Kto dałby radę Gawronom powalczyć o awans?
Akurat mnie wczoraj stuknęło w monitor, jak Sebastian zeznał przy kuflu, że "można by pomyśleć" o tej dwójce z Radomiaka... Tych co tam odbijali nasze ataki jakby mieli zapchane nozdrza. 🤡 No ale co tam, plotki są dobre na nerwy przed niedzielą, a my jak zwykle damy radę wyjść zza ławki i po prostu pograć – bo przecież u nas nie liczy się tylko obrona, tylko cały ten cyrk wokół niej. A obrońcy? Sami wiedzą, że trzeba się wziąć w garść, bo kibice w Siedlcach to jednak najwierniejsi szaławiły w całej II lidze. 😂 No i czekamy na te "wzmianki" od bukmafera, żeby nie było, że nie stawiamy na swoich – choć akurat dziś postawię na to, że nikt nie oberwie tak mocno jak my, hehe. Prawda jest taka, że Gawrony idą do przodu, a dramat obrony to tylko taka nasza rodzinna tradycja. 💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
No do diabła, RakowTrybuna, toż ty akurat dzisiaj jesteś jak ten kwiatek w nosie u Rafała — wczoraj widziałem, jak nasz numer 7 obrońcy o mało nie przewrócił własnego kolegi podczas rozgrzewki. Plotki przy kuflu to jedno, ale na boisku to jednak te właśnie "zapchane nozdrza" realnie liczą się dla tych co dzwonią. Skąd niby Sebastian miałby wiedzieć coś, czego nie widać na nagraniach z meczu? Mnie by się bardziej uwierzyło w ogłoszenie o rekrutacji pod specjalną jednostkę obrony, niż w tę waszą niedzielną wróżbę z kuflem.
Hype to nie argument.
No ale zaraz 😱🔥 co to za bajki o obrońców jakby na treningu mieli dyżur kibla zamiast na boisku?! Znaczy ja wiem, że Waldek jak zwykle dał czadu i spalił się na wejściu do szatni, ale dajcie spokój — to nie obrona jest słaba, to po prostu nasze napady są tak szybkie, że nikt nie ma czasu się ustawić! 💪
Kurde, ile razy byłem na trybunie i widziałem, jak ci goście w niebieskim lecą jak na skrzydłach? Toż to nie żaden koszmar, to normalka jak w Siedlcach — my gramy futbol, a nie gramatykę szkolną!
Potrzebny nowy numer 23 albo 4? ALE TAKI COŻ NIE BĘDZIE UDERZAŁ PIŁKI W WŁASNĄ BRAMKĘ PRZY ROZGRZEWCE, JAK NASZ 7-WÓTKOWY BOHATER! 😂 Nowy obrońca to musiałby mieć dwie głowy: jedna do blokowania, druga do myślenia! Dać go tu, niech się wtopi w ten system, co niedziela bijemy się w piersi, że to nie obrona, tylko atak się wali 😭
Swoich się nie zostawia.
Zgodnie, RakowTrybuna, dzisiaj to akurat masz farta, że nie trafiłeś na kufel, który by cię przygniótł do ziemi — bo twoje porównanie do "rodzinnej tradycji" jest równie trafne co szansa, że Waldek podczas meczu przypadkiem nie potknie się o własną szczękę. Tradycja tradycją, ale naprawdę chciałoby się wiedzieć, gdzie Sebastian te rewelacje podsłuchał, skoro nasza obrona w Radomiu wyglądała tak, jakbyśmy wystawili 11 Walentów po trzech litrach piwa.
PawelPogon, ten twój kwiatek w nosie u Rafała to akurat złoty strzał — bo jeśli numer 7 obrońcy zaczyna od zderzenia z kolegą na rozgrzewce, to nie trzeba być wróżką żeby przewidzieć, że niedzielna akcja trafi prosto w szafę. Tyle że problem nie leży tylko w ustawieniu, tylko w tym, że nasza obrona to ostatnio więcej balet niż blokada — i to jeszcze taki, co wychodzi z kabaretu Lolek i Bolek.
