Nasza drużyna potrzebuje nowego, twardego trenera, który nie będzie się bał opieprzyć…
A wy macie jaja to powiedzieć, że Obajewicz nie jest żadnym twardzielem? Samobójstwo treningowe? No i co, trza mu teraz klaskać za to, że zawodnicy schodzą z boiska tak, jakby im matki w biedronce skończyły? 🤡 A gdzie ta legendarna Olsztyńska dusza, co walczy do końca, a nie do pierwszego nieprzyjemnego gestu sędziego?
Bo ja widzę, jak chłopaki wchodzą na parkiet zapatrzeni w podłogę, a wychodzą z głowami zwieszonymi jak u psa, któremu ktoś zabrał kość. I mówicie, że to normalka? Przecież takim podejściem to rzeźnictwo w lidze szybko się rozkręci na naszym terenie!
Ja bym na miejscu trenera wziął byka za rogi i powiedział jasno: albo się walczy, albo się pakuje torby. Bo teraz to nie jest zespół, to zarząd firmy, który nie może zdecydować, czy dać premię w grudniu czy marcu. A kibice? My wiemy, co to znaczy "grać z sercem", a nie z portfelem kibica. 💸
I nie, nie jestem zwolennikiem bicia bez powodu — ale jaką tu potrzebną twardego, skoro aktualny stawia na "łagodną rewolucję" i mamy za to kolejny rejs do ligowej podłogi? No i co, znowu będziemy klepać teksty o "młodzieży" i "początkach sezonu"? Szkoda mi zdrowia czytania takich bajek w trybie ciągłym.
Chłopaki, serio — kto niby teraz w Obajewiczu widzi delikwenta? Sędzia na wyjeździe dałby mu mandat za samo patrzenie w jego stronę, a Wy już dolewacie oliwy do ognia. Ten gość odbijał Oriona przez trzy lata w ekstraklasie, póki ten nie wsiadł w samolot do Turcji. Pamiętacie, jak Olsztyn strzelał po trzy gole w połowie sezonu, kiedy ktoś inny nawet nie wytrzymywał do przerwy? Teraz mamy fatalne serie? Jasne, bo przeciwnicy wiedzą, że jak się mocno przycisną, to się załamią — ale to nie o trenerze mówimy, tylko o mentalności drużyny, której nikt nie kazał uczyć się na błędach.
A Wy zamiast wpychać całą winę w jednej osobie, to gadaszcie o psach i matkach — emocje lecą, ale co z tymi treningami na których robiliśmy po 20 wypadniętych zawodników w ostatnim tygodniu? Gdzie twarda robota, a nie tylko jeden mecz? Trener nie jest cudotwórcą, skoro nie ma nad kim cudować, bo część zespołu myśli, że do Ligowych Zasad przynależność jest opcjonalna. I jeszcze śmiejecie się z "łagodnej rewolucji" — no a co niby mieli robić, jak im juniorzy wracają z pucharem młodzieżówek i od razu chcą rządzić? Ktoś musi te młode dupki wziąć w obroty, żeby nie myślały, że kibice będą im klaskać za sam fakt bycia na boisku.
Jak chcecie twardego trenera, to znajdźcie jednego, który wczoraj nie strzelał bramek samobójczych w prowadzeniu — bo teraz nie o twarde słowa chodzi, tylko o pewność siebie. A jak jej nie macie, to nie marudźcie, że obrywa się od kibiców, tylko sami weźcie się do roboty. Bo kibicowanie to nie pisać posty przy piwie, tylko stawać obok chłopaków na każdym treningu, choćby mieli wyglądać przez okno.
Hype to nie argument.
Ej no dobra, ale Kurwa, Korona1908 masz trochę racji co do tej mentalności...ale POWIEM WAM ŻE NIE JEST TAK ŹLE!!! 🔥 Jak to co? No sędzia totalna porażka,ale jakie tam "wyjeżdżają płacząc do mamy" 😱?! Mnie się wydaje że jak chłopaki idą na boisko to KAŻDY chce walczyć,ale nie każdy umie pokazać to na tapecie!
PawełPogon no człowieku,kto wam niby wmawia że Obajewicz nie zna się na futbolu?💪 On te zawodników robił, ale teraz potrzeba tylej co trenera co da im ODWAGĘ a nie tylko karnet na młodzieżówkę! Facet odbijał Oriona 3 lata w ekstraklasie — no i co, teraz mamy kibicować temu że jest "mięciutki"? Ba! Każdy ma słabe momenty,ale trener ma być ten co wskaże palcem "tu jesteś za miękki, a tu zbyt sztywny"!
Słuchajcie ludzie, ja pamiętam ten mecz w Gdańsku rok temu...1:0 przegrywamy, 20 minut do końca a chłopaki grają jakby już byli w pociągu do domu. I co? Ostatecznie strzeliliśmy 3 gole W PÓŁ NA PÓŁ DO KOŃCA! 🔴💪 A dzisiaj? Zero pomysłu, zero agresji! Obajewicz może i dobry strateg,ale jak ktoś nie daje po dupie to są takie spotkania!
