Lublin to najlepsza piłkarska perła wschodniej flanki, która niepotrzebnie marnuje swój…
Ależ państwo, jakbyśmy mieli na nogach buty od szwagra z jutubowych poradników, tobyśmy może i coś ugrali. Skoro nasz trener jest taki cymes, że go media same na piedestale stawiają, to nie rozumiem tej jazdy na pniu. Albo ci chłopcy naprawdę myślą, że kibicom do szczęścia wystarczy kopać piłkę w poprzek boiska, albo mamy tu taki surrealistyczny pokaz, gdzie trener krzyczy "biegajcie!", a zawodnicy myślą "ależ przecież mamy kontrakty". 🤡 Jak nie dojdzie do porządku po meczu z Wartą, to się przynajmniej zróbmy loterię i bierzemy losy, bo kurcze, szanse na sensowny mecz są jak szansa na wygraną u bukmachera z przerwami serwisowymi.
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A to ci heca, że akurat w tym sezonie kibole zamiast dopingować jak oszalali, to muszą się zastanawiać, czy drużyna nie dostała przypadkiem ulotki "jak trenować wg TikToka". Słyszałem te fochy o "nogach z waty", ale zaraz, zaraz — skoro mamy trenera, którego media kąpią w superlatywach, to może zróbmy tak: odpalmy tęgie parę dobrych meczów zanim zaczniemy wyrokować, że chłopakom się zepsuł kabel w mózgu.
Bo wiecie co? W zeszłym sezonie nasz atak w drugiej połowie potrafił urwać się z lejka szybciej niż moja ciocia z kolejki po emeryturze — i to nawet kiedy przeciwnik miał drużynę do bicia na łopatę. Teraz ktoś powie "ale nowy trener, nowy system", no tak, tylko że system to nie magia, tylko odpowiednie napięcie w nogach, a na to potrzeba czasu. Warty na przykład byli u nas gośćmi, którzy grali w obronie jakby mieli założone klapki na oczach — nie trener tu jest problem, tylko chłopaki muszą wreszcie zrozumieć, że futbol to nie spacer po Parku Saskim, tylko walka, gdzie każdy centymetr się liczy.
I jeszcze jedno — nie gadajmy o szczęściu, bo szczęście w futbolu to albo trafiony strzał, albo pechowy pas transmisyjny. My natomiast potrzebujemy, żeby nasza trójka defensywna nie zapomniała, że kiedy leci do nich balon, to nie czas na robienie selfie ze sędzią. Albo jeszcze lepiej — może zróbmy cotygodniowe spotkania fanów z chłopakami, żeby oni też poczuli, jak nam się chce tych punktów, a nie tylko jak oni zapatrzeni w kontrakt, który i tak lada moment może polecieć na śmietnik. Bo jak nie teraz, to kiedy?
Gdzie dowody?
Kurde, ale mam po dziurki w nosie tych bzdur o "nogach z waty" 🔥 jakby u nas grali nie chłopaki z Trójmiasta co regularnie biją się z ekstraklasą, a jakiś amatorski team z lidówki! Przecież my mamy w składzie zawodników co w normalnym sezonie walczyli o Europę, a teraz mają się czołgać po boisku jakby im ktoś podpalił dupę podesty?!
Siema, to tak na poważnie — pamiętacie ten mecz z Legią, kiedy nasz lewy obrońca przebiegł całe skrzydło jakby miał w sobie turbo i dobił do pola karnego? GOL! A teraz za każdym razem jak leci do nich piłka to wyglądają jakby mieli nogi z waty 😱 i nikt nawet nie podbiega! TRENER ZNAJĄCY SIĘ NA RZECZY, czyli co? Musimy im jeszcze pokazać jak się kopie w butelkę?
Stara Szkoło, przyznaj że trochę przesadzasz z tym "odpalmy parę dobrych meczów" — myślisz że kibice mają ochotę czekać do karnawału żeby zobaczyć, że wreszcie ktoś biega? JA TAK NIE MAM! A jeszcze ta historia o obronie co patrzy na sędziego jak na celebrytę — kurcze, to nie może być, żebyśmy mieli tutaj najgorszą obronę w lidze i jeszcze z nami dyskutować o "porządku po meczu z Wartą"!
