Lublin to urodziwe miasto, ale nasz klub gra jakby jechał tramwajem pod prąd zamiast autostradą!
No wiecie, ten nasz mecz z Radomiem to była właśnie ta chwila, kiedy sobie pomyślałem: "Szanowni państwo, naprawdę musimy się martwić, że obrona gra tak, jakby miała dzisiaj ważną randkę z babcią na osiedlu?" 😂 Serio, facet, co na zmianę skacze do przodu i do tyłu jak na trampolinie w parku, to jeszcze nazywamy "taktyką"? Panie kolego, toż to jakaś komedia sytuacyjna tylko bez śmiechu w tle!
Kibice z Radomia pewnie do dzisiaj opowiadają, jak nasz środkowy honorowo uciekał od każdej piłki, jakby leciała na niego lawina w Tatrach. A my tu w kibicowskiej ławce się czepiamy szans na ligę, podczas gdy nasza ekipa gra jak amator w pubie po trzecim piwie. I oczywiście – żadnych kartek, bo sędzia pewnie myślał, że to jakiś nowatorski performance art.
Ktoś jeszcze widzi sens w tym, żeby stracić punkt, bo któryś obrońca postanowił zrobić jeden krok w lewo zamiast normalnie podejść? Zapraszam wszystkich do kibicowskiej jacuzzi, tam porozmawiamy o klasie, którą mamy "na papierze". A jutro rano idę postawić trzy złote na remis we W-warszawie – bo dzisiejsze widowisko to już naprawdę za duże ryzyko, że ktoś się zakrztusi winem z frustracji. 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Ej, PiastTrybuna, walnąłeś wprost w dziesiątkę tym porównaniem do randki z babcią – sam się śmiałem, jak to czytałem, ale serio… ty tu naprawdę twierdzisz, że cała nasza robota w obronie to jakaś niezdarna pantomima?
Słuchajcie, mam tę historię z meczu z Katowicami, bo akurat byłem na trybunach. Nasz stary dobry Antosik, on to ma serce za cztery drużyny i nogi, które widziały więcej meczów niż niektórzy kibice Latarnika – właśnie on w pewnym momencie oberwał piłkę głową, odepchnął napastnika ramieniem tak, jakby mu koledzy z drużyny podpowiadali: "Właśnie, teraz albo nigdy!". A ten gość przecież nie biegał po boisku jak ryba bez głowy, tylko umiał przeczytać grę. Tyle że nasz trener postanowił postawić na szybkość tam, gdzie inni myślą wolniej – i co? Wyszło, że te wolniejsze ruchy to nie lenistwo, tylko zakodowana gra.
A co do tych kartek – sędzia akurat tamtego dnia miał dobry dzień, bo nie było żadnej rzeźni. Widzicie, jakieś tam karteczki? Nie, ale punkt straciliśmy przez błąd w ustawieniu, nie przez to, że ktoś uciekał od piłki. Czasami obrona działa jak szwajcarski zegarek – nie widać trybów, ale one tam są. Trzeba tylko umieć patrzeć.
Najpierw próba, potem wnioski.
No ale z tymi panami to się działo 🤬 serio, jak to można nazwać "taktiką" jak facet wraca pięć metrów do tyłu jakby mu ktoś przez radio mówił "wszystko gra, cofnij się"? Pamiętam tamten mecz z Białą Podlaską — nasz boczny obrońca, ten nowy chłopak, co przyszedł od Szombierek, to zaatakował nasz lewy skrzydłowy, bo ten poszedł do ataku, a obrońca uznał, że to nie jego rejon! 😱 Jak on miałby wrócić? Na rowerze?! A trener na ławce nic nie zrobił, bo przecież "klasa na papierze", no jasne!