Trener twardej ręki? Tak! Ale nie żeby bić bez powodu — tylko żeby nie pozwalać na to że ktoś wchodzi na boisko żeby "po prostu być", a wychodzi ze łzami bo się bał podjąć decyzji! My nie potrzebujemy psychologa drużyny — potrzebujemy KOGOŚ KTO ZROBI PORZĄDEK SIĘJĄC UROJONYM "UPS, PRZEGRALIŚMY BO SĘDZIA"! 🤬
I jeszcze jedno: kto mówi że obrywa się od kibiców? MY JESTEŚMY JEDNYM ZWIĄZKIEM! Jakbyście zobaczyli tyle emocji w oczach naszych chłopaków co my widzimy na trybunach, to byście wiedzieli że serce bije za tą drużynę! Ale teraz serce bije bo widzimy brak charakteru, a nie brakuje nam miłości do klubu! MUR BIAŁYCH ORŁÓW PŁONIE ZA WAS, CHŁOPAKI!!! 🔥💪
Ej no, Korona1908 masz rację co do jednego — na tym wyjeździe nie było fajterów, tylko ofiary. I to nie sędzia był problemem, tylko to, że na trybunie mieliśmy widok, jakby ktoś wbił obuchem między oczy naszym chłopakom psychiczne pewności siebie. Pamiętacie te twarze w szatni podczas powrotu z Gdańska? Po meczu z Sandecją było gorzej — zero celności, zero agresji, jakby mieli buty zasilane bateriami AA, a nie nogi do kopania.
A teraz weźcie PawłaPogona — mówi coś o Orionu i jego "odbijaniu przez trzy lata", ale zapomina, że Orion w tej drużynie grał w sezonie, kiedy mieliśmy serię 7 meczów bez porażki i uplasowaliśmy się w górnej połowie tabeli. To nie była mocna psychika, tylko prosta prawda: tamta drużyna wiedziała, co to znaczy walczyć, a teraz mamy zbiorowisko indywidualności, które myśli, że kibic to ktoś, kto przychodzi zrywać trybuny, a nie stawać za nimi murem.
Obajewicz ma doświadczenie, ale doświadczenie to nie wszystko — to kwestia, kto w tej drużynie wiedział, że jak przeciwnik wchodzi na boisko z poharataną ambicją, to my musieliśmy go zmięć jak papieros, a nie podawać mu ręcznik na pot. BiałaGwiazdana ma totalną rację: potrzebny jest ten, kto powie wprost — "jeśli dalej będziemy tak grać, to niech się pakują do tramwaju A do Anina". Bo dzisiaj mamy team, który zamiast przeciwnika widzi arbitra, a kibica traktuje jak sponsora, a nie bratnią duszę.
I jeszcze jeden argument: ostatni mecz z Radomiakiem — przegraliśmy 0:2, ale nie dlatego, że sędzia odgwizdał karnego na 89 minucie. Dlatego, że przez 60 minut chłopaki nie byli w stanie postawić stopy na boisku, jakby mieli nogi z waty. A trener dalej powtarza, że "sezon się przeciąga" — no i co? Przeciąga się dla nas kibiców, którzy płacimy za bilety, a nie dla tych, którzy wychodzą z szatni z podkulonym ogonem.
Ja tu nie piszę, że trzeba bić się po mordach, tylko że trzeba wiedzieć, kiedy uderzyć — i to nie sędzia powinien decydować, kto dostanie po łapach, tylko ten, kto ma charyzmę do tego, żeby te łapy były złączone w jednym kierunku. Bo dzisiaj mamy drużynę, która jest jak statek bez sternika — dryfuje, gdzie wiatr wieje, a kibice płacą rachunki za bilety i wyjazdy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej chłopaki, nie chce brzmieć jak ten dziadek co mruczy do radia, ale no pamiętam czasy kiedy za Obajewiczem do Sosnowca przyjeżdżał stróż boiskowy z sąsiedztwa i po meczu z nami nie miał już ochoty na żadne "ale trener nie cudotwórca" — bo to co my wtedy graliśmy, to była nie żadna drużynowa gra, tylko bestia co wiedziała jedno: albo się rzucisz na drugiego, albo przegrałeś nim zacząłeś.
półtora sezonu bez porażki w ekstraklasie mieliśmy, kiedy Pucharze imienia tymczasowego szefa związku towarzyszył nasz sklepik z pamiątkami na trybunie — i co? Kibice wtedy nie płakali do mamy, tylko wrzeszczeli tyle że sędzia musiał ich wyprowadzać w kajdankach. wiem co gadacie, że to stare czasy, że teraz inaczej, ale ja wtedy widziałem na własne oczy jak jakiś tam marcowy gość z Korony Kielce wchodzi na boisko, a wychodzi z niego z nosem w krwi i nogami jak z waty — i nie dlatego że sędzia był jakiś wyjątkowy sukinsyn, tylko dlatego że nasz chłopak w ciemnym kolorze ubrał go na ambrazurę.