Ja do cholery nie wymagam cudów, tylko tego żeby chłopaki walczyli jak na trybunach kibicuje im pół miasta! Bo jak nie teraz, to kiedy?! Kiedy będą mieli kontrakt na zawsze? 💪 Albo ruszają dupy i grają futbol, albo mogą się pakować do innej ligi, bo jak tu kibicować drużynie co wygląda jakby grała w piaskownicy zamiast na murawie?!
Ej, panowie, a wiecie co mi dzisiaj przyśniło? Ten mecz z Legią, kiedy to nasz lewy obrońca przebiegł całe skrzydło jak szalony — i trafił dołem do siatki. Pamiętacie? Gdzie teraz jest ten facet? Siedzi na ławce i patrzy, jak nasi inni "specjaliści" od gry w poprzek boiska stukają się ze sobą wzrokiem zamiast z kapitanem przeciwnika.
MichałSląsk miał rację co do jednego — nie wymyślamy tu jakiejś drugiej ligi, tylko patrzymy na mecz z tym samym składem co rok temu, kiedy walczyliśmy o Europę. Tamci chłopaki mieli nogi z gumy, teraz wyglądają jakby im ktoś wstrzyknął środki uspokajające w połowie sezonu. A trener? Ten sam, który potrafił wycisnąć z nich jeszcze dwie zmiany walki w dziewiątym meczu z Cracovią, kiedy inni już dawno leżeli plackiem.
StaraSzkola gada o drugiej połowie zeszłego sezonu, kiedy atak zapadał się jak papierosowy filtr — ale pamiętajcie, że w tamtym momencie mieliśmy już za sobą ponad 20 meczów na ciele. Teraz jest luty, a my jesteśmy tak daleko od stanu optymalnego jak Lublin od Gdańsku przy blokadzie mostu. To nie jest kwestia "paru dobrych meczów", to kwestia, że w pewnym momencie sezonu zawodnikom odkręciło się jakieś koło zębate — nie wiem, czy z kontraktami, czy z tym "ależ oni tyle płacą za te występy", ale widzę, że jak piłka ląduje u nich w nogach, to albo uciekają od niej jak od mandatu, albo kopią tak, że sędzia musiałby mieć notatnik z kieszeni kurtki.
A defensywa... Boże, gdzie ja byłem, kiedy ci chłopacy podpisywali kontrakty? Oni naprawdę myślą, że futbol to gra w nogę w szkolnej sali gimnastycznej? Albo nie czują presji kibiców za plecami, albo mają gdzieś to, co piszemy tu co tydzień. Mikrofon pod nos to by pomógł — żeby usłyszeli nie tylko klaksony, ale i słowa: "ruszaj dupy, bo jutro będą was trenować na boisku Warty z instruktorem BHP".
Mamy jednego z najlepszych trenerów w kraju — wiemy, że umie budować system. Ale system to nie tylko taktyka na papierze, to też stan umysłu. Jak komuś w głowie tkwi "mam kontrakt do czerwca, spokojnie", to nijak nie wpasuje się w "trzeba walczyć o każdy centymetr, bo kibice zapłacili za bilet krwią". Kiedyś nam się to udawało — i to z takimi samymi twarzami w składzie. Dlaczego teraz nie?
ej ludzie, naprawdę musicie taki szum narobić jakby w Lublinie nie grał nigdy nikt, kto umiał kopnąć piłkę poza pole karne a 😄 no dobra, może trochę przesadziłem, ale pamiętacie chociaż ten mecz w '98 roku na stadionie przy al. Zygmuntowskich, kiedy to nasz Staszek Wolak — ten sam, co potem jeździł z Wisłą Kraków — strzelił gola z dystansu i jeszcze zrobił asystę do drugiego? wtedy kibice tak naprawdę biegali po trybunach, bo nie nadążali skakać!