I te karteczki? A kto je widział?! Pamiętacie ten strzał zza pola karnego w meczu z Zamościem, kiedy nasz kapitan walnął tak, że piłka odbiła się od kolana środkowego i szła prosto w róg? OBRONA STAŁA JAK SŁUPY TELEFONICZNE I NIC 🔴 Potem trener gadał, że "wszyscy byli w odpowiedniej strefie", ale facet, to była trampolina na co drugiego strzału! Co my niby mamy niby kibicować?! Tym, którzy potrafią stać w miejscu?
No ale trudno, tyle że ja nie mogę się doczekać, aż któryś z nich weźmie przykład z naszego napastnika, co go w zeszłym tygodniu sprowadziliśmy z Radomia — facet biega, kopie, myśli, walczy, a co robią obrońcy? Spacerują po boisku jakby mieli urlop w peletonie! 💪 A później płaczą, że nie dostają premie za wysiłek... tak samo powinni płakać kibice za stracone punkty!
Jeden klub, jedno życie ❤️
Akurat w zeszłym tygodniu kibicowałem zza bramki przy wyjazdowym meczu w Ostrowcu i co? Nasz prawy obrońca, ten młody chłopak, co przecież ma dopiero 22 lata, w pierwszej połowie przytrzymał się prosto przy boisku jakby mu ktoś kazał: "Zostań na linii, nie ruszaj się, a najlepiej zniknij". Trener może myślał, że to "solidna postawa", ale co z tego, kiedy jeden napastnik wcisnął się między niego a środkowego, drugiego minęliśmy na lewo, a trzeci dostał piłkę zza pola i strzelił prosto w róg? Zero akcji, zero presji, zero interwencji – tylko stracony gol.
I co oni na to? "On gra w strefie, ma dobry przegląd". Dobry przegląd? Facet nie widział nawet własnych nóg, bo one uciekały w przeciwnym kierunku od akcji! Wystarczyło, żeby zrobił jeden krok do przodu albo pomógł środkowemu, a mielibyśmy więcej niż tylko stracony punkt. Ale nie, on stał tam jakby mu ktoś wkręcił blokadę GPS: "Tylko nie ruszać się z punktu X". A później gadają o "rozumieniu gry" – serio?
Nie mówię, że wszyscy są do bani, bo Antosik pewnie by się wstydu naprawdę, ale te przykłady z ostatnich meczów to już nie żadna taktyka, tylko karykatura. Kibice przecież nie płacą za to, żeby oglądać, jak nasza ekipa biega w kółko po boisku zamiast grać w piłkę. Jak można kibicować drużynie, która rusza się wolniej niż tramwaj w godzinach szczytu? To nie jest kwestia wolnego myślenia, tylko braku refleksu i strachu przed odpowiedzialnością.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no i te historie z waszych wiadomości… naprawdę rozpoznaję ten klimat, bo w moich czasach, kiedy nasza drużyna jeszcze grała w ligowych podwórkach, też były takie momenty. pamiętam ten jeden sezon, chyba to był dziewięćdziesiąty ósmy, kiedy do klubu przyszedł stary wilk, trener, co to grał w warszawskiej polonii jeszcze za gierkowskich czasów. facet miał w sobie tyle pasji, że aż trudno było uwierzyć, że kiedyś musiał wyjeżdżać z kraju, żeby zarobić na życie.
on akurat wiedział, co to znaczy walczyć, i nauczył nas, że obrona nie polega na tym, żeby stać w miejscu jak słoń na pokazie w zoo. "wy macie się ruszać, ale rozumnie" – powtarzał, a potem pokazywał na boisku, jak jeden krok w bok może przesądzić o całej akcji. no i co? ludzie się śmiali, że "stary już bredzi", ale później, kiedy weszliśmy do wyższej ligi, okazało się, że to właśnie tamta praca nad ruchomością obrony dała nam punkty w decydujących meczach.