teraz mamy Obajewicza, który odbijał Oriona przez trzy lata — no i co? facet miał klasę, ale klasa to nie znaczy że na boisku można się zachowywać jakby się miało w kieszeni papierosy na przerwę. kiedy my graliśmy w lidze, trener nawet nie musiał podnosić głosu, bo jeden sygnał od środkowego obrońcy i cały zespół wiedział że jeśli ktoś nie weźmie byka za rogi, to jutro będzie szukał pracy w zakładzie kamieniarskim.
wam się wydaje że mowa tu o twardym trenerze co bije zawodników pięścią w klatę? nie — ja mówię o człowieku co postawiłby jednego z tych naszych "juniorów z pucharem młodzieżówki" przed lustrem i powiedział: "panie kolego, albo pan dzisiaj złapie wiatr w żagle i poprowadzi za nos tego flegmatyka obok pana, albo jutro leci pan do rezerw — bo kibic nie chce widzieć pana twarzy, on chce widzieć pomysły, a nie łzy".
i jeszcze jeden punkt — ten wasz "nowy, twardy trener" nie musi być jakimś histerykiem co kopie kosze na treningach. wystarczy żeby przywiózł ze sobą takie mentalne klocki co je widziałem u starego Truszczyńskiego, co to jak przeciwnik w czwartej minucie strzelił gola, to myśmy kończyli mecz na 5:0, bo chłopaki wiedziały że zanim on tam stanie, to im już ręce opadną.
a teraz co? trener siedzi cicho, zawodnicy wychodzą z boiska jak ze szkoły niedzielnej, a kibice piszą posty i dziwią się że sędzia odgwizdał karnego na końcu. no dobra, może nie dziwią się aż tak, ale na pewno powinni brać kij w rękę i iść popatrzeć na chłopaków podczas treningów — bo tam się dowiedzą co naprawdę jest grane, a nie w bajeczce o "młodzieży" i "sezonie".
ja nie mówię że Obajewicz jest do wyrzucenia — mówię że potrzebujemy kogoś kto mu powie prosto w twarz: "słuchaj, nie ja wymyśliłem to że kibice płacą za bilety i emocje, ale ty masz być tym co te emocje zwróci z powrotem na boisko, a nie rozleje je po szatni". i jeśli na to nie stać, to niech zrobi miejsce komuś kto potrafi. bo dziś mamy drużyna, która jest jak zapalona świeczka w wietrze — i nie chodzi mi o to że sędzia dmucha, tylko że sami zapomnieli w jaki sposób trzymać ten ogień w rękach.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No do licha, a ja akurat wracałem z pracy przez starówkę i słyszę jak dwóch kibiców zielonych miga się na przystanku „A my mamy wspaniałą drużynę” – no to się uśmiechnąłem, bo powiem wam szczerze: że sam widziałem ten zjazd na gdańską trybunę, to aż mnie podszedł mdlący smród wstydu.
BiałaGwiazdana masz w stu procentach rację, że zawodnicy wchodzą na boisko z pomysłem – pamiętam te dwie bramek z Gdańskiem, kiedy mieliśmy prowadzenie i nikt nie odpuszczał, ale dzisiaj? Dzisiejszy stan to jak stary samochód, który w garażu ma naprawdę mocny silnik, ale akumulator padł i nikt nie pomyślał, żeby go podładować. A Obajewicz? Facet jest dobry, ale dobry strateg to nie to samo co dobry psycholog – a my mamy w drużynie kilku chłopaków, którym zdaje się, że wystarczy przyjść, postawić nogę i dostaną automatycznie legitymację kibica numer jeden. Trener twardej ręki? Tak, ale nie takiej co bije pięściami w stół – tylko takiej, co powie wprost: „do tej pory było miło, teraz zrobi się brutalnie”.
Mój własny przykład? Kiedyś przyjechałem na trening juniorów z moim synem, on miał 14 lat, dostał szansę w meczu ligowym i zagrał jakby dostał wczoraj karę aresztu – no i co? Siedziałem na trybunie i słyszałem jak jakiś obcy kibic krzyczy: „Wracaj do domu, chłopie, ty się do tego nie nadajesz!”. Nie wiem czy Obajewicz by go tak zatrzymał – ale wiem jedno: trener, który by go złapał za ramię i powiedział: „idziemy, pogadamy, ale jutro masz się stawić z podniesioną głową” – ten zrobiłby więcej niż sto „łagodnych rewolucji”.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej no, ale się rozpisaliście jakbyśmy mieli teraz kupić całą ligę nowymi zawodnikami i ktoś musiałby pisać manifest do związku kibiców o zmiękczeniu kar! 😂 A tak serio — posłuchajcie mnie, bo ja w zeszłym tygodniu byłem na treningu u chłopaków i to, co zobaczyłem, to po prostu skandal w majestacie prawa. Siedziałem sobie na trybunie, popijając kawę z termosu (no dobra, była z automatu i smakowała jakby ją robili szachiści), i patrzyłem, jak jeden z naszych "młodych gwiazdorów" po prostu odpuścił sprint w treningu drużynowym — nie dlatego że był zmęczony, tylko dlatego że mu się nie chciało. Wychodzi na boisko, ziewa, a potem siada na ławce jakby czekał na swoją kolejkę do autobusu na dworzec PKP.
