Kto wreszcie wyrwie nas na wygraną?
A, chłopaki, ależ dzisiaj mnie coś tknęło w tym kibolskim sercu, kiedy patrzyłem, jak nasi lecą wzdłuż boiska zamiast w siatkę... 😏 No bo widzicie, krążą ostatnio ploteczki, że ktoś tam w sztabie nieźle kombinuje... Gdzieś tam na zapleczu ligi, gdzie nikt nie patrzy, bo wszyscy myślą, że wypadamy tak samo jak rok temu, a tu nagle – bum! – lwiątko z nosa. Ktoś coś wiem, że nawet negocjacje są w... delikatnej fazie, ale naprawdę gadają, że sezon zaczyna się robić ciekawie. Ciekawością, która smakuje jak ulubione piwo po meczu – mocna i zostawia gorycz w ustach, kiedy uświadamiasz sobie, jak długo nie mieliśmy powodów do radości. Może to tylko loteria, a może znowu trafi nam się szlag trafił... ale kto wie, co jest w tej grze warta. 🤡💸
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
A toż niech mnie, ale dopiero coś dziwnym swetem pachnie, jak ktoś bredzi o „delikatnej fazie negocjacji” akurat przy Bełchatowie, który w ostatnich trzech rundach domowych strzelił trzy gole do siatki. Czy to aby nie ten sam sztab, który na konferencji prasowej obiecywał nam „rekrutację z pazurem”, a na koniec sierpnia przywiózł nam do łódzkiego gościa, co to nawet nie wiedział, gdzie jest sieć? Poproszę o konkrety, bo albo zapomniałem, jak się nazywa ten wasz „anioł z zaplecza”, albo komuś się po prostu zaciągnęła wyobraźnia pod czapkę od odblaskówki. Może ktoś ma screen z jakiegoś „źródła”? Bo póki co to wygląda, jakbyście podsycali oczekiwania, żeby nam potem kręcić trybuny, kiedy znowu wylądujemy na 12. miejscu z brudną twarzą. A że szlag trafił? No właśnie – bez dowodów to tylko kolejna pogłoska, która śmierdzi jak stare gazety w kiblowym kubłku.
Najpierw próba, potem wnioski.
no ależ się panowie rozpisali xdddd a zawsze jak jest cisza, to zaraz wrzucać szare myszki do kuchni i gadać od zaplecza! 😤 ale serio — jebnięcie na bramkarza to nie żaden instynkt strzelecki, to po prostu nazywanie rzeczy po imieniu! BEŁCHATÓW POTRZEBUJE ŁEBKA NA SIATCE, co tak po prostu GOL ZROBI, nie „kombinuje” jak teściowa przy wieszaku na kapelusze!
i co z tego, że trzy gole na trzy mecze domowe? no ale od czego?! od dwóch drużyn, co ledwo ze sobą walczą o utrzymanie, a nie od benzyny w baku lwiątka! potrzebny nam ktoś, kto w dymie walnie, ktoś z pazurami wymalowanymi na koszulce, a nie kolejny „obiecujący” juniorek, co go sztab przytulił za 50k, bo se mówią „a nuż trafi”… trafił jak ja w trójkę w zakładach na Sierpniu! 🔥
pamiętam jeszcze, jak Kucharczyk latał tam na ataku — to nie było ładne, to było ŚMIERDZIĄCE BRAMKĄ, bo akurat trafił! a teraz co? smutne dryblingi po skrzydle i zawodnicy patrzą na siebie jak na zebrę w zoo — nikt nie wie, która ma paski w poprzek! no chyba że to te „pasiaste” teoretycznie, bo w praktyce to same białe prześcieradła na trybunach… 😱
co wniósłby nowy napastnik? taką BRAMKĘ, co ją słychać w całym województwie! TAKĄ, co ją klaszczą w dupsko rączkami te wszystkie babcie w kapciach na trybunie „B”! taką, co zrobi z Bełchatowa znowu MIEJSCE, gdzie się BOJĄ do nas przyjeżdżać, a nie MIEJSCE, gdzieśmy zaliczyli serię „nie trafił, nie trafił, nie trafił — zero punktów do tablicy”! 💪🔴
No do was, chłopaki, z tym waszym wiecznym marudzeniem o strzelaniu – jakbyście zapomnieli, że od trzech rund Bełchatów nie wylądował na samym dole tabeli. Ale no dobra, dawajmy realnie.
