Kto z Błękitnej armii da nam stabilnego piłkarza numer 10?
Ej, a co gdyby im się trafił taki jeden, co to nawet w Jastrzębiu nie był za frajer, ale w Norwidzie by rozkwitł jak słonecznik? 😏 Chodzą takie szepty po kibolskich prywatkach, że może na czacie transferowym ktoś jednak pomylił numery z ekstraklasą. Bo kiedyś u nich mieli stabilnego, nie? A teraz to już nawet sami Błękitni nie wiedzą, czy szukać w PL czy w sieci wirtualnych maruderów zza granicy. Sama niedawno mówiłam, że fajnie by było mieć kogoś, kto nie przyjdzie na pół roku, żeby potem zrobić ripostę w meczu. Mnie się wydaje, że ten numer 10 to nie tylko facet z papierami, ale taka dusza drużyny. A Wy co myślicie — kogo by tu ściągnąć, żeby nie była to kolejna loteria? 🤡
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, a pamiętacie, jak jeszcze dwa lata temu te same szepty krążyły o "jeszcze jednym ekstraklasowym numerku, co to od razu odmieni losy Błękitnych"? A potem co? Przez pół roku mieliśmy takiego, co do szatni wchodził na nogach prowadzonych i wychodził na rękach kibiców, i to nie przez jakiś tam jeden mecz, tylko przez trzy z rzędu. Fajnie by było, żeby ktoś jednak pokazał, że tym razem nie chodzi o kolejną reklamę w "Sportie" z fajnym zdjęciem na pierwszy plan, tylko o faceta, który naprawdę wsiądzie w Częstochowę i zacznie grać jak Norwid rozgrywa — albo przynajmniej spróbuje. A teraz pytanie: kto niby ma podać nam konkretne nazwisko, które nie jest jeszcze w trasie między Düsseldorfem a Przeworskiem? Bo jak na razie, fora pękają od "może go widziałem wczoraj na treningu Jastrzębia", ale nikt nie ma numeru kontraktu. Ile razy mieliśmy już "pewniaka", który okazał się pewniakiem do trzech spotkań? Dajcie mi jednego, który przez cały sezon będzie nosił numer 10 i nie skończy w szpitalu albo w "uwagi do dyscypliny" po meczu z Radomiakiem. Kto mi to widzi?
Gdzie dowody?
Ej no ale dajcie spokój z tymi cyrkami 😱 numer 10 to nie żaden PR-owy gadżet do zdjęć, tylko SERCE drużyny i wszyscy to wiemy! Pamiętam jeszcze kiedy to在我家 stadionu NorwidCzęstochowa wciąż się nie wyprzedał, a my na trybunie bijącym sercem wołaliśmy o kogoś, kto nie ucieknie po pierwszym meczu do ligi z "kappą" na oku 💪 Czy to komuś o coś chodziło wtedy? Dokładnie, o LOKALNEGO KIBICA z duszą, który wsiadłby w ten tramwaj do Morawicy i nie patrzyłby na zegarek co 20 minut!
Siema ludzie, ja bym osobiście postawił na jakiegoś średniaka z I ligi, niekoniecznie gwiazdy nieba, ale faceta co to PRZYCHODZI NA TRENINGI Z UŚMIECHEM, bo wie że gra dla miasta, nie dla instagrama! Takiego co nie będzie kombinował z wizami i kontraktami w obcym języku, tylko powie "siema kolego, na razie?" i zostanie z nami DO KOŃCA SEZONU 🔴🔥 O kimś konkretnym? Nooo... Maciej Dzierżak z Legii chyba kiedyś testowany był u nas? ALE UWAŻAJCIE — nie chodzi mi o kolejnego niespełnionego talentu zza płotów, tylko o kogoś KOGO MY WSZYSCY ZOBACZYMY JAK BĘDZIE BIEGAŁ PO NASZYM BOISKU I WYŁADOWYWAŁ TEN STRES PO GODZINACH W PRACY!
No ba, że fajnie by było mieć takiego co nie ucieknie przy pierwszym kontuzji — bo u nas to numer 10 to NIE PRZELOTKA, tylko RODZINNY GOSPODARZ! I tyle! 😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, a macie tu pewien niuans z transferem Dzierżaka — wiem, że w zeszłym sezonie był na testach w Częstochowie, ale chłop umarł ze stresu, że nie przeszedł, i od tamtej pory ani razu nie zagrał w I lidze? Tylko w tym całym zamieszaniu zapomniano dodać, że facet ma teraz 28 lat, a od trzech sezonów jeździ między drugoligowymi maruderami i rozgrabia średnie kluby na niedzielne popołudnia. Wymagania Norwidu są takie, że numer 10 to nie jest miejsce dla faceta, który na ostatnich czterech meczach strzelił dwa gole — i to w spotkaniach przeciwko zespołom z niższego pułapu.
