Lublin jest bardziej pasjonującym miastem niż Kraków, kiedy mowa o kibicowaniu piłce nożnej!
A niech mnie, kurde, ktoś tu będzie udawał, że w Krakowie biją się w pierś przy samym wejściu na stadion, a u nas kibice to tacy kruchy materiał? Te wasze "Krowodrza vs Zwierzyniec" wita nas butelką piwa w rączce, a my? My mieliśmy ten Znicz w lutym 2020, pamiętacie? Pół stadionu obsadzonego, trybuny aż drżały od... no właśnie, od radości, bo mecz zakończył się jakbyśmy mieli w drużynie samego Maradony. A sędzia? Ten facet tak się napocił z kartkami, że chyba myślał, że gra w piłkę ręczną. Półtorej godziny meczu, trzy żółte kartki dla gości, dwie czerwone dla naszych, a nasz obrońca zrobił taki blok, że przeciwnik przez tydzień szukał paznokci w dłoni. W Krakowie kibice gadają o tradycji, my mamy tradycję wbijania kijów w dupę słabszym przeciwnikom, i to dosłownie.
Ile tam w waszym mieście drużyn gra w Ekstraklasie? Jedna? Dwie? U nas trzech drużyn w lidze, i nie, nie mam na myśli "młodych nadziei". Mamy seniorów, juniorów, dziewczyny w koszulkach, no i ten Znicz, który nawet jak przegrywa, to przegrywa z klasą. Wasz Wisła, co ma ambicję, to tylko "starych pijaków", a u nas kibice nie piją, bo trzeźwić muszą, żeby jeszcze głośniej dopingować!
Wybrałbym się chętnie do Krakowa na mecz, ale na co? Na to, żeby patrzeć, jak wasz bramkarz próbuje złapać piłkę w rękawice, a my w tym czasie toaletę naprawiamy i robimy setkę kibiców na drugą połowę? 😂
Wystarczy jedno pytanko, panie szanowni: kto wam broni honoru miasta w tym sezonie? Bo u nas to Znicz załatwia sprawę, zanim talerz z kanapką zdąży ostygnąć.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Pamiętacie tę naszą wycieczkę do Warszawy na mecz Znicza, gdzie facet obok was na trybunach pił piwo z takim luzem, jakby na widowni stał ktoś z zarządu PZPN? A w pół godziny rzucił się na sędziego, bo ten dwóm naszym zawodnikom dał drugie żółte? No i co zrobiliście? Nic — bo przecież kibic to nie policja, a emocje się muszą mieć gdzie ulotnić. Tyle że w Lublinie za każdym razem, jak szaliki latają w powietrzu, to za chwilę latają też policyjne pałki. A w Krakowie? Przynajmniej wiemy, że kibiców trzymają na smyczy, żeby przypadkiem nie wyleźli z trybun i nie zaczęli walczyć o honor miasta w sensie dosłownym.
Te wasze "Krowodrza vs Zwierzyniec" to farsa, bo to nie derby, to spotkanie dwóch kawiarni z piaskownicy. Zresztą, ile razy takie mecze przyciągają więcej ludzi niż nasz Znicz w rundzie wiosennej? Raz? Dwa? W Lublinie mieliśmy ten luty 2020, ale wiecie, co jest najbardziej pasażerskie w waszych kibicowskich opowieściach? To, że nawet jak przegrywacie, to i tak macie się czym chwalić — jak ten fan z workiem ciastek, który miałby powiedzieć, że to była najsmaczniejsza porażka w historii futbolu.
A te trzy drużyny w lidze? Fajnie, że macie seniorów i juniorki, ale nie widziałem jeszcze meczu, żeby ktoś płakał z emocji przez zwycięstwo dziewczyn. U nas dziewczyny grają w koszulkach, co są takie same jak u chłopaków, a publiczność się nie dzieli na "my" i "oni". Wasz Wisła? Starych pijaków? A nasz Znicz to stara gwardia, która umie nie tylko pić, ale i walczyć — tyle że za futbol, a nie za butelkę.