i teraz proszę — mamy zespół, który w tamtym sezonie potrafił bić się z Legią na jej własnym stadionie, a dzisiaj patrzymy jak nasi obrońcy stoją jak słupki do elektrowni tylko dlatego, że im się nie chce. stary szkoła miał trochę racji, że sezon to długi okres, ale wiecie co? w '98 roku takich problemów nie było! wtedy zawodnicy wchodzili na boisko z takim luzem, jakby mieli jeszcze piwo w lodówce kibica — a wychodzili z nóg podwiniętych od adrenaliny.
teraz mówicie, że trener jest świetny — i owszem, to prawda, ale pamiętajcie, jak w zeszłym roku ściągał tego juniora z akademii i postawił go w podstawowym składzie na mecz z Lechią? ten chłopak biegał jak opętany i dał gola! a dzisiaj mamy sytuację, że nasi "gwiazdorzy" kopią piłkę w poprzek jakby mieli nad sobą kamerę z tik toka, która krzyczy "hej, spójrzcie na mnie, jestem fajny!".
i jeszcze jedna rzecz — OldSchoolStaraSzkola powiedział, że system to nie magia, i ma całkowitą rację. ale magia jest wtedy, kiedy zawodnik wierzy, że coś jest możliwe. w latach '90 mieliśmy taki styl, że na trybunach się płakało, bo nie nadążaliśmy za grą — dzisiaj widzę kibiców, którzy machają rękami z niedowierzaniem i piją piwo za piwem, żeby jakoś znieść ten spektakl.
może faktycznie trzeba zrobić tę loterię co zaproponował Wisła1913 — ale nie po meczu z Wartą, tylko dzisiaj, bo jak nie teraz, to kiedy te nogi z waty zaczną znów działać? może im się po prostu odechciało walczyć, bo nikt ich nie pogoni? bo ja pamiętam czasy, kiedy kibice nie musieli nikogo poganiać — oni sami walczyli jak lwy o każdy punkt. a dzisiaj co? stoimy w miejscu i gadamy.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
kurczę, ale wy naprawdę wczoraj wieczorem dolewaliście sobie tej frustracji w chałupie, że aż dech zapiera... pamiętacie jeszcze ten lutowy mecz z Piastem, kiedy nasz napastnik dostał piłkę pod poprzeczkę, obrócił się i walnął tak, że bramkarz nawet nie drgnął? to był gol z półobrotu, nie żadne tam "kopanie w poprzek boiska", tylko prawdziwa robota!
i teraz co? mamy się obrażać, że nasi chłopaki nie biegają jak na dopingu, tylko że kopią piłkę w poprzek? no dobra, może czasami to wygląda tak, jakby ktoś im kazał grać w szachy zamiast w futbol — ale powiem wam coś, co mi dzisiaj wpadło do głowy: a może po prostu zapomnieli, jak się gra, bo przez pół roku siedzieli w blokach zamiast na murawie?
stary trener miał kiedyś takie powiedzenie: "piłka nożna to nie spacer po plantach, tylko walka o każdy metr, jakbyśmy mieli za pasem nóż i kaptur z cudzym numerem" — a dzisiaj co widzimy? nasz środkowy pomocnik dostaje piłkę, patrzy na bok, jakby liczył na to, że mu ją odejmą, zamiast samemu iść do przodu. i nie mówcie mi, że to przez kontrakt, bo przecież ci sami chłopaki parę miesięcy temu walczyli jak oszalałe z europejską drużyną w pucharze!
no ale zobaczymy, może jeszcze ten trener znajdzie sposób, żeby im przypomnieć, że futbol to nie mecz w playstation, tylko sport, gdzie się leci do przodu, bije i walczy — bo jak nie teraz, to kiedy oni wreszcie poczują ten zapach trybun, który ich dopinguje, a nie te wszystkie gadania w internecie, które ich tylko rozpraszają?
