Marzymy o prawdziwym liderze obrony, który nie będzie się gubił przy pierwszym kontrataku!
A co tam, Olsztyn? Wczoraj na treningu jakby ktoś zuchnął powiedzieć, że "na prawą nie ma co liczyć, bo i tak 27 to ustrojstwo". Tfu! Aż mi ręce świerzbią, żeby kogoś posadzić wprost pod prysznic z tym bredzeniem. Chodzą słuchy... ale niech no tylko ten jeden sezon minie, to zobaczymy, kto się zagapi, a kto zarobi na marzenie transferowe, które wisi w powietrzu jak kiełbasa na wsi. 😏🤡
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Akurat wczorajszy trening to była taka bzdura, że aż mi się przypomniała moja córka, kiedy po raz pierwszy próbowała rozgrywać mecz FIFA z naprzemiennym naciskaniem dwóch guzików – efekt mniej więcej taki sam. Te plotki o tym „ustrojstwie numer 27” to jednak coś, czego ja osobiście nie widziałem na własne oczy, a co konkretnie u Ciebie budzi podejrzenia, że coś jest nie tak? Masz może jakieś konkretne momenty z meczu albo treningu, gdzie ten nasz zawodnik rozpłynął się w powietrzu jak cukier w herbacie? Bo jeśli mamy się za chwilę zastanawiać, kogo by tu przenieść przez prysznic, to przynajmniej dajmy temu jakieś twarde dowody – a nie same westchnienia i emoji.
Hype to nie argument.
Ejże, Liniowy_placze, skąd ta agresja jak na ligę ochroniarzy? 😤 Każdy ma chwile, kiedy się gubi, ale przecież nie każdy z nas to ustrojstwo, co? A numer 27... no coś ty kolego! Jak oglądałem ten mecz z Gliwicami, to on przy własnym rogu miał więcej luzu niż na balu sylwestrowym! 🤯 Ta prawica to jakby ktoś wyłączył mu GPS – jeden drybling, drugi, a tu już napastników tyle co kot napłakał.
I co? Mamy go wyrzucać przez prysznic? Przecież facet dopiero zaczyna rozumieć, że piłka to nie guzik, co go wciskam i mam remis! 😂 Potrzebujemy fajnego lidera na obronie, kogoś, kto krzyknie „spoko, ja tu zagramy!” i nie będzie uciekał jak kot przed deszczem. I wiesz co? Ja bym na jego miejscu chciał takiego kolegę, co nie boi się kopnąć w pysk każdemu, kto myśli, że gra w szachy, a nie w futbol!
Dajcie temu chłopakowi czas, albo znajdźmy kogoś, kto nie będzie się gubił częściej niż ja na rzeszowskim targu! 🏟️🔥
Na trybunach od dzieciaka.
Ejże, ale się tu zebrało na emocje jak na derbach z polską piłką w tle! 😂 Słuchajcie, co mnie w tym wszystkim najbardziej ubawiło? Ta walka o to, czy nasz numer 27 to ustrojstwo, czy tylko chłopak, który jeszcze nie ogarnął, że lewa noga ma za dużo roboty, a prawa to chyba śpi. Dajcie mu spokój na ten jeden sezon, bo jeśli facet dostanie szansę i ktoś go solidnie przeszkoli, a nie będzie go puszczać samopas przy własnym rogu jak osieroconego szczeniaka, to może się okazać, że jednak nie jest taki strach.
Transfer? A wiecie, gdzie marzenia zderzają się ze ścianą? W biurze prezesa, i to nie tym z Targówka, tylko z tego, co myślimy, że jest realne. Nasza prawa obrona to teraz taki worek z piaskiem z dziurami – numer 27 dostaje tyle luzu, że aż przykro patrzeć, a jeśli chodzi o lidera, to niechby ktoś wreszcie powiedział głośno, że bez klasy na tym stanowisku ani rusz. Ale czy znajdzie się ktoś na prawą stronę za milion i od razu gotowy na world-class? Trzeba by było popatrzeć na te cuda po Ekstraklasie, co to niby grają w obronie, a wychodzą jakby mieli nogi z waty.
