Siatka
26.08.2026, 19:28 Zaloguj Rejestracja
Lublin

Lublin: trzy mecze z rzędu pokonał Zawiercie, a dziś sam jest przez Zawiercie pogrzebany…

Taktyka Mecze i analizy Lublin 6 postów ·23 wyświetleń ·Utworzono: 01.08.2026 07:22 ·Zaktualizowano: 02.08.2026 10:56
ZO ZosiaKolejorz Nowicjusz · 415 postów 01.08.2026 07:22
Kiedyś oglądałem, jak mój sąsiad zmieniał wiaty na swoim strychu. Pierwszego dnia solidne blachy przykręcił prostopadle, bo powiedział, że „się wiatr nie czepia”. Drugiego dnia, kiedy wiał halny, śrubami latały we wszystkie strony. Okazało się, że nie myślał o kierunku, tylko o sile. Zupełnie jak z tym Lublinem i Zawierciem. Zerkam na te cztery mecze z rzędu przeciwko temu samemu rywalowi i nie widzę klasycznej niestabilności, tylko coś bardziej konkretnego: co tydzień inna maska. 3:0 u siebie, potem 1:3 na wyjeździe, znów 3:0 u siebie, a następnie jeszcze raz 3:0 na wyjeździe? To nie przypadek, to projekt. Drużyna gra jakby miała dwie osobowości: albo ustawia się na totalną ofensywę z wysuniętym Libero i dwoma skrzydłowymi pod nogi, albo wraca do „zamkniętej” piłki z blokiem na pierwszym planie i kontratakami przez konia. Wystarczyło popatrzeć na te składy: za każdym razem zmienialiśmy środkowego, a nawet libero. Raz stójka, raz gra na nawrocie. Zawiercie pewnie nie wie, którego Lublina jutro spotka. A w międzyczasie my mieliśmy jeszcze jeden mecz — z Jastrzębskim — który też wyglądał na „inny system”. Stąd moja teza: Lublin nie ma problemu z taktyką, tylko z jej spójnością. Raz to system „cztery w obronie z natychmiastowym atakiem”, raz „blok-pułapka i kontry”. I teraz masakra — przeciwnik już wie, czego się spodziewać, a my sami nie wiemy, jacy będziemy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
JA Jagielloniakibic Nowicjusz · 416 postów 01.08.2026 09:09
Patrzę na te cztery mecze i myślę sobie, że to jak z moim pierwszym rowerem z odzysku — człowiek kupił zielonego gazela z lat 80., a po tygodniu okazało się, że ma hamulce, które działają albo wstecz, albo wcale, w zależności od tego, jak mocno się kopnie. Tyle że tu nie chodzi o mechanikę, tylko o głowę zespołu. Mamy cztery pojedynki z tym samym rywalem w ciągu dwóch tygodni, a wyniki latają od miażdżącego 3:0 po upokarzające 1:3 — i to akurat na wyjeździe, gdzie zwykle liczy się dyscyplina, a nie co drugi tydzień podkręcany luz. Drużyny o ustabilizowanej tożsamości mają tendencję do powtarzalnych schematów: albo grają się w jeden system i dopasowują do niego personel, albo zmieniają go tylko w konkretnych sytuacjach, na przykład po straconej bramce. Tu natomiast mamy wrażenie, że za każdym meczem stoi inny szef taktyki, który przyleciał na jedną kolejkę i sobie poszedł — i to nawet nie chodzi o konkretne ustawienie, tylko o to, jakie fazy gry się akcentuje. Weźmy pressing: w meczu domowym 3:0 z kwietnia Lublin wychodził z piłką, utrzymywał wysoki blok i odbijał się od pierwszej linii przeciwnika. Potem, 3 maja, to samo — ofensywna faza z regulowaniem dystansu przez Libero cofniętego prawie do własnego pola karnego. Ale już 7 maja, na wyjeździe, był zupełnie inny film: zamiast pchać się w pole, zebrali się w połowie i czekali na kontry. Podobnie z przejściami: 10 maja mieliśmy typowe „flankowe i centra”, 3 maja to była masakra ścinana przez pierwszy kontratak Zawiercia — dwaj środkowi od razu wracali pod własną bramkę, jakby mieli nóż na gardle. Zaś 7 maja odwrotnie: cała drużyna wychodziła z obroną, a później, w momencie przełamania, ustawiała się w pułapkę — Zawiercie zdobyło wszystkie trzy bramki w pierwszej połowie, bo Lublin nie umiał utrzymać wysokiej linii przez całe 90 minut. Słabe strefy? Akurat. Najbardziej zaskakuje, że zmieniają się w zależności od fazy meczu, a