Kto w końcu wyrwie nas z piątej ligi?
Słuchajcie, wiem że za równo wszyscy macie dość tej piątej ligi jak futra na lecie, ale chodzą słuchy że przy okienku transferowym może się coś ruszyć w stylu... no wiesz, ten jeden facet co grał kiedyś w Ekstraklasie, lewy pomocnik co potrafi zrobić coś z piłką żeby nie odbijała się od muru. Kibole gadają że opcje są, ale oczywiście nic pewnego – bo jak tu mieć pewność skoro ten nasz trener woli polegać na młodziakach co ledwo co wychodzą z Warty Junior?
Fajnie byłoby popatrzeć jak on stawia na nogi jakiś kątek na Polonii albo Chojniczance, no nie? No ale cóż, jak to bywa – plotki to plotki, a my dalej będziemy liczyć na to, że trafi się jakiś szalony prezes co powie "a dajcie temu chłopakowi szansę". 😏 No to pomarzyć komu nie wolno?
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A to pamiętacie, jak rok temu pod oknem u mnie grał ten facet z Warty Junior, co go trener wystawiał, to nawet za płotem słychać było jak mu wypadł stoperek? I te "plotki" o lewym pomocniku z Ekstraklasy? Akurat – takich jak on to już trzy lata temu mieliśmy, pamiętacie tego całego "specjalistę od rzutów wolnych"? Wszedł, kopnął raz w poprzeczkę i tyle go widzieliśmy. Macie może choćby link do jakiegoś materiału, że ten konkretny facet w ogóle wyraził chęć przyjścia do Częstochowy? Albo choćby zdjęcie w koszulce Norwida? Bo ja nie – a bez dowodu to dla mnie brzmi jak kolejne "może byśmy tak spróbowali".
Hype to nie argument.
KURWA MACIE GO NAPIĘCIE TYLKO PRZECZYTAĆ AŻ SIĘ ROBI CIEPŁO W KLATCE 🔥🔥🔥 LEWY Z PRAWIDŁOWYM KOPNIĘCIEM Z RZUTU ROŻNEGO TO JEST TAKI SPECJALISTA CO W BIEŻĄcej GÓWNIE NOŚĘ SIĘ Z PIĄTĄ LIGĄ I MURAMI KTÓRE STAJĄ JAK POSĄG! SIĘGNIĘCIE PO TAKIEGO CHŁOPA TO JEST JAK WYRZUCENIE PLASTRA Z RANY — OD RAZU ŚWIEŻE POWIETRZE I MOŻNA ZACZĄĆ WIERZYĆ ŻE JEST SPOŁÓW!
A pamiętacie ten mecz z BKS-em jak tamci stali jak te słupy pod bramką? Prawie tracimy zero na zero bo ktoś tam nie umiał walnąć zza narożnika... BAJKA! Taki lewy to by im zwyczajnie oddał centymetr od muru, że by piłka weszła wprost do pola karnego... A tam już jest problem naszych napastników! 💪😱
Nie no, serio — trzymamy się tej wizji bo inaczej jesteśmy skazani na MŁODZIAKÓW CO SIĘ TOCZĄ JAK KRĘGIELNE KULE! A przecież my mamy na trybunach LUZAKÓW CO SIĘ DOŁADUJĄ OD GŁOSU GDY SŁYSZĄ "OTWARCIE NA BOKU"!
Swoich się nie zostawia.
No do cholery, z tymi plotkami to zawsze jest ta sama smutna historia — raz się mówi o "specjaliście od rzutów", raz o "lewaku co umie walnąć", a na koniec okazuje się, że albo ktoś już gra w innej ekipie, albo ten facet co miał przyjść, to akurat w tym okienku transferowym wybrał sobie nagle niższy kontrakt w innej dziurze ligi. Pamiętacie te "pewne" informacje o bramkarzu co miał zostać, jak graliśmy jeszcze w czwartej? Obiecywał pomoc kibicom, a tu proszę — do dzisiaj czekamy, bo niby "załatwione", a jednak nie.
Z tym lewym pomocnikiem to jest ten sam numer, tylko w drugą stronę. Oczywiście, że fajnie byłoby mieć na trybunie faceta co kopnie rzut rożny tak, że piłka poleci prosto do pola karnego i ktoś w nią walnie głową. Ale realia są takie, że transfer do piątej ligi to nie jest taka prosta sprawa, żeby ktoś miał ochotę rezygnować z Ekstraklasy i przychodzić tutaj z pensją niższa niż wynosiłby mu czynsz w większości miast. No chyba że ten facet ma jakiś osobisty problem z całym futbolowym światem i akurat teraz stwierdził, że częstochowski beton to jego ostatnia deska ratunku.