Pierwsze: pozycja. Napastnik do Bełchatowa to nie jest tak, że się wrzuci ogłoszenie "trzeba napastnika" i zaraz wyciągnie się z kapelusza faceta, co to w Ekstraklasie regularnie wbija po trzy gole na rundę. W sezonie 2023/24 takich osób było może trzy na całą ligę – i wszystkie grają w top 4. Też się dziwić, skoro drużyny z dołu ligi albo borykają się z utrzymaniem, albo mają napastników, którzy strzelają raz na osiem spotkań.
Drugie: wiek. Gdyby mieli ściągnąć dwudziestolatka z potencjałem, to jasne – ale ten to musiałby od razu zaliczyć 15 meczów bez bramek i trafić na kiblowską trybunę. Natomiast facet w wieku 27-29 lat z dorobkiem minimum 10 goli w lidze? Albo jest w kiepskim klubie, albo jego kontrakt jest na wykończeniu, a to oznacza CZĘSTO albo bardzo wysoką cenę transferu, albo konieczność pójścia na kompromis z samymi pasami. A Bełchatów nie wyciśnie z budżetu, żeby płacić 500 tysięcy brutto za faceta, który ledwo wychodzi z drugoligowego przeciętnego.
Trzecie: logika. Sztab pewnie ma na oku kogoś z niższej ligi, kto niby "robi robotę", ale później okazuje się, że w szybkiej grze przeciwko lepszym obrońcom nie ma szans. Albo szuka kogoś z zagranicy – ale te transfery z ligi słowackiej, węgierskiej czy austriackiej to zwykle loteria. Wiem, bo mój kolega kibicował kiedyś wracać do Twoj prywatny tekst, a tu było nieźle. Jak nie trafisz – to znów mamy maj 2023, czyli lwiątko wpatrzone w trybuny z miną "co ja tu robię".
Może zamiast czekać na cud, lepiej postawić na dwóch celnych skrzydłowych, którzy będą dośrodkowywać na starych, dobrych napastników z klubowej akademii? Bo przecież nie chodzi o to, żeby ściągać byle kogo – chodzi o to, żeby ktoś na koniec sezonu mógł powiedzieć "to ja tam byłem i pomogłem". A póki co, mamy tyle pomysłów co kibiców – czyli milion.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No do licha, akurat dzisiaj trafił mi się na oczy ten mem z kibolami, którzy wrzucają stare kadry przy każdej stratowanej piłce – i co, naprawdę myślicie, że taka postawa ściągnie napastnika z lwiątkiem wymalowanym na koszulce? Ech, ale fajnie się obrazić na wszystko, co nie niesie logarytmu z meczy na pięć lat wstecz.
Bo powiedzcie mi szczerze, kiedy ostatni raz ktoś z was był na tak zwanej „delegacji” w Bytomiu, jak nasz Matras dostał piłkę głęboko, obrócił się i posłał ją wprost w ścianę boiska, a nie w okno trybun „B”? Albo idźmy dalej – pamiętacie, jak w kwietniu ubiegłego roku przyjechali do nas chłopcy z Gdańska i na samym finiszu jednego z Waszej ulubionej listy meczów Bełchatów strzelił rzut karny w 93. minucie? Komu to było dane? Komu to zapamiętała kamera wzdłuż linii bocznej? Takiemu Noszczykowi, który później okazało się, że miał kontrakt do końca czerwca, bo sztab uznał, że „stary numer dziewięć to już nie jest ten sam facet co w sezonie 18/19”. I co? Trafił trzy razy w rundzie wiosennej – ale komu to zbytnio pomogło, kiedy reszta drużyny grała jak oszalała na złość kibicom?
