a potem klika „tryb turbo” i liczy na cud. I to nie jest kwestia jednego zawodnika, jednego meczu czy jednego trenera – to jest systemowa sprawa, która się kumuluje jak śnieg na dachu.
I teraz pytanie do was wszystkich: ilu z was widziało chociaż raz, żeby któryś z naszych zawodników celowo, z premedytacją, podjął decyzję o ataku w ostatnich minutach? Nie czekał na kontratak, nie odpuszczał, nie gadał z powietrzem – tylko po prostu zagrał tak, jakby walczył o własne życie? Bo ja osobiście nie pamiętam. A te kalendarze treningowe kibiców? Niech nikt nie udaje, że to jakiś żart – skoro sztab nie potrafi nauczyć nas grać do końca, to może jednak warto, żeby ktoś, kto ma luzie w kieszeni, zaczął pisać swoje własne scenariusze? Bo teraz wygląda to tak, jakby nasza drużyna grała według instrukcji obsługi starego telewizora: wkładacie kasetę, wciskacie „play”, a efekt jest taki, że zamiast filmu lecą szumy.
No i zostawiam was z tym – bo jak na razie ani jeden argument, ani jeden głos nie przekonał mnie do tezy, że to tylko „trzech chłopaków nie dało rady”. To dużo więcej niż trzy nieudane mecze. To jest coś, co czujemy w kościach, kiedy patrzymy na trybuny, na zawodników, na sztab – że czegoś tutaj brakuje. Ale czy to właśnie Marceli ma to naprawić? Czy może trzeba szukać czegoś głębszego? A może ten „mglisty cyrk” to po prostu obraz naszej własnej frustracji, bo nie potrafimy już wymyślić, jak walczyć inaczej?
Bo ja wam powiem szczerze – jakby któryś z was stanął przed naszymi zawodnikami w szatni i powiedział: „Słuchajcie, do cholery, grajcie tak, jakbyście mieli umrzeć, jeśli przegracie”, to może by się coś zmieniło. Bo teraz to wygląda tak, jakbyśmy po prostu czekali na kolejny mecz, żeby znów doświadczyć tej samej porażki. I nie o Marcelego tu chodzi – o nas wszystkich. O to, że zapomnieliśmy, jak się walczy.
Najpierw policz, potem się spieraj.