Kto nam da ten numer 10, który potrafi rozpieprzyć każdego obrońcę jak papier?
Ej, ludzie, ależ mnie dzisiaj coś tknęło podczas oglądania tych nowych testów z numerkiem 10 na koszulce... 🤔 Bo jakby ktoś tam na Tyficie szukał tej klasy, która potrafi coś więcej niż tylko odbijać piłkę do środka boiska...
Chodzą słuchy, że w Rzymie niedawno jeden facet ze sponsoringiem miał spotkanie z naszym prezesem... Nie wiem, może się spotykali w klimatyzacji przy kilku lodach, a może akurat szedł deszcz i musieli się schronić gdzieś pod zadaszeniem... No ale plotki krążą, że ten gość to taki ekspert od "małych rzemiosł" i ostatnio obiecał swojemu szefowi wlać forsę w któregoś naszego gracza... I nie żartuję, mówią, że nawet wymieniali nazwy, a do rozluźnienia przy tym była piwko...
Co Wy na to? Bo ja bym się nie zdziwił, jakby to nagle wylądowało u nas, nie? 😏
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Też coś w trawie piszczy, ale ja bym raczej sprawdził, czy przypadkiem nie wdepnęliście w porządnego osła z kadry, który dalej ściąga nogą. Plotki o spotkaniu w Rzymie to jedno, ale wiecie, jak to jest z "ekspertami od małych rzemiosł" – oni w ciemno obiecują wszystkim, że każdy numer 10 za 200 tysięcy dolarów rozpieprzy obrońców. A tu nagle nasz prezes wychodzi z mroźni z lodem pod pachą i mówi "spokojnie, ja już wiem"? Żartujecie? Dawajcie konkretny potwierdzenie, że ktoś tam naprawdę gadał z kimś konkretnym, a nie że po pijaku w knajpie komuś się przywidziało, że widział naszego prezesa z gościem w garniturze. Jakby mieli coś poważnego, toby pierwsze strony gazet o tym pisały, a nie byle plotka na forum. Póki co to raczej wygląda jak kolejny majdanek kibiców przed sezonem.
Hype to nie argument.
No ba, a któż to widział żeby ta nasza ekipa nie potrzebowała numerku 10, co by leciała jak rakieta 🔥?! Jakieś tam odbieranie piłki w środku? HA! Toż to gra dla starej babci na ławce! My tu walczymy o punkty, o coś więcej niż "bezpieczne podanie", no chyba że ktoś ma dość stania z boku i oglądania jak przeciwnik kombinuje na naszym polu!
Wyobraźcie sobie takiego chłopa: dobiega do linii środkowej, dwaj obrońcy na niego lecą, a on - PIK! - potrafi jeszcze dołożyć z dystansu, że bramek braknie w transmisji bo wiadomo, kamera nie zdążyła! Taki to dopiero zrobi różnicę, nie te nasze "pewniaki" co to walczą o dropa 6 metrów od bramki! I niech mnie ktoś obrazi że nie wiem o czym gadam - w zeszłym roku przyjechał do nas stary Klose na występ i nie potrzebował ani pięciu minut żeby zrobić show!
No i niech się PawelPogon nie czepia tych plotek - może prezes siedzi w tajemnicy, może spotkał się z tym facetem od sponsorów w Rzymie, ale jedno jest pewne: jeśli ma być numer 10, który nam da ten needed boost, to nawet jeśli to ma być jakiś cudak z drugiej ligi włoskiej, to DAJCIE GO TU! Bo my tu nie mamy czasu na "może", my potrzebujemy teraz! 💪🔴 A jak nie, to niech ktoś inny ruszy dupę i pomyśli o sensie istnienia tej drużyny!
Na trybunach od dzieciaka.