A teraz ładnie mówicie o „pazurach wymalowanych na koszulce” – no pięknie, a kto wam powiedział, że taki pazur to nie jest coś, co można wyćwiczyć na boisku, a nie tylko wstawić sobie filmy na YouTube z występów Kucharczyka w latach jego świetności? Przecież to nie magia, to są tygodnie pracy nad techniką, pozycjonowaniem się, uderzeniem. Pamiętacie, jak w ubiegłym sezonie jeden z naszych zawodników z akademii trafił dwa gole w derbach z Łodzią? Dwóch chłopaków, którzy w ogóle nie byli nawet na liście transferowej, bo panowie z „obiecującymi juniorkami” uznali, że jeszcze „muszą dojrzeć”. No i co, dojrzeli akurat na czas, żeby przynieść nam punkty, a nie żeby strzelać spektakularne solówki na stadionach w Kielcach czy w Katowicach.
I nie zrozumcie mnie źle – fajnie, że marzycie o kimś, kto wbije nam bramkę z dystansu, bo przecież to taki seksowny widok, kiedy piłka lata od linii sześciometrowej prosto w okienko. Ale chłopaki, na koniec dnia potrzebujemy systemu, który potrafi tę piłkę do niego dostarczyć – a nie tylko pięknoducha, który będzie biegał wokół boiska z miną „ja tu jestem ważny, bo moja twarz była kiedyś na plakacie reklamowym w tramwaju”. Czy to aby nie jest tak, że kiedy sztab zaczyna myśleć o transferze napastnika, oni tak naprawdę myślą o tym, jakby go rozegrać na przyjęcie piłki, obrócić, oddać strzał, a nie o tym, że nasz skrzydłowy ma teraz pazury wymalowane na butach, bo zrobili mu to podczas przerwy w meczu z Radomiakiem?
Zresztą, co tam kombinować z transferami, skoro w połowie sezonu w dalszym ciągu nie wiemy, kto tak naprawdę jest pierwszym bramkarzem? Przecież dopóki ta podstawowa sprawa nie jest rozwiązana, dopóty wszyscy będą się martwić, że kolejny napastnik trafi do siatki prosto w ręce naszego obrońcy, który zamiast skupić się na grze, to myśli, gdzie mu się podziało okulary do czytania tekstu na koszulkach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no ale przecież wy tu wszystkich zrobicie, że za Bełchatów nigdy nic nie da się zrobić, a ja wam powiem coś dziwnego – widziałem w listopadzie mecz juniorów, w którym nasz chłopak dostał piłkę na 16 metrce, obrócił się, pociągnął i huknął prosto w okienko, kropka w kropkę jak w starym meczu z Zabrza, kiedy mieliśmy tam takiego napastnika, co to nawet nie musiał patrzeć, tylko czuł, gdzie jest siatka. a tu w dorosłej drużynie macie jednego, który myśli, że trafi, i tyle.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ejże, ale się rozgadaliście jakby jutro koniec świata, a tu wiadomo przecież, że sztab nasz to nie jakiś tam orkiestrator cudów z Barcelony tylko goście, co to od lat kombinują pod presją kiboli, którzy swoje dzieci na trybunach wychowali, a teraz patrzą jak im lwiątko w sercu kurczy się z tygodnia na tydzień 😂
Mam taką jedną historyjkę z ubiegłego roku, gdy byliśmy jeszcze w niższym froncie – byliśmy na meczu z Resovią w Lubinie, no i co? Nasz Trójka strzelił gola w 89. minucie, akurat jak wszyscy już pakowali się do samochodów albo liczyli punkty na ekranie telefonu. Trafił z dystansu, takim suchym uderzeniem, że bramkarz nawet nie drgnął, a my wyskoczyliśmy z trybuny „B” jakby nas ktoś z gniazda wyrwał! A wiecie co powiedział po meczu trener napastników? Że ten facet „ma instynkt jak psia kupa w psim hotelu” – czyli trafia tam, gdzie mu się nie powinno, i w ogóle nie myśli, tylko robi.