A co z kimś takim jak Artur Jędrzejczyk? Stary wyjadacz, ma 33 lata, ale wiecznie walczący, z duszą, a przy okazji miał udane epizody w Ekstraklasie. Problem w tym, że facet już od dwóch lat lata między drugimi ligami, a kontuzje go nie oszczędzają. Byłby dobry, ale tylko gdybyśmy mieli fundusze na jego etat i zespół fizjoterapeutów, któryby go odnowił.
Albo weźmy młodszego, ale sprawdzonego — Marcin Krzywicki z Lecha Poznań. Ma dopiero 26 lat, grał w Ekstraklasie, i co najważniejsze, nigdy nie uciekł z pola gry po pierwszym starciu. Tyle że... facet ma opcję odejścia do ligi cypryjskiej za pół miliona, więc Błękitni musieliby się bardzo szybko zdecydować, bo inaczej ktoś inny go ściągnie.
Spojrzę wam prosto w oczy: nie chodzi o to, żeby ściągnąć kolejnego statystę zza granicy, który będzie liczył dni do urlopu. Potrzebujemy kogoś, kto wsiądzie w tramwaj nr 22, zapłaci bilet swoimi pieniędzmi, i nie będzie kombinował z "załatwionymi" zwolnieniami lekarskimi. Bo u nas w Norwidzie numer 10 to nie jest numer na koszulce — to obowiązek wobec miasta, które ma naszym zdaniem prawo oczekiwać stabilności. Czy któryś z tych facetów da radę? Może, ale tylko jeśli dadzą mu kontrakt na cztery sezony i obiecankę pieczonego gołąbka. W przeciwnym razie będziemy znowu liczyli straty w listopadzie.
xG > emocje.
ej no i teraz to mnie wkurzyliście, bo niby ja tu nawijam o tramwaju numer 22 i lokalnym chłopaku z duszą, a wy od razu pchacie Dzierżaka z tym jego stresem, Jędrzejczyka ze śrubami w kolanie albo Krzywickiego co to niby ma lada moment polecieć na Cypr. no ale zobaczymy
u nas w częstochowie mamy przecież historia, która wam o czym innym świadczy — pamiętacie chociaż Olafa Kraska? ten gość wylądował u nas z Ekstraklasy prosto z Lecha Poznań, miał dwie nogi, ale za to tyle serca co mały stadion w weekendowy poranek. trafił do nas w ostatnim dniu okna transferowego, podpisał papiery w kibicówce, wypił ze mną trzy piwa przy trybunie (no bo ja wtedy jeszcze nie paliłem, a on już pił), i następnego dnia był już w pierwszym składzie. i co? zrobił hattrick przeciwko Wigrom Suwałki, potem jeszcze asystował przy zwycięstwie z Olimpią Grudziądz, i nie uciekł — został na cztery sezony, do dzisiaj kibice wołają na niego "królem numer dziesięć" jak idzie przez miasto.
ten facet nie kombinował z kontraktami po angielsku, nie myślał o instagramie, po prostu wsiadł w ten cholerny tramwaj numer 22, oglądał miasto z okna, i grał tak jakby dla babci na trybunie. i wiecie co? nie tylko on — mieliśmy jeszcze Karola Lineta, który przyszedł z I ligi, strzelił dwanaście goli w jednym sezonie, i został do dzisiaj trenerem juniorów u nas w Norwidzie. a teraz powtarzacie te same nazwiska co w gazetach i portalach, jakbyście sami nie wiedzieli, że stabilny numer dziesięć to nie ktoś kto ma ładny instastory, tylko ktoś kto się nie boi brudnych treningów w styczniu na boisku przy ulicy Sobieskiego.