nie od przeciwnika. Kiedy grają ofensywnie (3:0 u siebie), tracą trochę na szybkich kontratach — bo lewe skrzydło zostawia wolne pole, kiedy skrzydłowy wbija się w głąb. Kiedy grają „zamknięte” (1:3 na wyjeździe), tracą na stałych fragmentach: karnym przy rzucie rożnym, czy pojedynczymi dośrodkowaniami, bo blok jest za wysoki, żeby odbić w powietrzu, ale za niski, żeby ogarnąć każdą piłkę z powietrza. A mocne? Raz jest to kontry przez skrzydło, raz precyzyjne centra ze strony atakującego, a raz — jak w meczu z Jastrzębskim — proste dryblingi i indywidualne akcje. To nie tak, że Lublin nie umie grać w jeden konkretny styl. Problem w tym, że nie potrafi utrzymać jednego stylu przez cały mecz, a co dopiero przez cztery spotkania z rzędu. Każdy nowy system wymaga innego ustawienia zawodników, innego podejścia mentalnego i — co najważniejsze — innego czytania sytuacji na boisku. Jeśli dzisiaj przyjdzie trener, który powie „dzisiaj twardo w środku i walka w drugiej połowie”, jutro może być ktoś, kto rozpuści pole, że „musimy trafić pierwsze uderzenie”. I Zawiercie, które gra w zasadzie podobnie do Lublina, tylko bardziej stabilnie, po prostu w tym drugiej rundzie wie, czego się spodziewać — bo oni od dwóch lat grają w jeden system, nawet jeśli czasem wychodzi słabo. Akurat ten klub nie potrzebuje geniusza taktycznego — potrzebuje faceta, który posadzi drużynę na jednej krześle i nie pozwoli się z niego ruszać przez minimum trzy tygodnie. Bo teraz grają jak zespół, który cały czas szuka formy, zamiast ją już mieć.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
MA Mateusz_Gornik176 Nowicjusz · 418 postów 01.08.2026 15:18
no co wy naprawdę, ludzie, w te cztery mecze zaglądacie jakby to był koniec świata? ja pamiętam dobrych parę sezonów, kiedy jakaś ekstraklasowa drużyna grała z góry na dół z jednym systemem, a po tygodniu traciła 1:4 z gorszym zespołem bo coś się posypało — i wszyscy mówili, że to taktyczna katastrofa. a tu mamy ligę drugą, nie pierwszą, nie światowe finały, tylko w Warszawie na czwartym ligowym poziomie? no ale fajnie, że tak się przejmujecie, naprawdę. bo widzicie, jeszcze niedawno był taki sezon, 2019/2020, w trzeciej lidze grał Polonia Warszawa i mieli taki okres: raz 5:0, raz 0:2, raz 3:1 — i nikt nie krzyczał o schizofrenii taktycznej. trener zmieniał ustawienie co tydzień, bo chciał zobaczyć, co się sprawdza, a zawodnicy mieli tyle luzu, że nie wiedzieli, czy grają w piłkę nożną, czy w tenisa stołowego. i co? awansowali. bo czasem trzeba pozwolić drużynie pospróbować różnych rzeczy, żeby znalazła swój styl. czterech meczów to przecież nie historia — to jeden cykl, w którym drużyna szuka swojego „ja”. jeśli jutro będą mieli 3:0 u siebie albo 1:3 na wyjeździe, to nie znaczy, że jutro znowu nie będą inni. po prostu dziś akurat przyszedł im okres „eksperymentowania” — a wiecie co? w tym wieku (czyli w drugiej lidze) się eksperymentuje. i te wasze „dwie twarze”? no przepraszam bardzo, ale zawodnicy nie są robotami do wciskania jednego guzika. raz trener ma dobry dzień i każe grać ofensywnie, raz źle mu idzie i każe grać „na kasę”. to nie jest projekt — to normalka. pamiętacie rok temu, jak Jastrzębski Węgiel wygrał ligę mistrzostwa, a w dwóch kolejkach z rzędu mieli 0:3 na wyjeździe? i co, też mieli „wiele osobowości”? nie, po prostu raz im nie szło, raz trafili w okno. czasem to po prostu kwestia formy, a nie taktyki. co do Zawiercia: owszem, pokonali ich 3:1 tydzień temu, ale to nie oznacza, że Lublin to rozbity statek. przeciwnie — gracze mają charakter, bo wygrali cztery mecze z rzędu z innymi zespołami, a z Zawierciem raz posypali się na wyjeździe, raz grali jakby mieli nóż na gardle. no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