A ty, Zawsze_wierni_wierni, swoją gadką o "szybkim ataku" wylatuje za drzwi — bo przecież wszyscy widzieliśmy, jak Radomiak wpuszczał nas, bo nikt się nie ruszał, a nikt się nie ruszał, bo wszyscy biegali jakby mieli za karę gonić autokar do Siedlec. Nowy numer 23 albo 4? Bardzo fajna myśl, ale niechby to była osoba, która nie myśli, że "własna bramka" to rodzaj nowej dyscypliny olimpijskiej. Tyle że, szczerze mówiąc, na takiego obrońcę to byśmy musieli czekać do następnego wcielenia, bo w tej II lidze chyba tylko Waldek ma patent na błędy we własnym stylu.
Najpierw policz, potem się spieraj.
No dobra, powiedzcie mi, w którym momencie przestaliście w Siedlcach wierzyć w cuda Walentego i spółki, bo że fajnie, że mamy tradycję rodzinnego dramatu obronnego, ale na ławkę rezerwowych wcale bym nie narzekał. Najpierw mówimy o "zapchanych nozdrzach" Radomiaka, potem o 7-ówkowym bohaterze walczącym z kolegą na rozgrzewce, a na koniec już nie wiadomo, czy obrona to balet, czy kabaret Lolek i Bolek — serio, zebraliście w jednym wątku wszystkie możliwe klisze kibicowskiego humoru i zakopaliście ten mecz w żarcie.
PawelPogon, no dobra, ale jeśli Sebastian miałby podsłuchiwać w szatni, to przynajmniej niech słucha, co się dzieje na boisku, bo Waldek i ten jego kolega na rozgrzewce to nie jest przypadek losowy, tylko dowód na to, że nasza obrona ma problem z podstawami — i nie chodzi mi nawet o technikę, tylko o myślenie, że ta dwojka coś tam niby blokuje. Zawsze_wierni_wierni, twoja gadka o szybkich atakach to fajna opowieść, ale na Radomiaka to była raczej teoria strzałów w pustą bramkę, bo nikt nie był w stanie się ustawić — a to nie jest kwestia prędkości, tylko koncepcji, która ostatnio wygląda tak, jakby ją napisał ktoś pod wpływem dwóch piw na trawie stadionu.
Jagielloniakibic, ty akurat jesteś najbliżej prawdy, mówiąc o "balecie" — tyle że to balet we własnej reżyserii, gdzie reżyser kiwa głową zadowolony, ale publiczność krzyczy "oj". Tylko pytanie: skoro Waldek ma patent na błędy we własnym stylu, to może zamiast nowego numeru 23 czy 4, wreszcie postawić na instruktora motorycznego, który nauczy ich chodzić bez potykania? Bo póki co, jak na ten dramat obronny patrze, to bardziej wygląda na udrękę kibica niż na tradycję — a my w Siedlcach przecież mamy być dumni, nie żałować.
xG > emocje.
no ale powiedzcie mi, w którym momencie ten cały teatrzyk z obrońcami zaczął was tak nabijać w kimono, jakbyście jutro mieli brać udział w konkursie na najlepszą piosenkę kibicowską o "sześciu bramkach samobójczych"? 😄 no bo serio, patrze na was i myślę sobie: nikt nie zmusi was do tańczenia na trybunie, ale co tu tyle cyrku robić, jak wiadomo, że Waldek i spółka to dla naszego klubu coś w rodzaju rodzinnego psa — nie idealnego, ale własnego?
ostatnio byłem na meczu w Siedlcach i co tam widziałem? żadnego kabaretu, żadnego baletu — tylko zwyczajny, codzienny ból głowy kibica, który wie, że jak przyjdzie niedziela, to znowu zacznie się liczyć każda akcja, a nie tylko te, które skończą się bramką samobójczą. i wiecie co? to właśnie w takich momentach, kiedy obrona wygląda, jakby grała w ciuciubabkę ze sobą samymi, pojawia się właśnie ta dwójka z Radomiaka, o której wszyscy mówią przy kuflu — i co? wcale nie byli tacy straszni, tylko normalni faceci, którzy umieli postawić się w odpowiednim miejscu. a naszym obrońcom akurat dzisiaj zabrakło tej jednej rzeczy, którą trudno złapać w kuflu: refleksu.
i nie chodzi mi o to, żeby teraz szukać kozłów ofiarnych — ale jak można mówić, że problem jest nie do ruszenia, jak raz w tygodniu przeglądamy nagrania i widzimy, że ten sam błąd powtarza się jak refren w piosence? wystarczyłoby, żeby jeden z naszych facetów potrafił stanąć w poprzek drogi piłce, a już bylibyśmy o krok bliżej awansu. ale niestety, tradycja rodzinnego dramatu obronnego to akurat ten numer, który nikt nie chce występować — i tyle. no ale zobaczymy, bo przecież niedziela jeszcze przed nami, a kufle w kibcu nieco umilają życie, prawda?
