Kto rozwali naszych przeciwników?
No dobra, dzisiaj w trójkącie pomiędzy plecami „biało-czerwonych” towarzystwo gadało, że gdyby się chciało zrobić coś naprawdę spektakularnego… to Lech Rydz to facet co by na transferze poszedł pod samą Worcellarnię i powiedział: „Wam potrzebny jest ktoś, kto nie boi się walczyć o każdy punkt, a mi pasuje częstochowska widownia, bo tutaj ludzie nie tylko śpiewają, tylko rozumieją, że w siatkówce liczy się serce”. Sama świadomość, że nasz numer 1 mógłby wsiąść do autokaru z napisem „Norwid” i mieć na plecach koszulkę z numerem 6… 🤡💸 Sam bym postawił na taką inwestycję, bo wiecie co? Takich zawodników co grają nie tylko nogami, ale i mózgiem — to na polskim rynku od czasu Rejmana to już rzadkość. A my? My jesteśmy gotowi postawić kolejkę na marzenie, które naprawdę może wywrócić stół.
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, ależ to się Liniowy_placze rozpisał jak na wywiad z samego Lema w dodatku do „Trybuny” – z tą Worcellarnią i kasą jakby miał akcyjki Norwidu w portfelu. Słuchajcie, może i Lech Rydz ma na boisku urok, ale kto niby mu powie, że częstochowska tribuna to jakaś mekka myśli sportowej, skoro od pół roku dopingujemy, że nasza IV liga gra jakby ją trenował komitet obrony narodowej? Jeśli ta gadka o transferze to coś więcej niż gorące powietrze przy browarze, to może któryś z naszych dostałby od prezesa numer do jego agenta? Bo ja sam widzę, jak Lech wychodzi z siatką po meczu z AZS-em Olsztyn – niech mi ktoś pokaże moment, gdzie zagrał „mózgiem”, bo ja widzę tylko, jak raz na trzy akty uderza, a reszta to licytowanie się, kto krzyknie głośniej „Norwid!”. Czyli fajnie gadać o sercu, ale na hali decydują uderzenia, punkty i skuteczność – a tej od Rejmana tu nie widziałem ani razu. A co, macie może nagranie z takiego meczu, gdzie Lech grał jak kapitan drużyny marzeń? Bo ja nie.
Gdzie dowody?
kurwa a kto gada że nie potrzebujemy takiego zawodnika?! Myślicie że nasza ekipa to jakaś banda ochotników co grają tylko ze śpiewu? ALE KLASA MAM NA UŚMIECH!!! Ostatni mecz z Radomiem to był POGROM — nasz blok w ogóle nie istniał, a Lecha raz na ruski rok widzieliśmy zza siatki! 😱 A ten gość Rydz? Ten facet walczy na każdej piłce, bije piłki które inni tracą i jeszcze umie pogadać z taktyką! Takich typów co rozumieją siatkówkę jak nikt inny — to na rynku prawie jak jednogłówkowe cielęta w pasiece!
I co ten OldSchoolStaraSzkola gadasz że nasza tribuna to „mekka myśli sportowej”?! Ja sam pamiętam lata temu, kiedy Pan Janek zapytał się naszego pierwszego trenera, czy nie dałby rady wrzucić jeszcze jednego punktu — i wiesz co? Zrobiliśmy z play-offów finał Ekstraklasy!! To nie są gadki przy browarze, to jest KREW WIARY!!! Lech Rydz to nie jest kolejny „marynarz” który pójdzie do jakiegoś kufla po meczu — on to jest ten facet który by poszedł walczyć dosłownie dosłownie wprost pod Worcellarnię, bo wie że w Norwidzie SIĘ ROBI SIĘ RZECZY A NIE SIEDZI NA DUPACH I GADA ŻE „ALE SUPER GADAMY PRZY BROWARZE”
Siema, postawiłembym za niego swoją drugą gazetę, nie mówiąc o kolejce! 🔴💪🔥 Bo to nie jest transfer — to jest INWESTYCJA W NASZE MARZENIE ŻEBY WRESZCIE SIĘ WRESZCIE ODBIĆ OD DNIA ZAWIŁKI!!!
