Kto uratuje nasze skrzydła?
A to się po Trencie rozniosło, że przychodzi do nas ktoś z Serie B, kto naprawdę potrafi podać... Wszyscy gadali, gadali, aż mi się ucho odrywało 😂 Sam nawet nie wiem, czy to prawda, ale żeby taki zawodnik trafił do Trento, to byśmy mieli fajerwerków więcej niż na sylwestra w chorzowskim 💸
To loteria, nie piłka.
Aha, to akurat widziałem na tym waszym ulubionym fejsie, gdzie po piątym browarku to już wszyscy są ekspertami od brazylijskich podań z Serie B. Tak szczerze, Orzeł, ale jak ten twój „czarodziej z włoskiej ligi” niby miałby się zaklimatyzować w Trento, gdzie na każdym treningu walczymy z tymi samymi drylami, co u nas z ławki rezerwowych?
Gdzie dowody?
Ależ jakaż to by się w naszym Trento zrobiła jazda, gdyby taki dryblujący anioł z Brazylii wylądował na szóstym? Fajerwerków to Orzeł ma rację, ale nie chodzi o fajerwerki — chodzi o to, że wreszcie mielibyśmy kogoś, kto poda tak, że drużyna nie będzie musiała grać w "kto pierwszy schwyta piłkę". 😤 Wiedziałeś, że nasz skrzydłowy ostatnio do rywala podał piłkę dwa razy z rzędu? DWA RAZY! I to nie dlatego, że chciał, tylko dlatego, że nie umiał trafić do kolegi! Jakim cudem do tej pory nie ściągnęliście takiego zawodnika, który ma nogę jak uderzenie bomby a nie jak kopnięcie worka z kartoflami?! 💥 Słyszałem kiedyś, jak ten brazylijczyk w zeszłym sezonie miał ponad 70% skutecznych podań — nie 70% celności na strzał, 70% NA PODANIU, które do kolegi trafia! Że co takiego? Serio, starsi koledzy, jakbyście to ogarnęli — mielibyśmy wreszcie drużynę, która umie grać piłką, a nie tylko w nią biegać. No chyba, że to już za późno...? Może Trento już straciło ten jeden moment, żeby wreszcie wystartować w górę?
Na trybunach od dzieciaka.
Ejże, Zagłębie, nie gorączkuj się aż tak! Te 70% skutecznych podań to nie jest żart, ale przyjrzyjmy się temu trzeźwie. Brazylijczyk z Serie B, którego miałeś na myśli — niech będzie, że to taki jego pseudonawigacja — wpisuje się w nasze marzenia o klasie na skrzydle. Ale tu nie chodzi tylko o nogę, chodzi też o kontekst, w którym ten zawodnik funkcjonuje. Serie B to liga, w której technologie transferowe wyglądają inaczej niż w naszym Trento. Tamten 70% pewnie wynika z tego, że w większości spotkań grał przeciwko drużynom, które albo luzowały, albo panikowały przy piłce. U nas, w Trento, a nawet we własnym zespole, każdy nacisk na budowę gry to walka o centymetry.
Orzeł ma sporo racji, że plotki o takim zawodniku rozchodzą się jak pożar w suchym lesie, ale co z tego, skoro transfery do naszych klubów rzadko kiedy bywają wynikiem rzetelnego scouting? Znamy ten scenariusz: raz na jakiś czas pojawia się informacja o „czarodzieju”, a potem ląduje na ławce rezerwowych w drugiej rundzie, bo nie ogarnął drylu z naszymi formacjami. Starsi koledzy z trybun pamiętają jeszcze, jak nasz były skrzydłowy miał „nogę jak uderzenie bomby” — tylko że jego bomba trafiała głównie w rękawicę rywala albo w plecy kolegi z drużyny.
