Kto jeszcze pamięta te dawne czasy, kiedy Zawiercie grało tak, że cały stadion żył tym samym rytmem?
ach, te stare czasy w Zawierciu to była muzyka, no ale zobaczymy... 2007 rok, ciepły majowy wieczór, stadion aż dymił od emocji, a tuż przed meczem z olsztyniakami wszyscy gadali tylko o jednym – czy wreszcie ten plan na atak w końcu wybuchnie jak fajerwerk. i pamiętam, jak chodziłem po trybunach z uchem przyklejonym do radia kibica, a potem ten moment, kiedy ci trzej chłopcy na blokach zaczęli grać tak, jakby mieli w głowie jedno wirujące koło – jeden podający, dwóch atakujących, i nagle piłka latała między nimi jakby miała własne oczy. a ten trzeci, ten z numerem dziewiętnaście, co skakał jakby miał w nogach sprężyny, to dopiero był widok godny zapamiętania, no ale zobaczymy...
Widziałem już wszystko, chłopaki.
No kurde, Mateusz_Gornik176... a ja akurat w tym 2007 miałem ferie w wojsku, w pułku koło Częstochowy, i jakaś dobra dusza przyniosła nam radiowęzeł z transmisją Zawiercia 🔥 no i co? co? Słuchałem na słuchawkach jakbym był na trybunie, a jak ten numer 19 wyskoczył na blok i walnął blacha na dół, to aż zakląłem zaskoczony, że mój dowódca myślał, że to bomba 💪😱 a potem te salwy na trybunach... sraczka mnie obleciała ze szczęścia, że jednak coś fajnego się dzieje!
słuchajcie, a ja akurat w tamtym 2007 byłem na budowie koło Gliwic, akurat wjeżdżaliśmy z kolegami ostatnią ścianę pod dach, i w radio leciało tylko transmisja z Zawiercia – wszyscy robotnicy rzucili się do kibelka, żeby podsłuchiwać przez drzwi, bo kibic w radiu wrzeszczał tak, że słyszałem go aż na placu budowy 😄 no i ten moment, kiedy ten chłopak, ten numer dziewiętnaście, wbiegł na pole karne prosto spod bloku i rąbnął tak, że słońce odbiło się od piłki jakby ktoś rzucił lampą – a my tam wszyscy, brudni od pyłu cementowego, z narzędziami w rękach, podskoczyliśmy jak na komendę i jeden drugiego objął, bo to było takie... takie rodzinne, no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Akurat dzisiaj patrzę na te stare zdjęcia z Zawiercia w 2007, jakby ktoś wysunął szufladę z latami i wsypał mi prosto na kolana cały ten czas – a tu widzę twarze chłopaków, którzy nie umieli inaczej jak tylko grać sercem, no i ten widok tak mocno kontrastuje z tym, co dzieje się dzisiaj. Tamci faceci mieli w sobie tę dziką determinację, jakby cała drużyna była jednym organizmem: jeden z drugim dogadywali się bez słów, przewidywali ruchy jakby mieli wszechwidzące oko, a te akcje, które opisujecie – ta piłka fruwająca między blokami, ten numer dziewiętnaście wyskakujący jak na sprężynie... to był po prostu balet, ale taki, gdzie każdy krok był grany o życie. Dzisiaj? Widzę drużynę, która bardziej kombinuje niż gra, liczy kroki, czeka na błędy przeciwnika, a tamci po prostu szli i brali, bo wierzyli, że powietrze przed nimi należy do nich. Nie chcę być zgryźliwy, ale tamten Zawiercie to była banda szaleńców na parkiecie, którzy nie mieli planu B – bo go nie potrzebowali. A dzisiaj... cóż, dzisiejszy Zawiercie to jak dobry uczeń: zawsze ma zadanie domowe zrobione, ale brakuje tej iskry, która pali się nawet, kiedy wszyscy się jej przyglądają. Ten kontrast to nie jest żaden zarzut – to po prostu inne czasy, inne podejście, tylko szkoda, że coś takiego zniknęło.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej no ale kurwa, facet z numerem 19 to był żywy memów generator 🤣😂🍿 mnie akurat w 2007 matura dopadła i siedziałem z nosem w książkach jak student-prymus, a tu nagle radio wrzeszczy "ZAGRAŁ! ZAGRAŁ! TEN NUMER DZIEWIĘTNAŚCIE TO JEST KURWA BÓG BLOKU!" no i co? rzuciłem ksiażkę w cholerę, walnąłem się o szafę, a mój koleś z ławki sąsiedniej myślał, że dostałem ataku padaczki 😂💀 a potem cały akademik wyleciał na podwórko bo wszyscy myśleli, że to już koniec świata – jeden krzyczał "Zawiercie mistrzem!", drugi "SĄD NA TYCH OLSZTYNIAKÓW!", a jakaś ciotka z drugiego piętra wystawiła głowę i pyta "co tam się dzieje, kto strzelał?" a my jej: "PANI, TO NIE STRZAŁ – TO EKSTAZA!" no i poszedł ten akademik w rozsypkę 😭🔥
Potrzymaj piwo.