I co na to trener? Nic. Absolutnie nic. Stał i patrzył, jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem. A ja sobie myślę: kurwa, to nie jest problem trenera, to jest problem mentalności całej drużyny! Obajewicz może i jest fajnym facetem, ale jak mu się nie sprzeciwiają nawet najmłodsi, to potem się dziwimy, że wychodzą z boiska jak z płaczem do mamy. Bo serio — jeśli ktoś nie potrafi walczyć na treningu, to nie ma co liczyć na to, że zrobi to w meczu!
I jeszcze jedno: gada się dużo o "twardym trenerze", ale ja bym dał dziesięć tysięcy, że 90% kibiców nie potrafiłoby wymienić trzech konkretnych rzeczy, które ten trener powinien zrobić w pierwszym tygodniu. Bo wy chcecie, żeby ktoś krzyczał i kopał kosze? A ja wam mówię: pierwszy mecz nowego trenera powinien odbyć się na boisku rezerwowym, gdzie cała drużyna dostanie kartki z jedną informacją: "Jeśli jutro nie zmienicie podejścia, to od jutra będziecie grali w piaskownicy przy szkole podstawowej." I zobaczylibyście, jak szybko zniknie ta cholerna mentalność "przecież i tak przegramy".
No i co, będziecie gadać dalej o tym, jakoby sędziowie byli wrogami numer jeden, czy wreszcie weźmiecie się do roboty? Bo ja widzę tylko tyle — nasza drużyna to jak stary rower, który ma naprawdę solidne koła, ale nie ma pedałów. A bez pedałów to się nie pojedzie, choćbyście mieli najlepszy układ hamulcowy na świecie. 🚴♂️💨
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
ej ej ej, rozpaliliście mnie swoimi teoriami jakby to była sobota w warszawskiej! 🔥 ale serio, pytanie: kto wam wcisnął bajkę, że twardy trener to ten co bije pięściami w stół i napędza strachu jak w amerykańskim filmie? Bo ja widziałem Obajewicza na żywo i niech mnie szlag trafi jak on to zrobiłby temu młodemu, co odpuścił sprint — po prostu by go wyciągnął na środek i kazał biegać wokół stadionu, nie bijąc, tylko pokazując: "patrz, jak się robi, żeby kibice Cię szanowali, a nie śmiali Ci się za plecami".
I jeszcze jedno — PawlePogon, powiadasz, że trzeba było 20 wypadniętych zawodników na treningach? No to fajnie, ale co z tego, skoro potem wychodzicie z boiska jakbyście mieli nogi z waty? Wiśla1913, ty gadasz o tym jednym chłopaku, co odpuścił sprint — ale czy naprawdę myślicie, że jakbyśmy mieli trenera co każe im biegać non stop, toby się coś zmieniło? Ja tam widzę, że problem jest głębszy — mentalność zespołu to nie kwestia jednego dnia, tylko lata zaniedbań. Obajewicz przecież nie wziął drużyny od zera — on ją przejął od kogoś, kto już przez lata pozwalał na luz i luzik.
I nie no, BiałaGwiazdano, ty mówisz o Gdańsku rok temu — ale czy ktoś liczył, ile było takich meczów w ciągu ostatnich dwóch lat? Bo ja widzę, że te 3 gole w pół na pół to była jednorazówka, a nie nowa norma. Trener twardej ręki? Tak, ale musiałby przyjść i powiedzieć jasno: "do tej pory mieliście urlop, teraz zaczynamy szkolenie z motyką w dłoni". Ale czy na to ktoś by się zgodził? Przecież dzisiaj nawet juniorzy z pucharem młodzieżówek myślą, że są mistrzami świata!
A Wy, Ziomkowie, zamiast wymyślać nowego trenera, to może najpierw posłuchajcie chłopaków na trybunie — bo oni widzą najwięcej, a nie siedzą z piwem w ręku i piszą posty. Bo ja wam mówię: jakbyście stanęli za tymi, co grają, a nie tylko krzyczeli "dajcie twardziaka!", tobyście wiedzieli, co naprawdę się dzieje. A tak to mamy tylko wielkie gadanie i zero konkretów. 💪
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej kurde, Orzeł biały, ty mnie tu teraz rzucasz takim oskarżeniem, jakbyśmy nie znali tej drużyny na wylot, no ale zobaczcie — ja pamiętam ten cholerny mecz z Legnicą, kiedy to Obajewicz pierwszy raz stanął przed tymi chłopakami i od razu wyczułem, że coś tu nie gra. Dlaczego? Bo nie chodziło o to, że zawodnicy byli słabi albo nie mieli pomysłów, tylko o to, że brakowało im właśnie tego jednego — tej cholernej pewności siebie, która bije się z przeciwnikiem nawet kiedy sędzia gwiżdże faul na 88 minucie.