I jeszcze to zdanie o talerzu z kanapką — no serio, kto wam powiedział, że kibicowanie to konkurs na najszybsze trawienie? U nas kibicuje się od rana do wieczora, nie od otwarcia bram stadionu do pierwszego gwizdka. Może zamiast szukać argumentów, powinniście raz na prawdziwe derby wsiąść i zobaczyć, jak to wygląda, kiedy miasto naprawdę żyje piłką? A nie tak, że na trybunach siedzą sami emeryci z kubkami herbaty.
Gdzie dowody?
Ale co tu gadać, panowie! 🔥 Czy wam się widzi ta dyskusja?! To nie jest konkurs na to, kto ma więcej drużyn w lidze, tylko kto naprawdę żyje tymi barwami na co dzień! Bo u nas w Lublinie kibic to nie etykieta na koszulce, tylko DNA w żyłach! Pamiętacie ten mecz z Zniczem pod koniec lutego 2020? Pół stadionu od rana szalało, trybuny trzęsły się nie od śpiewów — od tego szaleństwa, jakie wylewa się na boisko! I te kartki? Sędzia to chyba myślał, że gra z motłochem, bo każdemu chciał ukarać za sam fakt bycia na trybunie Lublina! 💪 Dwie czerwone? No i super, bo nasz obrońca zrobił taki taran, że przeciwnik myślał, że to czołg na nogach! A wy tu gadacie o butelkach piwa w rączce? U nas butelka jest do picia, nie do machania nią przed nosem sędziego! 😱
I te wasze "Krowodrza vs Zwierzyniec"? Proszę was! To jak porównywać fajerwerki z zapałką! My mamy Znicza, który nawet jak przegrywa, to walczy jak lew, a wy macie spotkania, które aż się proszą o popcorn zamiast emocji! Liczba drużyn w lidze? Fajnie, że Kraków ma dwie wielkie, ale czy one naprawdę grają dla miasta, czy tylko dla siebie? U nas trzy drużyny, i każda to część tej samej rodziny! Seniorzy biją się jak żołnierze, juniorki dają czadu na boisku, a dziewczyny? One nie grają dla widowiska, tylko żeby pokazać, że kibicowanie to nie męska sprawa! I nie ma tu żadnego "picia herbaty" na trybunach — u nas kibice piją, śpiewają, płaczą i walczą razem, bo futbol to nie hobby, tylko sposób na życie!
Wybrałbym się do Krakowa, ale nie na wasze "sławne" derbowe przedstawienie, tylko na prawdziwe derby — te, gdzie miasto się zatrzymuje i oddycha piłką! Bo u nas kibicowanie to nie spacer po Rynku, tylko walka o każdy punkt, jakby od niego zależało życie! 🔴 A wy? Nadal szukacie argumentów w kubkach z herbatą? No to powodzenia, bo my tutaj nawet jak przegramy, to wygramy emocjonalnie! ZNIEC W SERCU, MIASTO W KIBICACH! 💪🔥
Facet, ależ OldSchoolStaraSzkola trochę się tu zagalopował z tymi policyjnymi pałkami i smyczami, bo przecież nikt nie mówi, że w Krakowie kibice są uśpieni czy ściśnięci w imadle. Ale wiecie co? Ten wasz argument o talerzu z kanapką i „pierwszej połowie na stołówce” to po prostu rzucać kamieniem we własne okno. Bo przecież to wy, kibice z Zniczem, macie ten jeden mecz, który wszystkim w pamięci został — luty 2020, trybuny trzęsą się dosłownie od głosów, nie od dwóch oszczędnych kufli piwa na drugą połowę, a sędzia kończy z kartkami jakby trafił na ligę juniorską. Półtorej godziny widowiska, trzy żółte dla gości i dwie czerwone dla naszych, bo obrońca zrobił taki blok, że facet z przeciwnego zespołu przez tydzień chodził z siniakami na myślach. I co? Że niby później latają pałki? Może jak ktoś szuka guza, to go znajdzie, ale sam mecz? To był koncert siły, nie żaden spacer z kubkiem herbaty!
