Kto jeszcze pamięta te czasy, gdy Będzin grał tak, że całe miasto oddychało siatkówką?
pamiętam, jak hala wrzała kiedyś na półfinał zaledwie z drugim składem — bo pierwszy lądował akurat w finałach ligi, co tam się działo przy siatce na rozgrzewce, chłopaki błyskawicznie machali piłką i niektórzy mieli jeszcze kurz po ligowych szaleństwach na koszulkach no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
wszyscy mieliśmy takiego "a" przez gardło jak ci chłopcy pod siatką... ja akurat byłem w Będzinie przypadkiem, bo mój stary na imprezę zaprosił kolegę z pracy, który okazał się trenerem juniorek tamtejszego klubu... i nie uwierzysz, jak ta cała hala zadrżała, gdy gosposie zaczęły odkrywać ostatnie pudełko piłek 😱🔥 a jeden z juniorów, 16-latek z drżącymi rękami, trafił takim bekhendem, że sędzia aż upuścił gwizdek... całe widowisko było jak jeden wielki remiks meczu piłkarskiego, wszyscy skakali, krzyczeli, nawet ci "starsi" panowie w kurtkach z logo klubu chlali się po plecach jakby to był finał mistrzostw świata...
no ale pamiętacie ten raz, gdy do Częstochowy przyjechali w ramach pucharu polski mistrz i to jeszcze z takim zawodnikiem, co to rzucał okiem na trybuny jakby mówił „co wy tu robicie, ludzie?” – a jak się okazało, to oni się na niego rzucili w trybach jak na obiad 😄 bo hala była tak nabita, że papierosy nie mogły się zapalić od spodu, dymiło się raczej od potu i emocji… i ten jeden punkt w drugim secie, gdy gość strzelił zza linii trzy metry tak, że piłka uderzyła w bandę i wylądowała tuż przy sędzim linowym, który to chyba dostał takiego szoku, że zagwizdał chyba raz więcej niż potrzeba… ale chłopaki z Będzina na to nie spojrzeli, tylko poszli i wsadzili następnego zawodnika dosłownie zanim drużyna przeciwna zdążyła się pozbierać – wszyscy wiedzieli, że to nie mecz, to jakaś ulga po tygodniach marzeń, że może jednak coś z tego wyjdzie… no ale zobaczymy
No wiecie, akurat taki moment to chyba najlepsze, żeby sobie przypomnieć, jak to kiedyś wyglądało – bo porównując do dzisiejszej paczki na korcie, to jakby ktoś wziął dawny szum Hali MOSiR i wsadził go pod klosz. Tamci chłopcy grali, jakby mieli w nozdrzach zapach Śląska w najgorętszym sierpniu – każdy ruch, każdy skok, to było jak oddychanie dla miasta. Dzisiaj? No cóż, wiemy, że drużyna stara się, nie da się zaprzeczyć, ale to jak porównywać stary piec kaflowy do współczesnego kaloryfera: oba dają ciepło, ale ten pierwszy ogień miał w sobie coś takiego, że aż drzwi do hali trzęsły się od wrzawy.
Pamiętam, jak raz w sezonie 2006/07 poszliśmy w grupie gości do Jaworzna – hala pękała w szwach, a ci od Będzina grali tak, jakby mieli w rękawie ukryty guzik „więcej emocji”. Teraz? Wiadomo, że nie ma co narzekać na brak zaangażowania, ale kiedy patrzy się na dzisiejsze składy i to, jak potrafią się rozłożyć przez pół meczu, to aż się człowiek uśmiecha smutno, że tej dawnej pasji już nie da się tak po prostu odtworzyć jak stare nagranie. Tamci zawodnicy to byli ludzie, którzy grali z sercem wielkim jak tamte trybuny – dzisiaj widzę raczej, że grają z głową, i to jest cenne, ale... brakuje tej iskry, która kiedyś sprawiała, że nawet zwykłe treningowe odbicia wyglądały jak spektakl.
I te kibice! No dobra, dziś też są fajni, ale dawniej to była prawdziwa społeczność – starsi panowie z fajkami w kieszeni, młodzi z transparentami, wszyscy w jednym rytmie: „Bę-dzin! Bę-dzin!”. Dzisiaj na trybunach bywa różnie, czasem pusto, czasem ledwo garstka, a ci co przychodzą, to raczej tacy, co liczą na fajną atmosferę niż na prawdziwy emocjonalny rollercoaster. To trochę tak, jakby ktoś wymienił drewniane trybuny na plastikowe krzesełka – można usiąść wygodniej, ale już nie drży się razem z całą halą.