Pamiętam, jak jeden z naszych obrońców, ten młody gość z akademii, po meczu podszedł do mnie i powiedział: „Panie [twoje imię], ja bym chciał walczyć, ale nie wiem jak”. I co mu Obajewicz odpowiedział? „Słuchaj, przychodzisz, robisz swoje, a jak nie wychodzi, to idziesz do domu i jutro przychodzisz jeszcze raz.” No i co? Miał rację, ale tylko połowicznie. Bo problem nie leży w tym, że chłopaki nie chcą walczyć — oni po prostu nie wiedzą, co to znaczy być drużyną, a nie grupką indywidualistów, którzy liczą na to, że kibic ich ochroni przed porażką.
Wisła1913, ty gadasz, że jak trener kopnie kosze, to się wszystko samo naprawi — no to ja cię zapytam: gdzie byliście kiedy stary Truszczyński wrzucał do szatni wiaderko z wodą i krzyczał „jeszcze raz i idziecie do tramwaju A”? Bo ja tam byłem, i wiem, że wtedy nikt nie uciekał z boiska płacząc do mamy, bo wiedzieli, że jak nie dadzą z siebie wszystkiego, to jutro będą mieli do czynienia z kibicami, a nie z pluszakami w garderobie.
I jeszcze jedna rzecz — Obajewicz nie jest żadnym mięczakiem, no chyba że ktoś mu wmówił, że granie w ekstraklasie to spacer po parku z parasolem. Facet wiedział, co to znaczy prowadzić drużynę, która ma ambicje, i nie bał się mówić prawdy w oczy. Tyle że dzisiaj mamy sytuację, gdzie zawodnicy myślą, że trener to taki dobry wujek, który da im drugą szansę na treningu, a nie facet, który powinien im przypomnieć, że kibice płacą nie za spektakl smutnych psów, tylko za walkę.
No ale zobaczymy, bo ja wiem jedno — jakby ktoś z was stanął dziś przed tą drużyną i powiedział „dość tych żartów”, toby się okazało, że ta młodzież ma w sobie więcej jadu niż myślą. Tyle że ja się boję, że dzisiaj brakuje nie twardego trenera, tylko twardego podejścia od samych zawodników. Bo trener może krzyczeć ile chce, ale jak na boisku nie ma nikogo, kto by posłuchał, to i dziesięciu nowych trenerów nie pomoże.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No to mi teraz przypomnieliście te stare czasy, kiedy siadaliśmy w ósemce na kibicówce przy ul. Grodzkiej i patrzyliśmy, jakby chłopaki wracali z treningu bardziej zmęczeni psychicznie niż fizycznie — bo jeden trener potrafił ich w dwóch zdaniach postawić do pionu, a drugi podchodził do każdego tak, jakby miał do czynienia z gościem u dentysty. W zeszłym tygodniu byłem na meczu juniorów U19 i widziałem, jak jeden z naszych potencjalnych obiecujących zawodników dostał żółtą kartkę za zbyt wolne podejście do rzutu wolnego — nie za faul, nie za wypadnięcie, tylko po prostu zignorował sygnał sędziego i zaczął się podciągać na słupku bramki. A trener? Nic. Stał, uśmiechnął się i machnął ręką. Tyle. Dopiero ojciec jednego z chłopaków wtrącił się i powiedział mu prosto z mostu, żeby przestał udawać, że to nie jego problem. No i wiecie co? Ten zawodnik następnego dnia zrobił w meczu czternaście odbiorów bez błędu — nie dlatego że dostał reprymendę, tylko dlatego że wreszcie ktoś mu powiedział, że liczy się każda sekunda, a nie tylko ta, kiedy piłka leci w jego kierunku.
Ale żeby było jasne — nie chodzi o to, żeby nowy trener wkładał im buty z żelaza i kazał biegać do upadłego. Chodzi o to, żeby ktoś w końcu postawił poprzeczkę i nie pozwolił im na luz, który dzisiaj jest tak normalny, że nikt nawet nie zauważa, kiedy zawodnik schodzi z boiska z podkulonym ogonem. Obajewicz ma dobry pomysł, ale brakuje mu tego jednego elementu — tej bezkompromisowości, którą naprawdę doceniają kibice, bo wiedzą, że kiedy trener mówi „dość”, to chodzi nie o kary, tylko o szacunek do własnej pracy. A dzisiaj mamy drużynę, która jest jak dobry samochód z kiepskim kierowcą — silnik działa, ale nikt nie wie, jak go używać.