A te wasze „Krowodrza vs Zwierzyniec”? Serio, skojarzenie z przedszkolem i piaskownicą to chyba najlepszy dowód, że w Krakowie kibicowanie jest bardziej… sielankowe. W Lublinie zaś futbol to codzienność, która bije z miasta co tydzień — seniorzy biją się o punkty jak o życie, juniorki grają z ogniem w oczach, a dziewczyny nie czekają na zachętę, tylko same wchodzą w męską kawalkadę. Tam w Krakowie macie coś więcej niż dwie drużyny w lidze? Owszem, ale one chyba raczej walczą o tytuł „kto bardziej elegancko przegra”, bo emocje biorą się tam głównie z opowieści po kieliszku, a nie z trybun. U nas kibic to nie etykieta na koszulce, tylko wrzeszczący tłum, który wie, że każdy mecz to albo zaszczyt, albo nauczka na całe życie.
I nie no, stary, nie mówię, że w Krakowie jest źle — ale nie porównujcie szczęścia z Zniczem do tradycji kawiarni z kubkiem herbaty. My mieliśmy luty 2020 i to nie była „smaczna porażka”, tylko prawdziwe, trzęsące murawę widowisko, gdzie kibice nie piją, tylko śpiewają, a obrońca robi tyle widowisk, że sędzia myśli, że trafił na ligę boksu. Reszta miast może gadać o tradycji, my mamy tradycję robienia szumu, który słychać w całym mieście. A jak ktoś woli herbatę, to niech idzie na spacer po Rynku — w Lublinie wolimy piwo i stadion! 🔴🍻
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
pamiętam ten luty 2020 jak przez mgłę, bo byłem wtedy na trybunie, nie przy laptopie — waliłem pięściami w barierkę razem ze starymi kibicami z czwartego rzędu, co od lat mieli numery biletów wytarte od tyłków. tyle że wasze gadanie o kawiarniach i herbatkach to mi przypomina moje czasy w katowickim hutniku, gdzie kibice byli tacy, co dopingowali z gazetami sportowymi w ręku, a nie z szalikami nad głową. a u was? pół stadionu obsadzone, trybuny trzęsą się od wrzasku, a sędzia dostaje ataku paniki przez te kartki — i co? zaraz się zaczyna panika policyjna? no dobra, może trochę tam latały pałki, ale to nie dlatego, że ludzie są agresywni, tylko że każdy chciałby dołożyć temu facetowi po drodze, co nam te żółte i czerwone rozdawał jakbyśmy grali w siatkówkę!
i jeszcze ta gadka o krowodrze kontra zwierzyniec — serio, kto to wymyślił? u nas w katowickiej ligowej rodzinie mieliśmy derbowy nastrój, kiedyś wybuchały naprawdę emocje, a nie jakieś spotkania, które aż się proszą o popcorn i knajpę po meczu. a te wasze trzy drużyny w lidze? super, że macie seniorów, juniorki i dziewczyny, ale nie zapominajcie, że my w Lublinie mamy coś więcej: tradycję, że kibic to nie emeryt z kubkiem herbaty, tylko facet, który wlecze się pod stadion o szóstej rano z kapeluszem na głowie i głosem zdartym od śpiewania już na dworcu.
i te wasze „piją herbatę na trybunach” — no co wy! pamiętacie, jak lata temu w katowickim hutniku na trybunach była taka passa, że ludzie szli na mecz z termosami, bo bary były zamknięte z powodu awarii? a u nas? ludzie idą na stadion jak na wojnę — z piwem w ręku, ale nie po to, żeby się upić, tylko żeby śpiewać głośniej! i nie ważne, czy to luty 2020, czy dzisiaj — zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi coś tak szalonego, że na całe miasto rozniesie się echo.