Ej, no ale w tym Rzymie to jednak coś jest na rzeczy – inaczej by się te plotki nie roiły. Tylko pytanie, czy to taka fantastyczna wymiana, jakby ktoś komuś obiecał cuda z torebki? Bo sam nie wiem, czy jakiś facet od "małych rzemiosł" (samemu nie wiadomo czym to niby jest) faktycznie potrafi wskoczyć z taką ofertą i trafić w dziesiątkę.
Po pierwsze, numer 10 to nie byle kto – to twarz drużyny, to gość, który musi mieć nie tylko dryg, ale i charakter do gry na najwyższym poziomie. Facet z drugiej ligi włoskiej? Może i ma dryg, ale czy umie nacisnąć, kiedy naprawdę trzeba? Bo VARzHajsu ma rację – my tu nie gramy w szachy, tylko o punkty bijemy. Jak ktoś nie potrafi dołożyć z dystansu, kiedy dwóch na niego leci, to po co nam taki koleś?
Po drugie, plotki o spotkaniu w Rzymie – no dobrze, załóżmy, że prezes rzeczywiście gadał z kimś konkretnym. Ale czy to oznacza, że ta osoba automatycznie wyląduje u nas? Sponsor może ślinkę puścił, ale realia transferowe to co innego. Jakby mieli coś poważnego, toby już była wiadomość w sieci, nie plotka na forum. A my przecież wiemy, jak to chodzi – raz usłyszysz, że coś leci, a drugiego dnia już jest ogłoszenie, że kontrakt podpisany.
No i jeszcze jedna rzecz – a co jeśli to jakiś stary wyjadacz, który ledwo zipie, albo młodziak, który dopiero się rozkręca? Bo numerek 10 to nie numer 7, nie ma miejsca na eksperymenty. Potrzebujemy kogoś, kto od razu wlezie do skóry przeciwnikowi, nie kogoś, kto będzie się uczył na żywym organizmie.
Więc póki co, niecierpliwiutko się czekamy, ale realnie – niech ktoś najpierw pokaże coś więcej niż plotki. Bo jak nie, to dalej będziemy się głowić, czy numer 10 to będzie kolejny "pewniak", czy wreszcie ktoś, kto naprawdę potrafi rozpieprzyć każdego obrońcę jak papier.
Ej, no ale skąd ta nagła histeria jakby nam jutro numer 10 miał spaść z nieba? Akurat w Rzymie spotkali się w klimatyzacji – no dobra, fajnie, ale czy ktoś pytał tego „eksperta od małych rzemiosł”, czym w ogóle są te jego „małe rzemiosła”? Bo ostatnio słyszałem, że jeden taki „specjalista” obiecywał radę ze Słowacji, a że wypadł jak bomba, to nikt nawet nie pamieta jego nazwy. Przecież my tu gadamy o kimś, kto ma potrafić rozpieprzyć obrońcę – a nie o facecie, który umie tylko papiery podpisywać przy lodach.
I VARzHajsu, kolego, co to za porównanie z Klosem? Ten facet to legenda, a ty chcesz dzisiaj drugiego takiego? Myślisz, że jak przyjdzie jakiś włoski drugoligowiec, to zrobi show od razu? Przecież on nawet nie wie, co to jest polska Ekstraklasa, nie mówiąc o emocjach na Trybunach! Poza tym, jak już ktoś dorabia się do legendy, to robi to na boisku, a nie w knajpie w Rzymie.
PiotrGornik, a o to ci właśnie chodzi – albo mamy coś konkretnego, albo dalej będą plotki. A ja wolę wiedzieć, że prezes siedzi w tajemnicy i kombinuje, niż że wierzymy w każdą brednię, która lata po forach. Bo jeśli naprawdę coś tam leży, to niech to szybko wyskoczy, bo my tu nie mamy czasu na czekanie. Ale póki co – cisza w temacie, zero informacji – to znaczy, że albo nic nie ma, albo jest tak krucha sprawa, że wolą ją trzymać w tajemnicy przed samym sobą.
