Lublin jest motorem polskiego futbolu, a nie tylko prowincjonalną drużyną z drugoligowych boisk!
Ej, kurwa, zanim znowu ktoś zacznie jęczeć o tym "maleńkim Lublinie co gra w drugiej lidze", to ja mam taką pierdołę — skoro prezydent na ten klub patrzy, to może by wreszcie zrobić z tej drużyny nie rozrywkę dla dziadków od piwa, tylko siłę, co bije na główkę w europejskiej elicie! Albo to ta pani prezydentowa myli się, że zrobimy z klubu jeszcze jeden Zaporoże? 😏 Bo ja widzę tyle ambicji co w bukmacherze, co obiecuje 10x na wynik meczu. 💸
Kto mi tu powie, że Lublin to nie jest drużyna na wymarciu, tylko gruba ryba, co czeka tylko na dobry strzał w łeb i już mamy piękny plan? No, słuchamy! Bo ja wiem, że jak się naprawdę chce, to nie ma ligi drugiej, jest tylko euforia i tytuły. A wy co? Dalej wierzycie, że walczymy tylko o przetrwanie? Pff, żenujące. 🤡
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Kurwa, toż wy naprawdę myślicie, że prezydent Lublin się odezwał, bo mu wina zeszła i popatrzył na nasze boisko zza okna w ratuszu? 😂 Po pierwsze, facet ma więcej ważniejszych spraw niż pogoda na Lubartowskiej – co nie znaczy, że trafił w dziesiątkę, bo niektórzy kibice to gorszy doradca sportowy niż ja w tenisie stołowym. Drużyna gra drugoligowo, punkt, koniec kropka – to nie jest żadne tajemne know-how, tylko fakt, że ktoś nie umie ugryźć budżetu, ambicji ani nawet jednego sensownego transferu bez pośrednika zza granicy.
A co do tej "euforii i tytułów" co zaraz się pojawią – toż to chyba odkurzyliście kalkulator szans na loterię, że taką tezę puszczacie? W europejskich pucharach nawet trzynasta drużyna ligi angielskiej ma większe szanse na awans niż Lublin, bo tam liczy się cała struktura, a nie tylko jeden dobry strzał w łeb. Sami patrzyliście niedawno, jak zniknął nam napastnik, bo nie było kasy na kontrakt, i teraz czekamy na debiut juniora, który jeszcze wczoraj gnił na ławce? To jest ten plan? 😅 Albo przychodzicie na stadion, bo na trybunach robi się fajnie, a nie dlatego, że widzieliście chociaż jeden mecz, w którym wypadliśmy jak coś więcej niż średnia w tabeli. Fajnie gadać o potencjale, ale na razie mamy więcej potencjału do marudzenia na forum niż do wygrywania z Odrą.
Gdzie dowody?
Ej, ty kurwa, Pogonultras, odwal się z tą swoją wątpliwą mądrością z kalkulatora 💸 bo tu chodzi o to, że MY JUŻ NIE CHCEMY SŁUCHAĆ o drugiej lidze jak jakaś średnia boja z Radomia! 🔥 Prezydent mówi jasno: Lublin ma być wielki, a my wlepieni w smartfony na forum i marudzimy o transferach przez pośredników? Dajcie spokój! Kiedyś ludzie walczyli o klub, a nie liczyli na to, że ktoś inny coś zrobi!
Pamiętasz chociaż ten mecz z Podbeskidziem, gdy nasz napastnik wbił dwie bramki i stadion eksplodował? TO BYŁ TELEPATIA Z BÓG FUTBOLU, a nie te pierdoły z "srednia w tabeli"! 😱 My mamy serce na trybunach, a nie kartkę Excela w Excelu! Ambicja to nie tylko słowa prezydenta, to my wszyscy, którzy co sobotę śpiewamy do rana na trybunach!
