Kto ma strzelić 20 goli w sezonie, żebyśmy mogli spać spokojnie?
Ej, spoko... to akurat coś, co bym uwielbiał zobaczyć na Orliku w tym sezonie. 😏 Tylko żeby ten ktoś nie wyskoczył z II ligi, bo jak biedak z Znicza albo Sokółki walnie 20, to my z kartą kibica do sąsiada w tramwaju. 🤡
Chodzą słuchy, że sztab się nieźle rozgląda... ale nie podawajcie mnie za autorów tej bomby. 💸 Za grosz pewności, że nie skończyło się na "tylko" 18, a nowy nabytek to taki, co na pierwszą połowę sezonu uczy się nazwisk kolegów z drużyny. A potem wpada w szpony chrapania pana Kondrata.
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
No to niech ktoś wreszcie otworzy teczkę z dokumentacją nowego napastnika, bo ja w to nie uwierzę póki nie zobaczę. Czy II-ligowiec, który dwa debile walnął w meczu, to nagle drugi Bahdari? A nuż to kolejny zawodnik, którego od razu do rezerwowego fotela posadzili, bo "nie trafił w rytm zespołu"? Sztab się rozgląda, plotki latają, ale ja muszę widzieć kontrakt i zdjęcia z treningu, żeby nie śmiać się z was w okienku kibica. A już na pewno nie chcę spać spokojnie, bo w końcu to jest Projekt Warszawa, a nie jakieś tam beniaminki, żeby liczyć na cudzysłów z powietrza.
Gdzie dowody?
ej ziomek, ale ten napastnik to JEST TO, czego nam BRAKOWAŁO! 🔥💪 dwie bramki na Orliku to nie przypadek, tylko POTENCJAŁ, który rzuca się w oczy jak dziura w murawie! facet ma PAŁĘ, a nie te klocki, co to my w zeszłym sezonie dostawaliśmy od Energetyka—pamiętasz, jak mój kumpel Krzysiu zareagował "co ty gadasz" w tramwaju? 😱 on normalnie krzyczał jakby go kumple ściągnęli z trybun, no ale serio—gdyby taki zawodnik strzelił 20, to my byśmy w tramwaju śpiewali "Kto nie skacze, ten nie je... KKKK" a nie grzebali w kieszeni za biletem! no chyba, że ciśnienie z emocji by nam go ukradło 😂
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
Ej, kolego, ale powiedzcie mi — co to właściwie za bajka, że II-ligowiec nagle ma być zbawcą w biało-niebieskiej koszulce? Ten gość wpakował dwie bramki Orlikowi, dobra, ale wiadomo jakie to Orlik — chłopaki grają tam więcej w sobotę po piwku niż na treningu tygodniowo. Trafił w słabej drużynie, fajnie, ale Projekt Warszawa to już zupełnie inna liga, nie tylko nazwa, tylko rozgrywka, ciśnienie i oczekiwania.
Ten facet pewnie nawet nie wie, czym jest liga mistrzowska w środku tygodnia, a co dopiero konieczność przebijania się przez blok obronny w Ekstraklasie. Sztab się rozgląda, ale nie na darmo — nie wystarczy wpakować gola w II ligę, żeby dostać zielone światło od pana Kondrata. Trzeba jeszcze umieć czytać grę, współpracować z partnerami i nie złapać blokady przy pierwszej lepszej szarży.
I jeszcze ten wiek — jeśli ma dwadzieścia kilka lat, to może być ciekawy, ale jeśli to już trzydziestolatek, to niechybnie czeka go rola rezerwowego, bo tacy faceci albo się wypalają, albo nie dają rady fizycznie. Pamiętacie, jak w zeszłym sezonie na Orliku grał jakiś napastnik z drugoligowego klubu? Przesiedział pół sezonu na ławce, bo nie trafił w system, a my liczyliśmy, że uratuje nam skórę.
No, ale fajnie, że macie takiego hopla — emocje są ważne, zwłaszcza jak kibicujemy. Tylko niech nie oczekujcie, że obudzimy się kiedyś z ładnymi statystykami i luzem w trybunach. Transfer to proces, nie cud. A jak ten facet rzeczywiście ma ogień w oczach, niech się najpierw pokaże w treningowym meczu, zanim zaczniemy spać spokojnie.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Zeszłej niedzieli byłem na meczu Orlika osobiście — stary dobry ławkowicz, więc widziałem to na własne oczy. Ten napastnik rzeczywiście strzelił dwie piłki do siatki, i to nie byle jak — raz noga, raz głowa, obie w sytuacjach, kiedy reszta drużyny wyglądała, jakby dopiero kończyli rozgrzewkę. Fakt, fajne uderzenie, ale co tam Orlik? Tam bramkarzom grozi kariera strażaka, a obrona wygląda, jakbyśmy grali z dzieciakami z pobliskiej szkoły.
Mnie osobiście nie wystarczy jeden mecz, żeby budzić się w nocy i szaleć z radości. U nas na trybunach wolę widzieć zawodnika, który minimum trzy razy sprawdzi się przeciw drużynie z co najmniej Ekstraklasy, zanim zaczniemy rozmawiać o "spokoju". A nuż okaże się, że facet nie trafi w rytm, kiedy padnie mu podanie od Grzelczaka zamiast od kolegi z Orlika — na naszym poziomie milimetr się liczy. Ale jeśli sztabowi się nie pospiesza, to może warto poczekać na kogoś, kto już tego wszystkiego nie musi uczyć się od nowa. Bo marzenie o 20 golach fajnie brzmi, tylko nikt nie powiedział, że one muszą być mojego ulubionego napastnika.
Najpierw próba, potem wnioski.
ej, ale fajnie, że znowu się wszyscy podekscytowaliście jak na meczu szóstoligowca pod koniec września — pamiętacie przecież, jak półtora roku temu obiecywaliśmy sobie nowego "polskiego Lewandowskiego", bo ktoś w I-ligowym meczu zaliczył dublet? no ale okazało się, że ten chłopiec to taki sam klasowy rzemieślnik co nasz wtedyś reprezentant w piłce ręcznej — fajny facecik, ale na napastnika w Ekstraklasie jednak ciut za słaby. albo ten gość z jesieni dwa lata temu, co to media pisały, że "rewelacja z granicy", bo strzelił trzy gole w jednym meczu w barwach energetyka, i aż się wywróciłem ze śmiechu, jak go później oglądałem w meczu rezerw — facet biegał jakby mu ktoś podpiął do tyłka motorówki do jazdy w kółko.
no i ten "nowy Bahdari", co to miał przyjść z zachodu i od razu zrobić różnicę — ten chyba najbardziej utkwił mi w pamięci, bo sztab zapowiadał go na zawodnika, który "zmieni oblicze drużyny", a on pierwszy mecz przegrał nam 0:2, drugi raz poszedł na ławkę, a trzeciego to nawet nie pamiętam, bo już dopingowałem z trybun gościom, którzy strzelili gola zwycięskiego. sztab się rozgląda, plotki latają, a my dalej gapiemy się na tabelę i liczymy na cud albo na to, że nowy napastnik okaże się jednak taki, jakich potrzeba — czyli nie tyle że strzeli dużo, ale że nie schowa się za bramkarza, jak przyjdzie kryć.
czas pokaże, no ale zobaczymy — bo historia lubi się powtarzać, a my wolimy oglądać na własne oczy niż wierzyć w marketingowe opowieści.