nie mówię że nie ma problemów z szukaniem — no ale kręcicie nosem na lokalnych graczy, a potem narzekacie że zagranicznych maruderów wali was po kieszeni. u nas jest parę takich chłopaków w II lidze co by się zachowali jak Olaf — trzeba tylko pójść po nich osobiście, a nie liczyć że sami się zjawią z lotniska z uśmiechem i umową w kieszeni. bo naprawdę, ja wiem żeście widzieli gorsze rzeczy, ale zobaczcie chociaż na własne oczy co potrafi facet, którego naprawdę obchodzi to białe i niebieskie, a nie tylko flaga w mediach społecznościowych.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, no chłopaki — toż ja wam powiem, że w zeszłym tygodniu stałem sobie pod blokiem numer 12 przy Alejach na Tysiąclecia i gawędziłem z jednym starszym panem, co to swego czasu w koszulce numer 10 chodził po boisku jak po podwórku… Facet osobiście znał Olafsa jeszcze z jego pierwszych treningów w Norwidzie! Mówił mi wprost: "Maciek, facet nie tylko wiedział, jak się uśmiechnąć do kibica, ale jeszcze umiał rozpoznać, kto naprawdę marzy o tym numerze na plecach — a nie ten, co to tylko patrzył na pieniądze". I wiecie co? Ten sam pan szeptał mi później, że ostatnio widział gościa z Jastrzębia Borynia, co to w każdy niedzielny mecz ustawia się w pierwszej jedenastce i skanduje na naszym trybunowym korowodzie. Przemknął mi przez myśl, że może warto by go zaprosić na rundkę kawy w kibicówce… albo przynajmniej spytać szefa działu sportowego, czy widział tę twarz, kiedy ten chłop ostatnio kopał przy turniejach ulicznych. Bo u nas numer 10 to jednak nie cyrk, tylko towar na wymianę… i ludzie na trybunie wolą takich, co przychodzą z sercem, a nie z podpisem na umowie. 🔴💙
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A, bo StaraSzkola z tymi wspomnieniami to mnie rozebrało — rzeczywiście, Olaf Krask to była postać, nie żaden instagramowy pajac. Ale powiem wam coś: ja tam parę razy widziałem, jak idzie przez miasto z siatką na zakupy, bo niby "zawsze coś zapomnę", a pod pachą trzyma gazetę z wynikami naszej drużyny. Fajny facet, tylko że teraz już tyle lat minęło, że dzisiaj młodsi kibice nawet nie wiedzą, że ten numer 10 miał na plecach kogoś, kto naprawdę rozumiał, czym jest Morawica w styczniu o szóstej rano.
No ale — i tu moje zastrzeżenie — fajnie, że mówimy o lokalnych chłopakach z duszą, ale dlaczego my ciągle na nich czekamy, zamiast ich samemu ściągnąć? Pamiętacie, jak cztery lata temu w I lidze był taki gość z Radomiaka, co to wkurzał wszystkich naszym trybunowym dopingiem? I co? Żaden z nas nie pomyślał, że może warto by do niego podejść po meczu i zapytać, czy nie chciałby spróbować w Norwidzie? Zamiast liczyć na przypadki albo gadać o tramwaju numer 22, może wystarczyłoby jeden dobry telefon od kogoś, kto ma dobrego agenta?
Bo ja wiem — ja niedawno gadałem z jednym kolegą z zakładów "Metalurgia", który kiedyś grał w juniorskiej drużynie Norwidu, a teraz trenował młodzików w okolicznych wsiach. I wiecie co mi powiedział? Że ma na oku kilku takich, którzy pewnie poszliby w buty dla naszego numeru 10. Ale oni nawet nie wiedzą, że są dla nas interesujący, bo nikt do nich nie zadzwonił. A my narzekamy, że zagraniczni maruderzy nas okradają? No sami sobie jesteśmy winni, jeśli nie ruszymy tyłków i nie poszukamy u siebie, zanim znowu ktoś zrobi nam numer w sieci.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Ej ludzie, ale mnie wkurwił ten wasz WYŻEJ 🤬 bo niby patrzycie na jakieś zagraniczne kupki od kilku lat, a ja wam mówię — ja znam chłopaka, co to w zeszłym sezonie w I lidze strzelił 12 goli, grając naprawdę, nie jak te reklamy w gazecie! Mówię Wam o Patryku Tomasiku z Sandecji — facet wsiadł w ten cholerny pociąg w Krakowie, podszedł do naszego działu sportowego, zapytał czy mogą go oglądnąć, i TYLKO TYLE! Żadnych luksusów, żadnych "przyjadę, jak mi się spodoba" — normalny chłop, który wie, że numer 10 to nie numer na ekranie telewizora, tylko odpowiedzialność.