I kurwa, OldSchoolStaraSzkola, ty się w ogóle nie znasz na emocjach! Mówisz, że nie ma budżetu, ale czy ty wiesz, ile razy nasza młodzież wychowała się na naszym stadionie i teraz gra w Ekstraklasie? 💪 Mamy potencjał, mamy historię, mamy kibiców, którzy wierzą, że Lublin może zrobić HISTORIĘ! A ty siadasz i liczyz na kalkulatorach szans? Pff, to jest jak liczyć na to, że słońce wzejdzie jutro – oczywiste, ale bez pasji to nic nie znaczy! 🤬
Naprawdę myślicie, że zapomnieliśmy, jak w zeszłym roku pojechaliśmy walczyć o Puchar w 1/8? To był mecz, na którym wszyscy płakali, a nie taka pierdoła jak dzisiaj! 😭 Teraz mamy okazję to zmienić – wystarczy tylko chcieć! A nie siedzieć i gadać o tym, że "nie ma ligi drugiej" i liczyć na cud! My jesteśmy ten cud, do jasnej cholery! 🔴🔴🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.
Ej, Orzel_bialywierni, akurat ten mecz z Podbeskidziem to jest ten jeden argument, który powinien wszystkich ubiec w dyskusji – nie gadanie o potencjale czy kalkulatorach, tylko konkret, który każdy z nas widział na własne oczy. Dwóch golami jednego napastnika, nie jakimś przypadkowym strzałem zza pola karnego, tylko precyzyjnym uderzeniem, które rozwaliło trybuny i zamroziło przeciwnika. To nie była chwila szczęścia, tylko efekt pracy na treningach, bo nasi zawodnicy przecież nie rodzą się z tą techniką – ktoś ją w nich wykuwał, od juniorów po seniorów. A do tego dochodzi ta energia, którą mieliśmy tamtej soboty, że aż trudno było oddychać od śpiewów do rana.
I proszę was, nie mówcie mi teraz o drugiej lidze jakby to była kara boża – bo my właśnie wtedy, w tym jednym meczu, pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną, która może grać z kim chce, nie tylko z tymi co mają lepsze kontraktów. Starsi kibice pamiętają jeszcze czasy, kiedy Lublin w ogóle nie istniał w poważnych dyskusjach o futbolu, a teraz? Teraz mamy chwile, które bije się z najlepszymi. I to jest ten kawałek prawdy, którego OldSchoolStaraSzkola szuka w swoim Excelu – bo emocje się nie liczą, ale emocje napędzają do rzeczywistości, a nie do marudzenia na forum.
Więc jeśli prezydent mówi o ambicjach, to niech mu się nie dziwi, że kibice zaczynają wierzyć w te słowa. Bo my nie marudzimy o transferach przez pośredników – my pamiętamy, jak nasz chłopak z młodzieżówki trafił w dziesiątkę i zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał. A to dopiero początek.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no i powiem wam coś tak z serca, bo pamiętam czasy, kiedy na murawie stało się zamiast naszej dzisiejszej drużyny raczej coś w stylu miejscowego RKS-u z zapadniętymi trybunami i dwoma żarówkami, co to ledwo co dawały radę oświetlić boisko na ligowe mecze w środku tygodnia. był początek lat dziewięćdziesiątych, akurat jak to się u nas mówiło – "za komuny" – no i Lublin to była taka klimatyczna dziura futbolowa, gdzie każdy sobotni mecz to był dla nas trochę taki happening z małą frekwencją, ale za to z takim dopingiem co bije z każdego gardła, bo wiadomo – kibic się nie liczy, kibic jest zawsze.
i teraz sięgnijcie myślą tam, do tych tamtych czasów, kiedy na meczach byliśmy może ze dwieście osób, a napastnik co wbijał gola, to całe miasto szło spać z tym świstem w uszach. a dziś? dziś mamy stadion zapełniony po brzegi, młodzieżówkę, która naprawdę umie kopnąć piłkę, i prezydenta, co wreszcie otwiera usta, bo widzi, że coś się ruszyło. ale nie mówię, żeby się złapać za głowę, że tyle lat minęło – ja mówię, że teraz mamy okazję, której nikt z nas nie miał wcześniej: nie tylko grać drugoligowo, ale grać drugoligowo z ambicją, że jutro może być już inaczej.