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, chłopaki, ale żeście tu dzisiaj oberwali po morale, że aż mi się zebrało na wspominki z czerwca, kiedy to facet z trybuny rzucił mi browara wprost w twarz — no i przy okazji wymierzył celną ripostę w naszego środkowego, który akurat akurat w tym momencie postanowił zagrać piłkę w poprzek boiska zamiast podejść do kontroli. Pamiętam, jak ten chłopak spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakby mnie pytał: "a ty co?". Ja mu na to: "ja nic, tylko kibic, a ty najwyraźniej zapomniałeś, że fani nie płacą biletów po to, żebyś sobie spacerował po boisku jak na niedzielnym spacerze z teściową".
I wiecie co? On wtedy, na następnym treningu, przyszedł i obiegł całe boisko dwa razy więcej niż reszta — nie żeby dostać pochwałę od trenera, tylko żeby chociaż odrobinę odpokutować za tę swoją "chwilę wolnego". Bo kibice nie pamiętają błędów, pamiętają tylko, jak się grali — i tyle. A dzisiaj co? Mamy chłopaków, którzy kopią piłkę tak, jakby mieli ją przekazać na lotnisku, a kibice siedzą na trybunach i liczą minuty do końca meczu, żeby nie patrzeć na te ich miny z niedowierzaniem.
Stary dobry trener zawsze mówił: "jak nie dasz z siebie wszystkiego na boisku, to i tak cię zdemaskują — albo kibice na trybunie, albo sędzia na boisku". I teraz ja się zastanawiam: czy to naprawdę jest problem z nogami z waty, czy może po prostu zabrakło tego jednego meczu, w którym by im się przypomniało, że futbol to nie gra w klasy na szkolnym boisku, tylko coś więcej? Bo jak nie teraz, to kiedy? Jak nie z nami, kibicami, którzy ciągle wierzą, że Lublin może być jeszcze kiedyś tą "perłą wschodniej flanki", którą ktoś tu rzucił jakby to był tytuł do gazety z 2012 roku?
Gdzie dowody?
Ej, MichałSląsk, akurat ty trafiłeś w sedno — i niech mnie szlag trafi, jak znowu się wkurzam, że nasze "gwiazdorzy" grają, jakby mieli w butach podkładkę z gąbki. Pamiętacie ten mecz w sierpniu, kiedy Piast walnął nas 4:1, a nasz kapitan pojechał na kontratak sam ze środka pola i dobił piłkę tak mocno, że bramkarzowi aż okulary spadły? Tego chłopaka nie było wczoraj ani razu na murawie, tylko siedział na ławce jak posąg, bo najwyraźniej ktoś uznał, że "dystrybucja jest ważniejsza od walki".
No ale co tam — człowiek wychodzi z założenia, że jak ma się kontrakt i fartucha dobrego trenera, to automatycznie dostaje napięcie w mięśniach. Nic bardziej mylnego. Mój kolega, co pracuje w fizjoterapii, mówił mi, że w październiku wrócił z urlopu i aż zaniemówił, kiedy zobaczył, jak nasi obrońcy reagują na przyśpieszenie. "Rafał", powiedział, "oni mają nogi jak z waty, ale nie dlatego, że są leniwi — tylko dlatego, że przez pół roku trenowali system, a nie futbol".
I jeszcze jedno — StaraSzkolo ma rację, że sezon to długi okres, ale powiem wam jak było u mnie na meczu w zeszłym tygodniu. Siedziałem w loży prasowej (tak, wiem, jaram się z dziennikarzami jak zaszczytnym przywilejem) i widziałem, jak nasz lewy napastnik dostał piłkę pod poprzeczką, zamiast ruszyć się choćby o metr do przodu. Facet ma nogi zdolne do 11 sekund na 100 metrów, a na boisku stoi jak słupek ogłoszeniowy. I wiecie, co zrobił? Obrócił się do kolegi z ławki i powiedział: "Ej, może byśmy tak jednak kopnęli w poprzek, co? Żeby było fajnie i bezproblemowo". No kurczę, to nie nogi z waty — to głowy pełne waty!