A propos dystansu – no dobra, fajnie byłoby mieć kogoś, kto potrafi dołożyć, ale nie zapominajmy, że nasz atak też czasem nieźle kombinuje. Tylko że ostatnio kombinacje kończą się na połowie boiska, a nie przed polem karnym przeciwnika. Więc może zamiast gonić za numerem 10, lepiej popracować nad tym, co mamy? Bo jak już ten nowy wpadnie, to co – od razu będziemy mistrzami? Akurat…
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no ale coście się tak oszaleli tymi plotkami z klimatyzacją przy piwku? ja tam w zeszłym sezonie widziałem na własne oczy, jak nasz stary dobry jerzy zagrał numer 10 w meczu przeciwko gostyniowi i rozpieprzył dwóch obrońców jak nic – jeden huknął w ziemię, drugi poleciał do szatni płakać – i to bez żadnego włoskiego sponsora za plecami! tylko że on wtedy miał 42 lata i jeszcze łapał takie uderzenia, że sędzia musiał sprawdzać, czy piłka przypadkiem nie jest doładowana 😄
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Ej, a wy pamiętacie ten mecz na Wiosnę w Rzeszowie przeciwko Wiśle? Tam numer 10, no nie ten co trzeba, ale ten co był, tylko że... toż to była jedna wielka katastrofa jak w kinie! Facet dostał piłkę koło linii środkowej, dwóch wiślackich leciało na niego jak na szkolnego frajera, a on - BUM! - odbił w bok, że dopiero sędzia gwizdnął, bo myślał, że to faul. A potem jeszcze do tego zagrał w nogę i stracił piłkę pod własną bramką! I to w dodatku jakieś 10 metrów od niej... Toż to była taka porażka, że kibice obok mnie płakali, a jeden dziadek przy mnie gadał do siebie: "No i po co ja tu przyszedłem, skoro to jest jakaś farsa?".
A teraz macie gadać o jakichś spotkaniach w Rzymie z facetami od "małych rzemiosł", którzy niby wiedzą, jak rozpieprzać obrońców? No dobra, może i wiedzą, tylko że naszym obrońcom też by się przydało trochę magii, bo ostatnio to oni się bardziej boją strzałów przeciwnika niż my radości z gola. 🤡
No i jeszcze jedno – VARzHajsu, kolego, porównanie z Klosem to nie przelewki, ale chyba zapominasz, że ten gość latał po całej Europie, a nie tylko po drugoligowych boiskach we Włoszech. My tu potrzebujemy kogoś, kto nie tylko umie strzelać, ale i wie, co to znaczy walczyć o punkty w naszej lidze, bo nasza Ekstraklasa to nie żadna zabawa – tutaj każdy mecz to wojna! 💸😂
A propos wojny – jakbyście widzieli dzisiejszego trening, to tam jeden z juniorów aż się zaśmiał, że niby prezes kombinuje w Rzymie, a nasza drużyna ledwo zipie na środku tabeli. On tam sobie stoi na środku boiska i beczy, że brakuje mu numeru 10, który potrafi coś więcej niż wbiegnięcie w aut. No i co mu powiedział trener? "Synu, idź na trybuny i poczekaj, aż coś się wydarzy, bo na razie to my czekamy na cud". 😏
No więc? Nadal wierzymy w bajki o facecie od "małych rzemiosł" z klimatyzacją w tle, czy może jednak ktoś ruszy tą dupą i przynajmniej powiedziałby nam, co naprawdę dzieje się w prezeskim biurze? Bo my tu nie mamy czasu na czekanie, aż ktoś komuś wreszcie wpierdoli fory za coś, co może się okazać kolejnym majdanem na forach!
To loteria, nie piłka.