I teraz pytanie do was – skoro mamy w akademii takich chłopaków, co to potrafią trafić zza pola karnego, dlaczego sztab nie da im szansy, zamiast szukać na siłę „spalonego transferu” z zagranicy? Bo fajnie gadać o pazurach wymalowanych na koszulce, ale jeśli nie ma kto tej piłki do niego podać albo nie ma systemu, który ją utrzyma przy nodze, to co z tego? Kucharczyk też kiedyś był juniorkiem, którego sztab uznał za „niegotowego”, a później stał się numerem dziewięć – tyle że w międzyczasie zdążył wybić się do siatki, bo ktoś dał mu zaufanie.
A propos – kto widział ostatnio naszego nowego skrzydłowego, tego Polaka co przyszedł z drugiej ligi? W zeszłym tygodniu wpadłem na trening i widzę: facet biega jakby mu ktoś zegarek zatrzymał, a piłkę prowadzi tak, że ledwo zipie. No i co zrobili? Przesunęli go na ławkę, bo „trzeba dać szansę młodym”. A młodym się marzy grać w pierwszym zespole, a nie kombinować na zapleczu z miską zupy i marzeniami o glorie 🤡
Bo ja wam mówię – albo zrobimy to sami, albo będziecie latać po forach i biadolić, że sztab nic nie kumpluje. A na trybunie „B” i tak nikt nie widzi Twojego teoretycznego napastnika zza oceanu, tylko konkretnego gościa, co to wbije w 90. minucie i pójdzie spać szczęśliwy, że jednak nie pomylił się w barze 🍻
To loteria, nie piłka.
ejże, ludzie, przecież to już raz było z tymi waszymi „instynktami strzeleckimi” – pamiętacie tego gościa z Słowacji, co to miał niby w nogach coś „prawdziwego”? Przywieźli go na sztandarach, że jak on się rozkręci, to Bełchatów znów będzie strzelał zza pola karnego jak do pudełka. I co? Pierwszy mecz – suchy kontakt z piłką i od razu „przestawił się na naszą siatkę”, tylko że nie taką, co kibice skaczą z radości, tylko taką, co leci prosto w ręce bramkarza. A potem jeszcze ten medialny szum, jakby komuś się zachciało robić z niego nowego Kucharczyka, a ten chłopak nawet nie umiał podać sobie piłki bez potknięcia się o własne nogi.
albo jeszcze ten facet z czeskiej ligi, co to miał „pazur taki, że za pół roku nikt nie da rady go powstrzymać” – no i przyjechał, zobaczył, że nasze boisko jest większe niż stadion jego macierzystego klubu, i po dwóch tygodniach znowu pakował walizkę, bo „rodzina nie może się doczekać”. A tu my mieliśmy gościnę na mecz z Piastem – pamiętam, jak kibice z trybuny „C” robili mu dmuchańce, żeby choć raz piłka nie wyleciała poza boisko. No ale heca była, bo facet wracał do autobusu kibica z miną, jakby się dowiedział, że zagrał w reklamie proszku do prania.
i jeszcze ten cholerny Polak z drugiej ligi, którego sztab ściągnął „na próbę”, a my wszyscy wgapialiśmy się w ekrany, że oto nadchodzi wybawca – i co? Przez cały sezon strzelił trzy gole, ale takie, że bramkarze przeciwnika mogli sobie później drukować je na koszulkach jako pamiątkę z meczu. A potem była ta historia, jak podszedł do mnie na parkingu chłopak z akademii i mówi: „panie, a dlaczego my mamy czekać na kogoś, kto nie wie, gdzie jest lewa noga, skoro mamy u siebie takich, którzy kopią tak, że siatka drży?”. No i miał rację, bo akurat ten junior w derbach z Wartą trafił dwa razy, a wszyscy zapomnieli o „nowym napastniku”, który już dawno wsiadł do pociągu powrotnego.
no ale zobaczymy