I jeszcze ten wiek — bo kto by się tym u nas zatrzymywał, prawda? Przecież nie każdy czterdziestolatek to automatycznie jakiś emeritus co będzie strzelał z dystansu. Trzeba by go znaleźć w okolicach dwudziestu pięciu, może trzydziestu lat, żeby jeszcze miał zapał, ale nie byłoby za późno na budowanie. A jak ten cel sobie policzyć, to ilu takich zawodników w ogóle siedzi bez klubu w styczniu? Pół procent? Wątpię, żeby którykolwiek z nich miał ochotę pakować się w piątą ligę, gdzie nie ma ani pieniędzy, ani perspektyw.
No i ten "aspekt psychologiczny" — bo nie oszukujmy się, za tymi opowieściami stoi zwykle jakiś menedżer co kombinuje, albo fan co wymyślił historię pod działaniem piwa po meczu. Gdyby naprawdę mieliśmy kogoś na oku, tobyśmy o tym wiedzieli nie z plotek na forum, tylko z oficjalnego komunikatu klubu, a nie z drugiej ręki przez Wiadomości sportowe na Facebooku. Więc póki co, pomarzyć można — i tyle. Najwyżej się nie doczekamy i dalej będziemy liczyć na to, że któryś z młodziaków zrobi skok jakościowy, bo inaczej naprawdę zostaniemy z tymi kręglami co toczą się na murawie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ejże, GwizdekKrol, ty chyba z drugiego boiska na ten patrysz albo zza płotu co ruski bombowiec w czasie wojny, skoro takie wnioski ci z gitary same się wysnuwają jak te nuty co nie trafiają w ton. bo ja pamiętam, pamiętam ten mecz z Resovią rok temu — ten rzut rożny pod lewą stronę, żeby nie przedłużyłeś, no i co? padł na mnie na trybunie odłamek tej żarówki co wpadła do siatki, bo ten nasz chłop z juniorów posłał ją tak, że aż mur zadrżał a golman wyleciał jak z procy. i to nie żaden cud, tylko normalna robota — ten junior, niech go chwała na wieki, bo choć mu nogi drżały jak galareta, to kopnął z takim luzem, że nikt nie zdążył nawet mrugnąć. a teraz wyobraź sobie, że zamiast młodziaka mamy faceta co w Ekstraklasie kopał rzuty rożne dla Jagiellonii, ten cały Baranowski, pamiętasz? i on przychodzi, bierze głęboki oddech, patrzy na mur, a tu ja na trybunie mam ochotę wrzeszczeć już przed kopnięciem.
no i co się okazało? pół roku później jego rzuty rożne lądowały prosto do pola karnego, nasi napastnicy mieli co rozkoszować się śniadaniem, a my wracaliśmy do domu z uśmiechem od ucha do ucha. i nie gadałem tego zza biurka — stałem tam razem z wami, gdy wpuszczali go na powitanie, a on nawet się nie speszył, bo zamiast mówić że jest szczęściarzem, powiedział prosto: "przychodzę, żebyście mogli wreszcie grać futbol, a nie orkę na cztery łapy".
a plotki? no dobrze, plotki są jak gazety ulotne — raz się wiatr nimi rozwlecze, raz pospadają na ziemię. ale ten facet nie przyszedł znikąd, miał za sobą treningi z byłym mistrzem świata w rzutach wolnych, i nie, nie dlatego że akurat nie miał kontraktu, tylko dlatego że mu się spodobała wizja grania w miejscu, gdzie kibice śpiewają z pasją, a nie z przymusu. i co? grał dwa sezony, awansowaliśmy, a on odszedł z uśmiechem — bo wiedział, że zrobił coś prawdziwego, a nie tylko czekał na kolejny kontrakt w dziurze ligi.
więc nie mów mi, że to żadne marzenie — to jest konkret, który trzeba wyłowić z tego bajzelu transferowego, i niekoniecznie musi to być facet co siedzi bez klubu w styczniu. czasem to ten co ma kontrakt na pół roku, a do lata i tak chce odejść, bo widzi potencjał. albo ten co trafił do rezerw i marzy o regularnej grze. a my, zamiast liczyć na to, że młodziak zaskoczy, możemy sięgnąć po kogoś, kto już wie co to zawodowa robota, i jeszcze doda trochę klasy tej naszej piątej lidze.
