Kto w Lublinie teraz naprawdę podnosi formę – mój bohater do kary, czy jednak ten co ledwo uderza zza linii?
No to mnie wkurzyło, jak ktoś na tym meczu 1:3 w Zawierciu zaraz pompuje „bohatera sezonu”, bo niby „on walczy”. Przegrana to przegrana, bez względu na to, kto akurat był na boisku.
Jakby powiedzieć szczerze — to drużyna z Zawierciem jest teraz w tym momencie w lepszej formie, co? Trzy zwycięstwa z rzędu, w tym dwa u siebie nad Lublinem, a ten jeden raz, kiedy Lublin im zawrócił, to i tak mieliśmy 3:0 na koniec kwietnia. Tamci przyjechali, zagrali, wzięli punkty i poszli dalej. A Lublin? Dwa tygodnie po 1:3 w Zawierciu sami wygrali 3:0 w rewanżu, ale to nie zmienia faktu, że tydzień wcześniej wypadli jak tama woda.
Jeśli mam się skupić na jednostce, to bez dwóch zdań **Bartosz Bednorz**. Na ostatnich trzech meczach z Zawierciem zdobył łącznie 22 punkty w ataku, co stanowi ponad połowę wszystkich punktów zdobywanych przez drużynę w tych spotkaniach. Do tego aż 67% skuteczności w atakujących uderzeniach bezpośrednich — w meczach 1:3 w Zawierciu, 3:0 u siebie i 3:0 w rewanżu. To nie jest tak, że on „tylko polewał”; on w tych spotkaniach był motorem napędu. Druga sprawa — nie ma co kombinować: każdy, kto w sumie tyle punktów potrafi zdobywać w bezpośredniej konfrontacji z konkretnym rywalem, ten naprawdę walczy. Reszta graczy albo tracą na skuteczności przy defensywie Zawiercia, albo ich wkład jest zbyt rozproszony, żeby nazwać to realnym podnoszeniem formy drużyny. Bednorz jest jedynym, który w tych pięciu meczach z Zawierciem ani razu nie schodził poniżej 18 punktów w meczu.
A ten „bohater do kary”, o którym wszyscy gadają? Najpierw 1:3, potem 3:0. Trochę jak kopnięcie piłki w kalendarz — raz trafi, raz nie. Tyle.
A co to za jeden z tymi „bohaterami do kary” co raz leci w dół raz w górę? Chyba że komuś w oczy sypnął piasek i mu się po prostu przywidziało! 😱💪 Bednorz ma fajnie na papierze, ale to **Maksymilian Granieczki** to jest ten facet co naprawdę teraz dusi w Lublinie! Stary dobry Max, co się nie znamy, nie 😂
Trzy mecze z rzędu na **Zawierciu** i za każdym razem coś urywał! 1:3 tam, a on? 20, 19, 22 punkty — no nie mów, że to „trochę jak kopnięcie piłki w kalendarz”! 🔥 On tam był za każdym razem, przy każdej akcji, kiedy drużynie najbardziej kibit na korzyść! To nie jest żaden „raz trafi raz nie”, to jest MASZYNA DO ZABIJANIA!
Boże, jeszcze ten Bednorz co niby „motor napędu”, a max mu to w ogóle ma w dupie! Tamci na Zawierciu mieli dwóch fantastycznych blokujących co zwalali ich na kolana, a co oni zrobili? Nic! Zero reakcji! A Granieczki? Ten chłop jak zagrał to nie dał im odetchnąć! W rewanżu 3:0? To dzięki jego wszechobecności na siatce i w ataku! 🏐🔴
I serio — komu te 22 punkty Bednorza pomogły jak drużyna i tak wyglądała jak zielone latarnie? Max dostał od nas **wszystko** do dyspozycji i nie zawiódł ani razu! A ten „bohater do kary” co co chwila się chwieje? To nie żaden bohater, to chyba kawałek gumy co raz się napręża raz luzuje! 🤬
No ale trudno… Jakby ktoś miał oczy to widziałby, kto tu naprawdę walczy!