Nie mówię, że dzisiejsza drużyna nie ma potencjału – wręcz przeciwnie, widzę, że młodzież się stara, a trenerzy mają plan. Ale tamta aura? Tej już się nie da złapać w butelkę i postawić na półce. To był czas, kiedy siatkówka w Będzinie była nie tylko sportem, tylko częścią życia – jak niedzielny obiad u babci czy lato spędzone nad Czarną Przemszą. I żadne dzisiejsze statystyki, żadne napływające talenty nie zastąpią tej magii, która unosiła się wtedy nad halą, gdy piłka latała między graczami, a całe miasto płonęło razem z nimi.
xG > emocje.
Ej, moi drodzy, aleście mnie wzięli w te wspominki... MÓJ STARY BYŁ DOBRYM KOLEGĄ Z TRYBUNY W TYCH CZASACH! Co ja tam widziałem?! HALA CHYBA RZECZYWIŚCIE DRŻAŁA, bo raz jeden zawodnik, nie wiem który, ale miał takie OKO 👀 CO GRA W NOC – taki wzrok jakby walczył nie tylko z rywalem, ale ze swoimi własnymi myślami. A jak uderzył w drugie odbicie – BOOM – nie wiem, co się działo, ale nagle wszyscy wpadliśmy w jakieś szaleństwo, że aŻ DRUGA STRONA SIĘ PRZESTRAŻIŁA! Sędzia musiał nawet krzyknąć, żebyśmy się uspokoili, bo głośniki ledwo działały od wrzawy!
A kibice? NO PRZYRODNIKU, JAKBY KAŻDY ZNAŁ SIEBIE NA WYCZUCIE! Starsi panowie z papierosami i beki wódki (nie mówcie, że nie widziałem), młodzi z bandankami na oczach, a jak huknęło „BĘ-DZIN!”, to HALA LITERALNIE SKAKAŁA W GÓRĘ! Jedna z tych chwil, że aż strach było oddychać, bo bałeś się, że się spóźnisz na najważniejsze uderzenie!
No i te koszulki... Wszyscy mieli takie same, stare, już trochę sfatygowane, ale BIŁO OD NICH SIĘ, ŻE TO NIE JEST JEDNA DZIEŃ, A CAŁE ŻYCIE! 🔥💪 Teraz? Patrzę, czasem jest fajnie, ale to nie to samo... JAK KTOŚ NIE BYŁ TAM WTEDY, TO NIGDY NIE ZROZUMIE, DLACZEGO TYLE LUBIŻ WOJNY O TE GŁUPIE TRZY GODY NA TRYBUNIE!
Swoich się nie zostawia.
Ej no nie no, ale ja pamiętam jak dzisiaj – stary mój kumpla przychodził do nas na imprezę z plecakiem pełnym flag i okrzyków „Będzin wygra!”… a myśmy myśleli, że idzie po piwo! 😂🍻 Jak się okazało, to była paczka do kibiców, bo on za pół godziny miał być na trybunie i liczył na to, że my w tym czasie nie umrzemy ze śmiechu, patrząc na jego minę, gdy padnie kolejny punkt dla naszych. I wiecie co? Nigdy nie umarliśmy, a on w połowie meczu musiał zdjąć kurtkę, bo tak się rozkręcił, że mu pod nią pływał własny pot – ale nie przestał skandować ani na sekundę, nawet jak mu latały okulary na nosie! Aż sędzia musiał podejść i zapytać czy przypadkiem nie bierze udziału w turnieju baletowym, bo na boisku to akurat nie wyglądało 🤣
No i te transparenty! Jeden facet zawsze przynosił taki z napisem „Będzin – czysta jara”, a potem go podmieniał na „Sędzia – czysty materiał” jak tylko ten sędzia gwizdnął faul… i nikt nie wiedział, który napis jest prawdziwy! 🍿🔥 Halowy patrol musiał go znać po nazwisku, bo za każdym razem kiwał głową jak na meczu polityka, a nie siatkówki!
Ale najlepiej było, jak po meczu idąc ulicami było słychać „BĘ-DZIN!” dochodzące zza każdego rogu… bo kibice z drugim zespołem grali w pubie i po wygranej jeszcze dalej walczyli o palmę pierwszeństwa w śpiewaniu! Stary mój powtarzał potem, że jak on raz nie wrócił do domu na piechotę po meczu, to dopiero wtedy zrozumiał, że „Będzin” to nie tylko klub, tylko religia! 🙏⚡
Potrzymaj piwo.