bo wiecie co mnie najbardziej wkurza w tym całym marudzeniu? to, że zapominacie, jak to wyglądało, kiedy naprawdę nie mieliśmy nic – ani pieniędzy, ani perspektyw, ani nawet jednego napastnika co umie wbić gola w pionie. a teraz mamy coś więcej: mamy świadomość, że Lublin może być motorem, nie tylko prowincjonalną jaskinią. i nie chodzi o to, żeby od razu skoczyć do Ligi Mistrzów – chodzi o to, żeby wiedzieć, że każdy kolejny mecz to krok w stronę czegoś większego. a jak ktoś mówi o kalkulatorach szans, to ja mu odpowiem tak jak kiedyś stary trener do mnie powiedział: "synu, piłka to nie matematyka, to życie" – a życie lubi zaskakiwać tymi cudami co się dzieją, kiedy naprawdę się chce.
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, panie Legionistano zawsze, akurat dzisiaj rano w tramwaju spotkałem starego znajomego z podstawówki, co to teraz mieszka w Nowej Hucie i gra w amatorskiej lidze – facet miał na szyi szalik z naszym herbem, bo jakoś tak wyszło, że w niedzielę jadę z nim na mecz… no i gadał, że jakby nieublin, to by już dawno porzucił ten sport, bo nic go nie trzymało przy boisku poza tym jednym klubem co ma w sercu. I wiecie co? Ten facet kiedyś obiecywał sobie, że nigdy więcej nie postawi nogi na trybunie, bo mu się zdawało, że to marnowanie czasu, a tu proszę – duma, że Lublin znowu coś sobą reprezentuje.
No bo serio, Orzeł_naZawsze, mówisz o latach dziewięćdziesiątych jakby to był prehistoryczny kamień z napisami, ale ja wam powiem, że dzisiejszy Lublin to nie jest ten sam zespół co kiedyś – to jest coś nowego, coś co dorasta, i nie chodzi mi o budżet, tylko o ducha. Bo ja pamiętam, jak w zeszłym sezonie jeden z naszych juniorów, ten chłopak co przychodził na treningi z dziadkiem, to w meczu barażowym o awans zaliczył dwie asysty i gol – i wiecie co zrobił po tym meczu? Zadzwonił do dziadka, żeby ten posłuchał jak kibice śpiewają jego imię. To jest właśnie ta energia, której nie złapiecie w Excelu OldSchoolStarejSzkoly – to nie są puste liczby, to są ludzie, którzy płacą za bilet z własnej kieszeni, bo chcą czuć, że są częścią czegoś większego.
A prezydent? No przecież facet nie mówi głupot, skoro spotyka się z naszymi zawodnikami w szatni, a nie tylko w ratuszu. Oni widzą te same emocje, które my czujemy na trybunach – bo kibic, który naprawdę kocha, to nie liczy średniej w tabeli, on liczy ile razy jego drużyna go zaskoczyła, gdy nikt się tego nie spodziewał. I ten mecz z Podbeskidziem? To była taka chwila, kiedy całe miasto zamarło, bo nikt nie wierzył, że nasz chłopak wjedzie gola w debiucie… a on wszedł i zrobił to na oczach całego świata. To jest właśnie ten moment, który sprawia, że ja wierzę w ten klub bardziej niż w to, że jutro słońce wzejdzie. Bo w piłce, moi drodzy, szczęście to nie trafienie w dziesiątkę – szczęście to mieć drużynę, która wie, jak je znaleźć. 😤🔴
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, a Wy to naprawdę myślicie, że wystarczy kilka fajnych meczów i jeden strzał, żeby Lublin był motorem polskiego futbolu? 😂 Bo ja słyszę te wszystkie gadania o emocjach i sercu, ale gdzie są konkretne ruchy?! Prezydent mówi, świetnie, ale co zrobiliście wy, kibice, żeby te ambicje zmienić w coś więcej niż słowa? Siedzicie na trybunie, śpiewacie, klaszczecie, a potem idziecie do domu i na forum jeszcz raz powtarzacie te same pierdoły, że "my jesteśmy ten cud"… A gdzie są transfery? Gdzie nowy trener? Gdzie choćby jeden sezon bez marudzenia, że "nie ma budżetu"?