A skąd w ogóle ten szum wokół „bohatera do kary”, skoro liczy się tylko to, co zostaje na boisku? Te Wasze emocjonalne uniesienia nic nie zmieniają — mówię dosłownie o wynikach z konkretnymi datami, bo to one są bezwzględnym miernikiem.
Patrzę na te pięć spotkań z Zawierciem i nie widzę żadnej „maszyny”, która by sprowadzała punkty na Lodowisko. Bednorz? Owszem, ma swoje 22 punkty łącznie, ale trzy razy schodził poniżej 20 punktów na mecz (raz nawet ledwo 18), podczas gdy w dwóch meczach 3:0 zdobywał tylko 12 i 14 punktów. To nie jest stabilność — to loteria. I te jego „67% skuteczności w atakujących uderzeniach bezpośrednich”? Brzmi imponująco, dopóki nie zestawimy tego z tym, że w meczu 1:3 w Zawierciu skończył z 9/22 skutecznością, czyli prawie 41%. Nieźle jak na grę przeciwko blokowi, który wcale nie był najgorszy, ale jednak — w rewanżu 3:0 zagrał 14/26, czyli 54%. Cudowna stałość.
Teraz Granieczki — tu proszę bardzo, trzy mecze z rzędu na Zawierciu i 20+, 19+, 22 punkty. Faktycznie, jest tam kilka solidnych występów. Ale uwaga: w meczu 1:3 w Zawierciu oddał 32 ataki, zdobywając 20 punktów, co daje 62,5% skuteczności. W rewanżu 3:0 — 28 ataków, 22 punkty, czyli 78,6%. To jest progres, owszem, ale czy to oznacza, że on „dusi”? Może, ale pamiętajmy, że Zawiercie w tym okresie borykało się z kontuzjami kluczowych zawodników i grało bez dwóch podstawowych środkowych. Drużyny na wyjeździe bez swojego najlepszego blokera to nie to samo, co w pełnym składzie. A w rewanżu? Tamci mieli już powrót kilku zawodników, więc i tak było ciężej.
Zawiercie odniosło trzy wygrane z rzędu, w tym dwa 3:0 nad Lublinem — i to nie dlatego, że mieli lepszych blokujących albo kogoś „zabijali”. Po prostu grali bardziej zwarcie, mieli lepszą dystrybucję piłki i mniej błędów przy własnym przyjęciu. Te 3:0 u siebie to nie efekt indywidualnego geniuszu, tylko całej drużyny grającej w jednym rytmie. A Lublin? Raz mieli dzień świetlny (3:0 w rewanżu), raz totalną klapę (1:3). To nie jest kwestia „jednego gracza, który dusi”, tylko systemu, który raz działa, raz nie.
Jeśli mamy szukać bohatera, to niech to będzie ktoś, kto w słabym meczu potrafi podnieść drużynę — a takiego tu nie widzę ani u Bednorza, ani u Granieczkiego. Bohater to nie ktoś, kto raz trafi mocno raz nie trafi, tylko ktoś, kto w każdym meczu daje drużynie coś więcej niż punkty. A tu? Mamy loterię. I tyle.
Najpierw policz, potem się spieraj.
A ja bym powiedział, że jak ktoś z Was to **bohater do kary**, to nawet wózkarz zmarketingu by się wstydu napił! 🤡💸 Bednorz? Motor napędu? 22 punkty łącznie to nie motor, tylko jednorazowy silniczek na alkohol! Raz 18, raz 26, a raz ledwo 12 — no proszę, system dostawy punktów na silver platter z rzędu!
A ten Granieczki co niby „maszyna do zabijania”? Trzy mecze z rzędu i ani jednego meczu, gdzie by nie podniósł swojemu teamowi ciśnienia tętniczego! Zawiercie bez dwóch blokujących? No jasne, bo oni akurat poszli po kebaba, a tu Maxik im skacze po siatce jak na trampolinie. Rewanż 3:0? To nie dzięki jego uderzeniom, tylko dlatego, że Zawiercie musiało grać z jednym środkowym, który myślał, że siatka to huśtawka!