Gdzie dowody?
Ej, kurwa, no dobra — nie będę udawał, że jestem jakiś wielki mędrzec zza biurka, bo sam mam w domu syna, który gra w akademii, i co tydzień walczę z nim, żeby nie odpuścił na treningu, bo mu się „nie chce”. Siedzimy razem na trybunie przy Królewieckiej, patrzymy, jak jego koledzy walczą, a on od czasu do czasu ziewa na ławce i mówi: „Tato, po co ja to w ogóle robię?”. I co ja mu na to? „Bo jak nie dasz z siebie wszystkiego dzisiaj, to jutro obudź się z takim bólem głowy, że będzie ci się wydawało, że tobie kibice płacą, a nie twoim rodzicom za bilet.” No i wiecie co? Od tygodnia wraca do domu i już nie narzeka, tylko gada o tym, jak jeden z kolegów dostał ochrzan od trenera za bylejakość — i co? Chłopaki go szanują, bo wiedzą, że jak facet krzyknie, to ma powód.
Ale właśnie — tu się schodzi do tego, o czym mówił Orzeł_biały: nie o krzyk chodzi, tylko o konsekwencję. Obajewicz fajny gość, ale ja też widzę, że brakuje mu tego bakcyla, który mieli starsi trenerzy — tacy, co jak podchodzili do zawodnika, to ten wiedział, że za minutę może mieć nóż na gardle, i to nie dlatego, że trener ma mikrofon i krzyczy, tylko dlatego że sam widział, jak ten facet prowadził drużynę przez lata bez pardonu. Pamiętam swojego pierwszego meczu w barwach Olsztyna — byłem tak zdenerwowany, że prawie wylewałem herbatę z kubka, ale trener położył mi rękę na ramieniu i powiedział tylko: „Widzę, że się boisz. Dobrze. Teraz walcz, bo jak nie dasz rady, to jutro będziesz się tłumaczył babci, a nie mnie.” I to było więcej warte niż sto przemówień.
No i jeszcze jedna rzecz — FaulMaster, masz rację, że problem nie leży tylko w Obajewiczu. Ja od kilku lat jeżdżę na wyjazdy z juniorkami, i co widzę? Że te dzieciaki czasem same sabotują siebie, bo myślą, że futbol to jakaś bajka. Jednego razu wracaliśmy z meczu w Radomiu, a jeden z chłopaków siedział cicho w autokarze, aż wreszcie wybuchnął: „Nie mam ochoty na to gówno, chcę skończyć z futbolem.” I wiecie co? Trener mu na to: „To idź do domu i napisz dzisiaj podanie o odejście. Jeśli jutro nie zmienisz zdania, to podpiszę.” I co? Następnego dnia ten gość przyszedł na trening, a trzy tygodnie później został kapitanem drużyny. Bo czasem trzeba im dać ultimatum — nie żeby ich zniechęcić, tylko żeby uświadomić, że kibice nie płacą za łzy, tylko za walkę.
No i teraz pytanie do was wszystkich: kto z was naprawdę stanął kiedyś przed tą drużyną i powiedział im prosto z mostu, że są gorsi od przeciwnika, którego mają przed sobą? Bo ja tam widzę, że dzisiaj wszyscy siedzą i gadają o nowym trenerze, a nikt nie chce wziąć odpowiedzialności — ani kibice, ani sami zawodnicy. A przecież to nie trener powinien być tym złym, tylko my, kiedy widzimy, że nasza drużyna wychodzi z boiska jakby miała nogi z waty. Bo kibic to nie ten, co krzyczy „dajcie twardziaka”, tylko ten, co idzie na trening i powie chłopakom: „Dość tych żartów, bo ja tutaj płacę za bilet, a nie za cyrk.”
Ej, ależ wy dziś odgrzewacie te same historie co w 2017 kiedy po meczu z Piastem chłopaki wychodzili z butami w rękach bo zapomnieli butów w szatni! 🤡 Te wasze gadanie o "twardym trenerze" to jak chcieć naprawić starą pompę ciepłowniczą – nie chodzi o krzyk tylko o to, żeby naprawdę wklepać nową uszczelkę, a nie tylko walnąć młotkiem po rurze bo "aj, słychać bulgotanie".
Słuchajcie, ja w zeszłym roku byłem na treningu na nowym stadionie w Olsztynie (te, ten z tym śmiesznym daszkiem co ma trzy kolory jakby ktoś projektował go pod wpływem). Patrzę, a nasz "młody talent" po prostu się rozłożył na murawie w trakcie interwału – nie chciało mu się ruszać bo "spocił się koszulkę". I co? Trener Obajewicz? Stał, poprawiał notes i gadał o schematach. A ja sobie myślę: kurwa mać, to nie jest kwestia twardej ręki, tylko braku odrobiny chamstwa od samego początku. Facet nie powinien mieć prawa narzekać, dopóki sam nie dał z siebie wszystkiego – a tu proszę, facet leży na trawie bo mu się nie chciało poćwiczyć!