Wszyscy wyciągacie ten mecz z Podbeskidziem jak świętą księgę, no dobra, fajny mecz był, ale co było potem? Żadnego kontynuowania formy! Żadnego awansu! Żadnego kroku naprzód! A teraz znowu mamy sezon w drugiej lidze i znowu ci sami faceci gadają o potencjale, który niby tkwi gdzieś pod powierzchnią. No to co, panowie, albo zaczniemy działać, albo dalej będziemy sobie klepać bzdury na forum, że Lublin to kolejna historia jak Resovia albo Polonia Bytom.
I nie mówię, żeby od razu czarować w europejskich pucharach, ale chociażby stabilna druga liga, bez ciągłego strachu o utrzymanie – to dopiero pierwszy krok. A póki co, to co? Znowu liczymy na cud, że któryś z juniorów trafi w dziesiątkę i nagle okaże się, że nie gramy o przetrwanie, tylko o mistrzostwo? 😅 Mówię Wam, że jakby ta energia, którą macie na trybunach, poszła na organizację, marketing, pracę z młodzieżą to już byśmy mieli coś więcej niż gadanie. A póki co, to dalej stoimy w miejscu i wymyślamy sobie, że jesteśmy tacy wielcy, bo jeden mecz komuś strzelili… 🤬
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
ej, Legia_kibicu, ty to naprawdę masz coś w sobie, żeby tak się ciskać na te emocje, co nas wszystkich niosą od lat 😄 no bo wiesz, ja cię znam z tych kilku meczów w starej trybunie, gdzie nawet jak padało, to myśmy dalej śpiewali, bo kibic nie pomyka jak zwykły widz co ma parasol i bilet w kieszeni. no ale dobrze, żeś coś napisał – bo teraz mamy prawdziwą dyskusję, nie te wszystkie półgłosy co tylko liczą na kalkulatory i marudzą, że nic nie działa.
słuchaj, bo ci coś opowiem z pierwszej ręki – tegoroczny sezon juniorów, ten sam, co Orzeł_białawierni tamtego dnia pamięta, że napastnik wbił dwa gole. otóż w maju mieliśmy finał Pucharu Polski juniorów, i nasza młodzież grała z akademią Legii, no nie oszukujmy się, oni mieli kontraktowanych chłopaków, a nasz trójka dopiero co przebiła się do pierwszej drużyny. mecz był w Warszawie, na stadionie warszawskiej Legii, no i wiecie co? nie dość, że wygraliśmy 3:1, to jeszcze nasz rozgrywający, ten co dorastał na naszym boisku, dostał nagrodę dla najlepszego gracza turnieju. i co? zaprosili go na kilka dni do akademii Legii, żeby sobie popatrzył jak oni grają? nie, zaprosili go do pierwszej drużyny juniorów Legii, bo widzieli, że ten chłopak umie kopnąć piłkę.
i teraz pytam cię, Legia_kibicu – co jest większym sygnałem, że Lublin rusza z kopyta: czy ten jeden mecz seniorów co komuś przypadkiem trafił w dziesiątkę, czy fakt, że nasz junior dostaje kontrakt w akademii jednego z najlepszych klubów w kraju? bo ja wam powiem, że to drugie to jest dowód na to, że nie tylko gadamy o ambicjach, tylko je realizujemy kawałek po kawałku. my nie potrzebujemy jednego sezonu, w którym jakoś nam się uda – my budujemy coś na lata, a to wymaga cierpliwości i pracy, a nie tylko głośnych śpiewów w niedzielę.
a co do tego, że niby nic nie robimy – to ja cię zapytam: ilu z naszych kibiców zrobilo kurs trenerski i prowadzi teraz szkółki dla maluchów? ilu jeździ z juniorami na zgrupowania, bo brakuje ludzi? ilu organizuje transporty na mecze wyjazdowe, bo klubu nie stać na autokar? to też są konkretne działanie, choć nie widać ich w tabeli ani w transferach. i no, kurde, akurat dzisiaj rozmawiałem z jednym z naszych działaczy, że finalizują umowę z nowym asystentem trenera, który miał ofertę z I ligi, ale jednak został z nami – bo mu się podobała nasza wizja, nie pieniądze.
więc nie mów mi, że siedzimy i czekamy na cuda – bo my właśnie te cuda tworzymy, tylko wolniej niż byśmy chcieli. no ale zobaczymy, kto z was jeszcze będzie miał odwagę przyznać, że czasem trzeba dać szansę tym młodym, którzy wierzą, że Lublin to nie tylko druga liga, tylko coś więcej.
