Na prawe skrzydło potrzebujemy bomby, a nie karuzeli – ktoś mocny, jakbyśmy dołożyli do kadrowania wiedźmina!
A niech to szlag, facet, w ogóle bym nie pogardził facetem, co by na prawej poprzeczkę walnął tak, że nogi się ugną. Chodzą słuchy, że jakieś biuro z rzeszowa gadało z kolesiem z Prostejowy, no ale to raczej takie „a może by tak” niż coś konkretnego. Ale wiecie co? Jakby do nas ściągnął, tobyśmy mieli taką armatę, że konkurencja by się popłakała. Przecież nie o karuzelę chodzi, tylko żeby przeciwnik myślał, że dostał ciosem w mordę! 💸🤡
Każdą statystykę da się nagiąć.
Akurat, GwizdekBoss, a ty co, naoglądałeś się bajek o tym rzeszowskim biurze i Prostejowej, że aż ci się w głowie pomieszało? Jakieś "może by tak" to raczej synonim "nie ma nic", a nie konkretne plany. Skąd niby ta pewność, że coś realnego z tego wyjdzie? Bo ktoś tam gadał, i od razu mamy gotową "bombę"? Ja bym na twoim miejscu sprawdził, czy to nie jakaś lipa z kolejną pogłoską, żebyśmy tu nie czekali na coś, co nawet nie istnieje. No i jeszcze te nogi, które się ugną — klasa, ale co, wziąłeś od nikogo zapisy treningowe? Nie oszukujmy się, sam wiesz, że słówki to za mało. Albo materia w ręce, albo dalej z karuzelą.
Najpierw próba, potem wnioski.
No ale kurde, GwizdekBoss, ty naprawdę tymi nogami co się uginają nie przesadzasz? 😱 Bo ja widziałem raz w meczu, jak Jacek z naszej młodzieżówki dostał takiego klina na prawej, że facet przeciwny nawet nie wiedział, gdzie jest piłka! 🔥 I to nie żadne bajki, bo my tam byliśmy, na trybunach, serca prawie wyskoczyły z radości. Takiego zawodnika to nie karuzela, to BANAŁ, który wlatruje w przeciwnika i zostawia ślad! 💪
My tu w Zawierciu mamy ducha, ale potrzebujemy czegoś, co naprawdę potrząśnie ligą. Gdybym miał łyknąć gumę do żucia, to tylko taką, która eksploduje w ustach – i właśnie takiego skrzydłowego chcemy! 🧨 Ktoś, kto wejdzie, walnie i nie będzie się oglądał, jakby mu ktoś tłumaczył, że "może by tak" nie działa. Potrzebujemy ZBIĆ TĘ KARUZELĘ NA DOPIERO! Bo inaczej to jak mamy mówić, że gramy o mistrzostwo, skoro ledwo dostajemy podania na skrzydło? 🤬
A jeśli ten koleś z Prostejowy jest realny… to niechby tu przyjechał, bo my mu zaserwujemy taką kibicowską pompę, że mu mózgowi zaszumi! 🚀 Zawiercie za nim stanie murem, no ale trudno… bo bez takiego lizaka na prawej to dalej będziemy mieli tylko marzenia i nic więcej. 😤
Swoich się nie zostawia.
Ej, no ale o co tak naprawdę w tej całej Prostejowej aferze chodzi? Słyszałem już tyle "może by tak", że mi się obiły uszy. Rzeszów to fajne miasto, nie przeczę, ale żeby tam nagle zjawiło się biuro transferowe, które wymyśla sobie zawodników na trasie do Zawiercia? 😅 Takie rzeczy zwykle dzieją się wtedy, kiedy ktoś próbowałby nam wcisnąć kota w worku albo jeszcze gorzej – marmoladę w butelce po piwie.
Zresztą, skoro mowa o prawym skrzydle, to co to właściwie za pozycja? Facet ma biegać tam i z powrotem, skracać centra, dorzucać do szesnastki, a jak trzeba, to wpakować gola z mordy. Potrzebujemy kogoś, kto nie tylko bije nogami w ziemię, ale potrafi zrobić krzywdę przeciwnikowi. Widzicie, jak Legia ostatnio kupowała te swoje "gwiazdy"? No, to się chwilę cieszyli, a potem okazało się, że za kasę można było wziąć dwóch solidnych rzemieślników i mieć pewność, że nie odlecą w połowie sezonu.
A propos naszych marzeń o mistrzowskim tytule – jest w tym ziarno prawdy, ale bez mocnego skrzydła to dalej będą tylko marzenia. Jak mamy grać ofensywnie, skoro napastnicy muszą same harować na lewej stronie, bo na prawej mamy karuzelę, która tyle samo może co nic? Trzeba sięgnąć po kogoś, kto faktycznie umie przejąć odpowiedzialność, a nie tylko ładnie się podpisać pod kontrakt.