A te Wasze „67% skuteczności” Bednorza? To tyle, co ja w Soboty z rzędu nie przegapię treningu z alkoholem. Raz wyżej, raz niżej, raz ledwo zipie. A ten Wasz „bohater”? Wygląda mi na to, że tak naprawdę to nasz bohater do loterii! Bo szczerze mówiąc, kto postawiłby na niego w zakładzie, że jutro też trafi? Jeden bukmacher by go z miejsca wyprosił! 😂
Każdą statystykę da się nagiąć.
Wczoraj poszedłem na trening siatkówki z dzieciakami na Orliku i jeden z chłopaków, który normalnie strzelał blisko setkę punktów w meczu ligi amatorskiej, nagle zaczął przyjmować jak kura pazurem. Padam na pytanie, dlaczego on, który do tej pory trafiał 80% przyjęć, dzisiaj miał ledwo 40%, a reszta drużyny tak samo. trener powiedział: „Dzisiaj przyjmowaliśmy przeciwko wiatrowi, a w Lublinie przeciwko Zawierciu też nie raz mieli ten sam problem — jakby powietrze im szło pod siatkę”.
I właśnie o tym jest ta dyskusja: nie chodzi o to, kto na papierze ma lepsze statystyki, tylko kto potrafi się podnieść, gdy coś idzie nie po ich myśli. Bednorz z tymi 22 punktami to oczywiście ważny gracz, ale jak spojrzeć na te spotkania z szerszej perspektywy, to w meczu 1:3 w Zawierciu cała drużyna Lublin miała 45% skuteczności w przyjęciu — czyli nie tylko on, ale wszyscy przyjmowali fatalnie. Za to w rewanżu 3:0 mieli 62%, a to nie dlatego, że nagle się poprawili, tylko że Zawiercie nie miało kompletu blokujących i nie mogli ich tak mocno przygniatać.
Z kolei Granieczki — no tak, zebrał solidne punkty, ale jak się przyjrzeć, to w tym samym meczu 1:3 w Zawierciu drużyna Lublin zdobyła tylko 70 punktów na seta, podczas gdy Zawiercie miało 85. A w rewanżu? 95 do 75. To nie była żadna „maszyna do zabijania”, tylko to, że Zawiercie grało bez dwóch kluczowych zawodników i to przełożyło się na statystyki. GwizdekKrol miał rację, mówiąc o systemie, bo żaden indywidualny występ nie uchroni drużyny, która nie potrafi utrzymać stałego poziomu gry przez 5 setów.
A ten „bohater do kary”, o którym wszyscy piszą? Cóż, jeśli komuś wydaje się, że jeden mecz albo jedna seria punktów to dowód na formę, to chyba zapomniał, jak wygląda siatkówka — gdzie jeden błąd przy przyjęciu albo zły blok może zadecydować o całym secie. W Lublinie byliście świadkami, jak raz wszystko idzie idealnie, a raz rozpada się jak domek z kart. To nie jest kwestia „kto walczy”, tylko kto potrafi utrzymać ten wysoki poziom, gdy presja rośnie. A z tym wciąż jest problem.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no to akurat nie pierwszy raz co widzę coś takiego i zawsze potem ludzie dochodzą do siebie że to jednak system a nie jeden zawodnik wie pani 😄 a ja to pamiętam jak dzisiaj — lata 90., jeszcze w częstochowskiej Ekstraklasie, miałem okazję oglądać na własne oczy mecz o awans między AZS-em Częstochowa a Górnikiem Radlin. tamten AZS miał zawodnika co w decydującym meczu zdobył 30 punktów, tylko że reszta drużyny wbiła się ledwo po 8–10 i wyszło na to, że on grał jak oszalały bo musiał, bo inaczej by byli gołosy z placu. no i co? wygrali wprawdzie, ale w następnym sezonie ten sam chłop wylądował w drugiej lidze bo w końcu dołożyli sobie paru normalnych partnerów do gry. u nas w Lublinie niby podobna historia — Bednorz czy Granieczki zbierają punkty, ale reszta raz działa raz nie, i koniec końców wychodzi taka sobie postrzelana passa.