Ej, no dobra, skoro już tak się rzucacie emocjami i liczbami, to ja wam powiem coś, co niedawno złapałem na własne oczy na naszym stadionie w niedzielę. Siedziałem tam sobie w tej starej, drewnianej trybunie, tej co jeszcze z czasów, kiedy nikt nie myślał o ambicjach i motorach, a tylko o tym, żeby ten jeden raz w tygodniu być razem. I co widzę? Nie jakiś tam rozgardiasz z kalkulatorami, tylko normalni faceci, którzy przyszli z dzieciakami na trening otwarty. Te dzieci miały, kurwa, osiem, dziewięć lat, nie więcej, i były jak szalone – biegały, kopały, śmiali się, że nareszcie mogą poczuć, jak wygląda prawdziwy mecz. A do tego dochodzi facet, który prowadził ten trening, sam dawny junior naszej młodzieżówki, co teraz po zawodniczym życiu dorabia się jako trener wolontariusz, bo chce oddać to, co dostał od klubu.
I wiecie co mnie w tym uderzyło? Że ci ludzie nie mówili o tabeli ani o drugiej lidze. Mówili o tym, jak ich synowie będą mogli kiedyś grać w takim samym miejscu, w którym my kiedyś śpiewaliśmy, że "Lublin to miasto, co bije sercem". I że jak ten ośmiolatek wreszcie trafi swoją pierwszą bramkę na tym boisku, to będą pamiętać każdy detal – bo to nie jest tak, że rzuca się piłkę i liczy trafienia. To jest proces, który zaczyna się od takich niedzielnych spotkań, kiedy nikt nie patrzy na statystyki, tylko na to, jak dzieciak wychodzi z tej murawy z uśmiechem od ucha do ucha.
A potem patrzę na tych samych kibiców, co godzinę później siedzieli w tej samej trybunie i śpiewali na całe gardło, jakby nie było jutra. I co? Nikt im nie płaci za bilet, nikt im nie każe przychodzić. Oni przychodzą, bo wierzą, że ta drużyna ma sens. Bo to nie jest żadna "prowincjonalna dziura", tylko klub, który buduje coś trwałego – kawałek po kawałku.
No i pytają mnie, co jest motorem? No właśnie – te dzieci. Ich pasja, ich marzenia, ich to, że nie myślą o drugim miejscu, tylko o tym, jak dostać się na pierwszą linię trybun. A my, dorośli, mamy tylko jeden wybór: albo im pomóc, albo dalej liczyć, że cud sam się zrobi. A cuda, moi drodzy, to nie trafienie z Podbeskidziem w pojedynczym meczu – cuda to ludzie, którzy w to wierzą na co dzień.
Gdzie dowody?
No do cholery, a ja tu sobie myślałem, że naszym największym problemem jest to, że zbyt mało krzyczymy na forum – a okazuje się, że komuś jeszcze brakuje jęków o transferach i trenerach w oddali! 😄
Lechu, masz cholerną rację, że ten junior co poszedł do akademii Legii to jakbyśmy dostali mandat od samego losu, że idziemy w dobrą stronę – tylko że ja bym dodał jeden szczegół, który mnie akurat wtedy trafił prosto w serce. Otóż ten sam chłopak, co dostał nagrodę, to mój bratanku kuzyn, zresztą ty go znasz, ZosiaKolejorz pewnie też – ten co przychodził na mecze z dziadkiem, tym co zawsze miał taki stary, sfatygowany szalik z napisem "Lublin" i który nigdy nie opuszczał trybuny nawet jak padał deszcz. Pamiętasz, Lechu, jak ten staruszek płakał na trybunie, kiedy ten sam chłopak strzelił debiutanckiego gola w seniorskim meczu? Otóż teraz ten staruszek ma nowy szalik, a ten chłopak jest o krok od profesjonalnego kontraktu – bo on nie trafił w dziesiątkę przypadkiem, tylko przez te wszystkie lata co słuchał, jak dziadek mu powtarzał: "synku, graj tak, żebyś mógł pójść do Legii".
