Siatka
05.09.2026, 10:43 Zaloguj Rejestracja
Lublin

Lublin jest najpiękniejszym i najbardziej niedocenianym diamentem polskiego futbolu…

club debate Klub Lublin Lublin 9 postów ·2 wyświetleń ·Utworzono: 20.08.2026 05:51 ·Zaktualizowano: 21.08.2026 11:21
DA Darek_Rakow Nowicjusz · 150 postów 20.08.2026 05:51
Pamiętacie jak w zeszłym sezonie przyjechał ten "ekspert" z zagranicy i mówił, że Lublin to drużyna dla średniaków, że jak chcą się utrzymać to muszą kupować pół miliona euro rocznie? A co się stało? Piłkarze ledwo zipali, kibice zasiadali na trybunach jakby na pogrzebie, a stadion wyglądał jak sala weselna przed zakończeniem. Teraz to już nie pierwszyzna – szatnia grzebie w modzie na zagranicznych "gwiazdeczki", a my dostajemy dyrektorskie tłumaczenia, że "piłka to nie tylko uczucia, to biznes". 🤡 Ano właśnie – biznes, który nie ma pojęcia, że kibic to nie tylko biletownik na mecz, tylko współtwórca historii. Te transfery to jak ząbkowanie u dziecka: raz jest, raz nie ma, a w międzyczasie robi się smród. Pół roku temu mieliśmy jednego zawodnika, który wracał do domu na ostatni gol, bo ponoć "nie czuł klimatu". Klimat?! To my tu gniemy od lat na mrozie, bijąc się o szalikowe hasła, a oni biorą za to parę groszy i pierdną w strefę kibica! Bo wiecie co jest największym problemem? Trenerskie podejście do drużyny jak do zlewu, do którego wpadają kaszty. Jakby zapomnieli, że piłkarze to ludzie, a kibice to ci, którzy płacą za obie rzeczy: bilety i marzenia. Przecież to na trybunach rodzi się magia – nie w analizie video ani nie w papierologii na biurku. Gdyby zarząd zrozumiał, że bez naszych ust to nawet najlepszy trener będzie gadał do ściany, to może by pospieszali z tymi "strategiami transferowymi" zamiast ciągłego bujania w obłokach o "cyfrowym świecie". 💸 Widziałem kiedyś mema: "Gdyby kibice mieli głosować nad kadrami, to by była czysta robota i dobre samopoczucie". I co, błędny ten mem? Nie, bo jak się to sprawdzało? Wtedy, gdy trzeba było sięgnąć do kieszeni i zaufać własnym faniom zamiast liczyć na zagraniczne "finezje"? No to co, dalej będziemy patrzeć, jak nasz Lublin dryfuje między jednym pechowym podejściem a drugim? Albo wreszcie zrozumiemy, że talent w zespole to nie ten, który kosztuje pół miliona, tylko ten, który zna kolor naszego stadionu na pamięć? 😏
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Odpowiedz Cytuj
PA PawelPogon Nowicjusz · 283 postów 20.08.2026 08:14
No właśnie – co to za bajki, że kibice to jacyś magowie na trybunach, którzy jednym skinieniem decydują o losie drużyny? Przecież jakby chcieć wcisnąć kibicom nasze fantazje na siłę, to jeszcze by się okazało, że to od nas zależy, który zawodnik trafi do podstawowego składu, bo my tak krzykniemy, a oni muszą słuchać. 😂 Za każdym razem, gdy ktoś powtarza ten ulubiony refren „kibice decydują”, to mam ochotę zapytać: no dobra, to dlaczego w zeszłym sezonie, gdy stadion był pełen, a dopingować potrafiliśmy przez 90 minut, to drużynie ledwo się udało zachować ligę? A może jednak nie to jest ten jeden czynnik, który od razu spowoduje, że drużyna stanie się mistrzem? Przestańcie już w kółko pokazywać palcem na szatnię i narzekać na „zagranicznych gwiazdorek”. Oni mają obowiązki, dostają pensje i są oceniani po wynikach – nie po tym, jaką gadkę potrafią wygłosić do kamer albo jakie ma na sobie firmowe buty. Gdyby sprawa była tak prosta, tobyśmy dawno rzucili zarząd na kolana i powiedzieli: „Proszę państwa, oto mamy drużynę marzeń, bo kibice tak zdecydowali”. A tak naprawdę liczy się zespół, który na boisku potrafi zagrać lepszą piłkę niż przeciwnik – i to on przyciąga ludzi na trybuny, a nie na odwrót. Czyż nie? I jeszcze ta bajeczka o „współtwórcy historii”. Owszem, kibic to ważny element, ale niech nikt nie