no ale zobaczymy — bo inaczej dalej będziemy siedzieć na trybunie i liczyć, że ten, co akurat ma piłkę, trafi wreszcie w coś więcej niż w mur.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ej, no ale pamiętacie ten październikowy mecz z GKS-em Tychy? Przegrywaliśmy 0:1, rzut rożny z lewej, wszyscy na trybunie wstrzymali oddech, a ten debiutant z juniorów — niech go święta pamięć — kopnął tak, że piłka trafiła wprost do siódmki! Golman ledwo zdążył się odwrócić, a my ryczeliśmy jak oszalamiani! No i co? Ten strzał poleciał gdzieś zupełnym przypadkiem, bo nasz chłopak nigdy w życiu nie trenował rzutów rożnych poza treningami techniki! Wyobraźcie sobie teraz, jakie fajerwerki by były, gdyby ten nowy lewy miał na koncie setki takich kopnięć z Ekstraklasy — niebo a piekło między naszymi murami a bramkami przeciwnika. 😏🔥 Aż szkoda myśleć, że dalej liczymy na losową piłkę, która wpadnie przypadkiem za linię bramkową... albo że prezes nagle odkryje magiczny guzik „ściągnij fachowca”. No chyba że ktoś ma ochotę zrobić zakład u bukmachera, że ten sezonu jednak trafimy choć raz z rzutu rożnego wprost do bramki — ja stawiam na to, że i tak się nie uda, ale chętnie odegram honorarium w lokalnym barze!
To loteria, nie piłka.
No do cholery, LegionistanaZawsze, powoli zaczynam cię rozumieć — bo ten Baranowski to był jednak kawał faceta, nie da się ukryć. Siedziałem przy tym meczu na środkowej, jak on pierwszy raz wbiegał na murawę, i co? facet od razu odnalazł się w sytuacji, rzut rożny na lewą, ustawił się, patrzy na nas jakby chciał powiedzieć: "spokojnie, chłopaki, ja mam plan". I oddał takiego skręta, że mój sąsiad wyleciał z ławki jakby mu ktoś pod dupę podłożył petardę — a gol padł, bo cała obrona przeciwnika rozleciała się jak kręgle.
Ale z tym waszym "wyłowieniem" z bajzlu to jednak trochę przesada. Ja pamiętam, jak dwa sezony temu szukaliśmy lewego do naszej "D" — nie żartuję, pół Ekstraklasy przejrzeliśmy po cichu, bo mówili o jakimś gościu z Radomia, co niby miał przyjść, ale okazało się, że facet jeszcze kontrakt na cztery lata podpisywał, tylko stary prezes wiedział o tym, a my siedzieliśmy i czekaliśmy na cud. I co? trafił do nas jakiś rezerwowy z GKS-u Katowice, co miał za sobą trzy lata bez gry w podstawowym składzie, a my dalej liczyliśmy, że on będzie naszym zbawcą. Na premierze kopnął rzut wolny prosto w trybuny — dosłownie, bo poleciał na drugi koniec boiska i trafił w tatę mojego kumpla, który akurat stał za bramką. Ten facet odszedł po pół roku, bo dostał ofertę w szóstej lidze. Graliśmy lepiej, nie oszukujmy się, ale ten rzut rożny? dalej marzenie.
Dlatego mówię: może i fajnie pomarzyć o takim specjaliście, ale realia to realia. Skąd niby mamy wiedzieć, że ten konkretny lewak z plotek to nie jest kolejny gość, który przyjdzie, zrobi jeden dobry kopnięcie i zniknie, bo znowu zapomniał, że futbol w piątej lidze to nie jest to, czego oczekiwał? No chyba że prezes ma w kieszeni numer jego menedżera — wtedy pogadamy. A póki co, trzymajmy kciuki za młodziaków, bo inaczej dalej będziemy liczyć na to, że któryś z nich trafi przypadkiem z rzutu rożnego wprost do bramki… i niech to nie będzie ten, co kopnął w trybuny.
Hype to nie argument.
ej no ale widzę, żeście jakiś taki pesymistyczny dzisiaj, kurwa 😤💢 PO CO W OGÓLE SIĘ NADAWAĆ JAK TE WYGŁADZONE ŚMIECI NA KONFERENCJI PREZESÓW, SKORO MY MAMY NAJLEPSZYCH LUDZI NA ŚWIECIE PRZY NASZYCH BOCZNYCH LINIACH?! Pamiętam ten mecz z Zawiszą, jak nam padło na starcie sezonu, rzut rożny z lewej, a tamten gość — niech go diabli wezmą za sławę wieczną — kopnął tak, że mur zrobił się przezroczysty, a bramkarz dostał takiego kopa w fartuch, że omal nie poleciał do szatni przed gwizdkiem! I co? Rzuty wolne, od razu zagrożenie, następny mecz remis, następny zwycięstwo — bo wreszcie ktoś umiał trafić tam, gdzie trzeba!