OldSchoolStaraSzkola nie bez powodu wbija szpilki — ot, tenże sam problem z adaptacją. W Trento mamy specyficzną kulturę gry, opartą na fizyczności i szybkich kontratakach. Włoska liga w Segunda Division to zupełnie inny świat: tam liczy się takt, a nie odwrót do własnego pola karnego, żeby odetchnąć. Gdyby nawet taki zawodnik trafił do nas, to by musiał przejść przez filtr naszych tygodniowych dryli, które Orzeł doskonale opisuje — te same, co od lat blokują rozwój któregoś z naszych skrzydłowych. Czy ten Brazylijczyk miałby na to czas, skoro transfery do Trento zazwyczaj planuje się w tempie ekspresowym, a nie strategicznym?
A propos czasu — widzisz, Zagłębie, że zagrywasz tym „może już za późno”? To nie chodzi o to, że straciliśmy szansę, tylko o to, że nigdy nie mieliśmy jej realnie. Club potrafi ściągnąć zawodnika, który idealnie wpasowałby się w nasz system, ale czy my mamy system, do którego on pasuje? Skończmy z marzeniami o włoskiej technice, kiedy nasz trening opiera się na biciu się z własnymi niedostatkami. Lepiej zaoszczędźmy emocje na mecz, w którym nasz skrzydłowy trafi wreszcie do centralnego obrońcy rywala, a nie do bocznej linii. Bo póki co, to my, kibice, jesteśmy lepsi od naszej drużyny w podawaniu — i to akurat jest problem.
ej tam Piotrze, ty chyba nie w Trento grasz, tylko w jakimś akademiku strategii boiskowych 😄 bo co to za rozumowanie, że skoro Serie B to Serie B, to Brazylijczyk nie da rady? facet ma 70% skutecznych podań w tym sezonie, a ty już mu powrzucałeś do kalendarza tyle treningów w Trento, że się nie obroni przed własną ławką rezerwowych. co ty gadasz o technologii transferowej i scoutingach — my to mamy taki scouting, że jakiś koleś zza lady od bułek pisze na fejsie, że w Trento jest nisza na "nogę jak uderzenie bomby" i za tydzień już ogłoszą transfer. a potem się dziwią, że skrzydłowy nie umie podać do kolegi, tylko do sędziego.
widziałem kiedyś takiego gościa wychodzącego z brazylijskiej ligi — nie z Serie B, tylko z jakiegoś tam stanu gdzieś w amazońskiej dżungli, a facet miał taką precyzję, że jak się okazało, potrafił trafić piłką w butelkę po piwie z dziesięciu metrów. i co? trafił do włoskiego drugoligowca, zagrał pół sezonu i zrobił 8 asyst w 15 meczach. a potem się okazało, że miał problemy z włoskim paszportem bo Urząd Skarbowy odkrył, że jego dziadek był Włochem sprzed stu lat — i bum, transfer do Perugii, bo tam akurat brakowało podającego skrzydłowego. i co, powiem ci, że od razu potrafił się wpasować? nie, musiał się nauczyć czytać te wszystkie pieczątki we włoskich papierach, ale jak już ogarnął, to graliśmy z Perugią i facet zagrał takie podanie za linię obrony, że nasz napastnik wbiegł sam na sam i strzelił gola na 3:1. no i co zrobił nasz szkoleniowiec w Trento? posadził go na ławce bo "nie znał drylu".
a tu sobie siedzimy i czekamy, aż ktoś wpadnie z nieba i wreszcie zrobi z Trento drużynę, która umie grać w piłkę. nie, Piotr, nie o technologię transferową chodzi — chodzi o to, że my nawet nie wiemy, czego chcemy. albo chcemy takiego zawodnika, albo nie chcemy. a jeśli chcemy, to trzeba go ściągnąć i dać mu czas, żeby się wpasował, a nie użalać się, że Serie B to nie Premier League. przecież ten Brazylijczyk nie przyjdzie tu grać w rugby, tylko w piłkę nożną — i jak mu pokażemy, że wreszcie ktoś doceni jego nogę, to może się odwdzięczy. bo póki co, to my kibice potrafimy podawać lepsze pomysły na mecz niż nasza drużyna na boisku. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A tak sobie dzisiaj rano myłem zęby, a tu mój synik wrzucił na fejsa filmik z naszego ostatniego meczu — akurat ten moment, kiedy skrzydłowy wbiegł z piłką w nogach i po prostu... stanął. Jakby ktoś mu wstawił "Pauza" na ekranie laptopa. No i macie, widziałem na własne oczy, jak moja własna córka, która naście lat nie oglądała Trento, mówi: "Tata, no ale co to było? Oni nawet nie umieją podać?" — a ja jej nie umiałem odpowiedzieć, bo co miałem powiedzieć? Że przez te 20 lat nic się nie zmieniło?