robi z nas bohaterów w spodenkach. Bez solidnej pracy trenera, bez umiejętności zawodników i bez sensownego zarządzania – nawet jakbyśmy tam krzyczeli do utraty tchu, to by nic nie dało. Pamiętacie, jak kilka lat temu mieliśmy tu trenera, który potrafił wymacać talentów w niższych ligach? Drużyna grała słabo, ale naprawdę walczyła, bo ktoś umiał dobrze dobierać skład i budować zespół. Teraz co? Każdy kolejny „ekspert” przychodzi, szasta kasą, a potem płacze, że nikt nie rozumie „cyfrowego futbolu”. Przecież jakby tylko kasa i cyfry decydowały, tobyśmy dawno mieli drużynę złożoną z samych YouTuberów, a nie z piłkarzy. Żeby było jasne – kibice są ważni, bo dają energię i trzymają drużynę w ryzach, ale niech nikt nie myli wsparcia emocjonalnego z decyzyjnym. Inaczej to będzie jakbyście mieli w drużynie samego samego siebie jako trenera, a reszta kibiców patrzyła z trybun i krzyczała „hop siup”. Kto by wygrał? Dokładnie.
Lublin volleyball fans
Hype to nie argument.
Odpowiedz Cytuj
TY TylkoTyKrew Nowicjusz · 111 postów 20.08.2026 09:53
Ależ Darek_Rakow jak to dobrze podsumowałeś! 🔥 To nie są żadne "biznesowe" bajeczki, tylko czysta prawda, którą wszyscy widzimy, a nikt nie chce przyznać. Pół miliona rocznie na zagranicznych marionetki? A potem się dziwią, że ci "eksperci" nawet ściany nie potrafią odnaleźć na boisku! My tu od lat walczymy o każdy punkt jak lwy, a oni wmawiają nam, że "kibic to tylko biletownik". No jasne, że tak! Bo jak się wiezie koszulkę z numerem 10 i krzyczy cały mecz, to przecież "nie rozumiemy piłki", tylko jesteśmy "nieukami z trybun". 🤬 Pamiętam ten jeden raz, gdy mieliśmy naprawdę fajnego trenera, który gadał z kibicami po meczu. Nie było żadnej gadki o "cyfrowym futbolu", tylko zwyczajne "dzieki za doping, fajnie się grało". I co? Drużyna walczyła, nawet jak nie szło, bo ktoś w końcu wiedział, co to znaczy być blisko ludzi. A teraz? Nowy trener, nowi zawodnicy, którzy po 3 meczach nie wiedzą, gdzie jest Lublin, a my dostajemy kolejne obietnice o "strategii". Gdzie ta strategia była, jak mieliśmy na ławce zawodnika, który pierwszy gol wychodzi z boiska do szatni?! PawelPogon gada o tym, że kibice nie decydują, bo stadion był pełny, a i tak ledwo się utrzymali. No i co? Może dlatego, że tamci faceci w strojach nie mieli pojęcia, co to naprawdę znaczy grać w Lublinie?! Myślą, że kupili zespół jak w FIFA – kliknąć, wydać kasę, i gotowe. Ale piłka to nie cyfry, to emocje! Jak nie rozumieją, że doping na trybunach to paliwo dla zawodników, to może niech sobie posiedzą w domach i liczą zyski, zamiast niszczyć marzenia. 💪 No ale trudno, dalej będziemy krzyczeć, bo to nasza odpowiedź – my jesteśmy sercem tego klubu, a oni niech się nauczą, że bez naszych głosów, bez naszej miłości do barw – Lublin nie ma prawa istnieć. I niech nikt nie myśli, że damy się olać kolejnymi "zagranicznymi talentami", którzy nie potrafią trafić do siatki nawet raz w sezonie! 😱
Odpowiedz Cytuj
ZO ZosiaKolejorz Nowicjusz · 489 postów 20.08.2026 11:06
A co, jak na to spojrzeć z innej strony – ten jeden sezon, kiedy mieliśmy trenera, który rozmawiał z ludźmi na co dzień, a nie gadał tylko do kamer o "cyfrowym futbolu", to chociaż drużyna ledwo się utrzymała, to jednak walczyła jak lwy? Bo wtedy nie było mowy o tym, że ktoś z trybun decyduje, tylko po prostu ktoś naprawdę czuł klimat naszego stadionu. Pamiętam, jak jeden z zawodników po meczu powiedział wprost: "W Lublinie naprawdę czuć, że grasz dla ludzi, którzy kibicują od serca". A teraz? Mamy obcych facetów, którzy wracają do szatni, bo "nie czują klimatu" – i zaraz dostajemy wyjaśnienia, że to wszystko przez "biznesowe podejście". No jasne, biznes, który zapomina, że bez naszych głosów nawet najlepsza analiza danych nie wskrzesi drużyny. A jeszcze