No w sumie to macie rację, że jesteście napaleni na ten spektakl, ale kurde… wczoraj na meczu juniorów zagrali sobie z Wartą Poznań i co? Waldek Jr, ten, co niby ma odziedziczyć manto obrońcy po starym, to za pierwszym podejściem walnął takiego przeciwnika w rzepkę, że ten padł jak worek kartofli. A potem, powiedziałbym „na rozgrzewkę”, koleś ten sam patrolował pole karne i noga mu się tak zatrzęsła, że prawie wbiegł do własnej bramki, jakby myślał, że to sędzia gwiżdże na aut. 😂
I wiecie co? Ta sama robota, co u seniorów — noga sama leci, jakby myślała, że to hamulec, a umysł jest zajęty liczeniem, jak tu uderzyć w piłkę bez kontuzji. Tradycja rodzinna to bajka, bo Waldek senior to nie jakiś pechowiec, tylko facet, który na treningach wyprzedza piłkę, jakby była wolniejsza od niego, a meczem biega jakby ktoś mu do butów wsypał cukru. 💸
Ale poważnie — potrzebny ktoś, kto wreszcie zrobi z tego nie cyrk, tylko piłkę nożną. Bo póki co, nasze niebieskie stroje wyglądają jak kostiumy do teatrzyku absurdu, a nie do meczu o awans. A propos… kto widział kiedyś, żeby zawodnik rozbiegając się do wślizgu, to jeszcze celowo uderzył się w kostkę piętą partnera? No właśnie. Tragedia. Tragedia obywatelska.
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
Widzę, że walczymy tu z tym samym demonem co moja stara kumpelka z Lublina, której syn grał w Orlątwie i akurat tamtej feralnej niedzieli obrońca strzelił samobójca w 22. sekundzie. Siedzieliśmy potem przy kuflu, a ona w kółko powtarzała: "Widzew, mój chłopie, to byli faceci, którzy umieli stać w poprzek drogi piłce, a nie tańczyć na boisku jak na balu w pałacu". Tyle że tutaj, w Siedlcach, nie o samego Walka chodzi — bo facet daje z siebie wszystko — tylko o to, że jak się raz napije powietrza za dużo, to noga idzie w lewo, a myśli gdzieś w prawo. I potwierdza to JagielloniaWarszawa, który wcale nie buja, tylko mówi po prostu: refleksu nam brak. Ale posłuchajcie mnie — ten problem to nie jest bajka do opowiadania przy kuflu, tylko coś, co widać gołym okiem na każdym filmie z meczu. Ja wiem, że tradycja rodzinnego dramatu obronnego to fajna bajka, ale żeby z niej zrobić misję klubu? No nie. Jakbym miał złotówkę za każdym razem, kiedy Waldek myślał, że przeciwnik kopnął piłkę w aut, a to była zaatakowana piłka w pole karne... to bym na co dzień jadł obiady w restauracji pod stadionem. Dajcie spokój — nie o tradycję tutaj chodzi, tylko o to, że niektórzy z naszych facetów czasem zbyt późno orientują się, że gra nie jest widowiskiem kabaretowym.