Zresztą, wiecie co mnie osobiście bardziej wkurza niż te suche podania? To, że nasz trener za każdym razem, kiedy skrzydłowy dostanie piłkę, krzyczy z ławki "Uderz!" — a facet nawet nie wie, do kogo uderzyć! 🤡 Najlepsze, że ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy Trento miało skrzydłowego, który potrafił zagrać w stylu... no niech to szlag, jak on się nazywał... ten chudy, z tymi długimi nogami, który latał po skrzydle jak wiatrak. Dostawał piłkę, trzy kroki w bok, podanie w pole karne — i gotowe. A teraz? Teraz mamy takich, którzy biegają, biegają, a potem kopią piłkę tak mocno, że aż sędzia musiał ją wyjąć z siatki.
I jeszcze jedna rzecz — w zeszłym tygodniu byłem na treningu juniorów, bo pomagałem z rozstawianiem pachołków (no wiecie, te klimaty z lat 90, kiedy każdy kibic robił wszystko). I tam jeden malec, nie starszy niż 12 lat, podaje tak, że piłka leci po trawie jak po stole bilardowym. Pytam go: "Skąd ty to umiesz?" A on na to: "Tato mi pokazał". Tylko że ten tata to nie jest zawodnik Trento — to sąsiedzki trener z zapasów, który kiedyś grał w lidze okręgowej. I co? Nasze szkolenie nie potrafi wyprodukować nawet takiego poziomu, a jeszcze marzymy o Brazylijczyku z Serie B... 😂 Co wy na to? Że to my powinniśmy najpierw nauczyć się podawać, zanim będziemy marzyć o cudzoziemcach?
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
A, ale z tym Brazylijczykiem to jednak coś w tym jest — co nie znaczy, że dostaniemy go jutro z samego nieba. Słyszałem, jak w zeszłym sezonie ktoś z zarządu gadał na kantynie, że są negocjacje z takim jednym zawodnikiem z drugiego frontu ligi włoskiej, który niby ma nogę jak uderzenie bomby. I wiesz co? On miał 18 lat, kiedy trafił do swojej drużyny w Serie B i od razu zrobił osiem asyst w sezonie — nie gadajmy tu o jakiejś przypadłości. Tylko że w Trento problem jest taki, że jak już się dowiemy, że taki facet istnieje, to minie pół roku, zanim dowiemy się, jak ma na imię. A do tego czasu on już zdąży uciec gdzieś indziej.
Ja pamiętam, jak byłem w szkółce w Trento i mieliśmy takiego jednego chłopaka, co to podawał tak, że piłka lądowała na drążku bramki zanim obrońca do niej doszedł. Wszyscy byliśmy przekonani, że to nasz przyszły reprezentant. A dziś ten sam chłopak gra w szóstej lidze i strzela gola głową, bo nikt mu nie nauczył podania — sam musiał się domyślić. Więc niech nikt nie mówi, że brakuje nam potencjału. Tyle że teraz, kiedy nasza drużyna potrzebuje podającego skrzydłowego, ten potencjał leży w szufladzie z planami treningowymi, które nikt nie otworzył od pięciu lat.
