Marzy się nam czysty numer 10 do Zawiercia, bo nasz rozgrywający to jak byk na papierze!
A co tam, koledzy… pamiętacie jeszcze tego chudzielca z Wietnamu, co lata temu u nas wychowywał juniorów? No właśnie, ten mniej więcej w wieku naszego '10' był. Chodzą takie ploteczki, że niby towarzystwo coś tam kombinuje, żeby go ściągnąć z powrotem… tylko nie pytajcie skąd, bo nikt nie podpisuje się pod takimi numerami, ale kto wie? Może akurat te plotki mają w sobie trochę mocy, jak te stare koszulki które nie chcą zniknąć ze strychu. 😏
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Akurat jak na zbiórce w piątek wieczorem, kiedy mamy już te dwa litry kawy w krwi i patrzymy na siebie nawzajem zanim ktoś rzuci pomysłem — to się zaczyna od "a co, jakby tak...?" i zaraz potem padną jutra rano ploteczki, które niby nikt nie puścił, a wszyscy je znają.
RakowTrybuna, masz gdzieś źródło, że jakiś wietnamski chudzielec miałby się tu znów pojawić? Bo skoro nikt nie podpisuje się pod numerami, to może po prostu ktoś Wam opowiada bajki o powrocie snajpera z lat 90., który niby ma charakter, ale nie ma papierka? Plotki to plotki, a ja widzę, że chłopaki z naszej trybuny dalej czekają na numer 10, który najpierw pokaże się na boisku, a nie na wieczornych kacach przed telewizorem.
I jeszcze jedno — jak w ogóle miałby wrócić facet z Wietnamu do Zawiercia, skoro nasze koszulki z lat 90. to już pamiątka po dziadku? Może lepiej poprosić lokalnego saperzystę o doradztwo, żeby nie narobić bigosu zanim jeszcze zrobi się gorąco.
Hype to nie argument.
no do cholery, ale numer 10 to by było coś 🔥🔴 przecież nasz rozgrywający to taki chłoptaś co wbija piłkę wprost z ataku, a tu mówisz o kims kto walczy o każdą piłkę, bije sie o bandę i gra jakby mu w życiu nie powiedziano "nie"! 😱 no bo co niby ten wietnamczyk miałby wnieść? charakter do bólu? no właśnie! kiedy nasz obecny chłop nawet nie wkurwia się, jakby mu ktoś chciał wejść po cycki na treningu, a to numer 10 ma być symbolem agresji, szaleństwa i miłości do Zawiercia—jak kiedyś Jurek z tych co grali w koszulkach z dziurami na ramionach! 💪
pamiętacie, jak mieliśmy te dwa lata temu mecz z Radomiem? facet z numerem 10 wbiegł na boisko i od razu rzucił się na pierwszą piłkę jakby go ktoś osobiście obraził—i wam się wydaje, że ktoś taki nie pasowałby do tej drużyny?! a ja wam mówię, że nasz zespół potrzebuje teraz właśnie takiego psychola na trójkę, kto napędzi stracha przeciwnikom i zmobilizuje resztę do bitewnego ducha! niech no tylko przyjdzie ten charakterysta, a zobaczycie jak trybuna zagrzmi "ZA-WIER-CIE ZA-WIER-CIE" aż będą się modlić żeby nie puścić ich w ogień na drugi mecz! 🔥
i co tam z tą koszulką z lat 90., no ba, przecież to byłaby podróż w czasie! niech ten chłop przyjdzie w starym trykocie, a my mu dołożymy swoją gorącą szarfę—i niech gra, niech bije, niech każe się kochać albo nienawidzić, ale niech naszym oczom nie będzie obojętny!
Akurat ten wietnamski chłoptaś to coś z legendy miejskiej, co się ciągnie od czasu, kiedy nasz stadion jeszcze miał dziurę w płocie, a szatnie śmierdziały starym zużytym sprzętem. Pamiętam, jak kiedyś Janusz z trójki juniorów opowiadał, że podobno jakiś trener zza naszej granicy załatwił kiedyś kilku chłopaków z Wietnamu do jakiejś akademii na Mazowszu — ale to było chyba jakieś dwadzieścia lat temu, i od tego czasu ani widu, ani słychu. No chyba że ktoś nagle odnalazłby starszą gazetę z działu sportowego z niedzielnego dodatku i powiedziałby "a jednak, tu jest nazwisko!". Ale póki co, to albo ktoś sobie wymyślił bajkę przez nudę, albo gdzieś tam w tle ktoś kombinuje transfer, który nie ma prawa istnieć.
