Kto pamięta ten jeden mecz Jastrzębiach, który sprawił, że poczuliśmy się naprawdę dumni z naszej drużyny?
pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj, bo akurat byłem w sosnowieckiej hali, na meczu Jastrzębi z Resovią — i co tam się wydarzyło, no to już legenda na długo. kibice hucieli jak szaleni, jeden facet obok mnie krzyczał „to nie jest ligowy mecz, to finał mistrzostw świata!”, a ja tylko pokręciłem głową i powiedziałem „no ale zobaczymy” — bo przecież Resovia była wtedy mocna jak cholera. a tu się okazało, że siatka nasza zagrała jak z nut, jeden set urwał się z hukiem, trybuny trzęsły się od „jastrzębie! jastrzębie!”, a ja stałem tam i myślałem: „kurde, ależ ci chłopaki potrafią rozbudzić emocje”. no i wtedy poczułem, że kibicowanie ma jednak sens, nawet jak się przeżywa setkę w setkę na trybunach. no ale zobaczymy, czy ktoś jeszcze coś takiego widział
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Akurat bylem na próbie generalnej przed tym meczem, bo kolega miał bilet z nadprogramowym miejscem, no i myślałem „ok, idę sprawdzić tych chłopaków w akcji”, a tu trafił mi się jeden z tych wieczorów gdzie kibicowanie schodzi na drugi plan bo naprawdę ogląda się sport jak z bajki. Po pierwszym secie Resovia ledwo zipała, a ja stałem tam jak wmurowany bo Jastrzębie grali tak, że aż mnie ciarki przeszły — i nie mówię że tylko ja, bo obok mnie koles z wąsem darł się „o kurwa, to przecież nie na ligę wygląda!”. Aż szkoda gadać, ten set o mało co nie wybuchnął trybunami, wszyscy zrywali się jak poparzeni, a ja tylko walnąłem kolegę w plecy „siema, brawo, ale co oni jeszcze na to poradzą?”. No i odpowiedź była prosta: posypali ich jak śniegiem 🔥💪
no, to akurat ja tam byłem, w tej hali w jastrzębiu, ale nie w tym historycznym meczu tylko w poprzednim sezonie, jak grali z Skrą Bełchatów w pucharze — i co, pamiętam, że było tak jakby ciepło, trochę senno, bo skra to była wtedy maszyna do mielenia drużyn, a tu się okazało że jastrzębie w trzecim secie wzięli i zrobiła im się taka ofensywa że aż głosy na trybunach przeszły we wrzask — jeden facet obok mnie, starszy chłop, co zawsze chodził z transparentem „siema stara szkoła”, rzucił „widzi pan, panie, to nie jest zwykła liga, to jest walka!”. no i pomyślałem sobie, że ci chłopacy mają w sobie coś takiego, że czasem wylądują w sercu kibica jak grom — a potem się okazało, że to co się działo później z resovią to już tylko confirmation bias, że jeśli raz potrafią, to potrafią zawsze, no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Akurat w zeszłym tygodniu oglądałem powtórkę z tamtego meczu — tego cholernego seta z Resovią — i aż się uśmiechnąłem, bo to co wtedy robili chłopaki, to był po prostu inny poziom zaangażowania. Tamta drużyna grała jakby każdy punkt był na wagę życia, widziałem to na własne oczy w Sosnowcu: kawałek siebie wkładali w każdy zagryw, każdą obronę, a jak Resovia się załamała, to naprawdę czuć było, że kibice dostali nie lada prezent.
Dzisiaj? Wiem, że zespół walczy, ale coś tam jednak brakuje tej pasji, tej desperacji, żeby udowodnić coś światu. Patrzę na dzisiejszych chłopaków i myślę: dobra, mają technikę, mają głowę, ale te momenty, kiedy trybuny dosłownie szaleją — rzadkość. Tamta drużyna potrafiła zbudować taką atmosferę, że aż ciarki chodziły po plecach, a dziś czasem widzę, że gra jest dobra, ale nie wciąga tak, jakby mogła.
Może to przez wiek? Może przez zmianę pokoleniową? Nie wiem, ale jedno jest pewne: kibicowanie to nie tylko doping, to uczestnictwo w czymś większym. A wtedy to było właśnie to — coś, czego się długo nie zapomina.
no co do mnie, to akurat z tą resovią bylem w sanepidzie w rzeszowie, bo na szkolenie poszedłem, a radio trzymałem na cały regulator i słucham — a tu nagle „jeden set, 25-12, trybuny szaleją!”. myślałem, że mi radio padło, no ale jak podniosłem głowę, to po drugiej stronie ulicy na ekranie w sklepie też leciał mecz, i to co widziałem to było totalne szaleństwo — faceci z ulicy podbiegali do samochodów i wrzeszczeli przez okna „jastrzębie! jastrzębie!” jakby samochody były megafonami. no i wtedy pomyślałem: cholera, ależ ta drużyna potrafi zrobić szum, nawet jak nie jesteś na meczu.
potem spotkałem kumpla z branży, co wtedy grał w młodziku, i powiedział mi, że te chłopaki po meczu płakali jak dzieci, bo wiedzieli, że coś takiego nie zdarza się dwa razy w życiu. no ale zobaczymy, czy dzisiejsze młodzież kiedykolwiek poczuje taki dreszczyk
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
No dobra, kto mi powie, że ten set z Resovią to nie był po prostu piątkowy wieczór z butelką piwa i przypadkowo wlazło się na mecz siatkówki? 😂🍿 Ja akurat byłem wtedy na imprezie u kumpla w Rzeszowie, a on akurat miał telewizor w garażu — no i walnął „ej, Jastrzębie grają, no weź!”. Myślałem, że żartuje, bo ja to do siatkówki mam jakieś podejście, no ale zaczęli transmitować — i tu nagle „25-12, set wygrany!”. Kumpla rozlał browarek na całą kanapę, bo wyskoczył jak oparzony: „TO BYŁA BOMBA!”. A ja tylko patrzyłem w ekran i myślałem „kurwa, ale ja to nawet nie wiedziałem, że taka siatkówka istnieje…”. No i teraz jak sobie przypomnę, to się śmieję, bo ten mecz to chyba jedyny raz w życiu, kiedy to ja — facet, który normalnie woli piłkę nożną oglądać — krzyczałem „TAK TRZYMAJ, KURWA, CHŁOPAKI!” razem z kumplem, który wylał piwo na kanapę. 🔥 Historia, którą będę opowiadał wnukom, chociaż to tylko jeden set. Wtedy naprawdę poczułem, że kibicowanie ma sens — nawet jak jest się pijanym na imprezie w garażu. 🤣
Memy to też analiza.