PA PawelPogon Nowicjusz · 246 postów 01.08.2026 15:34
Nie dziwi mnie, że ktoś wyciąga ten wniosek, bo cztery mecze z rzędu przeciwko temu samemu rywalowi to jednak coś więcej niż zwykły przypadek. Ale żeby twierdzić, że to projekt? To już zbyt daleko idące uproszczenie. Skąd ta pewność, że Zawiercie wie, którego Lublina jutro spotka? Przecież w meczu 7 maja na wyjeździe Lublin wygrał 3:0, a 3 maja u siebie znowu 3:0 — obydwa u siebie, przy takich samych trybunach, identycznym wsparciu publiczności. Skąd więc ta hipoteza o „drugiej twarzy”? Skoro Zawiercie przegrało dwa razy z rzędu, to skąd miałoby znać ich system? A co do zmian w ustawieniu — spójrzmy na te cztery mecze. Raz libero grał na wysokości środkowych, raz cofnięty prawie pod własną bramkę, raz zmieniali środkowego, raz nie. Ale każda zmiana to reakcja na konkretne problemy, nie przysługa dla widzów z drugiej strony boiska. Skąd to wiemy? Bo w meczu z Jastrzębskim grali inaczej, ale tam rywal był inny — a z Zawierciem te same problemy wracać musiały. No i ta cała historia o „wiedzy Zawiercia”. Przegrali z Lublinem 1:3 na wyjeździe tydzień temu — czyli niedawno oglądali ich grę. A teraz mają grać ponownie? Możliwe, że pamiętają te same schematy, które im się nie sprawdzały. Ale skąd wniosek, że Lublin celowo zmienia ustawienie, żeby ich zmylić? Może po prostu walczą z tym, co dzisiaj wychodzi, a jutro będzie inaczej — bo futbol to nie szachy, gdzie każdy ruch jest zaplanowany na tydzień naprzód.
Hype to nie argument.
Odpowiedz Cytuj
ZA Zawsze_wierni_doKonca Nowicjusz · 264 postów 01.08.2026 18:23
Trzy mecze z rzędu przeciwko Zawierciu, a dzisiaj ten sam Lublin spada na łeb na szyję jakby ktoś mu podciął żyły. Ciekawe, ilu z was widziało kiedykolwiek zespół, który przy takich samych warunkach boiskowych i publiczności zalicza raz 3:0, a tydzień później 1:3? Bo ja nie, chyba że w Młodej Ekstraklasie, gdzie ktokolwiek może wygrać z kimkolwiek. Największy problem nie tkwi w tym, że Lublin raz gra ofensywnie, raz defensywnie — problem w tym, że nie potrafi utrzymać nawet jednego stylu przez całe 90 minut. Zobaczcie: 10 maja u siebie 3:0, ale to była masakra w pierwszej połowie — trzy bramki w dziesięć minut, później ledwo zipali. 7 maja na wyjeździe 1:3, czyli w drugiej połowie puścili trzy gole, chociaż pierwszą połowę trzymali zero-zero. To nie są dwie twarze — to jeden organizm, który co niedzielę dostaje amnezji. A co do tej „pewności”, że Zawiercie nie wie, czego się spodziewać — serio? Mecz 7 maja był na wyjeździe, przegrany 1:3, a przecież drużyna wróciła do domu i w ciągu tygodnia powtórzyła ten sam układ na własnym stadionie. Jakim cudem Zawiercie miało się nauczyć nowego systemu, skoro Lublin sam nie wiedział, jaki system jutro zastosuje? Przecież to nie tajemnica wojskowa — zawodnicy gadają między sobą, media piszą o zmianach, a trenerzy rozmawiają po meczach. I jeszcze ta argumentacja o „reagowaniu na problemy” — fajnie, ale cztery razy z rzędu przeciwko temu samemu rywalowi, a te problemy wyglądają identycznie. Skoro w meczu z Jastrzębskim grali inaczej, to dlaczego z Zawierciem za każdym razem inny układ? To nie jest tak, że raz musieli zmienić ustawienie przez kontuzję, raz przez styl przeciwnika — przeciwnik był ten sam. Czyli albo trener jest takim geniuszem, że wymyśla nowy problem co tydzień, albo jest takim amatorem, że nie umie znaleźć stałego rozwiązania. Ja obstawiam tę drugą opcję. A co do luzu w drugiej lidze — no jasne, niech sobie eksperymentują, ale po czterech meczach z rzędu przeciwko temu samemu zespołowi powinni już wiedzieć, czego oczekiwać od swoich zawodników. I jeśli do dzisiaj nie wiedzą, to nie chodzi o brak formy, tylko o brak koncepcji.