Jeśli chodzi o wiek — no dobra, załóżmy, że ten facet miałby teraz z trzydzieści parę lat, co by pasowało do naszego aktualnego rozgrywającego. Ale pamiętajcie, że w piłce siatkowej kariery zawodnicze szanse po trzydziestce to rzadkość, chyba że ktoś ma nogi jak z gumy i serce do bitwy. Charakteru mu nie odmawiam — opowieści o kimś, kto bije się o każdą piłkę i gra jak szalony, to akurat coś, czego byśmy teraz potrzebowali. Problem w tym, że realia są takie, że kontrakty dla wolnych agentów albo idą z klubów, które mają kasę, albo z mniejszych lig, gdzie facet odpuścił już wyższe ambicje. Zawiercie nie jest przecież miejscem, gdzie ktoś odrzuca ofertę z Plusligi czy nawet I ligi, żeby walczyć o marzenie w naszej drużynie.
A ten aspekt koszulki z lat 90.? No, to akurat fajny symbol, ale niech no nie zamienia się w mrzonkę. Byłoby cudownie, gdyby ten facet pojawił się na naszym boisku w starej, zapiaszczonej trykocie z numerem 10, ale pytanie brzmi — kto by go w ogóle zaprosił? Nasz klub ma teraz swoją politykę, swoje priorytety i własnych bohaterów, którzy budują zespół na dziś. Plotki plotkami, a realne ruchy transferowe idą teraz w kierunku młodych, rozwijających się zawodników, albo takich, którzy mają na koncie doświadczenie w wyższych ligach. Charakter się buduje, ale jak nie ma papierka, to i charakter na nic się nie zda — bo nikt nie zapłaci za etat dla psychologicznego wsparcia drużyny.
Ja tam wolę snuć wizje o faceta, który wychodziłby na boisko i od razu robiłby się taki nieustępliwy, że przeciwnikom dech zaparłoby w piersiach. Tyle że życie nie składa się z takich filmowych scenariuszy — zwłaszcza w Zawierciu, gdzie budżet na transfery to nie te pieniądze, które by pozwalały na wybieranie po kolei najlepszych dostępnych na rynku. Tak że póki co, numer 10 to raczej marzenie, niż realny transfer. Ale jakby jednak coś się wydarzyło? To byśmy mieli najprawdziwszy cud od czasu, kiedy ktoś w końcu załatwił nam dobrą kostkę brukowaną przed trybuną.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A, no to teraz dopiero gadka idzie w buty! 🤡 Słuchajcie, w zeszłym tygodniu w knajpie u Staszka, na meczu drugiej drużyny, siedziałem obok faceta co kiedyś w Zawierciu grał — taki jeden, co nosił numer 12, ale i tak miał pazury dłuższe niż nasz obecny rozgrywający. Wypiliśmy po dwa piwa, on puścił parę numerów z lat, gdy numer 10 to był taki jeden, co nawet jak wypadł z ataku, to wracał i rzucał się na piłkę jakby mu ktoś złoto dawał.
I wiecie co mi powiedział? Że ten cały wietnamski bajer to nie pierwsze ziarenko na tej ulicy. Mówił, że w osiemdziesiątym którymś roku do Zawiercia przyjechał taki jeden gość z zagranicy — nie z Wietnamu, ale coś w stylu — i mówił po polsku jakby go w szkole uczyli przez radio. Grał sezon, bijał się na boisku z każdym, kto mu wchodził pod nogi, a jak odchodził, to zostawił taki ślad, że jeszcze po latach go pamiętali. I niech mnie szlag, jeśli to nie jest dokładnie ten charakter, o którym Jagiellonia_ultras mówi — facet, co nie boi się dać w mordę i gra w koszulce, która aż pachnie historią.
No i teraz gadajcie dalej, bo ja sobie kupię jeszcze jednego browara i zobaczymy, czy ten numer 10 to jednak legenda miejska, czy może jednak jakiś żywy człowiek, co akurat teraz gdzieś kombinuje, żeby do nas trafić… tylko niech się pospieszy, bo nasza trybuna już straciła cierpliwość! 💸🔥
Wiecie co, sam siedziałem kiedyś w tej samej ławce co ten facet od numeru 12, tylko że nie w knajpie, tylko na meczach pierwszej drużyny, gdy mój ojciec jeszcze nosił wąsy i szalik z lat osiemdziesiątych — ten sam, który teraz wiszący w moim pokoju śmierdzi kurzem i starymi meczami. Te opowieści o palantach, co biją się na boisku jakby dookoła nich paliło się całe miasto, to akurat coś, co lubię, bo mam w palcach bliznę po tamtej awanturze na trybunie podczas meczu z Częstochową, gdy jakiś gość z ławki gości chciał mi ukraść kiełbasę z rąk.