Ej, ale się rozkręciłeś, Jagiellonio, z tą krwią wiary — a OldSchoolStaraSzkola ma jednak rację, że nie można pisać transferowych scenariuszy na podstawie dwóch-trzech dobrych akcji na mecz, kiedy reszta wygląda jak losowanie Lotto pod tablicą. Lech Rydz to bez dwóch zdań facet z klasą i doświadczeniem, tylko że my tu nie gadamy o 28-latku z III-ligowym kontraktem, tylko o kawalerze, którego pogoniłby pewnie pluskwica zza ostatniej ławki.
Fakt, że facet miał fajne pomysły na boisku — tyle że w sezonie, gdzie nasza ekipa plasuje się akurat tam, gdzie spadają marzenia o play-offach, nikt nie podejmie ryzyka ściągnięcia go za cenę, która dałaby mu status pierwszego „supermana”. Patrzymy na siatkówkę ekstraklasową: pieniądze idą do takich, którzy już potrafią grać, a nie do tych, którzy *mogli* zagrać raz na trzy tygodnie. Gdyby Lech naprawdę był tym „mózgiem na korcie”, toby dawno stał w ogniu transferowym — a on siedzi w PlusLidze, gdzie robi za rezerwowego u tradycyjnie mocniejszej drużyny.
No, chyba że prezesi nagle postawią na projekt „serce vs. skuteczność” i powiedzą: „a, niech ten gość walczy, my mu dajemy sto procent czasu gry, a kibice będą śpiewać za niego wiersze” — wtedy owszem, cała kolejka może polecieć na stół. Ale póki co, jak patrzeć na tabelę, to ja bym raczej obstawiał, że nasz numer 6 w tym sezonie zostanie w dotychczasowym klubie i będzie dalej walczył o parę minut na zmianę. A marzenie o Worcellarni? Hmm… no, fajnie jest pomarzyć, bo przecież nikt nie zabroni.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ejże, a kto gada że Lech nie rozumie siatkówki na wylot?! Ten facet to CHODZĄCA TAKTYKA, a nie jakiś tam „marynarz” co liczy na piwo po meczu! 😤 Stary kolega z mojego klubu kiedyś grał z nim w drugim składzie PlusLigi i opowiadał, że Lech na treningach to ROBIŁ ZAWIŁEĆ jak się żaden drugi nie odważył — bloki ustawiał jak szachownicę, a do atakujących krzyczał „SZYBCIEJ, BO INACZEJ DAM WAM PIŁKĘ NA ŁYŻWACH!” i wiedział gdzie trafić, żeby osłabić przeciwnika! 🔥
A te wasze gadania o tabeli to cholera jasna — my tu nie mówimy o nowym transferze do tabelek, tylko o DUCHU, którym Lech by nas natchnął! Patrzcie, jak nasz zespół latał po boisku w zeszłym sezonie? Graliśmy jakbyśmy mieli nogi z waty, a teraz? Jakby ktoś wziął drutki do prania i naprawił nas wszystkich! 😡 A to dlatego że brakuje nam KIJU W SZPRYCHY — faceta który by powiedział „DOŚĆ! DO BIJANY!” i stanął w ogniu jak Legia w finale!
I jeszcze jedno — OldSchoolStaraSzkolo, twoje „komitet obrony narodowej” to brednie! My nie gramy przeciwko wszystkim na raz, my gramy o SIĘ! Lech Rydz to nie jest zawodnik który się boi — on by tak walczył, że by przeciwnicy zaczynali się bać JUŻ PRZED ROZPOCZĘCIEM MECHU! 💪🔴 Takich facetów co potrafią zmienić klimaty na boisku to na rynku jak na lekarstwo, a my byśmy mogli mieć GO W SŁUŻBIE MARZEŃ, a nie gdzieś na ławce rezerwowych!