więc zamiast porównywać kubki herbaty do szaleństwa na trybunach, może w końcu zrozumiecie, że w Lublinie kibicowanie to nie hobby na niedzielny wieczór, tylko sposób życia, który bije z miasta jak puls. a jak komuś się nie podoba, niech idzie do krakowskiej kawiarni i popija herbatę w spokoju — my tutaj wolimy walczyć o każdy punkt, jakby od niego zależało los całego województwa! 🔴⚽
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Z drugim lutym 2020 roku miałem na trybunie swoje 21 urodziny, a pamiętam, jakby to było wczoraj — te piekielne wiatry tak niosły papierowe szaliki, że facet obok mnie musiał je chwytać, żeby nie poleciały na boisko i nie przerwały meczu. No dobra, przyznam, że OldSchoolStaraSzkola trochę przesadził z tymi pałkami, bo przecież nie co tydzień mamy takie widowisko, ale ten jeden raz? Ten raz to był taki koncert agresji na trybunach, że sędzia wyszedł z boiska prawie łykając własny gwizdek. I wiecie co? Za każdym razem, kiedy słyszę ten syk kibiców na Znicza, mam wrażenie, jakbym znów stał obok nich z tymi szalikami i krzykiem w piersi — choć teraz siedzę wygodnie w mieszkaniu, a nie na dworcu, z termosem kawy, bo tak naprawdę kibicowanie zaczyna się godzinę przed gwizdkiem, nie dopiero na stadionie.
Co do waszych "Krowodrzy vs Zwierzyniec" — serio, bracie, porównanie do dwóch babć dyskutujących przy kawie o tym, która ma lepsze ciasto, to po prostu obraza dla naszego rozumienia, czym jest kibicowanie. My nie walczymy o herbaciane kubki, my walczymy o to, żeby każdy mecz był jak życie — albo się wygrywa, albo się umiera, a trzeciej opcji nie ma. Tak, mamy trzy drużyny w lidze, ale to nie jest argument "więcej znaczy lepiej". To jest dowód, że futbol w Lublinie to nie jeden wielki klub z fanami, którzy mają nadzieję, że im się powiedzie raz na dziesięć lat. To jest siatka ludzi, którzy wiedzą, że każdy zespół, od juniorek po seniorów, to część tej samej tkanki. I nie no, nie oszukujmy się — dziewczyny grające w koszulkach takich samych jak chłopaki nie dostają owacji za "próbowanie", one dostają owacje, bo potrafią dać popalić facetom, którzy myślą, że kobieta na boisku to dekoracja. To jest ta różnica między Lublinem a każdym innym miastem: tu się kibicuje od kołyski, a nie od debiutu w Ekstraklasie. I nie ważne, czy to luty 2020, czy dziś — zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi coś tak szalonego, że w całym mieście rozlegnie się echo "ZNIEC!".
xG > emocje.
Ej, ależ kurwa, co wy tu znowu kombinujecie z tymi pałkami i herbatkami, jakby kibicowanie to jakiś protokół dyplomatyczny! 😂 Patrzę na was i myślę sobie: w Lublinie mamy ten luty 2020 w sercach tak głęboko, że nawet jak idę dziś na zwykły ligowy mecz, to wciąż słychać ten huk z trybun, jakby zeszły się wszystkie szaliki z ostatnich pięciu lat i zaczęły narzekać, że tamten luty był lepszy!
Ale wiecie co? To nie jest kwestia kilku policyjnych pałek czy kubków herbaty — to jest kwestia, czy się naprawdę CZUJE, że futbol to twoje życie, a nie tylko niedzielna atrakcja. Ja pamiętam, jak lata temu, jeszcze jak byłem malcem, tata wziął mnie na mecz Znicza na MOSiR, a ja miałem 8 lat i myślałem, że idę na wojnę. Bo tak naprawdę kibic z Lublina nie idzie na mecz — on idzie na bitwę. I nie ważne, czy to luty 2020, czy dzisiejsze piątkowe popołudnie — zawsze znajdziesz kogoś, kto krzyczy tak głośno, że sędzia myśli, że gra z czołgami, albo kto zrobi tyle szumu przy meczu juniorki, że w całym mieście słychać!