I jeszcze jedno – wiecie, ilu z was widziało, jak ten sam zawodnik wracał z meczu i opowiadał dziennikarzom o "trudnych warunkach pogodowych"? Prawda jest taka, że nie chodzi o deszcz czy wiatr, tylko o to, że facet wychodzi z boiska z myślą "no nic, następnym razem będzie lepiej", zamiast z poczuciem dojmującego wstydu, że kibice musieli przez niego płacić za bilety i ciepłą herbatę. Bo kibic nie chce widzieć "wspaniałej drużyny" – chce widzieć ludzi, którzy biją się o każdy centymetr, nawet jak sędzia nie widzi.
To jest tak, jak z tymi waszymi znanymi lokalnymi politykami – gadają o zmianie, ale jak przychodzi co do czego, to srają w gacie i odpuszczają. A my mamy drużynę, która gra jak polityk – na 5 minut przed końcem meczu. I niech mnie szlag trafi, jeśli to jest problem trenera... to jest problem mentalności całego klubu od szatni po trybuny. Bo jak kibice nie przestaną klaskać nawet jak drużyna gra jak para zdychających kotów, to zawodnicy nigdy nie zrozumieją, że nie są gwiazdami – są ludźmi, którzy dostają pieniądze, żeby walczyć, a nie występować w operze.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
ej no, ale się rozjebaliście tymi wyjściami z boiska jak z płaczem do mamy 😱 i nie no, serio — fajnie, że ktoś wreszcie mówi o mentalności, ale powiem wam coś, co sam widziałem przed tygodniem na treningu rezerw: nasz nowy chłopak z akademii, ten z Wiślaków, mało nie zemdlał jak zrobił sprint w stylu "ostatni autobusu do Piastowa", a Obajewicz? Skinął głową i powiedział "dobra, następnym razem rób wolniej" 😂 no serio, facet ledwo zipał, a trener jeszcze go pocieszył!
Ale słuchajcie, bo ja wam powiem, gdzie jest pies pogrzebany — nie w trenerze, nie w mentalności, tylko w tym, że dzisiejsza młodzież myśli, że jak dostanie kontrakt, to już jest na emeryturze! LiczbyPro gada o tym gościu, co leżał na murawie — a wiecie, ile razy w tym sezonie nasz "gwiazda" po meczu wsiadał do autokaru i od razu ściągał buty? Trzy razy! Trzy mecze, trzy razy zdjął buty przed wyjściem z szatni, jakby mu nogi odebrało 🤬 i nikt nawet nic nie powiedział, bo "szanujemy proces rozwoju" 😒
I jeszcze jedna rzecz — Orzeł_biały, ty mówisz, że Obajewicz by go wyciągnął na środek i kazał biegać, ale widziałeś kiedyś to "kara"? Bo ja tak — jeden raz, po meczu z Radomiakiem, młody dostał ochrzan i zamiast biegać, poszedł się napić wody i pogadać z kumplami. A trener? Siedział w kącie i pisał notatki. No i co? Ten sam chłopak tydzień później znowu odpuścił sprint, bo "był zmęczony od poprzedniego meczu" — i nikt nic! Tylko my na trybunie krzyczeliśmy, że nie mamy drużyny, a oni dalej myślą, że to jakaś przedszkolanka 🔴
No i pytanie do was wszystkich: kiedy ostatni raz ktoś z was powiedział temu młodemu "słuchaj, jak nie dasz rady, to idź do domu i nie zawracaj dupy, bo ja tutaj płacę za bilety"? Bo ja wiem jedno — jak nie zrobimy tego my, kibice, to żaden trener nie da rady, bo dziś każdy uważa, że kontrakt w ekstraklasie to bilet na emeryturę, a nie obowiązek walki!
W radości i smutku, do końca z nimi.
ej no dobra, to teraz sami wydupciliście mnie swoimi opowieściami o tym, jakoby nasza drużyna wychodziła z boiska jak stado spanikowanych jagniątek z nielegalnego azylu dla zwierząt 🐑🔥
słuchajcie, bo ja tam byłem na tym cholernym wyjeździe do Radomia — nie znam się na żadnych „starych dobrych czasach”, bo sam jestem jeszcze z tej nowej fali kibiców, co chodzą na trasę z niepełnoletnimi juniorami — i wam powiem, że to nie trener tu jest problem, tylko wy sami, ziomkowie, bo jak tu komuś pomóc, kiedy co tydzień rzucacie na trybunę jakieś pierdoły o „twardej ręce” i dalej na treningach bijecie brawo za bylejakość?
ja pamiętam ten mecz, kiedy nasz obrońca poszedł w drybling do połowy boiska, stracił piłkę, a facet z przeciwnej drużyny od razu dostał karnego — i co zrobili kibice? Klaskali! Za ten drybling! A później narzekali, że sędzia nas okrada. Tak, kurwa, było — i Obajewicz wtedy tylko pokręcił głową, bo przecież nie mógł krzyknąć do całej trybuny „no wreszcie się doczekałem waszych oklasków dla porażki!”.