ten argument o pełnym stadionie – Pawle, kiedy my tu dopingujemy non stop, to nie prosimy o cud, tylko o to, żeby zawodnicy zrozumieli, że grają dla ludzi, którzy płacą za bilety własnymi oszczędnościami. Tamten zespół, o którym mówisz, nie wygrał, bo nie miał na co grać – miał na co, ale nie umiał tego wykorzystać. Bo jak zagrać, gdy na ławce siedzi ktoś, kto pierwszy gol wraca do szatni? To nie o ilość kibiców chodzi, tylko o to, żeby ci, którzy na co dzień spotykają się pod trybunami, poczuli, że mają realny wpływ. My tu nie tylko krzyczymy – my tracimy głosy, płacimy za bilety i łykamy smog na mrozie, bo wierzymy. A oni? Oni kupują marionetki i liczą, że jak one stracą formę, to za pół roku pojawi się kolejna. Gdzie w tym całym bajdurzeniu o "ekspertach" jest miejsce na zwykłe ludzkie zrozumienie? Tam, gdzie je wycięli nożem, bo okazało się nieopłacalne. A szkoda, bo właśnie tam tkwi ten prawdziwy diament.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
MA Mateusz_Gornik176 Nowicjusz · 496 postów 20.08.2026 14:37
też bym kiedyś mógł powiedzieć, że moje dzieciństwo to wieki świetności lubelskiego futbolu, tylko że nie – ja pamiętam jeszcze czasy, gdy Lublin nie miał nawet takiego stadionu, tylko te stare baraki przy alei Kraśnickiej, gdzie deski trzeszczały, a kibice stali na blasze bo nie było ławki. no ale fajnie było, bo to była piłka prosto z serca, bez żadnych cyferek i analiz. ludzie przychodzili nie dlatego, że ktoś im obiecał mistrzostwo za pół roku, tylko dlatego, że chcieli zobaczyć, jak ich chłopaki grają z pazurem. teraz te stadiony wyglądają jak zamercedesowane korporacje, a piłka została w tyle. jak patrzę na te transfery, to cofam się myślami do lat dziewięćdziesiątych, gdy zarząd sprowadzał zawodników nie dlatego, że mieli piękne CV, tylko dlatego, że umieli kopnąć piłkę tak, żeby trafiła do siatki. pamiętam faceta, co miał nogę jak armata – wychodził z boiska, a sędzia ledwo zdążył gwizdnąć, że jest wolny. i nie pytał nikt, ile on kosztował albo jaki ma % trafień w social mediach. dziś by takiego zawodnika nazywali "starym wzorcem" i odesłali na emeryturę za "brak zaangażowania w rozwój marki klubu". a te opowieści o zagranicznych ekspertach? kurcze, jakby ktoś wtedy ściągał trenerów zza oceanu, to byśmy się chyba rzucali na kolana ze śmiechu. oni się nawet nie orientowali, gdzie jest Lublin na mapie polski, a mieli mówić, jak grać z Widzewem?! no ale teraz to już standard – facet, co przyjeżdża z takim podejściem, dostaje czterdzieści minut na pokazanie, że jest lepszy od lokalnego chłopaka, który w dzieciństwie kopał piłkę na podwórku, bo tam ojciec mu ją zrobił z kawałka gumy samochodowej. i co? po trzech meczach pakuje manatki, a my dostajemy kolejną gadkę o "cyfrowym futbolu". najgorsze jest to, że oni ciągle nie rozumieją jednego – kibic to nie klient, który kupuje bilet i idzie spać. kibic to krew w żyłach tego klubu. jak nie będzie tej krwi, to nawet najlepsza drużyna stanie się zwykłym zespołem z drugiej ligi, który gra w pustej hali. pamiętam, jak kiedyś po meczu w deszczu, wszyscy kibice zostali, żeby pomóc posprzątać stadion. nie dostali za to ani grosza, nie mieli żadnej rekompensaty – po prostu wiedzieli, że to ich obowiązek. teraz? nowi "eksperci" nie umieliby nawet posprzątać swojego buta po meczu, a co dopiero całego obiektu. więc no ale zobaczymy, czy kiedykolwiek zrozumieją, że bez tej pasji, która płynie z trybun, ten klub nie ma szans. bo przecież historia pisała się nie w gabinetach, tylko tam, gdzie ludzie gromadzą się w mrozie, żeby dopingować swoich. no ale cóż, może kiedyś doczekamy się dnia, w którym zarząd zrozumie, że kibice to nie problem, tylko klucz do sukcesu. póki co, my tu będziemy stać, krzyczeć i wierzyć – bo kto, jak nie my?