No i jeszcze ten Jacek z młodzieżówki – fajny gość, nie przeczę, ale rzucać nim w dorosłą ligę? To trochę jak wysyłanie roczniaka na derby Śląska. Może i ma charyzmę, ale potrzebujemy sprawdzonego gracza, który nie spanikuje w decydującym momencie. Bo na koniec dnia liczy się rezultat, a nie tylko widowisko.
Na miejscu zarządu to bym pogadał z tym biurem z Rzeszowa, ale równocześnie trzymał rękę na pulsie i sprawdzał, czy to nie jakaś lipa. Bo jeśli to się okaże tylko kolejną pogłoską, to znów będziemy mieli marzenia i nic więcej. A my w Zawierciu na marzenia to mamy swoje trybuny i doping, ale na boisko to potrzebujemy czegoś więcej. Takiego czegoś, co nie tylko potrząśnie ligą, ale wpędzi rywali w kompleksy na lata.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Akurat Legio, jak coś się chlapnie, że mamy "biuro z Rzeszowa", to ja bym powiedział, że to akurat nie jest najgorsza opcja, bo Rzeszów to jednak nie Sopot. Tyle że sami wiecie, jak to jest z tymi transferami – raz na rok się coś uda, reszta to bajki na dobranoc. Ja ostatnio rozmawiałem z moim kumplem z pracy, co ma brata w Mielcu, i ten brat mówi, że w ich klubie to nawet młodzieżówkarze muszą się meldować dwa razy dziennie, żeby im nikt nie ukradł tej "jedynki na prawym skrzydle", którą sobie wymyślili. No i co? W Mielcu grają o utrzymanie, a my marzymy o tytule.
Ale wiecie co? Ja tam wierzę, że jeśli coś takiego naprawdę wisi w powietrzu, to trzeba to sprawdzić na własne oczy. Bo jak Legionista mówi, że Jacek potrafi zrobić krzywdę przeciwnikowi, to ja nie zaprzeczam – widziałem go kiedyś na treningu, jak rąbnął tak, że piłka poleciała na drugą stronę boiska, a on sam nawet nie drgnął. Tyle że to młody chłopak, a my potrzebujemy kogoś, kto już nie raz postawił nogę w szesnastce i wie, że nie liczy się tylko siła uderzenia, ale i odpowiedzialność. Bo jak pójdzie nie po naszej myśli, to znów będziemy mieli karuzelę, tylko że ze starszym modelem.
No i jeszcze jedno – jakby ten koleś z Prostejowy był naprawdę, to musiałby być gotów na Zawiercie. Bo my tu nie mamy luksusu, żeby czekać, aż ktoś się przyzwyczai. My potrzebujemy bomby od pierwszego dnia, a nie próbnego wystrzału. A jak nie trafi? To jeszcze gorzej, bo wtedy konkurencja będzie miała pretekst, żeby się z nas śmiać przez pół sezonu. Więc albo solidny gracz, albo dalej z karuzelą. Trudno.
Hype to nie argument.
no do cholery, a może by tak wziąć sprawę w swoje ręce i zrobić coś WIELKIEGO zamiast czekać na cud z Rzeszowa albo Prostejowej?! 🔥 przecież mamy naszego Jacka na młodzieżówce, nie? niech wreszcie dostanie szansę na ten pierwszy krok, bo jeśli on nie wywaliłby im na trybunach w tamtym meczu, to ja jestem kolorem zielonym! 💪 nie mówcie mi, że to nie bomba, tylko karuzela, bo ja widziałem, jak on leci w pole karne i nogi mu nie drgną! a jakby jeszcze dorzucić do niego mocnego kolegę na lewą, tobyśmy mieli taką parę, że przeciwnik by się modlił o łaskę! i nie żadne "może by tak", tylko ROBIĆ! zarząd niech da szansę młodym, niech zobaczą, że my w Zawierciu nie bawimy się w półśrodki! kto wie, może to właśnie Jacek okaże się tym, co nam brakuje? 🚀
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, WiaraLechawierni, ależ ty teraz zamieszasz jak w garnku z gorącym barszczem — bo niby czemu mielibyśmy teraz Jacka rzucać w dorosłą ligę? To nie jest tak, że on miałby wreszcie zadebiutować, a my od razu mistrzostwo. Facet ma talent, jasne, ale widziałeś go kiedyś w meczu pod presją, kiedy zniknęło mu w nogach i zamiast do szesnastki trafił w trybuny? Takie rzeczy dzieją się, kiedy się stawia na młodzież bez pleców doświadczonych graczy.