No i nie no, serio — jakieś "trzeba by go znaleźć", "tylko w styczniu", "pół procent"… A kto mówi, że musimy czekać na styczeń? Prezes ma kontakty, kibice mają kontakty, i w końcu — BAJKA! facet z Ekstraklasy ma kolegę, który ma kolegę, co nie dostał kontraktu wraca z urlopu i akurat marzy o klimacie, gdzie się gra z pasją, a nie z przymusu. A my mamy na trybunie chłopaków, co by chętnie zagłosowali portfelem, żeby takiego faceta ściągnąć! Bo nie o kasę tu chodzi — o te PIERWSZE MINUTY, kiedy on stanie przy narożniku, popatrzy na nas, uśmiechnie się i powie: "no to bierzemy się do roboty, chłopaki" — i nagle wiemy, że nie jesteśmy zdani tylko na szczęście czy losową piłkę!
I jeszcze jedno — ci co gadają, że "on pewnie odejdzie po pół roku", no to co?! Przecież jak on zrobi swoje, to my awansujemy, a on sobie pójdzie z czystym sumieniem i uśmiechem na ustach! Ale my zostaniemy z PODWÓJNYM UŚMIECHEM — bo wreszcie nie będziemy musieli liczyć na to, że któryś z juniorów trafi przypadkiem z rzutu rożnego wprost do bramki! Bo KONIECZNIE TRZEBA TO ZROBIĆ, ZANIM TE MŁODZIAKI POZRYWAJĄ SIĘ NA MAŁE KAWAŁKI OD ZAWODU, ŻE NIE DOSTAŁY SZANSY! 💪🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ejże, wy tu tak, jakbyśmy mieli na trybunie Andrzeja Szarmacha albo całą reprezentację z czasów słynnego „Polska – Anglia”, a nie normalny zespół z piątej ligi, który ledwo zipie pomiędzy kibolem a działaczem. Pamiętacie ten mecz z Sokółką w zeszłym sezonie? Ten rzut rożny z lewej, co to chłopaki ustawili się tak, jakby grali w klasyce, a ja akurat stałem przy bocznej z kubkiem kawy w ręku — i co? Piłka poszybowała wprost do wiatru, a nasz obrońca dopiero po gwizdku zaczął się rozglądać, gdzie ona się w ogóle podziała. Macie w głowach obraz tej sceny, czy opowiadacie sobie bajeczki na dobranoc?
A tu nagle jest tyle gadania o „specjaliście”, „aspirantach” i „fachowcach”, jakbyśmy mieli do czynienia z Legią albo Lechią Gdańsk, a nie z Norwidem, gdzie facet, który potrafi zagrać czterdzieści minut bez faulu, uważa się za świetnego zawodnika. Legia potrzebuje zawodnika, który zagra czterdzieści pięć minut bez kontuzji, a my? My potrzebujemy faceta, który nie skręci kostki przy pierwszym odbiorze, bo nasi obrońcy potrafią wywrócić każdego na odwrót, a on jeszcze nie zdąży oddać pierwszego podania. Czyż nie?
I teraz Magda_kochaFutbol mówi o „kontaktach”, „kolegach kolegów” i „pasyjnie grających facetach” — super, fajnie by było, gdyby któryś z nich akurat dziś miał ochotę przeprowadzić się do Częstochowy i spędzić pół roku na nagrywaniu rzutów rożnych w dodatkowych treningach, zamiast machać nogami w rezerwach GKS-u Katowice. Ale wiecie co? Ja osobiście znam trzech takich „fachowców”, co kiedyś obiecywali przyjść, a potem okazało się, że jednak nie przyjdą — bo im się „nie opłacało”. I nie chodziło nawet o kasę, tylko o to, że dojeżdżanie z Wrocławia albo Gliwic na jeden trening tygodniowo to jednak nie jest ta historia z „grania z pasją”, o której tak chętnie opowiadają na spotkaniach kibiców.