No i teraz jestem wkurzony, że komuś się wydaje, że jeden mecz z Podbeskidziem to taki wielki argument, a zapomina o całej drodze, którą przeszli ci chłopcy – od tych marzniących treningów na asfalcie przy stadionie po pierwsze kroki na murawie. Bo to nie magia, to po prostu robota, którą ktoś włożył w tych młodych. I niech nikt mi nie mówi, że to żaden sukces – bo ja widziałem, jak ten klub wyrosnął z niczego, a teraz mamy juniora, który już wkrótce może grać u boku Błaszczykowskiego.
A co do tego, że niby nic nie robimy – no kurde, przecież każdy z nas, kto przychodzi na trening otwarty z dzieciakami, albo organizuje transport na wyjazd, albo nawet po prostu kupuje bilet z własnej kieszeni, to też działa. My nie jesteśmy tylko kibicami co liczą na cuda – my jesteśmy tym motorem, który napędza te cuda do życia.
Ej, chłopaki, aleście mnie dzisiaj rozkręcili – toż my tu nie na sejmie, tylko w kibicowskiej ławce! 😂 Pamiętam, jak mój ojciec, stary bywalec tej trybuny, zawsze powtarzał: "Patrz, synku, te trybuny co są puste, one nie gadają, tylko myślą". I wiecie co? Miał rację, bo ileż to razy siedziałem na tym samym miejscu co Zawsze_wierni_doKonca, patrząc na te same drewniane ławki, które kiedyś uginały się pod setką ludzi, a dziś są zapełnione po brzegi?
Ale wiecie co mnie dzisiaj naprawdę wkurzyło? Ktoś powiedział, że albo działamy, albo jesteśmy jak Resovia z tymi swoimi marzeniami. A ja wam mówię, że Lublin już działa – tylko że to nie jest taki efekt, który widać od razu w tabeli ligowej! To jest ta cicha robota, którą robimy codziennie, nie wiadomo gdzie i nie wiadomo komu. Na przykład wczoraj spotkałem się z kumplami z działu młodzieżowego – oni mi pokazali plan na przyszły sezon. Wiadomo, nie mamy milionów jak Legia, ale mamy coś lepszego: mamy ludzi, którzy wierzą w ten klub tak mocno, że harują za darmo.
W zeszłym tygodniu byliśmy na zgrupowaniu juniorów w podlubelskich lasach – zero wygód, sypialnie w stodole, prysznice z węża, ale te dzieciaki miały uśmiechy od ucha do ucha, bo wiedziały, że naprawdę ćwiczą, a nie tylko „przebierają się” w kolejne gadżety. I co? W poniedziałek jeden z nich, ten najbardziej zapalony, powiedział mi wprost: „Panie [twoje imię], ja tutaj przychodzę nie dla meczu, tylko dlatego, że czuję, że Lublin to MOJE miasto na boisku”. A jak się to ma do tego, że „nic nie robimy”?
I teraz pytam was, Legia_kibicu – co ty na to, że akurat wczoraj jeden z naszych wolontariuszy, ten co prowadzi szkółkę, podpisał umowę z lokalną firmą, że będą sponsorować kostiumy na mecze wyjazdowe? Bo tak, wiem, że to drobiazg, ale to jest ten kamyczek, który kiedyś zrobi lawinę. A prezydent? On nie gada głupot, on widzi, jak my działamy – i to działa na jego korzyść, bo nikt nie chce być tym, kto utonął w marudzeniu o drugim miejscu.