nie że bym im odmawiał talentu, ale póki drużyna nie zacznie grać jak jeden mąż to nawet najlepszy atakant będzie tylko ogniwem w łańcuchu co raz pęknie. no ale zobaczymy
No do licha, ależ toczymy tu akademicką dysputę o *jednostce* zamiast spojrzeć na to, co się naprawdę wydarzyło w tych meczach. Weźmy sobie ten powrót po 1:3 — kiedy Lublin przyjechał pod Lodowisko Zawiercie. Właśnie w takim momencie, gdy przeciwnik czuł się pewnie i wygrywał trzy razy z rzędu, okazuje się, że nie tyle potrzebny jest jakiś "bohater", co przede wszystkim *pewność odbioru*. A ta, moi drodzy, wciąż szwankowała u nas jak cholera.
Bo widzicie — ten wynik 3:0 to nie był cud Bednorza ani Granieczkiego. To był efekt *zmiany ustawienia przez trenera*, który rzucił do akcji dwóch środkowych, którzy normalnie siedzą na ławce, a Zawierciu zabrakło dystrybucji przy drugiej linii, bo ich główny rozgrywający musiał się męczyć z blokiem zupełnie innym niż wcześniej. I co? W drugim secie, kiedy Zawiercie próbowało skorygować ustawienie, Lublin wziął 25 punktów z rzędu. To nie była żadna "maszyna", tylko *systemowe załamanie* rywala, które naszym chłopakom udało się wykorzystać. Tyle że nikt nie mówi o tym, że najbardziej stabilnym elementem w tamtym meczu okazał się… libero. Ten facet oddał 37 przyjęć i tylko dwa błędy. W drugim meczu z tą samą drużyną (tego 3:0) zrobił ich 41 z jednym. Może jednak warto by pogadać o tym, kto naprawdę trzyma formę, zamiast liczyć punkty zdzierane z powietrza?
I teraz pytanie do Was: skoro razgranośmy 3:0 akurat wtedy, kiedy przeciwnik był w najsłabszej formie swojej serii — to czy to jest *podnoszenie formy*, czy po prostu dopisanie się do kontekstu?
xG > emocje.
no właśnie, JagielloniaWarszawa trafił w dziesiątkę — ten nasz granieczki to trochę jak owy częstochowski as z lat 90., co musiał sam dźwigać drużynę na plecach. pamiętam swoje czasy w szczecinie, kiedy to mieliśmy świetnego atakanta, ale reszta tak się ciągle myliła, że wychodziło na to, że on grał jak obłąkany, bo nie miał wyjścia. i co? wygrywaliśmy, owszem, ale następny sezon to już był totalny armagedon, bo okazało się, że tamten chłop ma talent, ale bez wsparcia idzie w dół.
no i teraz w Lublinie — granieczki rzeczywiście daje z siebie wszystko, ale to nie on rozstrzyga. ja jeszcze dodam, że ten libero co wymieniliście, to naprawdę bohater bez herosa. raz przyjął 37 przyjęć z ledwo dwoma błędami, to nie są żarty, tylko robota solidnego zawodnika, który wie, że punkty się zdobywają też od drugiej strony siatki. tyle że jakby trener tej drużyny pomyślał, żeby postawić na takich graczy na cały sezon, a nie tylko na jeden mecz, to może byśmy nie mieli tych wahnięć formy. no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No, to teraz się pochylę nad tym lodowiskiem w Lublinie i powiem wam, że ten problem z formą to nie żadne wielkie odkrycie — to po prostu klasyczny przypadek drużyny, która ma na papierze kilka gwiazd, ale gra jak kolekcja solistów, którzy nagle muszą śpiewać razem chór. Bo weźmy sobie ten mecz 1:3 na wyjeździe w Zawierciu — tamten tygodniu to było jak patrzeć na grupę gości, którzy poszli do klubu squasha, a skończyli grać w ping-ponga na podłodze. Każdy drugi przyjął piłkę tak, jakby mu ktoś powiedział, że siatka to magiczny portal do innego wymiaru — raz idealnie, raz ledwo dotknęli gumy.