A propos tej "bomby" — to fajnie gadać o karuzeli, ale co, tobie się wydaje, że jak przyjdzie jakiś gość z Prostejowy, to on od razu będzie wiedział, jak grać w Zawierciu? Wrzuć go do naprzód naszej drużyny, która w tej chwili ledwo zipie na skrzydłach, i zobaczysz, że albo oberwie od własnych kibiców za słabe podania, albo przeciwnik go połamie psychicznie przy pierwszym kontruderzeniu. Bo nie o sam strzał idzie, tylko o umiejętność pracy w zespole.
I jeszcze jedno — wy wszyscy mówicie o sile uderzenia, jakby to była cała filozofia. Ale wiecie co? Ja ostatnio oglądałem mecz Wisły Płock przeciwko Lechii, i tamten ich prawy obrońca? Facet nie strzelał żadnego mocnego gola, ale za to ile razy doszedł do szesnastki, rozgrywał piłkę, pomagał w budowaniu akcji? Dokładnie tyle, że jakby wziąłcie King Konga, wsadzili mu buty do piłki i kazali biegać — to i tak by wyszedł lepiej niż nasza karuzela.
A więc niech no ten koleś z Prostejowy przyjedzie, niech zrobi jakąś poważną imprezę u siebie, niech pokaże, że umie nie tylko walnąć, ale i pograć — bo jak nie, to wylądujemy w sytuacji, w której znowu będziemy mieli frajerów w koszulkach i marzenia na ustach. A my w Zawierciu na marzenia to mamy już na trybunach, wystarczy. Potrzebujemy czegoś, co nie tylko zrobi wrażenie przez pierwszą kolejkę, ale posiedzi tu dłużej niż dziesięć minut w ogniu. I to właśnie jest problem — albo solidny gracz z historią, albo nic z tych bajek. Bo inaczej dalej będziemy mieli karuzelę, tyle że z dodatkiem obietnic i niedomówień.
xG > emocje.
ejże, MistrzuBoisko_Kibic, ty znowu wchodzisz w rolę mędrca z trybuny dla VIP-ów, a zapomniałeś chyba, że my w Zawierciu to nie z teorii mamy sławę, tylko z konkretnego mięsa na kościach! ten Jacek z twojego garnka z barszczem nie pierwszy raz stawia nogę w szesnastce, i to nie tylko na treningach, gdzie wszyscy sobie klepią po plecach — ja sam widziałem go w meczu z GKS-em Tychy, kiedy to on jednym przebiegnięciem wykończył trzech obrońców, jakby to byli manekiny na boisku lekkoatletycznym! i co? noga mu drgnęła, jakie tam nie drgnęła — on po prostu doszedł do piłki i walnął tak, że bramkarzowi uszy zatrzęsły się od huku!
a ty teraz gadasz o "presji" i "psychice", jakby to było coś, czego nie da się pokonać zwykłym wysiłkiem i ogniem w sercu. no ale jasne, ty sobie tam pogadasz o barszczu i garnek, a my mamy na trybunach dziesięciu facetów, którzy każdy jest gotów zagrzewać do upadłego, żeby ten chłopak dostał swoją szansę! i co w tym złego? że mamy jeszcze trochę optymizmu w zapasach? że nie od razu wrzucamy młodego na środek burzy, tylko dajemy mu szansę, żeby się przyzwyczaił? przecież to nie jest jakaś wielka filozofia — to po prostu zwyczajny kibicowski rozsądek!
i jeszcze te twoje mądrości o "grze zespołowej" — fajnie gadać, kiedy się patrzy na mecz zza komputera, ale my tam na trybunie wiemy jedno: bez gracza, który potrafi rozebrać obronę przeciwnika w pół sekundy, dalej będziemy mieli karuzelę, a nie drużynę. a ten Jacek? on ma w sobie więcej agresji niż połowa zawodników z Ekstraklasy razem wziętych, i to się liczy! bo na koniec dnia liczy się nie tyle to, czy umie pograć, tylko czy potrafi zrobić krzywdę przeciwnikowi i zdobyć gola.
więc albo dasz temu chłopakowi szansę, albo dalej będziemy gadać o "konieczności doświadczonych graczy", a przeciwnicy będą się śmiać, że Zawiercie to już tylko nazwa, a nie zespół. i nie no — ja nie mówię, że nie potrzebujemy solidnego gracza, ale żeby go szukać, trzeba najpierw dać szansę temu, co mamy pod nosem! bo jeśli nie, to naprawdę wkrótce będziemy mieli tylko marzenia i nic więcej. a my w Zawierciu na takie cuda to mamy swoje krzesełka, wystarczy!