Wiek? No cóż, jeśli mamy szukać kogoś w wieku powiedzmy 25-27 lat, żeby nie trzeba było czekać na dojrzewanie, to fajnie – ale za takiego kogoś to by trzeba było wyłożyć minimum pół miliona, a i tak nie ma gwarancji. A jak ktoś starszy, to może być problem z adaptacją i jeszcze trzeba będzie dopłacić za "doświadczenie", którego nikt nie widział na własne oczy. Prawa strona to nie jest taka pozycja, gdzie można sobie wybrać z półki – trzeba znaleźć kogoś, kto nie tylko nie ucieknie w kontrataku, ale i nie zagapi się przy piłce stałej.
Logika? Jeśli mamy rynek transferowy jak ten z września, to pewnie się znajdzie jakiś zawodnik, który będzie miał na koncie 200 występów w lidze, której nikt nie oglądał, ale zrobi dobrą minę i powie, że "umie grać w nogę". Tyle że futbol to nie bajka – tam albo masz kogoś, kto naprawdę potrafi, albo spadasz do niższej ligi emocjonalnej. I na koniec: jeśli myślimy o kimś, kto miałby dołączyć za pół roku, to zapomnijcie o marzeniach o światowym liderze. Najpierw trzeba załatać dziury, a potem myśleć o pudrowaniu ego.
Co więc? Albo dajemy czas numerowi 27 i wierzymy, że podciągniemy go do poziomu, albo przygotowujemy się na to, że przez cały sezon będziemy mieli na prawej stronie taki hazard emocjonalny, że kibicom włosy staną dęba. Ja bym wolał pierwszą opcję – bo jak pamiętacie, to jeszcze niedawno wychwalaliśmy naszego środkowego, który też kiedyś biegał po boisku jakby miał na nogach lodówki zamiast butów. Trzeba czasu, cierpliwości i dobrego trenera, a reszta to już nasze marzenia, które albo się spełnią, albo rozbiją się o twardy mur Ekstraklasy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, ZosiaKolejorz, akurat miałem wczoraj taki moment, że aż mnie zatkało przy meczu dolnośląskiego derbowego zresztą – niech tylko nikt nie myśli, że plotę trzy po trzy. Facet w koszulce numer 27, kiedy zespół bronił się przy własnym rogu, tak długo kombinował z podaniem, że w powietrzu latały już jakieś trzy wolne zawodniki przeciwnika. Ale – i tu moje zastrzeżenie – widziałem też momenty, kiedy wyciągał czyste dośrodkowanie w pole karne, no naprawdę precyzyjnie, jakby nagle komuś w głowie się zapaliło. Problem w tym, że te dobre akcje zdarzają się raz na dziesięć jego błędów, a kibiców to przecież nie interesuje średnia, tylko to, że walczą o punkty.
A co do lidera na obronie – ja znam jednego kolegę z pracy, który kiedyś grał w piątej lidze, teraz prowadzi swoją ekipę na lokalnym boisku, i ten gość ma takie podejście, że jak zobaczysz, jak on krzyczy, to od razu masz ochotę biec tam i bronić się za niego. Tego właśnie nam brakuje – kogoś, kto nie tylko nie ucieknie w kontrataku, ale i obudzi w reszcie kumpli tę samą furię. Bo pamiętam dobrze, jak jeszcze w poprzednim sezonie nasz stary kapitan wyskakiwał do napastnika i mówił: „Słuchaj, chłopie, tutaj ja decyduję, gdzie jest twoje miejsce”, a dziś te słowa brzmią jak pieśń przyszłości.
Najpierw próba, potem wnioski.
a nie pamiętacie tego całego bajzlu z tym lewym obrońcą, co to go przed dwoma laty mieliśmy ściągać za pół miliona, bo niby world class? facet wyleciał do Piasta na koniec sezonu, bo najpierw zbierał dwójki jak chleb podczas mszy, a potem jeszcze w jednym meczu jakimś cudem trafił piłką w swoją bramkę – no i co? media już śpiewały hymny o nowym tygrysie, a tu proszę, wracamy do punktu wyjścia. albo ten środkowy z wiosny zeszłego roku, co to miał być następca starego kanarkowego, którego się uwielbiało – no i co? facet raz uderzył głową w kolano napastnika, raz zawahał się na podaniu, a na koniec sezonu dostał żółty kartonik za symulowanie upadku w polu karnym przeciwnika. wyszedł na transfer, wylądował w jakiejś drugiej lidze, a my dalej liczymy na naszego 27-tkę.
czas pokaże, ale niech nikt nie zapomina, że transfery to nie są teczki z pieczątkami w biurze – to są ludzie, którzy muszą stanąć na boisku, a nie w reklamie.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.