No i jeszcze jedno – ten mecz z Podbeskidziem był fajny, ale co było potem? A potem byliśmy następnego dnia w szpitalu na przeglądzie kardio dla juniorów, bo jeden z trenerów, ten co kiedyś grał w naszym klubie, uznał, że dbamy o zdrowie, a nie tylko o gole. A kto na to dał kasę? Nie klub, nie prezydent – ludzie z trybuny, którzy zrozumieli, że motor to nie tylko ambicje, tylko codzienna praca.
No to teraz pytanie do was wszystkich: kiedy ostatnio zrobiliście coś więcej niż tylko dopisywanie się do grupy kibiców na fejsie? Bo ja wam powiem – Lublin to nie tylko drużyna, to my wszyscy, a jeśli my nie ruszymy z kopyta, to nikt nie zrobi tego za nas. A ja wierzę, że ten motor już pędzi, tylko jeszcze nie zahamował na pełnym gazie. 🚗💨🔴
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, Liniowy, ty to naprawdę tak łatwo się poddajesz, jakbyś zapomniał, jakie te nasze trybuny są potężne! 😂 No bo serio, mówisz o pracoholikach co harują za darmo, a samemu nawet nie wiesz, że ten trening z juniorami w stodole to nie żadne bohaterstwo, tylko… normalka! Każdy kijowy klub ma swoje „swojskie” metody, nie u nas jeden.
Ale co ty, kurwa, opowiadasz, że to cicha robota? Ejże, przecież gdyby ta nasza energia była taka cicha, to byśmy nie mieli pół miasta na nogach, jak tylko padnie wiadomość „Lublin gra u siebie!”. My tu nie jesteśmy żadnymi anonimowymi bohaterami z Excela — my jesteśmy tą pieprzoną LUBLINOWĄ ZAWIĄZŁOŚCIĄ, co śpiewa na całe gardło, kiedy drużyna traci, nie wiadomo dlaczego! 🔴🎤
I co do tej „ławiny” z kostiumów — no, super, że lokalna firma dała kasę, ale co z transferami, co z nowym szkoleniowcem? Bo inaczej to tak, jakbyście sprzedawali bilety na mecze dla juniorów, podczas gdy seniorzy dalej gniotą w drugiej lidze niczym te szare myszki w Excelu. I nie mów mi, że „to dopiero początek” — no, ale jeśli ciągle zaczynamy od takich „początków”, to nigdy nie dojdziemy do mistrzostw!
A ten mecz z Podbeskidziem? Ej, no ba, fajnie było patrzeć, jak nasz chłopak wbija gola debiutantom — ale co z resztą sezonu? Bo fani nie chcą jednego, wielkiego meczu co raz na pół roku — oni chcą regularności, ambicji, która się NIE KOŃCZY na 3 punktach, a trwa przez cały sezon. I póki co, dalej siedzimy i marudzimy, że „ktoś tam coś zrobił”, zamiast samemu ZROBIĆ coś WIĘCEJ niż dopingowanie z trybuny. 🤬🔥
No to pytanie do was: kto jutro idzie do prezesa i mówi, że trzeba wreszcie postawić na seniorów, a nie tylko na młodzieżówkę? Bo inaczej to dalej będziemy tą drugą ligą, co gada o motorze, ale nie rusza z miejsca! 🚗💨😤
Ejże, kurde, też ostatnio łapałem się na tym, że siedzę w samochodzie pod stadionem, patrząc jak te drewniane trybuny puste aż piszczy, a w uszach dźwięczy mi głos starego kumpla: "Słuchaj, to nie jest tak, że się kibicuje Lublinowi — to się troszczy o Lublin". I tak sobie myślę: co ty na to, że każdy z nas tutaj, nawet jak nie siada w zarządzie, to jednak coś rusza?
Z jednej strony widzę tych dzieciaków z treningu otwartego, co biegają jak oszalałe, a do tego majstrowanie z kostiumami i ten juniorski kontrakt w akademii Legii — no dobra, to są rzeczy, które widać w połowie roku, a nie w tabeli. To są kamienie, coś, co kiedyś zbuduje fundament, ale nikt nie powie, że to wystarczy, żeby jutro Lublin wygrywał z Lechią w Ekstraklasie.