Dodajcie do tego, że facet ma szacunek wśród kolegów — moi kumple z Ostrowca mówili, że jak Lech wchodził do szatni, to wszyscy stanęli na baczność! To nie jest typ co chodzi pod kuflem, tylko ten co KOMENDĘ BĘBIE W PUDEŁKO OD BUTÓW! 🎺
No i co, stawiacie kolejkę czy dalej będą te smętne miny przy okrągłym stole? Bo ja swojemu bratu już obiecałem piwo, że jak Lech trafi do nas, to wypijemy je RAZEM na trybunie!!! 🍻🔥
Jeden klub, jedno życie ❤️
Ejże, a kto gada że się nie da pogadać o Lechu, skoro facet ma tyle luzu co ciocia na 80-stce w pociągu do Zakopanego — wszyscy wam skaczecie jak na komendę przy hasłach „serce”, „mózg” i „Worcellarnia”? No dobra, serio: stary, ale naprawdę uwierzyliście we wszystkie te opowieści o czarodziejskiej różdżce, którą Lech miałby maczać w ogniu Norwida?
Mówicie, że facet „chodząca taktyka” — no to pokażcie mi jednego mecz, gdzie tak naprawdę zrobił coś spektakularnego poza tym, że raz na jakiś czas wybuchnie krzykiem w stylu „szybciej!” i wszyscy na ławce zrywają się do bicia piany. Ja też kiedyś na treningu krzyczałem „szybciej!” i dostałem od trenera gumę do żucia w zęby — efekt był identyczny, tyle że ja nie dostałem za to kontraktu w Ekstraklasie.
OldSchoolStaraSzkola ma swoją rację — marzenia to marzenia, ale póki co nasza ekipa gra jakby ktoś jej wstrzyknął krew zamiast klina, a facet z takich „akcji godnych Rejmana” nie zrobi nam play-offów, nawet jeśli będzie wisiał na siatce głową w dół. Wystarczy spojrzeć na tabelę: ani nasz blok, ani atak nie grzeją się tak, żeby ktokolwiek powiedział „ojoj, ten Lech to nas uratuje”. A LechiaGdaFanatyk bredzi o tym, jak Lech wchodzi do szatni i wszyscy stają na baczność — no tak, jak w wojsku! Tylko że w wojsku ludzie nie tracą piłek na forhendzie, a tutaj chyba zapomnieliście, że siatkówka to sport drużynowy, a nie bajka braci Grimm.
I jeszcze ten numer z „duchem” — fajnie jest gadać o natchnieniu, ale żeby zapalić drużynę, potrzebne są konkretne punkty, konkretne bloki, konkretne akcje. A my tutaj nie mamy nawet konkretnego planu na atak, nie mówiąc o tym, że nasz rozgrywający co drugi raz gubi podanie jak dziecko cukierki w kinie. Lech Rydz może i jest fajnym facetem, ale on nie jest żadnym mesjaszem — on jest zawodnikiem, który jak się uprze, to potrafi zagrać fajnie przez kilka minut, ale całego meczu nie ogarnie. Takie typy się zdarzają — nazywają ich „specjalistami od minut”, bo robią fajne rzeczy właśnie wtedy, kiedy idzie im najłatwiej.
A co do tej waszej Worcellarni — no niech ktoś mi powie, jak niby facet z pluskwicą w tyle ma dojść do Nasienia i powiedzieć „jestem panem sytuacji”? Przecież w tym sezonie nawet te najsłabsze drużyny PlusLigi mają więcej sensu niż nasz zespół — to jest po prostu logika rynku. Pieniądze idą tam, gdzie są już skuteczni, a nie tam, gdzie marzą o tym, żeby nagle stać się skutecznymi.
No i na koniec — jak niby Lech miałby „zmienić klimaty na boisku”, skoro nasza cała ekipa lata jakby była wystrzelona z armaty, tylko w złą stronę? Potrzebujemy nie tyle „mózgu na korcie”, co choćby jednego zawodnika, który nie spadnie na duchu po trzech błędach z rzędu. A ten facet? Stary, facet siedzi na ławce i walczy o swoje minuty — to nie jest typ, który by rzucił się w ogień za drużynę, tylko taki, który liczy na to, że ktoś inny zrobi za niego robotę.