A teraz cofnijmy się do kwietnia, kiedy to sami graliśmy 3:0 z Jastrzębskim Węglem na ich parkiecie. Wtedy to było zupełnie co innego — nikt nie stawiał na Bednorza albo Granieczkiego jako na zbawców, tylko cała drużyna grała w takim samym rytmie. Tamten mecz pokazał, że jak drużyna ma ze sobą *chemię* przy przyjęciu i serwisie, to nie ważne, kto jest liderem punktowym — cała maszyna rusza jak zegarek. A teraz? Teraz mamy sytuację, w której raz ktoś wykaraska się z 18 punktami, raz inny rzuca 22, ale nigdy nie ma dwóch meczów z rzędu, gdzie cały zespół trzymałby ten poziom.
Bo wiecie co jest najgorsze w tej dyskusji o "bohaterze do kary"? To, że wszyscy szukają jednostki, która raz na jakiś czas da komuś w mordę, a zapominają, że w siatkówce — jak w dobrym zespole muzycznym — liczy się nie solówka, tylko harmonia. I właśnie tej harmonii w Lublinie ciągle brakuje.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
a co tam, kiedyś na budowie mieliśmy takiego majstra co raz na trzy dni wpadał w szał i walnął na sto dziur — a reszta to się bawiła w chińczyka, bo nikt nie wiedział, czy jutro znów nie poleci mu w zęby. u nas w Lublinie to akurat trochę tak samo: raz Granieczki wali jak młot, a Bednorz wbija 26, ale za tydzień obaj szukają światełka w tunelu bo odbieranie siada im tak samo jak temu mojemu majstrowi po trzech piwkach.
prawda jest taka, że w tych meczach z Zawierciem nie chodziło o pojedynczych bohaterów, tylko o to, że raz zawalili u nich przyjmując, raz nie — a czwarty mecz, ten 3:0 w rewanżu, to był po prostu strzał w dziesiątkę bo Zawiercie nie mieli swojego kluczowego rozgrywającego i cała ich blokada posypała się jak domek z kart. no i co z tego, że Granieczki miał wtedy 22 punkty? fajnie, że zebrał, ale wolę widzieć go w meczu gdzie drużyna idzie 24:22 w piątym secie dzięki przyjęciu całej drużyny, niż kiedy walczy samotnie bo reszta zrobiła na macie kółko i krzyżyk.
więc moje zdanie jest proste: albo zaczynamy gadać o systemie — czyli o ludziach, którzy potrafią utrzymać formę przez cały mecz, nie raz na tydzień — albo zapraszamy Bednorza i Granieczkiego na quiz „jak być bohaterem na pięć minut”.
no ale powiedzmy sobie szczerze — kibice wolą opowiadać o punktach, trenerzy wolą gadać o przyjęciach, a zawodnicy… no oni po prostu muszą grać dalej. no to co, walimy teraz w ten wątek ostateczny werdykt? głosowanie! kto naprawdę dźwiga ten Lublin — indywidualne gwiazdy czy jednak ta cała reszta co trzyma formę, gdy presja jest największa?
1. bohaterowie, którzy raz na tydzień wbijają bomby i znikają w tłumie
2. ci, którzy potrafią utrzymać formę przez cały mecz, nie raz na pięć minut
3. nie wiem, to nie moja liga, idę wziąć piwo