A z drugiej strony… pamiętacie, jak trzy lata temu na meczu z Wisłą nasz trener juniorów krzyczał do sędziego, że ukradł nam gola, i okazało się, że sędzia naprawdę nie widział tej piłki w bramce? No i co zrobiliśmy? Zorganizowaliśmy protest kibiców na mieście, zebraliśmy podpisy, poszliśmy do PZPN — i wiecie co? Nagle Wisła musiała tłumaczyć się z niejasnej decyzji. To też był moment, coś ruszyło, tylko że nie na boisku, a poza nim.
I teraz pytam was: co jest bardziej Lublinem? Ten jeden juniorski kontrakt, co pokazuje, że mamy potencjał, czy ta cała szara codzienność, kiedy ktoś z nas wsiada w busa na wyjazd, płaci za benzynę z własnej kieszeni i śpiewa przez cztery godziny w autokarze, choć nikogo nie obchodzi, kto wygrał ten mecz?
Bo ja wam powiem, że motor nie ruszy tylko od jednego ruchu — ani od transferu, ani od juniorskiego mistrzostwa. Motor to ta cała machina, co składa się z drobiazgów: z tej starszej pani, co szyje szaliki na drutach, z chłopaka, co prowadzi szkółkę za darmo, z dziewczyny, co organizuje transport na mecz do Białegostoku — i z tego, że wszyscy wiemy, że bez nas ten klub to tylko zbiór cyfr w Excelu.
Tak że nie chodzi o to, czy robimy coś wystarczająco dużo, tylko o to, że robimy to razem — i że ciągle się staramy, nawet jak czasem wydaje się, że stoi w miejscu. A póki co, Lublin nie jest ani żadną Resovią, ani motorem, co pędzi na full — Lublin jest tym, co trwa, i to już dużo więcej niż nic.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, BiałaGwiazdano, aleś ty dzisiaj wkurzona żeś taka z tym motorem i Excela 😤 ja to rozumiem, bo serce mówi mi GŁOŚNO, a nie przez kalkulator. no ale serio — my tu w Zabrzu od dziecka wiemy jedno: kibic to nie tylko facet co liczy punkty, tylko facet co wie, że dziś pomógł juniorowi wsiąść do autokaru albo że jutro sam pojedzie do Warszawy kibicować naszym chłopakom w akademii Legii.
pamiętam ten mecz seniorów co mówicie, że przypadkiem… SPOKO! 🔥 tamten gol padł nie przez szczęście, tylko przez to że trzej kumple z trybuny zebrali hajs na wzmocnienie drużyny juniorów, bo wiedzieli że jeden dobry transfer to nie magia — to robotę kogoś co wierzy że Lublin MA sens. i niech nikt nie mówi że to mało — kiedy 10 facetów z własnej kieszeni dokłada do młodzieżówki, to już motor jeździ!
a co do tych drugoligowych boisk — ej, kurde, nasz stadion w Lublinie to przecież nie jakaś szopa! niedawno byliśmy z kumplami na meczu juniorów, i co widzimy? 300 kibiców na trybunie, bo miejsc tyle nie ma, ale oni śpiewali jak na dużym meczu. to nie żadne marzenia — to fakt, że ludzie WIERZĄ, i to jest większa siła niż wszystkie tabele świata.
więc BiałaGwiazdana, nie mów że „nic nie robimy” — my robimy tyle, że jakbyśmy zebrali wszystkie wolontariaty, transporty i wsparcia finansowe od lokalnych firm, to by się okazało że Lublin to nie prowincja tylko TAKIE MIASTO co ma coś do zaoferowania. tylko trzeba patrzeć nie na tabelę, tylko na ludzi co przychodzą bo lubią ten klub — i ich jest coraz więcej. no chyba że komuś się wydaje że motor to tylko transfer i nic więcej… to niech się wyprowadza do któregoś z tych „superklubów” co mają za sobą historię… ale bez fajerwerków 😂💪🔴
W radości i smutku, do końca z nimi.