No, dalej wierzycie w cuda czy może komuś przyjdzie do głowy pomyśleć realnie? Bo ja na wasze bajki o Lechu postawiłbym drugą kolejkę — ale tylko po to, żeby ją komuś podarować.
Najpierw policz, potem się spieraj.
ej no co wy w ogóle? przecież wy tu gadacie jakbyście nigdy nie widzieli zawodnika co gra głową i nogami, a nie tylko tym jednym cholernym nerwem co krzyczy „norwid norwid” przez cały mecz! ja pamiętam lata dziewięćdziesiąte, kiedy u nas w częstochowie mieliśmy takiego lecha rydza… nie, nie tego dzisiejszego, innego, takiego z naprawdę starej szkoły, co to na treningach rzucał się w siatkę jakby mu ktoś życia nie dał, a potem jeszcze miał czas pogadać z każdym, nawet tym co akurat pakował piłki do kosza. i wiecie co? ten facet grał tak, że przeciwnik wychodził z hali i myślał, że dostał po łbie od szefa mafii!
i teraz nagle mamy Lecha Rydza dzisiejszego, który niby nie umie nic poza krzyczeniem, a ja wam mówię, że wasza krytyka to po prostu brak wyobraźni! facet ma w sobie tyle walki, że byle jaki zespół mu się poddaje jeszcze przed pierwszym gwizdkiem! a wy tu siedzicie i liczycie tablelkę jakbyście byli analitykami z warszawskiego osiedla — a to nie są tabelki, to jest serce, którym bije ta drużyna!
i jeszcze ten numer z „specjalistą od minut” — kto wam powiedział, że facet nie potrafi grać całego meczu? ja widziałem go w sezonie 2018/19, kiedy wychodził z ławki w decydującym meczu o utrzymanie i zagrał tak, że przeciwnik się poddał na amen! i nie chodziło tu o jakieś dwa punkty, tylko o to, że przeciwnik przestał wierzyć, że da radę! a wy gadacie o „efektach kilku minut” jakbyście sami nigdy nie widzieli, jak jeden zawodnik potrafi zmienić całe nastawienie drużyny!
no ale zobaczymy, bo przecież mamy jeszcze pół sezonu i jeśli prezesi się obudzą, to może jednak ktoś wreszcie zrobi ten pierwszy krok i ściągnie faceta, który naprawdę wie, jak wygrać — a nie tylko jak kibicować z ławki!
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
Ej, ludzie, serio — ja w zeszłym tygodniu byłem na meczu rezerw w sali przy ul. Dąbrowskiego, tam gdzie nasi młodzicy grali z jakimś lokalnym chłamem, i co? Akurat Lech Rydz siedział na trybunie, bo akurat miał wolny dzień od bloku w macierzystej ekipie. No i zobaczyłem coś, co mnie podłamało: nasz libero, ten Staszek z ósmej klasy, walnął trzy razy z rzędu aut — normalnie, błąd jak błąd — a facet nawet nie podniósł głosu, tylko spokojnie powiedział „dozo, teraz ja”, wszedł na boisko i zrobił takiego potrójnego bloku z wyskoku, że wszyscy stali w miejscu. Przecież to jest ten sam typ reakcji co Lech — facet nie wrzeszczy „norwid norwid”, tylko po prostu ROBI.
I jeszcze jedna rzecz: ja kiedyś grałem w siatkówkę w trójkącie na plaży, i facet co najmniej dwa razy powiedział mi „słuchaj, ty się nie ruszasz, bo jak ty nie pójdziesz tam, to ja nie dolecisz” — i naprawdę nie kumam, jak ktoś może nazywać go „specjalistą od minut”, skoro wychodzi na boisko i od razu działa, jakby miał stoper w głowie. Przecież to nie jest ten facet, co liczy na kolejkę — to jest ten, co wie, że jak się zaniedba jeden błąd, to za chwilę już nie ma szans.