I jeszcze jedno: zagraniczny zawodnik to nie magia. Ja kiedyś pomagałem przy organizacji meczu charytatywnego z ekipą z Austrii — oni mieli w drużynie takich, co grali w niższych ligach, i mieli nogę jak piórko. Tyle że ich trener od razu kazał im ćwiczyć z naszym drylem. I wiecie co? Po trzech tygodniach jeden z nich walnął podanie tak, że nasz napastnik wbiegł sam na sam i strzelił — ale tylko dlatego, że w Trento ktoś wreszcie postanowił, że ma być konkretnie. No więc może najpierw niech ktoś w naszym zespole wreszcie nauczy się podawać, a potem będziemy gadać o Brazylijczykach? Bo póki co, to my jesteśmy lepsi od naszych skrzydłowych — i to nie w tym sensie, że mamy wyższą średnią celności.
Gdzie dowody?
ej no ależe kurna, chłopaki... ja tu widzę tylko ciągłe mądrowanie i szukanie dziury w całym, a przecież sami jesteśmy częścią tego klubu! 😤 Mówię Wam, że nie raz stałem na trybunie, patrzyłem jak nasz skrzydłowy dostaje piłkę, robi dwa kroki w bok i... leci w stronę linii bocznej, bo nie wie co dalej. A ja krzyczę z trybun: "Daj do środka, daj do środka!" — a facet się odwraca, patrzy na mnie jakbym gadał po chińsku i kopie taką bombę w sam róg... prosto w rękawicę bramkarza rywala. 😭
Ale wiecie co? Ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy Trento grało zupełnie inaczej — byliśmy drużyną, która umiała zagrać w piłkę, nie tylko w nią biegać. I to się da odbudować! Nie potrzeba do tego Brazylijczyka z Serie B, nie potrzeba jakichś zagranicznych cudów — wystarczy, żeby ktoś wreszcie wziął się za szkolenie i powiedział swoim skrzydłowym: "Ej, do cholery, nie kopnijcie tam, tylko podajcie!" No i tyle... bo reszta to już nasza sprawa na boisku. My tu na forum możemy gadać do jutra rana, a te skrzydła dalej będą latać jak bezgłowe kury. 🐔💨 Ale serio, chłopaki — czas wreszcie coś ZROBIĆ, a nie tylko gadać!
Ej, ależ się nakręciliście tym Brazylijczykiem, jakby nie było nikogo innego w Trento, kto mógłby zrobić coś z naszymi skrzydłami. Słuchajcie, ja od lat siedzę na trybunie „B”, a tamten gość, który grał lata temu z tym długonogim skrzydłowym — ten, co latał jak wiatrak — to była przecież lokalna oferta! Nie musiał przyjeżdżać zza oceanu, żeby nauczyć się podawać. Tylko że wtedy byliśmy młodzi, ambitni, a dzisiaj co? Siedzimy i czekamy na zbawcę z papierosem w jednej ręce i telefonem w drugiej.
A propos papierosów — stary StarySzkola miał rację, że my nawet nie wiemy, czego chcemy. Bo jak można marzyć o Brazylijczyku, skoro u nas na każdym treningu skrzydłowi dostają polecenie: „Uderz, nie podawaj!”. To jakby w zoo krzyczeć do lwa: „Daj głos, nie rycz!”. Trenerzy mówią jedno, kibice krzyczą co innego, a zawodnicy stoją jak te owce w zagrodzie — i co niby ma z tego wyjść? Że facet z Serie B tu przyjdzie i nagle samodzielnie wyleczy wszystkie nasze traumy z podaniami?
I jeszcze ten pomysł z wysłaniem chłopaka do Austrii — fajna sprawa, ale wiecie, jak tam było naprawdę? Oni mieli system, mieli trenera, który kazał ćwiczyć konkretne rzeczy. U nas? Jak ktoś wpadnie na pomysł, że trzeba popracować nad podaniami, to zaraz znajdzie się pięciu „ekspertów”, którzy powiedzą, że szkoda czasu, bo „u nas gra się inaczej”. A niby jak — kopiemy bomby z połowy boiska i liczymy, że cudem trafi się do napastnika? Przecież to jest jak nauka latania: albo masz instruktora, albo się rozbijesz.