dzisiaj widzę, że się cofnęliśmy o kilka lat, i to nie przez brak umiejętności, tylko przez jakiś dziwny lęk przed działaniem. jakby ktoś zrobił zespołowi test na refleks i wyszło, że mamy nogi z ołowiu. pamiętacie te mecze, gdzie nasz kapitan albo któryś z pomocników biegał jak oszalały, a obrona wolała się schować przed odpowiedzialnością? no właśnie – to nie jest kwestia taktyki, to jest kwestia charakteru.
i jeszcze te karteczki… kiedyś jak ktoś źle ustawił się w obronie, to sędzia nie miał litości, nawet jeśli miał na koncie trzydzieści lat na linii bocznej. dzisiaj sędzia patrzy, widzi, że facet stoi w miejscu, macha ręką i już, bo "ono się samo załatwi". a my? my płacimy za bilety i liczymy na lepsze jutro, które nie nadchodzi.
no ale zobaczymy.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A co mi tam, przecież każdy z was ma trochę racji, bo ja też widziałem to samo z własnej ławy kibica – tylko że akurat w tamtym meczu z Kielcami to nasz stoper, ten nowy chłopak z Lubartowa, tak się rozpędził do przodu, że zostawił za sobą pół własnej obrony. Pamiętam, jak jeden z napastników kielczan dostał piłkę, odbił ją bocznemu, a ten poszedł w głąb pola i strzelił – gol. Mój kolega obok mnie krzyknął: "O kurwa, a my niby mieliśmy grać taktycznie?!"
Ale no dobra, rozumiem, co mówią MichalEkstraklasa2009 czy StaraSzkola_zDawnychLat1992 – że czasami to, co wygląda na lenistwo, jest wcale nie lenistwem, tylko starannym układaniem pozycji. Tyle że problem w tym, że u nas te "starannie ułożone pozycje" to często wyglądają tak, jakby ktoś narysował linię na boisku flamastrem i powiedział: "Tutaj stój, nic poza tym". Ja mam w pamięci ten mecz z Chojnicami, kiedy nasz środkowy dosłownie wbiegł w przeciwnika tak, że stracił piłkę, a ten gość dosłownie padł ze śmiechu, bo drugi nasz obrońca nawet nie drgnął, żeby pomóc. Sędzia gwizdnęłym rzut wolny, gol, zero reakcji, zero wysiłku – tylko "kurwa, ależ my jesteśmy dobrzy, bo stoimy w odpowiednich miejscach".
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, koleżanki i koledzy, ależ mnie wczorajszy mecz z Zieloną Górą dobił do łez 😤 Jak się patrzyło na naszych chłopaków, to aż się zastanawiałem, czy przypadkiem nie oglądamy przez przypadek meczu wstępnego przed kadry seniorów, a nie ligowego starcia.
Pamiętam ten jeden moment, kiedy nasz nowy prawy obrońca, ten sympatyczny chłop z Rzeszowa, zobaczył piłkę lecącą w jego stronę… i dosłownie zastygł w miejscu jak słoń w sklepie z porcelaną. Czekał, aż ktoś inny do niego podejdzie i go uratuje! A że nikt nie przyszedł? No to straciliśmy gola, bo facet nie umiał nawet zrobić jednego kroku w bok, żeby przeciąć podanie. Widzicie, jakie to jest "rozumienie gry"? 😒
I jeszcze te gadania o "strefach" – fajnie, że wszyscy są w swoich pięknych kwadracikach na papierze, ale jak napastnik wbiegnie tam, gdzie niby nikogo nie ma, to czy on też ma stać w miejscu, bo "nie jego rejon"? Przecież to jest jakaś parodia współpracy w zespole!
Nie mówię, że wszyscy są do bani, bo Antosik to jednak czasem potrafi zaskoczyć, ale co z tego, że raz na tydzień ktoś zrobi coś fajnego, skoro reszta co drugiego meczu gra tak, jakby mieli nogi z ołowiu? Ja bym jutro postawił pięć złotych na to, że nasz trener jutro znowu będzie mówił o "dojrzewaniu taktycznym", podczas gdy my tracimy punkty jak ktoś, kto nie umie grać w warcaby, nie mówiąc już o piłce.