A trener? On zna się na rzeczy, ale system to jedno, a mental to drugie. Kiedyś mieliśmy taką zasadę na trybunach: "Biegać, krzyczeć, walczyć — albo uciekać do domu". Dzisiaj kibice biegają tylko po parkingach, a zawodnicy? Oni się oszczędzają jakby mieli za sobą maraton, choć grają pierwsze 20 minut sezonu. Może im się odechciało, bo nikt ich nie pogania — a kibice nie mogą ich poganiać przez telefon. Trzeba im to przypomnieć inaczej. Może akcją #LublinDlaPrawdziwych — ale nie gadamy, działamy. Bo jak nie teraz, to kiedy?
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Ej, ale was tu rozpieprzyliście dzisiaj te dyskusje jakby komuś wstawił tonę podpałki pod stołem 🔥 Znam tę frustrację, bo sam siedziałem na trybunie przy al. Zygmuntowskich, kiedy Staszek Wolak tamtego '98 roku strzelił tego gola z dystansu — i co? Pamiętacie jak trybuny wtedy drżały? A dzisiaj? Siedzimy i gadać gadamy, a chłopaki na boisku wyglądają jakby im ktoś wyłączył prąd w nogach!
Wiecie co mnie wkurza najbardziej? To, że nasi "specjaliści" od gry w poprzek boiska mają więcej refleksów niż pająk w kącie pokoju! I nie, nie chodzi mi o to, że są leniwi — oni po prostu zapomnieli, jak się gra! Przecież ten sam trener co rok temu potrafił wycisnąć z nich jeszcze dwie zmiany w dziewiątym meczu, a dzisiaj ledwo zipią w lutym! Co się stało przez te pół roku? Nagle buty im urosły trzy numery większe? Albo im się naprawdę coś przytrafiło w głowie?
A ten wasz ulubiony argument o kontraktach? Proszę bardzo — facet z Trójmiasta podpisuje kontrakt na całe życie, a i tak bije się jak zwierzę na boisku, bo wie, że kibice go widzą. U nas? Siedzimy i liczymy minuty do końca meczu, żeby nie patrzeć na ich miny z niedowierzaniem. Ale wiecie co? Może czas na małą interwencję — niekoniecznie na następny mecz, tylko na trening! Weźcie i zorganizujcie zbiórkę, że niby "na bilety dla rodzin zawodników", a potem ustawcie się pod ich blokiem i krzyczcie tak, żeby usłyszeli: "Chcecie kontrakt na całe życie? To najpierw zagrajcie w futbol, a nie w klasy na szkolnym boisku! 🤡" Jak nie teraz, to kiedy? Kiedy będą mieli już wypalone buty i żaden kibic nie będzie chciał do nich podejść?
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A niech to, aleście dzisiaj rozpalili emocje jakby ktoś rzucił zapałkę do beczki z benzyną 😱 no ale serio — widzieliście te statystyki fizjoterapeuty z waszego Rafała, że nasi chłopacy mają nogi z waty? Kurde, a ja wam powiem coś innego — w piątek widziałem na treningu naszego najmłodszego obrońcę, tego juniora co dał gola Lechii, i biegał jak oszalały! I co, on ma w butach jakieś tajemne wkładki? Że niby mu nogi nie służą, a on się giba tam na treningu jakby miał napęd rakietowy?
Wy tu wszyscy mowicie o mentalności, kontraktach, watowanych nogach — a ja wam mówię, że to jakbyście patrzyli na mecz przez okulary z promieniami X albo coś! Bo przecież ten sam trener, co postawił tamtego juniora, potrafiłby ich wszystkich postawić do pionu na głowie, gdyby tylko chciał! Może mu brakuje na trybunie tego starego dobrodusznego pana z fajką, co mu przypominał, że futbol to nie spacerek? Albo może kibice powinni zrobić akcję "powrót do korzeni" — nie te wszystkie gadanie, tylko wziąć transparenty i zaśpiewać im na treningu cały repertuar z lat '90, aż im uszy popękają!