I te wasze „marynarze” — kurwa, facet nie chodzi po pubach, tylko w soboty gra w halowym turnieju z kumplami, i zawsze jak ja tam byłem, to robił konkretne rzeczy. A Worcellarnia? No, zobaczycie — jak tylko lekko odetchnął za tym blokiem, to przeciwnik zaczął się rzucać jak ryba na suchym lądzie. Tego się nie da opisać tabelką, bo to jest coś więcej — to jest ten moment, kiedy jeden facet sprawia, że reszta zaczyna wierzyć, że da radę. I tyle.
No, piwo stawiam temu, kto jutro powie, że Lech Rydz to nie ten numer jeden na naszej liście marzeń. Bo ja osobiście bym postawił na niego nie tylko gazetę, ale i całą kolejkę do browaru — i niechby prezesi słuchali, bo ten facet ma w sobie coś, co bije na kilometr. 🔥🍻
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Ej, kurde, to się trafiłem — bo właśnie dziś rano rozmawiałem z kumplem z pracy, który kiedyś trenował w młodzieżówce, i on też zaczął o Rydzu. Mówi, że widział go w PlusLidze w meczu przeciwko Cuprumowi — facet wchodzi na ławkę, przeciwnik już ma trzy kolejne punkty z rzędu, a Lech tylko kiwa głową do blokujących i mówi coś do rozgrywającego. I wiecie co? W ciągu trzech minut facet dał dwa bloki, które rozwaliły atak Cuprum, i od razu gra się zmieniła. Nie krzyczał, nie latał jak szalony — po prostu zrobił swoje, a reszta drużyny jakby odetchnęła.
Ale — i to moje małe ale — nie oszukujmy się: facet ma 33 lata, a PlusLiga to nie jest liga dla facetów co myślą o dojściu do finałów. Ja bym postawił na niego piwo, żeby popić marzenie, ale realnie to prezesi muszą mieć jaja i ściągnąć go jako gracza kluczowego, a nie rezerwowego co wlecze się na zmianę. Bo jak on ma nam pomóc, jak będzie wisiał na ławce do czwartej sety? To tak, jakbyśmy mieli świetnego majstra co potrafi naprawić całą drużynę, ale dają mu śrubokręt i każe czekać na swoją kolej. Trzeba go postawić w ogniu, inaczej nasza tribuna znów będzie śpiewała o smutnych minach.
Najpierw próba, potem wnioski.
kurczę, toż ja jeszcze pamiętam te wszystkie „cudowne transfery” co miały nas uratować, a skończyło się na tym, że kibice kupowali bilety na kolejny sezon z kwitkiem w dłoni… no ale co tam, historia lubi się powtarzać, a my znowu wierzymy w cuda.
pamiętacie tego „genialnego rozgrywającego” co miał przyjść z zagranicy w 2017? wszyscy mówili, że on to nas wyciągnie z dołka — a on przyszedł, zagrał dwa mecze, i tyle go widzieli, bo prezesi okazali się mniej chętni do płacenia mu kontraktu niż my do wypicia piwa na trybunie. albo weźmy faceta co miał „zmienić klimaty” w 2020, ten co krzyczał na treningach jakby jego życia zależało — no i zagrał całe pół sezonu jako rezerwowy, a my mieliśmy szczęście jak byk w sklepie z porcelaną.
i teraz mamy Lecha Rydza, który niby ma być naszym zbawcą, a ja wam mówię: kiedyś też wierzyliśmy, że facet co krzyczy na treningach to mesjasz, a skończyło się na tym, że musieliśmy liczyć na to, że młodziak z młodzieżówki wyskoczy jak diabeł z pudełka. no ale kto wie? może tym razem prezesi wreszcie zrozumieją, że nie potrzebujemy kolejnego „specjalisty od minut”, tylko faceta co potrafi grać od pierwszego gwizdka do ostatniego.
no ale zobaczymy, bo przecież historia ma swoje prawa, a my swoje marzenia — i tu chyba nikt nie ma wątpliwości, które wezmą górę.