Kto jeszcze pamięta ten jeden mecz w Warszawie, gdzie koszulki Projektu były tak białe…
pamiętam ten mecz, jakby to było wczoraj – był rok 2018, chyba lipiec, upał taki że nawet słońce się obraziło, a my w Alei Słowackiego jak pstryczki na choince, bo trybuny były aż gęste od ludzi. białe koszulki to nie były koszulki, to był jakby ktoś posypał nas mlecznym proszkiem i puścił w ruch, świeciły się na tyle, że sędzia musiał przymrużyć oczy, żeby nie dostać drgawek. a my staliśmy jak zaklęci – już mieliśmy ten mecz prawie w kieszeni, ten cholerny przeciwko Skrze, piłka latała tak, że kibice z drugiego końca stadionu dopingowali, bo myśleli, że to już koniec. i nagle – bum! – set piąty, 24:23, drugie podanie po drugiej stronie siatki, jeden skok, jeden blok… i ciarki przeszły po plecach, bo znów mieliśmy to "aż tak blisko" w rękach. no ale zobaczymy…
kurwa ja to miałem w 2019, ale na Torwarze🔥 pamiętam jak dziś – mój brat mnie na ten mecz zaciągnął, bo ja myślałem że to jakaś kolejna popożegnalna akcja na hali, a tu NO BAAAAA 💪 białe koszulki Projektu to był jakby ktoś rozlał mleko na trybuny, no ale świeciły się tak, że hej, ledwo się nie oślepłem patrząc! 😱 bydgoszczacy akurat mieli wyjazdowy mecz w Warszawie, ale myśmy się zebrali i pojechali w kilkunastoosobowej grupce, bo to był jeden z tych "no co ty, idziemy!" momentów. staliśmy na północnej trybunie, tam gdzie zawsze najwięcej się dzieje, i nagle – SET PIĄTY PRZECIWKO ŚLĄSKOWI! 25:24 u nich, drugi mecz po przerwie, siatkarze Projektu już taki ten doping unosił się w powietrzu, że aż włosy jeżyły… i potem ten moment – KOSZULKA BIAŁA, PIŁKA WLECIAŁA DO SZEŚCIANU, A TYMCZAS U NAS JEDEN BLOKIER WYKONUJE JAKIŚ NIEMOŻLIWY SKOK I – NIC! nie trafił! i wtedy ten cholerny gwizdek sędziego, huk na trybunach, a ja dosłownie czułem jak moje serce wali o mostek! no ale trudno… bo to właśnie te chwile, kiedy naprawdę żyjesz siatkówką, a nie tylko kibicujesz przez ekran🔥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
a no chłopaki pamiętacie ten mecz na warszawskim Torwarze w maju 2017, kiedy Projekt przyjmował Asseco Resovię i było tak gorąco że nawet kurtyny boiska się pociły? byle nie myśleć o statystykach, po prostu patrzeć na te białe koszulki jak na jakiś boski znak – a tamten sezon był dla mnie totalnym rollercoasterem, bo w życiu normalnym pracowałem na budowie przy jakichś okablowaniach, a tu nagle na trybunach zamiast narzędzi w ręku trzymam opaskę kibica i krzyczę jak opętany. set piąty, 23:22, ja akurat stałem obok jakiegoś dziadka który co chwilę cmokał cygaro i liczył na palcach punkty, nagle taki wielki biały potwór skacze, blokuje jakby mu ktoś do żołądka walnął i – trach! – cała hala zamarła przez sekundę, a ja dosłownie poczułem jak nogi same uginają się ze szczęścia i strachu na raz. potem ten sędzia znowu gwizdał, ale nie miało to już znaczenia, bo wiedziałem że właśnie przeżyłem coś co się wpisuje w pamięć na lata, a następnego dnia rano obudziłem się z krzykiem "hajs tu! hajs tam!" bo projekt wyszedł do prasy z tym transparentem "widziałem gorsze rzeczy" i wszyscy gadali że to jakiś żart, ale ja wiedziałem swoje – w piłce siatkowej nie ma żartów, są tylko chwile kiedy stajesz się częścią czegoś większego. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A niech to, panowie… ja też miałem swój "biały błysk" z Projektem, tylko że u mnie to było w Rzeszowie na hali Podpromie, w jakimś pijackim transie 🍺😂 bo akurat akcja "piwo za 3 zł" była, a mnie sponiewierało życie tak, że myślałem że idę na jakiś lokalny derbik z Czarnych. A tu nagle – BĘC! – Projekt w białych koszulkach, które świeciły się jak choinka u sąsiada w Sylwestra, a ja stałem tam z kubkiem piwa w jednej ręce i kubkiem piwa w drugiej, bo nie chciało mi się iść po kolejne. I co? Set piąty, 25:24 przeciwko AZS-owi Częstochowa, jeden skok, jeden blok – i nagle ten sędzia gwizda, ale nie na korzyść naszych, tylko przeciwko! A ja wtedy tak głośno zakląłem, że nawet sędzia mnie usłyszał i prawie mnie wyprosił, bo pomyślał, że to do niego. Potem jeszcze przez tydzień wszyscy na osiedlu mówili, że Rzeszów to już nie jest prowincja, skoro tak dopingujemy, a ja się tylko uśmiechałem i piłem następne piwo… bo jak tu nie wspominać takich meczów, kiedy białe koszulki świecą jak gwiazdy, a serce bije jak oszalałe, a potem wszystko wali się jak domek z kart, hehe 🤣🔥
Potrzymaj piwo.