I jeszcze jedno — Rafał z fizjoterapii gada o watowanych nogach, ale nikt nie wspomniał o tym, że w październiku mieliśmy 5 meczów w 12 dni! Może im się po prostu nogi pospadały z nóg? A niektórzy tu gadają, że oni kopią piłkę w poprzek boiska, bo im się nie chce biegać — no to mi powiedzcie, kto wam powiedział, że oni nie potrafią grać? Przecież jak weszli do szatni po meczu z Wartą, to wszyscy mieli miny jakby im ktoś kazał jeść surowe ziemniaki! Może po prostu zapomnieli, jak się cieszyć z grania, bo zapracowali sobie na "spokojny kontrakt"?
Ale wiecie co? Ja im niebronię — akcja #LublinDlaPrawdziwych to jest to! Nie gadanie, tylko działanie. Żeby usłyszeli, że kibice nie chcą oglądać spacerów po boisku, tylko futbolu z krwią i potem! Tylko niech im nie dają na trybunie pluszaków i gratulacji, tylko postawią pod ich blokiem te swoje transparenty i zaśpiewają "Stary dobry Lublin" tak, żeby im aż mózg odbiło od szoku! Bo jak nie teraz, to kiedy oni wreszcie poczują, że kibic nie płaci biletu po to, żeby patrzeć na ich "chytry plan" z poprzeczką?
Swoich się nie zostawia.
ej ludzie, ale wy tu dzisiaj wylewacie ten cały smutek jakby ktoś wypuścił kurek z baniakiem emocji od rana 😄 no dobra, może trochę macie racji, że się patrzy jak na mecz playstation, ale dajcie spokój — przecież wcale nie jest tak czarno jak to robicie!
pamiętacie ten marzec ubiegłego roku, kiedy to nasz środkowy pomocnik, ten co potem poszedł do czołowej ligi za granicę, dostał piłkę przy linii bocznej, przebił się przez trzech obrońców i strzelił gola z 25 metrów? facet nawet się nie zasapał! a dzisiaj co? mamy juniorka, co biega jak opętany na treningach, a na meczu stoi jak pierwszy raz w butach — no ale to nie znaczy, że cały zespół ma nogi z waty, tylko że każdemu czasem zdarza się słabszy dzień! i nie, nie chodzi o to, że nie umieją grać — oni po prostu tracą ten luz, który mieli rok temu, jak trener ich jeszcze dopingował od samego wejścia!
i jeszcze jedno — gadacie, że kibice powinni im zaśpiewać na treningu coś z lat '90, żeby im uszy popękały, ale wiecie co? ja byłem tamtego lata na tym meczu z Legią na własnym stadionie i powiem wam — tamci chłopacy też mieli swoje słabsze momenty, ale kibice ich dopingowali tak, że aż trybuny drżały! i to nie było od razu, tylko stopniowo! nie można oczekiwać, że dziś wszyscy od razu wyjdą z tej dziury — bo ona nie powstała w tydzień, tylko przez cały ten czas, kiedy my siedzieliśmy na trybunie i liczyliśmy minuty do końca meczu!
no ale zobaczymy, może jeszcze ten trener znajdzie sposób, żeby im przypomnieć, że futbol to nie spacer po Plantach z teściową, tylko coś więcej — bo jak nie teraz, to kiedy ci co pamiętają dawne czasy wreszcie odejdą na emeryturę?
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, ależ wy dzisiaj pogrzebaliście cały mój zapas cierpliwości do gadania o nogach z waty — bo ja wam powiem coś, co widziałem na własne oczy w zeszłym tygodniu na treningu juniorów, a nie te wasze "statystyki fizjoterapeuty Rafała" co niby niby potwierdzają nasze najgorsze obawy.
Otóż siadłem sobie z kumplem na ławce przy boisku rezerwowym, bo akurat grali tegoroczni debiutanci, i co widzę? Nasz stary asystent trenera — ten sam, co jeszcze w dwutysięcznym pomagał Panu Romkowi trenować — co rusz krzyczy do środkowego pomocnika, że ma iść do przodu, a ten facet stoi w miejscu jakby mu ktoś kazał liczyć kroki na bieżni. No ale co mnie zaskoczyło, to że obok niego biegał tamten junior, co ostatnio strzelił gola Lechii, i facet ten młodziak co chwila wyprzedzał o pół korpusu tego starszego gracza, który ma kontrakt na całe życie.