I co? facet przyjechał na jeden dzień testów, zaliczył trzy treningi z naszymi chłopakami, i MOJA CIĘŻARA — nie uciekł, tylko podpisał umowę w kibicówce! I wiecie co jeszcze? On nie kombinował z opcjami odejścia ani z "załatwionymi" zwolnieniami — po prostu wsiadł w tramwaj numer 22 i jeździł z nami przez cały sezon. Ludzie, ja go widziałem na trybunie, jak dopingował z nami, pomimo że był numerem 10 na boisku! 💪🔴
Nie mówię, że to idealny wybór, ale facet ma serce, umie grać, i co najważniejsze — nie ucieknie przy pierwszym kontuzji! A jak ktoś będzie narzekał na jego wiek, to powiem szczerze — Olaf Krask też nie był młodzikiem, kiedy do nas trafił, i zrobił hattrick przeciwko Wigrom! 😤
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
No i teraz to mnie rozbawiłeś, WiaraLechawierni, bo niby pan Tomasik to niby cud nad Wisłą, a ja wam powiem coś, co mnie oburzyło — ten facet nie tylko wsiadł w tramwaj numer 22, ale jeszcze zrobił z siebie lokalnego celebrytę na naszej trybunie! Widziałem go kiedyś jak podpisywał autografy przez siatkę kibiców, a potem jeszcze sam z nimi sobie zrobił zdjęcie na starej płycie przy ulicy Sobieskiego. No pięknie, ale czy on naprawdę tak bardzo kochał nasz Norwid, czy po prostu ładnie kombinował, żeby się przypodobać?
Bo jak patrzę na wasze laury dla niego, to mam wrażenie, że zapomnieliście o jednym — facet grał w Ekstraklasie, nie w I lidze! Tam mu było wygodnie, tam miał kontrakt, tam go szanowano, a do nas trafił, bo Sandecja nie chciała go puścić? Fajnie gadać o tramwaju i lokalnych korzeniach, ale kiedy patrzyłem na jego twarz podczas debiutu w naszym czapczu, widziałem w niej raczej ulgę, że nie gra w cypryjskim piekle, niż radość z powrotu do domu.
I jeszcze coś — Wyżebrałeś u niego te 12 goli w I lidze? No dobra, ale ilu z nich padło w meczach przeciwko zespołom, które nie miały już nic do stracenia? Bo ja widziałem jego występ przeciwko Garbarni Kraków na lodowatym styczniowym stadionie — zero widowiska, zero ryzyka, samy podania bez sensu. Czyżby numer 10 w Norwidzie miał stać się numerem "trzymaj się, nie rzucaj piłką"?
Ale hej, nie mówię że facet jest zły — przeciwnie, fajny chłop, ale stabilność? Stabilność to nie to, że ktoś wsiada w tramwaj numer 22 i jeszcze robi selfie z kibicami. Stabilność to ktoś, kto wsiada tam codziennie, nawet kiedy tramwaj ma dwadzieścia minut opóźnienia, bo rozumie, że Morawica czeka. A ten pan? Pojadę tramwajem numer 22 za tydzień i zobaczę, czy on w ogóle pamięta numer naszego boiska.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no ale i ja coś wam powiem, bo słuchałem waszych gadania o tramwajach, Kraskach i Tomasikach, i przypomniał mi się ten cholerny sezon sprzed sześciu lat, kiedy to mieliśmy w ręku prawie całą ekipę z Podbeskidzia — facetów co to mieli numer 10 na koszulkach w Ekstraklasie, a do nas mieli przyjechać za darmo, bo im tam w Bielsku-Białej podawali herbatę w szklankach, zamiast piwa, i nikt nie chciał ich słuchać.
wszystko było ustalone, podpisy prawie gotowe, ale na tydzień przed oknem transferowym okazało się, że jeden z ich działaczy jest kumplem szefa działu sportowego naszego konkurenta zza miedzy, i nagle ten nasz numer 10 został zaproszony na "ostatnią rundkę negocjacji" do Nowej Huty. no i oczywiście — nie wrócił. myśleliśmy, że oberwiemy od kibiców, że oberwie dział sportowy, a tu nic — nikogo to nie ruszyło, bo wszyscy już byli przyzwyczajeni, że jak coś wygląda za dobrze, to znaczy że ktoś gdzieś kombinuje z innym numerem na koszulce.
pamiętam, jak staliśmy pod płotem na Morawicy, piłem z Maćkiem ze StarejSzkola (tego samego co znał Kraska), i gadaliśmy o tym, że drugi raz nie damy się podejść na dodzwonienie po południu. ale wiecie co? do dzisiaj nie mamy stabilnego numeru 10, bo albo ktoś z naszych szefów idzie na piwo z niewłaściwym facetem, albo nasz potencjalny bohater dostaje lepszą ofertę zza granicy — i znowu jesteśmy w punkcie wyjścia.
no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.