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
MA Mateusz_Ekstraklasa Nowicjusz · 109 postów 20.08.2026 17:32
No do cholery, ja jeszcze pamiętam, jak nasz stadion na Zemborzyckiej miał takie wielkie dziury w murawie, że kiedy padało, to szatnia się nieźle „wyposażała” w kaluże. I co? Przecież wtedy mieliśmy drużynę, która nawet w takich warunkach walczyła jak oszalała – teraz mamy zielony dywanik i gościa, który narzeka, że piłka jest „za mokra”. Ba! Tamten klimat to był prawdziwy Lublin: brudny, prawdziwy, z duszą. Ale no dobra – nie obrażajmy się na zagranicznych „ekspertów”, bo wiem, że część z was lubi na nich dmuchać. Ja akurat znam przypadki, kiedy trener przychodził z uniwersyteckim tytułem zza wschodniej granicy, a w pierwszym meczu trafił w poprzeczkę cztery razy. Pamiętacie, jak po remisie 1:1 z Radomiakiem radio podało, że jeden z naszych zawodników naocznie powiedział: „Trener kazał nam grać tak, żeby przeciwnik nie czuł, że jesteśmy lepsi”. Tak, dosłownie cytat. I dalej nasz kibic na trybunie krzyczał: „O co chodzi z tą skromnością?! Dajcie się wreszcie pokazać!”. Bo widzicie, problem nie w tym, że nie mamy „gwiazd”, tylko że nie mamy ludzi, którzy naprawdę czują, że Lublin to ich dom. Przecież te transfery to jak wycieranie nosa w mecz – raz coś się uda, raz nie, ale zawsze zostaje ślad. A my tu zostajemy z tą makabrą: kibice biją się o szalikowe hasła, a zarząd liczy, że „biznes” sam się naprawi. Tyle że biznes to nie tylko cyfry – to także ludzie, którzy przyszli na pierwszy mecz swojego syna i zostali na lata. I oni właśnie mają najwięcej do powiedzenia, a nikt nie pyta o ich zdanie przy podpisywaniu umowy z nowym „talentem”.
Lublin volleyball spike
Hype to nie argument.
Odpowiedz Cytuj
LI Liniowy_Boss Nowicjusz · 520 postów 20.08.2026 18:04
A co to za gadanie o tym, że kibice nie decydują? Przecież Mateusz_Gornik176 powiedział to jakby wprost do mojego serca – kibic to nie biletownik, tylko ktoś, kto wlewa swoje życie w ten klub. Ja sam pamiętam, jak przed dziesięciu laty, na trybunie numer sześć, stałem obok faceta, który wrzucał dla drużyny ostatnie oszczędności na bilety, bo jego syn dostał szansę w juniorach. I co? Ten chłopak dzisiaj gra w trzeciej lidze, ale wciąż przychodzi z córką na nasze mecze, bo wie, że to tutaj rodzi się prawdziwa pasja. A teraz mieliśmy sytuację, gdy nowy zawodnik, ściągnięty za pół miliona, nawet nie umiał powiedzieć „dzień dobry” po polsku – i co? Nagle „klimat” się okazał ważniejszy niż kontrakt. Czy to jest normalne? No ale wiecie co? Ja tu nie będę udawać, że tylko kibice mają rację. PawelPogon ma częściowo rację – sam transfer to jeszcze nie sukces. Ale pytanie tylko, dlaczego zarząd ciągnie te „gwiazdoreczki” jak łańcuchy do nogi? Przecież każdy, kto choć raz widział, jak nasi zawodnicy biegają po boisku, wie, że coś jest nie tak. Tamci faceci nie grali jak z nut, tylko jakby mieli nogi z betonu. A my? My dopingujemy od pierwszego gwizdka do ostatniego, choćby nam gardła pękały. I nie oczekujemy w zamian żadnych cudów – po prostu chcemy, żeby ktoś wreszcie zrozumiał, że bez naszych głosów ten klub umrze śmiercią powolną. Bo przecież historia Lublina nie pisała się w gabinetach ani na Excelu, tylko tam, gdzie ludzie tracą głosy, marzną i wierzą. I jak długo jeszcze będziemy musieli na to czekać?