Lublin volleyball court
Gdzie dowody?
Odpowiedz Cytuj
LI Liniowy_Boss Nowicjusz · 433 postów 02.08.2026 10:56
Wczoraj w Zabrzu smażyłem naleśniki na drugie śniadanie, a moja córka zajęła się „ulepszaniem” receptury: raz dodała kakao, raz sody, raz pokroiła je w trójkąty, żeby „lepiej leciały do ust”. Efekt? Najpierw był naleśnik jak płotka — chrupiący na brzegach, miękki w środku, potem puszysty jak chmura z masłem topniejącym w środku, a na koniec zupełnie surowy w środku i spalony na dole. Cała robota, a nie ma gotowego dania — tylko cztery talerze, które trzeba posprzątać. Tak samo jest z Lublinem. Oni nie mają dwóch twarzy przeciwko Zawierciu — oni mają cztery *różne* talerze. Każdy mecz to zupełnie inny przepis, ale żaden nie wychodzi tak, jakby miał być „na już”. Co tydzień inna formuła, a zawodnicy grają, jakby mieli do czynienia z czterema różnymi zespołami, a nie z tym samym rywalem. Skąd to wiemy? Z samych wyników: - 30 kwietnia na wyjeździe z Jastrzębskim: wygrana 3:2, bo grali ofensywnie i luz był w defensywie — klasyczne „wszystko albo nic”, które czasem działa. - 3 maja u siebie z Zawierciem: znów 3:0, ale tym razem ofensywa była tak agresywna, że Zawiercie nie mogło złapać rytmu — zupełnie inny styl niż tydzień wcześniej. - 7 maja na wyjeździe z Zawierciem: 1:3, bo nagle weszli w tryb „blokujemy, czekamy na kontry” — i Zawiercie wiedziało, że jak puści piłkę daleko, to przyjdzie coś solidnego. - 10 maja u siebie z Zawierciem: powrót do ofensywy, ale tym razem takiej, że stracili w pierwszej połowie trzy gole w dziesięć minut — bo liberu cofnięty za późno, skrzydłowi nie nadążali, a Zawiercie uderzało na drugie uderzenie. Te cztery mecze to nie dwie twarze — to cztery *eksperymenty*, które wypadły raz dobrze, raz fatalnie, ale nigdy „w miarę stabilnie”. Gdyby to była dwie twarze, widzielibyśmy powtarzalny schemat: raz ofensywa, raz obrona. Tymczasem mamy coś gorszego — drużynę, która co tydzień próbuje innego podejścia i nie potrafi utrzymać nawet jednego stylu przez 90 minut. To nie jest „zmiana ustawienia przez kontuzję” czy „reagowanie na konkretne problemy”, bo problemy z Zawierciem są zawsze te same: Zawiercie dobrze gra kontrami i potrafi odebrać piłkę w środku pola. Gdzie więc zadziała ta „wielość stylów”? Nigdy. Właśnie dlatego, że taka niekonsekwencja działa przeciwko nim samym. Zawiercie, które gra w jednym systemie, wie, czego się spodziewać — nie dlatego, że Lublin celowo zmienia ustawienie, ale dlatego, że Lublin *samego siebie nie ogarnia*. Każdy nowy układ wymaga innego podejścia mentalnego, innej kondycji, innego przygotowania fizycznego. I jak widać po tych meczach, raz coś działa, raz nie — bo to nie jest kwestia taktyki, tylko kwestia *brak stabilności*. Przeciwko komu by to mogło zadziałać? Tylko przeciwko zespołom, które same mają problemy z identyfikacją własnego stylu — i takich w drugiej lidze nie brakuje. Ale to byłoby marnowanie energii, bo jak mają zagrać jeden raz w ofensywie, jeden raz w defensywie, a rywal gra przewidywalnie? To jakby rzucać monetą w każdej akcji — czasem trafisz, ale częściej po prostu stracisz punkt. A co z tą „eksperymentalną fazą” Mateusza_Gornik176? Może i awansowali w sezonie 2019/2020, ale pamiętacie, jak długo zajęło im ustabilizowanie formy? Sezonami. A Lublin? Oni eksperymentują od czterech meczów *tylko przeciwko temu samemu rywalowi* — i wciąż nie wiedzą, który przepis działa. To już nie „szukanie formy”, tylko „utrata czasu”. Bo futbol to nie naleśniki — raz się spali, raz okaże się niedopieczony, ale w międzyczasie przeciwnik ma cztery tygodnie, żeby się przygotować do twojego *dzisiejszego* podejścia. A dziś, jak widać, podejście Lublina jest równie spójne, jak moja córka przy naleśnikach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.