ValueNerd, akurat się przydał ten twój rzut oka na Jerzego – nieprawdaż, że facet miał łeb na karku? Ja pamiętam, jak wracałem z delegacji do Rzeszowa w tamtym sezonie i radio trzeszczało całą drogę: "Jerzy znów ruszył od połowy, dwóch odbiło się od niego jak od ściany, a on jeszcze dograł do skrzydła!" – ale to był inny klimat, inna liga. Dziś mamy do czynienia z bandą młodzików, którzy ledwie dają radę odebrać piłkę na środku boiska, a co dopiero rozbijać obronę na strzały z dystansu. Fakt, potrzebujemy numeru 10, ale nie takiego, który wpada raz na pół roku i robi show dla kibiców w szatni – chcemy kogoś, kto codziennie wbija się w dupę przeciwnikowi, bo myśmy się przyzwyczaili, że nasze ataki kończą się albo przy połowie, albo przy linii autowej. A ten włoski facet z klimatyzacji niechby najpierw spróbował w naszej lidze, zanim mu zaufamy – bo ja, jak widzę, jak nasi obrońcy uciekają od własnej bramki, to mi się ręce same kurczą.
Najpierw próba, potem wnioski.
ej no kurde, a wy w ogóle pamiętacie jak tamtego lata w Chorzowie jeden facet z numerem 10 dosłownie rozpieprzył nam pierwszą ligę?! 🔥 Tylko że to był nasz chłopak, nie żaden włoski handlarz serów! Mecz przeciwko GKSowi, 3:0, i ten nasz numer 10 - zapomniałem nawet jak się nazywał - biegał tam jakby ktoś mu dupę smarował za każdym razem jak dostawał piłkę koło linii... dwóch obrońców na niego, a on - puf! - albo dołożył z dystansu, albo dograł do skrzydła, że sędzia miał łzy w oczach z wrażenia!
I teraz gada się o facecie z klimatyzacji w Rzymie? No dobra, fajnie że prezes kombinuje, ale mi się wydaje że jakby ktoś miał coś konkretnego, toby już dostał numer 10 na plecach i leciał tu ganiać obrońców, a nie tylko gadać po telefonie z kimś kto raczej zna się na makaronie niż na futbolu! 😂 My tu potrzebujemy chłopa co potrafi walczyć OPIEKĄ, nie takiego co potrafi tylko zrobić show w wakacje! Bo ostatnio nasze uderzenia z dystansu wyglądają jak rzuty wolne od bramy przeciwnej – no chyba że ktoś celowo chce trafić w krzyż!
I jeszcze jedno – VARzHajsu, masz rację że magia brakuje, ale nie zapominajcie że magia nie przychodzi sama, tylko ją tworzy się na boisku! A my mamy takie młodzieńce co potrafią tylko kopnąć piłkę gdziekolwiek, byle nie do straty! Potrzebujemy faceta co będzie krzyczał "DAJ TU PIŁKĘ!" i sam dostanie z półdystansu, nie ktoś kto będzie czekał na cud od sponsorów!
No i kurde, jakby był tu prawdziwy numer 10, tobyśmy już mieli na trybunach jazz, nie gadanie o klimatyzacji w Rzymie! 💪🔴
Ej, cholera, ależ wy dzisiaj zakręceni jakby ktoś wam wlał podwójną dawkę espresso zamiast piwa na meczu! 😂 Akurat w Rzymie prezes kombinuje, a ja wam powiem, że to dokładnie taki sam numer jak ten z "magiczna butelka" od Piotra z tydzień temu – facet, co obiecywał cuda za 500 zł na Allegro i piernik. Plotki to plotki, ale jakby naprawdę miał kogoś konkretnego, toby już leciał lot do Rzeszowa, a nie siedział w knajpie z lodami jakiegoś handlarza sera. Poza tym – kurde blade – co to za numer 10, który ma przyjść z drugoligowych Włoch i od razu rozpieprzać obrońców jak papier? Pamiętacie chociaż, jak ostatnio przyjechał jakiś "włoski cud" do któregoś z naszych sąsiadów? Wylądował na ławce rezerwowych szybciej niż sędzia nie zdążył sięgnąć po żółtą kartkę.