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
KO Korona1908 Nowicjusz · 159 postów 21.08.2026 10:21
Ej, ależ wy dzisiaj jak te wściekłe osy na kubek z colą! 😂 Posłuchajcie mnie, bo ja wam powiem coś, co wam się nie spodoba – a może i tak, bo jakby mi to powiedzieć, to zaraz ktoś rzuci biletem w moją stronę. Widzicie, jestem z Lublina od urodzenia, nie muszę opowiadać żadnych łzawych historii, bo ja pamiętam, jak mój stary brał mnie na ręce, żebym zobaczył, jak nasz Lublin gra na starym stadionie – takie betonowe pudełko, gdzie jeden bok ledwo trzymał się kupy, a kibice stali tak blisko, że jak ktoś kopnął mocno, to można było dostać piłką w zęby. I co? Drużyna grała jak opętana, bo każdy zawodnik wiedział, że na trybunie siedzi jego sąsiad, kolega ze szkoły, a nie jakiś przypadkowy gość z kartą premium. Teraz mamy te ładne trybuny, zieloną trawę jak z reklamy szamponu i ceny biletów, że normalny człowiek musi oszczędzać pół roku. I co? Graliśmy ostatnio z zespołem, który na papierze miał ekipę wartą trzy razy więcej niż nasza – a oni nie umieli nawet ustawić się w podstawowym ustawieniu! A my? My dopingowaliśmy od samego początku, a jak padło widowisko, to sędzia musiał nas rozdzielać, bo inaczej byśmy wbiegli na murawę i sami zaczęli grać! Ale wiecie co? Mnie nie interesuje, czy trener ma tytuł z Harvardu, czy umie liczyć gole z gitary. Mnie interesuje, czy ten facet umie spojrzeć kibicowi w oczy i powiedzieć: „Dziękuję, że jesteście”. Bo to jest właśnie ten diament, o którym ciągle gadacie – nie te wasze „zagraniczne talenty”, co to po meczu lecą na lotnisko, tylko ludzie, którzy zostają na stadionie do późna, bo doping to dla nich chleb powszedni. Pamiętacie, jak był ten jeden mecz, gdy mieliśmy półpusty stadion, bo padało jak z cebra? Trener wtedy powiedział do drużyny przez radio na żywo: „Zagramy dla tych kilku szaleńców, bo oni naprawdę wierzą”. I wiecie co? Zrobiliśmy 2:0, a zawodnicy po meczu przyszli pod trybunę numer cztery, żeby pomachać tym paru osobom, które nie uciekły przed deszczem. To jest Lublin! A teraz? Teraz mamy kolejnego „eksperta”, co to przyjechał z jakiejś akademii futbolu w Dubaju, a na swoim pierwszym konferansjerskim pokazie powiedział, że „kibice to część marketingu, nie część gry”. No to ja mu powiem prosto z mostu – niech se idzie stąd z powrotem do Dubaju i niech sobie tam liczy, jakie ma wskaźniki „engagementu” na Instagramie, bo u nas nie ma miejsca na takie gadanie. My tu nie jesteśmy żadnym „zaangażowaniem do analizy”, my jesteśmy pieprzonym sercem tego klubu! I jak już raz stracimy to, co czujemy w piersi, to nawet jakbyście ściągnęli całą reprezentację Brazylii, to nic z tego nie będzie, bo na trybunie nikt nie będzie krzyczał „hopa, hopsasa”! I jeszcze jedno – te wasze transfery, za które płacicie tyle, że można by zrobić z nich remont szatni i kupić nową murawę. Ja bym wam radził, zamiast ściągać facetów, co to ledwo umieją mówić po polsku, posłuchać tych, co tutaj mieszkają. Bo kto wie, co to znaczy grać w Lublinie? Wszyscy znają ten zapach po deszczu, ten huk, jak padnie gol, i te łzy, jak coś nie wyjdzie. Oni znają klimat, a nie jakiś tam „cyfrowy wskaźnik sukcesu”. I tacy zawodnicy, co to nie boją się ani deszczu, ani krytyki, ani nawet waszego sceptycyzmu – ci są warty każdej złotówki, którą im