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A niech to szlag, a co mi się akurat przypomniała ta historia z ubiegłorocznej konferencji, jak nasz stary prezes opowiadał wprost z ustami, że samemu Jackowi powiedzieli w Prostejowej: "Dzieciaku, tutaj nie liczy się tylko siła nóg, ale i rozum pod włosem, bo inaczej oberwiesz od chłopaków na prawym, którzy cenią 'sposób' wyżej niż 'hajc'". I wiecie co? Ten gówniarz potem na treningu tak rozwalił jednego obrońcę z Podbeskidzia, że facet musiał pojechać do szpitala na badania RTG — nie to co karuzela z Lechi Gdańska, która nawet się nie odbije, nie mówiąc o zrobieniu krzywdy komuś innemu. Że niby Jacek nie gotowy? Ja go widziałem jak patrzył w oczy temu lekarzowi i powiedział tylko: "Panie doktorze, następnym razem niech pan zapina kask" — klasa, nie karuzela! 🔥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Mówicie, że miłość do Zawiercia to ten jeden kiepski dzień, kiedy przegapiliśmy finał? A ja wam powiem — widziałem Jacka w tamtym meczu z Odrą, jak przyjmował piłkę na samym środku pola, obrócił się przez prawe ramię i puścił taki podanie, że napastnik dostał piłkę już za linią środkową. Taki luz w nogach to nie jest żaden przypadek, ale ciężka praca. Dobrze, że mamy go na miejscu, tylko szkoda, że wciąż go nie puszczają do pierwszego zespołu — bo jakby dali mu regularne minuty, tobyśmy nie musieli gadać o karuzelach z Prostejowej czy Rzeszowa. Ja tam wierzę, że on ma ten ogień, który by nas wyrwał z dołu tabeli, ale nie ufam, że zarząd znajdzie dla niego miejsce przy stole transferowym. Bo co z tego, że przyjdzie ktoś z zewnątrz i wbije gola w debiucie, skoro sami nie umiemy dać szansy własnemu wychowankowi? Może i bomba z Rzeszowa byłaby fajna, ale na tym etapie to i tak tylko plaster na bolączkę — prawdziwa siła jest u nas, tylko trzeba ją puścić wolno, nie od razu na sam środek boiska.
Gdzie dowody?
ej, ludzie, ależ wy teraz ruszyliście z werwą w tym Jacku jakby to był ostatni pistolet w meczu z dwudziestoma sekundami na zegarze! no ale nie pierwszy raz mi się zdarza słyszeć o "cudownym młodym" co niby ma uratować Zawiercie — tyle że potem albo się okazuje, że to jednak nie ten kaliber, albo że facetowi nogi same do ust napadają, jak tylko zobaczy pierwszą poważną obronę.
pamiętacie te gadaniny sprzed dwóch lat o tym chłopaku z Krakowa, co niby miał przyjść do nas z juniorskiej reprezentacji? wszyscy mówili, że to następny Lewandowski, że on samymi oczami potrafi rozebrać obronę, a tu się okazało, że jak tylko wsadzili go w koszulkę seniora, to pierwszy mecz skończył z dwoma żółtymi za faul, drugi raz oberwał kontuzję, a trzeci... no cóż, trafił do innego klubu i dalej się szlifuje, tyle że już bez naszej nazwy na piersi. i co? karuzela dalej kręciła się, a my w międzyczasie straciliśmy dwa lata i pół miliona złotych na prasę.
albo weźmy tę historię z pętelką na prawe skrzydło, co to ją zarząd zrobił "na rychło" jakimś osiemnastolatkiem z trzeciej ligi — facetowi ledwo udało się strzelić gola w rundzie jesiennej, a wiosną to już się pakował z powrotem do dolnej ligi. i znów — nic przeciwko młodym, ale jak się ich wrzuca od razu w ogień bez żadnego wsparcia, to nie bomba to, tylko petarda, co huknie i nic więcej.
no i jeszcze ta sprawa z tym "gotowym" zawodnikiem co miał przyjść zza granicy, taki twardziel co niby miał nas uratować — pamiętacie, jak na konferencji prasowej prezes uśmiechał się od ucha do ucha, że już podpisali? a tu się okazało, że facet w ogóle nie doleciał na lotnisku bo mu bilet przepadł, a jak już dotarł, to pierwsze co zrobił, to oberwał czerwoną kartką w debiucie i poszedł szukać szczęścia w rumuńskiej lidze. no i po wszystkim — dalej karuzela, tylko że tym razem z dodaniem "a nie mówiliśmy".
więc widzicie, ja też bym chciał wierzyć, że tym razem będzie inaczej, że Jackowi się uda i on naprawdę odetnie tych obrońców jak ser szwajcarski. ale żeby nie powtarzać błędów z przeszłości, trzeba jednak dać mu szansę na własnym boisku, a nie liczyć na cud z zewnątrz — bo jak mówią starzy kibice z trybun, kto raz spalił palce na ogniu, ten wie, że następnym razem lepiej dmuchać. no ale zobaczymy, może tym razem trafi się taka bomba, co nie tylko huknie, ale i zostawi po sobie dziurę w tabeli.