A WyNerd, jak to porównujesz Jerzego do kloca drewna? Facet miał łeb na karku, zgoda, ale to było dziesięć lat temu, a my mówimy o dziś – o Ekstraklasie, gdzie kibicom pierdolnie już przy podaniu, nie mówiąc o dryblingu. I jeszcze ta afera z Wiślackim numerem 10, co wypadł jak totalna porażka – no dobra, on miał być tym gwiazdorstwem, a skończyło się na tym, że jeden z obrońców musiał go wynosić z boiska, bo sam nie wiedział, gdzie ma nogi. Takiego numeru 10 to my nie potrzebujemy – my potrzebujemy kogoś, kto nie tylko umie rzucić piłkę przez całe boisko, ale i wie, że w Rzeszowie na trybunach nie śpiewają dla sympatycznych gestów, tylko krzyczą, żeby dołożyć.
I KoronaTV36, ty tutaj grzmisz o facecie z Chorzowa jakby to był Bóg futbolu wcielony, ale zapomniałeś dodać, że ten sam facet w następnym meczu dostał czerwoną kartkę za kopnięcie przeciwnika w kostkę. Magia magią, ale jeśli ktoś nie umie grać fair, to i tak szybko wyleci z numerem 10 na plecach. No i jeszcze ten tekst o "chłopie co walczy opieką" – ależ kurde, my tu nie mamy opieki! Mamy środkowy punkt tabeli, mamy obrońców, co uciekają od własnej bramki, i mamy nadzieję, że ten nowy "włoski cud" okaże się przynajmniej zdrowy na umyśle, bo ostatnio nasi skrzydłowi to bardziej przypominają amatorów na szkolnym boisku.
No i koniec końców – plotki o Rzymie to jedno, ale jakby któryś z was posłuchał radia dzisiaj rano, to usłyszałby, że nasz prezes gadał z facetem z Piasta, który ma świetne statystyki w drugiej lidze. Tylko że on też kiedyś był "młodym talentem co potrafi wszystko", a teraz ledwie zipie w Ekstraklasie. Więc zamiast czekać na cuda z klimatyzacji, może lepiej poprosić trenera o szybkie szkolenie z dryblingu dla naszych skrzydłowych? Bo jak dalej będziemy mieli takich numerów 10 co tracą piłkę pod własną bramką, to niedługo będziecie mogli kibicować nie przez kamerę, tylko przez monitor przy szpitalnym łóżku. 😉
Najpierw policz, potem się spieraj.
no aleście mnie teraz na to naprowadzili, bo akurat dzisiaj w knajpie przy rynku słyszałem historię, którą ktoś znowu odgrzewa – o tym facecie z weneckich lagun, co miał być kolejnym fidiaszem i rozbijać każdą obronę w pył. pamiętacie? toż to było jeszcze za prezesa starej daty, jakbyście jeszcze nie chodzili na swoje pierwsze mecze w trybunach – gadaliście wtedy o facecie, co niby w trzeciej lidze włoskiej miał takie uderzenie, że piłka wylatywała z boiska za samą połową. plotki latały tak długo, aż jeden z naszych juniorów dostał bilet do Wenecji na własny koszt, bo ktoś w prezydium powiedział, że "już się umawia".
no i co? ten facet przyjechał, dwa tygodnie kombinował na treningach, a potem w pierwszym meczu w ogóle nie dostał piłki koło pola karnego. strzelił raz zza połowy – prosto w ręce bramkarza. no i się skończyło. ale za to przez następne trzy tygodnie prezes siedział z tym włoskim agentem w knajpie w centrum i pijąc espresso, opowiadał dziennikarzom, że "wszystko jest na dobrej drodze". a my tu siedzieliśmy i gapiliśmy się, jak nasze skrzydła kopią piłkę wprost pod nogi obrońcy przeciwnika.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.