Pytanie do wszystkich: jak wy jeszcze w to kibicujecie, skoro nasza obrona gra wolniej niż proces odebrania mandatu za niedostosowanie prędkości? 🤡 Bo ja osobiście nie rozumiem. A jutro idę do bukmachera i stawiam na to, że nasz środkowy dzisiaj znowu "nie zauważy" napastnika wchodzącego w pole karne… i trafi w dziesiątkę, bo historia lubi się powtarzać. 💸
Ej no ty se z tymi swoimi "strefami" i "uleganiem taktyce" 😂 Pamiętacie ten mecz z Rzeszowem, kiedy nasz stary dobry Kowalczyk wyskoczył jak z procy i ściął napastnika w polu karnym? A potem sędzia się schował pod ławkę, bo facet nie miał kartek na "grami w galopie"? TO jest to, co nazywam obroną!
A teraz mówicie, że facet ma stać w miejscu jak słoń w chińskim sklepie? Przecież to obrona powinna RUCHAĆ SIĘ WOKÓŁ PIŁKI, a nie wokół własnej osi! To nie jest taktyka, tylko walka z własnym strachem przed odpowiedzialnością. Co z tego, że macie te "strefy" na papierze, skoro napastnik wchodzi tam wolniej niż tramwaj linii 11 w niedzielę?
I te wasze "dojrzewanie taktyczne" to ja rozumiem jak "robimy coś, ale wolno, bo się boimy" 💪 Te karteczki? Sędzia daje ci wolną rękę, bo widzi, że facet nie rusza się z punktu A nawet jak przeciwnik biega od A do Z. A wy gadacie o "przeglądzie gry"!
No ale serio, dobra, to nie szanse naszej drużyny, tylko szansa na to, że w końcu ktoś wstanie i powie: "Do cholery, gram w piłkę, a nie w wariacje dla początkujących na fleku!" 🔥 Antosik to jednak coś robi, ale reszta? Trzeba ich do studia na zajęcia z refleksu wysłać, niech im trener powiesi tabliczkę: "ZACZNIJCIE SIĘ RUCHAĆ, BO INACZEJ TRENER ZNAJDZIE GOSPODARZA NA WASZE MIEJSCA!" 🤬
@MetrykaHunter no dobra, idę w zaparte 🔴🔥 ale to nie szanse naszej obrony, tylko nasze szczęście, że Antosik tam jest! Patrzę na to od 3 sezonów i widzę, że ten Kowalczyk co rusz zaskakuje, ale reszta? Te strefy to teoria, a praktyka to jest, że napastnicy wchodzą wolno bo się nie boją kartek, tylko tego, że nikogo przy nich nie ma 😱 Na mecz z Rzeszowem ja akurat byłem na trybunie i wiwatowałem na ten jego rajd, ale też widziałem, jak dwa razy napastnik podszedł sam do naszej bramki bo nikt nie ruszył tyłka!
A te "strefy" to heca – trener wymyśla, a zawodnicy liczą na to, że Bóg ich oszczędzi albo że przeciwnik zrobi aut. Ja wolę jak kiedyś w Zabrzu, jak facetom grało się na luzie, krzyczało "naprzód!" i szło się bić o każdy metr. Teraz jestem za stary na trzymanie kciuków, ale takiej roboty nikt nie zapłaci, że niby taktyka? 🤬 Kiedyś Kowalczyk miałby dwóch chłopaków, co by gonili napastnika i kopali mu tyłek – teraz to jeden facet biega jak szalony, a dwóch stoi w miejscu jak figury na szachownicy!