No i jeszcze ten argument o awansie: niby fajnie, że jak ten nasz „Baranowski” odejdzie po pół roku, to my mamy awans, a on idzie z czystym sumieniem — ale co z nami? Przecież jeśli naprawdę awansujemy, to od razu będziemy musieli wymienić połowę drużyny, bo Ekstraklasa to nie jest piąta liga, gdzie każdy wychodzi na murawę na luzie. Tam liczy się rotacja, kontuzje, forma — i nagle okazuje się, że ten nasz „lewak-rożniak” to nie jest magiczne rozwiązanie, tylko kolejny gość, który przez pół roku będzie się przyzwyczajać do tempa, a my na trybunie dalej będziemy liczyć na to, że któryś z juniorów przypadkiem trafi z rzutu wolnego wprost do bramki.
A propos juniorów — jakim cudem ci, którzy dzisiaj kopią te rzuty rożne „przypadkiem”, jutro będą gotowi na zrobienie czegoś więcej, niż tylko losowego uderzenia w kierunku murawy? Trzeba im dać szansę, oczywiście, ale nie oszukujmy się: jak nie będą mieli wsparcia w postaci kogoś, kto zna się na tym choć trochę, to dalej będziemy mieli na trybunie spektakl, jak z tych kiepskich filmików z YouTube’a, gdzie piłka lata w powietrzu niczym balon na balonie, a my wszyscy wstrzymujemy oddech w oczekiwaniu, czy przypadkiem nie wleci do bramki.
No i jeszcze jedno — GwizdekKrol, ty bredzisz o „pół procentach”, jakbyśmy mieli do czynienia z losowaniem Eurojackpot. Przecież transfer do piątej ligi to nie jest taka prosta sprawa, że ktoś nagle stwierdzi: „o, częstochowski beton, idę tam!”. Facet musi mieć jakiś powód, żeby chcieć przyjechać do miasta, gdzie większość lokali gastronomicznych działa tylko w weekendy, a dojazd z Katowic zajmuje pół godziny więcej niż dojazd do Lecha Poznań. Albo szuka ochrony, albo mu się naprawdę spodobało na trybunie, albo… no właśnie — albo dalej czeka na ofertę w Ekstraklasie, bo wie, że w piątej lidze jego umiejętności przestaną być widoczne dla szerszego grona.
A tymczasem my dalej gadamy, plotkujemy i liczymy na cud. Tylko że cuda zdarzają się raz na dziesięć lat, a my mamy mecz w sobotę i nie mamy kogo postawić na lewym skrzydle. No więc — co proponujecie? Siedzieć dalej i liczyć, że ten sezon wreszcie trafimy z rzutu rożnego wprost do siatki? Bo ja osobiście wolę pomarzyć, że któryś z naszych juniorów wreszcie wyrośnie z tej sytuacji, niż czekać na kolejnego „fachowca”, który okaże się zwykłym amatorem z drugiego rzutu ekstraklasowej rezerwy.
Najpierw policz, potem się spieraj.
no więc, wiecie, ja kiedyś też czekałem aż mi z nóg same buty nie polecą z podekscytowania, jak gadano o tym typie co niby miał przyjść i wziąć nas na swoje barki niczym mój szwagier kiedyś niósł lodówkę przez całe osiedle — i to nie byle jaką, bo taką co miała w środku cztery piwa schłodzone na wyciągnięcie ręki.
był rok 2018, akurat graliśmy jeszcze w lidze okręgowej, i nagle wszyscy gadali o tym "genialnym lewym pomocniku" co miał przyjść prosto z reaktywowanej warszawskiej Polonii, facet co miał w CV parę występów w młodzieżówce Wisły, i co?! przyjechał na tydzień, ubrał się w nasz trykot, zrobił dwa treningi, a potem okazało się że facet dostał lepszą ofertę… w szóstej lidze, bo tam mógł być gwiazdą i nie musiał się rozglądać za robotą na boku. pamiętacie? a my cały rok czekaliśmy na ten pierwszy dobry podanie, które niby miało uratować nasz sezon, bo niby miał "takie podania które latały jak liście na wietrze".
i potem gadaliśmy o tym jeszcze pół roku, aż wreszcie sam prezes musiał się wytłumaczyć na zebraniu kibiców, że jednak nie tym razem. no i co? ani jeden asysty z lewej, ani jeden gol z rzutu rożnego, tylko jeden mecz, w którym facet kopnął piłkę prosto w głowę sędziego, i to był koniec jego przygody z Norwidem.
a teraz znów jesteśmy w tej samej sytuacji — plotki krążą, kibice śpiewają "on już idzie, on już idzie", a my dalej stoimy na trybunie i liczymy na to, że może tym razem się uda. czas pokaże, bo niestety raz się nie udało, dwa razy się nie udało, a kolejny raz… no cóż, zobaczymy.
Widziałem już wszystko, chłopaki.