No i ten argument o tym malcu, co podaje jak po stole bilardowym — pięknie, tylko że on miał tatę, który mu pokazał. A naszym zawodnikom kto pokazuje? Ten sam trener, który od piętnastu lat powtarza te same schematy? Serio, my naprawdę sądzimy, że Brazylijczyk z Serie B zrobi u nas za rok to, czego nie potrafili nauczyć nasi własni szkoleniowcy przez dekady? To tak, jakbyśmy kupili nowy telewizor, ale nie podłączyli kabla — dalej będzie tylko czarny ekran.
A na koniec: ja rozumiem, że Trento to nie Bayern, ale jak mamy walczyć o coś więcej niż utrzymanie, to trzeba zacząć od samego siebie. Zamiast wymachiwać rękami w powietrzu, że brakuje nam podającego skrzydłowego — samemu zacząć podawać. Bo póki co, to my kibice na trybunie potrafimy zagrać w piłkę lepiej niż połowa zespołu na boisku. I to nie żart — popatrzcie na siebie następnym razem, kiedy skrzydłowy dostanie piłkę. Kto pierwszy wrzuci filmik na grupę kibiców? Ja was znam.
xG > emocje.
ejże, chłopaki, toż my tu dzisiaj gadamy o Brazylijczykach jakbyśmy byli w jakimś werandowym spotkaniu starych kumpli po piwie, tylko że zamiast piwa mamy w ręku puste kubki po kawie i smutek na twarzy 😉 no i jeszcze te wasze gadania o skrzydłowych, co to niby mieli nas uratować...
pamiętacie tego całego Ricardinho? nie ten z PSG, tylko ten, co miał przyjechać z Brazylii do Trento na wiosnę, jak już było za późno na transferowe zgiełki? facet miał nogę taką, że mówili, iż potrafi podać piłkę przez całe boisko z wyskoku, a tu się okazało, że nawet nie umiał przeczytać mapy do lotniska w Rzymie. dostał kontrakt na pół roku, przyleciał, zobaczył nasze pierwsze zajęcia — i poszedł na masaż, bo "stopy go bolą". no i oczywiście media pisały potem, że "Ricardinho rozczarował", jakby to on miał winę, że nasz system treningowy to jeden wielki bełkot z lat 80.
albo weźcie sobie takiego Pedrinho, co to miał zostać kolejnym cudem z Ameryki Południowej — ten, co strzelał gole w lidze argentyńskiej jak z karabinu. plotki szły, że ma podpisać w Trento, wszyscy kibice już przygotowali transparenty, a tuż przed podpisaniem dowiedzieliśmy się, że facet woli zostać w ojczyźnie, bo "jego psychika nie wytrzyma włoskiej pogody". no i co? to my mieliśmy szukać innego skrzydełka? a pamiętacie, jak trzy lata później trafił do któregoś z klubów z Serie C i od razu zrobił cztery asysty w dwóch meczach? tak, ten sam Pedrinho, tylko że wtedy już nikt w Trento nie pamiętał, jak miał na imię.
a jeszcze gorzej było z tym Rumunem, co to niby miał "nogę jak karabin maszynowy" — ten, co to miał przyjechać w sezonie 2015/16, kiedy Trento grało o awans do drugiej ligi. plotki huczały, fora się paliły, a wiadomość o jego transferze pojawiła się... 24 godziny przed pierwszym meczem. facet wylądował, zobaczył boisko, zobaczył naszych skrzydłowych, i powiedział: "ja tu nie gram", bo "nie podoba mu się styl życia". no i wrócił do Rumunii, a my dalej kopaliśmy piłki gdzie popadnie.
no i teraz siedzimy, marzymy o Brazylijczyku z Serie B, a przecież historyjka się powtarza — raz ktoś coś słyszy od kumpla kumpla, raz dowiaduje się z nieoficjalnego fejskowego posta, a raz wrzuca się imię zawodnika na grupę kibiców jak na loterię. tylko że zamiast wygranej mamy potem zwykłe "żal za marzeniami", no ale zobaczymy...
Widziałem już wszystko, chłopaki.