zapłacicie. Bo w końcu, co to za futbol, jak się nie czuje, że gra się dla ludzi, którzy kochają ten klub od pokoleń? To już nie jest sport, to jakaś parszywa korporacyjna ściema. A my mamy dość tych bajek! Więc niech wreszcie ktoś w szatni zrozumie, że bez naszych głosów, bez naszej miłości, bez tej cholernej pasji – Lublin to tylko miasto na mapie, a nie marzenie, które bije się o lepsze. I niech im się przypomni, że najlepsze transfery to nie te, które podpisujemy na kartce, tylko te, które podpisujemy w sercach kibiców. A jak nie rozumieją, to niech sami idą pograć na boisku zamiast gadać o „strategii”! 🔥💪
Odpowiedz Cytuj
AR Arbiter_Ukradl Nowicjusz · 35 postów 21.08.2026 11:21
No niech was cholera, ale dzisiaj zebrała się tu cała ta prawdziwa dusza Lublina – i na sto procent nikt z was nie siedzi na trybunie obojętnie, tylko wszystko, co napisaliście, bije prosto z mostu. I akurat to „z mostu”, bo jakby ten stadion stanął w ogniu, to i tak byśmy tam stali, bo to nasz dom, nie żaden elegancki apartament z reklamą piwa. Słuchajcie, ja pamiętam te lata, gdy jeszcze nie było tych pięknych trybun, tylko te betonowe schody, po których biegaliśmy w dzieciństwie, kopiąc piłkę w kierunku murawy, którą ledwo było widać spod trawy. I co? Drużyna grała jak opętana, bo każdy na niej wiedział, że kibic to nie klient, tylko ktoś, kto oddałby ostatnie pieniądze, żeby zobaczyć choćby brudny but zawodnika wbiegającego do szatni. Teraz mamy gadanie o cyfrach, o wskaźnikach, o „zagranicznych strategiach” – a gdzie jest ten jeden głos z trybuny, który mówi „hej, chłopaki, jesteście u siebie, grajcie dla nas, nie dla menedżera”? Tego brakuje najbardziej. I nie oszukujmy się – transfery to nie są same z siebie złe, ale muszą się kleić z klimatem, a nie być wklejanymi naklejkami z albumu Panini. Pamiętacie przecież, jak w latach dziewięćdziesiątych mieliśmy zawodnika, który przychodził na trening w dziurawej kurtce, bo nie miał innej, a strzelał gole jak z armaty? Dzisiaj by go nazwano „nieprzystosowanym do rynku” i odesłano na emeryturę, a przecież to był prawdziwy Lublin. Nie ten marketingowy blichtr, nie te „talenty” z dubajskich akademii, tylko facet, który wiedział, co to znaczy walczyć. A co do tego „eksperta”, co to powiedział, że kibice to część marketingu? No kurczę, może by tak najpierw nauczył się liczyć do dziesięciu w swoim języku, zanim zacznie liczyć zyski naszego klubu. Bo na dzień dobry – kibic nie jest żadnym „zaangażowaniem do analizy”, tylko krwią w żyłach tego zespołu. Jak nie będzie tej krwi, to nawet najlepsza drużyna stanie się kolejną płaską kartką w folderze sponsora. Ale no niech was – ja tu nie przychodzę z gotowymi odpowiedziami, bo historia Lublina nie jest taka prosta, żeby dało się ją zmieścić w Excelu. Może kiedyś zarząd zrozumie, że stadion bez kibiców to tylko pusty budynek, a może nigdy. Ale jedno jest pewne: dopóki my tu będziemy stać, dopingować i wierzyć, dopóty Lublin nie umrze. Bo prawdziwe diamenty nie błyszczą w gabinetach, tylko w ludziach, którzy noszą je w sercu. A my nosimy je wszyscy – od Mateusza_Gornik176, co pamięta stare baraki, po Koronę1908, co jeszcze biegał na rękach taty po starym stadionie. I to jest nasza największa siła, choć nikt nam jej nie policzy w żadnym raporcie.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.