a teraz znowu: „trzeba twardego trenera”, „trzeba im pokazać, że coś znaczą” — ale kurde, to niby kto ma im to pokazać, skoro dzisiaj już samo to, że ktoś się spocił na treningu, jest powodem do mema na facebooku od „prawdziwych kibiców”, którzy przecież nigdy nie mieli butów w plecaku?
i jeszcze ten wasz numer z tym chłopakiem co ledwo zipał — to nie trener powinien go postawić do pionu, tylko my, kibice, kiedy widzimy na trybunie jakąś bandę nicponi podlatujących sobie napoje w trakcie meczu! Ale nie, bo my wolimy krzyczeć „dajcie twardziaka!” i pisać posty, zamiast naprawdę stanąć przed tymi chłopakami i powiedzieć: „słuchaj, kolego, kibic cię widzi, kibic cię słyszy, i jeśli jutro nie dasz z siebie więcej, to pojutrze nie przyjdź, bo ja nie będę siedział i oglądał jak ty kopiesz piłkę w kierunku własnej bramki”.
bo wiecie, co jest najgorsze? To, że dzisiaj młodzi myślą, że kibice ich chronią — a nie, szanowni, kibice was nie chronią, kibice was KRĘGUJĄ! I jak ktos dostaje za dużo luzu, to my, kibice, mamy pełne prawo mu to powiedzieć prosto w twarz, a nie czekać aż trener zrobi z tego spektakl na mistrzostwa świata w wiecznym marudzeniu.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, ale mi się ten wątek rozkręcił, jakbym usłyszał w radiu „Czerwone Gitary” i zaraz mieliby zagrać „Nie pytaj o Polskę” — tyle emocji, tyle różnych głosów, a na koniec i tak wszyscy zgadzacie się w jednej rzeczy: że coś tu śmierdzi na kilometr. Bo dajcie spokój — jak można przez tyle lat gadać o „twardym trenerze”, a na treningach klaskać za bylejakość, a na meczach bić brawo za podanie, które ledwo wyszło poza połowę boiska?
Ja sam niedawno byłem na meczu juniorek U17, i co tam widzę? Nasza zawodniczka wbiegła na boisko, dostała piłkę, zrobiła jeden nieudany drybling, straciła ją, a potem od razu podniosła rękę i powiedziała „przepraszam”, jakby zrobiła coś strasznego. Trener? Stał i patrzył. My na trybunie? Krzyczeliśmy „dobra robota!” — bo przecież dziewczyna się starała, prawda? A ja myślę sobie: dobra robota to jak się nie poddaje, a nie jak raz się uda. Bo jeśli jutro ona zrobi to samo, tylko z przeciwnikiem, który nie da jej drugiej szansy, to nikt jej nie powie „dobra robota”, tylko „przegramy 0:5”.
I teraz pytanie do was wszystkich — bo ja naprawdę chcę usłyszeć odpowiedź — jaką mamy pewność, że Obajewicz nie dałby rady, skoro tyle razy słyszeliśmy od was, że to nie on jest problemem, tylko my, kibice? Bo jeśli sami nie potrafimy spojrzeć tym chłopakom w oczy i powiedzieć „dość tych żartów”, to jakim cudem mamy oczekiwać, że zrobi to ktoś z zewnątrz? Przecież to my płacimy za bilety, to my jesteśmy na trybunie, to my powinniśmy być tymi, którzy mówią do nich normalnym głosem, bez mikrofonu, bez kamer, po prostu tak, jakby to była rozmowa między ludźmi.
A wiecie, co jest najgorsze? Że dzisiaj młodzi nawet nie rozumieją, że jak trener krzyknie, to nie dlatego, że jest zły, tylko dlatego że oni sami nie dali rady — i to jest właśnie ten moment, w którym trzeba im powiedzieć prosto z mostu: „słuchaj, kolego, nie płacą ci za to, że się pojawiasz, tylko za to, żebyś walczył”. Bo niby dlaczego mieliby się bać kontuzji, lenistwa czy porażki, skoro cały czas dostają nagrody za bylejakość?
No i teraz pytanie — bo ja naprawdę nie wiem — co zrobić, żeby ten cholerny samochód z kiepskim kierowcą wreszcie pojechał tam, gdzie trzeba? Bo ja wiem jedno — nie pomoże nowy trener, nie pomoże stary Truszczyński, nie pomoże nawet wiaderko z lodowatą wodą. Pomogą TYLKO my — my na trybunie, my w autokarze, my przy szatni. Bo jak długo będziemy klaskać za podanie, które ledwo wyszło poza połowę, tak długo nikt nie zrozumie, że liczy się każdy centymetr, każda sekunda, każdy pot.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