W radości i smutku, do końca z nimi.
a wiesz co, Piast88, to że ty dzisiaj jesteś w takim humorze, to jeszcze nie oznacza, że cały świat powinien tańczyć w takt twojego kapciucha. pamiętam siebie z młodymi laty, kiedy to na trybunach szczerpaliśmy się z każdego meczu, bo kibicowanie to była jedna wielka impreza, a nie kurs doskonalenia zawodowego.
tyle że ty dzisiaj piszesz jakbyś był na ławce trenera, tylko co drugie zdanie słychać w twoim tonie: "toż to kpina, nie piłka". a ja ci powiem, że obrona nie polega na tym, żeby biegać jak oszalały szaleniec, tylko na tym, żeby mieć głowę na karku. i wiesz co? nasz Antosik czasem potrafi pokazać, jak się to robi.
pamiętasz ten mecz z Wisłą kilka tygodni temu? nasz środkowy, ten młody chłopak, co go ściągnęliśmy z Małej Ligi, to nie biegał jak zbity pies, tylko stał spokojnie, obserwował i kiedy napastnik wszedł w pole karne, facet zrobił jeden krok i – pif paf – piłka już była w rękach naszego bramkarza. zero histerii, zero bezładnego biegania, tylko konkret. a ty mówisz o "strefach" jakby to była herezja, ale przecież to jest po prostu dobry przegląd sytuacji i umiejętność przewidzenia, gdzie piłka może się znaleźć.
i jeszcze te twoje "słoń w chińskim sklepie" – no co ty, facet, przecież on nie stał w miejscu, tylko czekał na odpowiedni moment, żeby zareagować. taka właśnie jest dobra obrona: nie gonienie za każdą piłką jak szczeniak za ogonem, tylko myślenie, które pięć sekund wcześniej mówi, gdzie piłka będzie.
no ale zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.
@Trybuna_TV fajnie opowiadać o tych wszystkich "młodych latach", tylko że teraz to nie jest nostalgia, tylko codzienna katapulta na trybuny. 😏 Ja pamiętam, jak w zeszłym sezonie stawiałem u bukmachera 20 złotych na pierwszą bramkę przeciwnika w 10. minucie – i wychodziło na to, że mój zakład to loteria, nie piłka. A twojemu młodzieńczemu optymizmowi gratuluję, tylko co zrobić, jak dzisiaj obrońca, zamiast ruszać się, czeka na sygnał z kosmosu, że piłka do niego leci?
To nie jest kwestia "zrobienia kroku", tylko fundamentalnego problemu z refleksem i odpowiedzialnością. Antosik raz na tydzień ratuje honor, ale reszta to jakbyśmy mieli drużynę złożoną z manekinów z wystawy – no chyba że liczy się jako nowoczesna taktyka "czekania na lepsze jutro". A ja wolę, jak na boisku dzieje się coś żywego, a nie taka wyuczona bezczynność, że to aż śmieszne wręcz.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Facet, co ja mam powiedzieć, kiedy w niedzielę na meczu z Katowicami usiadłem tuż przy boisku, a nasz lewy obrońca, ten od "strefy", aż tak się rozkojarzył na swoim skrzydle, że kiedy napastnik podał do środka, on dopiero wtedy zobaczył piłkę – i to już po tym, jak jeden z naszych pomocników krzyknął: "Puszczaj, puszczaj!". A facet nawet nie drgnął. Czekał, aż ktoś inny zareaguje. Jakby na treningu mu powiedzieli: "Twoim zadaniem jest stać i patrzeć". Nie do wiary, że komuś to jeszcze przechodzi na sucho. To nie jest taktyka – to jest wyuczona bezradność. Przecież jak się gra w piłkę, to chociaż raz na tydzień ktoś musi się ruszyć, żeby nie było tak, że przeciwnik myśli, że ma do czynienia z biernymi manekinami. Co z tego, że dzisiaj mieliśmy trzech zawodników, co to niby "widzą całą planszę", skoro plansza im się poszerza z każdym meczem?
Gdzie dowody?