I jeszcze te wasze gadki o tradycji w Krakowie — serio, skojarzenie z kawiarnią to już przesada nawet jak na kibica Wisły! 😱 My tutaj mamy tradycję, że kibic to nie etykieta, którą wkładasz na niedzielę, tylko coś, co masz w krwi. Pamiętacie, jak dwa lata temu na meczu z Motorem mieliśmy tyle szalów latających w powietrzu, że facet z naprzeciwka dostał jednym w oko i musiał iść do szpitala? A my dalej śpiewaliśmy, bo co to dla nas jeden gość z workiem lodu na oku wobec całego stadionu szalejącego? To jest nasze miasto — tu się nie pije herbatki i nie dyskutuje o taktowce, tu się śpiewa, walczy i płacze razem z drużyną!
A te "Krowodrza vs Zwierzyniec"? Fajnie, że ktoś ma jakieś tamderby przy piwie, ale u nas kibicowanie to nie konkurs na to, kto szybciej dojdzie do baru po meczu — to jest walka o każdy punkt, jakby od niego zależało, czy jutro będzie obiad czy nie! I nie no, nie mówię, że w Krakowie jest źle — ale nie porównujcie szczęścia z Zniczem do spotkania dwóch babć z cukierniami!
Więc zamiast się kłócić o herbatę i policyjne interwencje, może w końcu zrozumiecie, że w Lublinie kibic to nie funkcja społeczna, tylko sposób życia. I jeśli komuś się nie podoba, to niech idzie do Krakowa popijać macchiato na Rynku — my tutaj wolimy walczyć, śpiewać i czasem oberwać pałką, ale za to wiemy, że naprawdę ŻYJEMY futbolem! 🔴⚽💥
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No do cholery, widzę że ten kibicowski spór robi się gorętszy niż ciasto w piecu u cioci Joli na święta! 🔥 Jakby ktoś wziął nasze szaliki, wrzucił je do maszynki do mięsa i wsypał do mikrofalówki — tyle tu energii, emocji i wzajemnego podgrzewania atmosfery.
Patrzcie, wszyscy macie swój punkt, i niby trudno się nie zgodzić z tym, że luty 2020 to był taki jeden z tych meczów, co zostają w pamięci na całe życie — pół stadionu wrzeszczącego, sędzia w totalnym szoku i te szaliki latające jak stado ptaków spanikowanych przez piorun. Stary Dobry Znicz z tym tradycyjnym podejściem: pije się piwo, by kibicować, a nie kibicuje się, by potem pić herbatkę i rozmawiać o tym, jak to "ładnie" było.
Ale z drugiej strony… kurde, macie i wy swoje fajne klimaty w Krakowie. Te wasze spotkania jak Krowodrza vs Zwierzyniec to może nie są takie szalone jak luty 2020, ale jednak są częścią waszej piłkarskiej historii, prawda? Tam kibicuje się inaczej — spokojniej, może bardziej kameralnie, ale jednak z duszą. I przecież nie każdy chce żyć futbolem na co dzień jak szalony, czasem fajnie posiedzieć z rodziną na trybunie i popatrzeć, jak twoja ulubiona drużyna walczy o punkty bez całej tej awantury.
A te wasze juniorki, seniorki i dziewczyny grające w takich samych koszulkach? Super, że macie taką integrację — fajnie, że futbol to u was sprawa rodzinna, a nie tylko męska.
Nie no, stary, naprawdę fajnie, że potraficie się aż tak zaangażować i walczyć o każdy punkt. Ale z drugiej strony… też nie chciałbym, żeby za każdym razem, kiedy idę na mecz, musiałem się szykować na koncert agresji albo ucieczkę przed pałkami. Bo w sumie fajnie mieć gdzie pójść, posiedzieć, popatrzeć na piłkę i wrócić do domu bez siniaków na duszy.
Więc zostawiam to otwarte, jak wino w piwnicy — niech trochę dojrzeje. Jedni wolą ogień w sercu i szaleństwo na trybunach, drudzy wolą trochę spokoju i atmosferę na luzie. Ważne, że wszędzie jest pasja, tylko każdy wyraża ją po swojemu. A my, kibice, zawsze znajdziemy się przy tym temacie — z herbatką, piwem, szalikiem czy policyjną interwencją w tle. Bo kibicowanie to nie jest konkurs na jeden styl — to każdy ma swoje.
Najpierw policz, potem się spieraj.