I wiecie, co zrobił ów "gwiazdor"? Złapał się pod boki i patrzył na juniora jakby go pytał: "A ty co, chcesz mnie ośmieszyć?". A ten młody nawet się nie zdziwił — tylko zaśmiał i powiedział: "No dobra, to jeszcze raz, ale tym razem naprawdę spróbuj pobiegać, a nie stać w miejscu jak słup ogłoszeniowy". I ten starszy facet — niech mu będzie — posłuchał i faktycznie przebiegł za nim kawałek, ale na twarzy miał minę jakby mu ktoś kazał jeść surowe cebule.
I teraz pytanie do was: jeśli nawet junior potrafi biegać jak opętany, a uczeń asystenta trenera umie grać z głową, to dlaczego nasi seniorzy mają nogi z waty? Może im naprawdę brakuje tej starej szkoły, gdzie trener krzyczał, że futbol to nie spacer po Plantach, tylko walka o każdy metr — i to nie od sezonu, tylko od samego początku kariery?
Bo jak nie teraz, kiedy im się przypomnimy, że Lublin kiedyś był drużyną, która grała tak, jakby miała zapał, a nie jakby się bała oberwać — to kiedy? Kiedy trenerzy odejdą, a my będziemy jeszcze bardziej tęsknić za tymi momentami, które kiedyś potrafiliśmy wymusić z hukiem na trybunach?
Najpierw próba, potem wnioski.
No co wy, ludzie, jak tak dzisiaj rozpaliliście ten temat, że aż mi się kawa w kubku podskoczyła od emocji — pamiętacie, jak ostatnio przy al. Zygmuntowskich jadłem kiełbaskę z żeberkiem, a na trybunie siedział facet w dresie sprzed 2005 roku i nucił "Stary dobry Lublin", choć mecz był tak nudny, że ptaki siadały na słupach oświetleniowych? I wiecie co? On nawet nie narzekał, bo dla niego futbol to był rytuał — coś więcej niż cyfry w tabeli.
Ale teraz nie o tym. Siedzę tu i myślę sobie: dobra, mamy trenera, który zna się na systemie jak nikt inny, mamy chłopaków z kontraktami, którzy powinni dać z siebie wszystko — i co? Mamy juniora, który na treningu biega jakby mu ktoś w dupę wstawił prąd, a na meczu stoi jak słup ogłoszeniowy obok starszego kolegi, co ledwo zipie. I teraz pytanie: czy to wina nogi z waty, czy może po prostu zapomnieli, że futbol to nie spacer po parku z psem? No bo jeśli nawet fizjoterapeuta Rafała gada o problemach z kondycją, a my widzimy, że junior daje radę, to chyba coś tkwi nie tak w głowie, nie w nodze.
I jeszcze jedno — wszyscy tu gadają o mentalności, o kibicach, którzy powinni śpiewać na treningach, o akcjach #LublinDlaPrawdziwych, ale nikt nie mówi o tym, że może naszym chłopakom po prostu brakuje tej starej szkoły, gdzie trener krzyczał, a kibice dopingowali od pierwszego gwizdka. Bo tak jak to było kiedyś: nie liczyło się tyle schematy, co to, że każdy biegł jakby od tego zależało jego życie.
Może więc problem nie leży w tym, że nie potrafią grać, tylko że zapomnieli, jak się cieszyć z grania — bo kibice płacą nie po to, żeby patrzeć na spacer po boisku, tylko na futbol z krwią i potem. I na tym chyba warto się skupić, zamiast liczyć minuty do końca meczu, czekając na cud. Bo cuda w Lublinie się zdarzają, ale nie znikąd — tylko od kibiców, którzy nie dadzą im spokoju.
Najpierw policz, potem się spieraj.