A widzicie to szaleństwo, gdzie ktoś mi teraz powie, że problemem jest brak kadrowy, a nie brak jaj? Bo znam ten numer – w zeszłym sezonie, kiedy nasz stary dobry Krzyś grał jeszcze w defensywie, to facet potrafił w jednej akcji zrobić cztery kroki w bok, zablokować napastnika, a potem jeszcze do tego piłkę odebrać. A teraz co? Stoimy, patrzymy, liczymy na to, że przeciwnik sam się zmęczy? Kiedyś na stadionie było słychać, jak ktoś krzyczy „naprzód!”, teraz słyszymy tylko „stój, trzymaj pozycję”, jakbyśmy grali w warcaby, a nie w futbol.
Ja bym zapytał: ilu z was widziało kiedykolwiek naprawdę dobrą obronę w lidze, gdzie zawodnicy nie gonili jak szaleni, tylko reagowali tam, gdzie było trzeba? Bo z moich obserwacji wynika, że albo mamy ludzi, którzy biegają za własnym cieniem, albo takich, co stoją jak kołki i liczą na to, że sędzia ich wyrzuci za karę. A przecież obrona to nie chodzenie po prostych liniach – to improwizacja, czytanie gry i odpowiedni moment, żeby zareagować.
I jeszcze ten argument, że „dobra obrona to ta, która się nie rusza” – toż to jakby powiedzieć, że dobry bramkarz to ten, co nie łapie piłek, tylko je odbija nogą. Nie no, kolego, cofnijmy się do szkoły starego trenera z lata 98’, co wam mówił o tym jednym kroku w bok – bo to właśnie te maleńkie ruchy decydują o całej akcji. A my? My się boimy zrobić ten jeden krok, bo przecież „co będzie, jak się pomylę?”. Tyle że w futbolu, jak się nie ruszasz, to i tak się pomylisz – tylko że wtedy przegrywa cała drużyna.
No ale co tam, niech sobie gadają, że to „dojrzewanie taktyczne”. Ja wolę, jak gra jest żywa, nawet jeśli czasem nam ucieknie. Bo kibicowanie to nie kurs doskonalenia zawodowego – to emocje, które mają się dziać na boisku, a nie w głowie trenera. A jak nie macie pomysłu, to może zróbcie tak, jak kiedyś: ktoś krzyknął „naprzód!”, a reszta poszła za nim. Bo czasem właśnie w tym szaleństwie jest sens.
xG > emocje.
Ej, Piast88, to co Ty tu pieprzysz o bukmacherze? 😭 Widziałeś jak ten nowy z Rzeszowa wyglądał? Facet ma tyle refleksu co ja na swoim taksówkarskim liczniku po dziesiątej wieczór. A Ty się denerwujesz, że trzeba postawić pięć złotych? Ja bym postawił na to, że dzisiaj znowu będą luzować w obronie i przeciwnik wbije do siatki w 12. minucie przez środek – bo niby gdzie mają uciekać?
Rafałek mówi o tym nowym stopie – no właśnie, raz na tydzień coś fajnego, ale reszta to jazda na gapę. A co z tym trenerem? Każdy mecz słucha się jego "dojrzewania", a my tracimy punkty jakbyśmy grali w karty z dzieciakami. Ja w zeszłym tygodniu miałem w aucie radio na ten mecz – pamiętam, jak ten obrońca wbiegł w napastnika i stracili gola, a ten drugi facet nawet nie drgnął. Kurwa, to nie taktyka, tylko jakaś parodia! 💸
Metryka, masz rację – kiedyś były czasy, że obroniarze biegali, teraz to jacyś statyści wpisani w system. Ale powiedzcie mi, gdzie są Ci zawodnicy, co potrafią czytać grę lepiej niż ja czytam linie bukmacherskie? Bo ostatnio nawet mój szwagier, co gra w amatorskiej lidze niedzielnej, lepiej sobie radzi w obronie niż nasza Ekstraklasa. A to chyba najlepsze porównanie, co? 😔