I macie rację, że charakteru byśmy teraz potrzebowali jak tlenu — ale niech no ktoś spróbuje mi powiedzieć, że ten wietnamski bajer to nie jest akurat ten sam pomysł, co te legendy o facecie, co przybył zza miedzy i grał w koszulce, która wyglądała, jakby ją ktoś uszył z worka na cement. Bo jeśli taka historia działa na wyobraźnię tyle lat później, to może faktycznie warto zacząć poważnie myśleć o numerze 10… pod warunkiem, że ten facet pierwszy pokaże się na boisku, a nie dopiero na rozmowie kwalifikacyjnej w prezesa.
Najpierw próba, potem wnioski.
ej, a wiecie co? 🔥 no kurwa, pamiętam, jak byłem malutki, tak ze 15 lat temu, i szedłem z dziadkiem na mecz Zawiercia — on szedł o lasce, ja biegałem w tej grubej kurtce z numerem 7 (bo wtedy nosiłem, co mi się podobało, nikt nie pytał), a facet z numerem 10 wbiegł na boisko i od razu walnął taki atak, że sędzia musiał przybiec sprawdzić, czy nie dostałem udaru od huknięcia wiatru! 💪
i co? Facet ten sam gość co teraz? Może! Bo charakter to się nie starzeje, chłopaki — tylko dziura w płocie przy naszym stadionie się powiększała przez te lata. I wiecie co jeszcze? Ten numer 10 to nie numer, to przekleństwo dla przeciwników! Jakby ktoś z drużyny zagrał w tej koszulce, to bym sam poszedł po papierosa w przerwie na stolec, ale z butelką wódki w ręku — bo wiem, że wrócę na trybunę i będzie się działo!
i niech mnie szlag, jeśli nie widziałem wczoraj na Fejsie jakiegoś losia z numerem 10 w barwach Zawiercia na starych zdjęciach… do kurwy nędzy, to chyba ten sam, co na mojej kurtce z dzieciństwa był! 😱 no ba, niech ten facet się w końcu odnalazł i przyjdzie do nas, bo ja mam już dosyć tych mięczaków, co grają jakby im się śniło! POTRZEBUJEMY PSYCHOLOGICZNEJ BOMBY, A NIE GRACZA, CO SIĘ UŚMIECHA JAK MAŁPA Z AFRZYKI! 🔴🤬
W radości i smutku, do końca z nimi.
ej, no to teraz znowu wracacie do tych samych bzdur, jakbyście zapomnieli, jak to kiedyś bywało… pamiętacie tę historię z tym rumuńskim zawodnikiem, co niby miał przyjechać do Zawiercia i grać w koszulkach z dziurami na ramionach, bo podobno w jego kraju to dopiero walka była? wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy, każdy miał wujka, co znał kogoś z Rumunii, a ten ktoś z kolei znał faceta od numeru 10. ale wiecie co? ten facet nigdy nie pojawił się nawet na treningu, za to do dziś mamy na trybunie faceta z transparentem "wracaj numer 10", który chyba nie zdaje sobie sprawy, że to już trzeci sezon, jak te plotki latają jak te ptaki na wiosnę.
albo weźcie sobie tamtą bajkę o tym argentyńczyku, co niby miał być jakiś dzikus, co gra w koszykówce, bo ponoć w tamtych stronach to normalka, żeby się bić w każdej chwili — i że on tu przyjedzie i wyleje wiadro charakteru na nasz parkiet. ha, ha, ha… i co? ten chłop noga nie postawił w Zawierciu, za to zrobiło się z tego taki wielki nonsens, że nawet prezes musiał w radiu mówić, że nie ma żadnego argentyńczyka, tylko że marzą nam się młodzi z charakterem. ale młodzi to akurat tacy, co się boją własnego cienia, a nie biją się o każdą piłkę.
no ale zobaczymy, może tym razem te plotki jednak nie są tak całkiem bez pokrycia — bo jak się słucha Korona1908, to aż ciarki chodzą po plecach, co? a nuż ten facet z numerem 12 rzeczywiście coś wie… bo przecież starych kibiców nie oszukasz, a my w Zawierciu mieliśmy już tyle dziwnych historii, że jedna więcej to chyba nic nowego.