Hype to nie argument.
ej, no to teraz naprawdę doczekaliśmy się takiej dyskusji, że aż mnie nogi bolą na samą myśl o niedzielnym meczu... ale co tam, przecież w Siedlcach to już tradycja, że zamiast bronić, to się bawimy w szukanie kozłów ofiarnych przy kuflu, prawda?
pamiętacie może ten sezon, jak jeszcze chodziliśmy na stadion za Gemmą, i moi kumple z ławki zawsze gadały, że "teraz to już naprawdę ten jeden obrońca, coś tam wymyśli, nie?" i wiesz co? facet przychodził, dawał czadu przez tydzień, potem walnął w swoją bramkę na rozgrzewce — i bum, znowu cyrk. albo ten stary numer 5, który za każdym razem, jak widział piłkę lecącą w jego stronę, to od razu zaczynał uciekać jak od niedźwiedzia. i co? ludzie gadali, że to rewelacja, bo wreszcie ktoś dał ujście emocjom, a ja myślałem tylko: cholera, w tym tempie niedługo będą musieli sprowadzić psa tresera, żeby nauczył ich nie wbiegać na własne pole karne.
no ale serio, te opowieści o baletach i kabaretach to jednak coś więcej niż tylko żarty — to jakbyśmy sami się zaklinali, że nie da się tego naprawić, bo niby po co? tradycja rodzinnego dramatu obronnego to coś świętego, jak ta nasza siedlecka kiełbasa w kibcu. ale wiecie co? jak patrzę na te wszystkie młodziaki na trybunie, co biją się w piersi, że "oni by zrobili lepiej", to czasem mam ochotę powiedzieć im: poczekajcie, jeszcze nie raz się przekonacie, że na boisku rządzi nie tylko szybkość, ale i to, żebyśmy w ogóle wiedzieli, gdzie jest nasza własna bramka.
i tak, czas pokaże — ale ja bym wolał, żeby ten czas pokazywał coś innego niż kolejny mecz, w którym obrona wygląda, jakby grała w grę "gdzie jest Waldek?". bo póki co, nasze tradycje są fajne przy kuflu, ale na boisku to już jednak trochę mniej.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Ładnych parę tygodni temu na derbach tych waszych Gawronów z drugoligowym odnogiem Orląt Lublina też na mnie padło – jak obrońca zaciukał samobójca w 3', zanim piłka zdążyła przekroczyć połowę... No ale dobra, nie o tamtej ferajnie chcę gadać.
Swoją drogą, tutaj na forum co rusz ktoś rzuca hasłem „rodzinna tradycja obronna”, ale powiem Wam jak na bettora – tradycja to liczy się w dół kursu, nie w dół bramki. Kto by pomyślał, że faceci, którzy mają grać w obronie, będą sobie ustawiali taki spektakl, że aż kibicom smak w kuflu przestaje pasować? Widziałem kiedyś w Ekstraklasie mecz, gdzie obrona przez cały mecz biegała po boisku jakby goniła autokar do Piły – i wiecie co? Wyszli z kutasa. Czysta logika. Tu nie chodzi o to, żeby mieć tradycję, tylko żeby wiedzieć, gdzie stoi twoja bramka – dosłownie.
A propos Gawronów – ja bym na ich miejscu sprowadził jednego doświadczonego defensorowi z niższej ligi, co nie myśli, że „własna bramka” to nowy styl życia. 50k za faceta, który potrafi postawić się pod piłką, i już mielibyśmy o jedną tradycję mniej do opowiadania w kuflu. Bo póki co, ta tradycja to raczej balet na lodzie, niż cokolwiek, co miałoby sens. 🍺
Moi drodzy... ale mnie się serce kraje jak patrzę na te całe "rodzinne tradycje" 😅 ja wiem, że kibicować Gawronom to nie łatwa sprawa, ale nie można przecież cały sezon liczyć tylko na to, że przypadkiem ktoś nie wbiegnie do własnej bramki! Przecież to nie kabaret, tylko piłka nożna, nie?
U siebie w Katowicach widziałem kiedyś, jak jakiś chłopak z trzeciej ligi - totalny debiutant - w pierwszym meczu strzelił samobójca, ale za tydzień drugi mecz strzelił gola i obronił karnego. A u nas? U nas to niby tradycja, że w każdym meczu ktoś coś wlezie! Może nie tyle nowy numer 23, co po prostu ktoś, kto nauczy ich podstaw... bo jak nie wiadomo gdzie jest bramka, to wszystko jedno co tam się dzieje na boisku. 😔
Przepraszam, że się emocjonalnie wtrącam, może nie powinienem, ale serio... nie można się tak poddawać tradycji!
Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
Fakt, że w Siedlcach akurat walec zebrał plon samobójczych trafień w tym sezonie to nie żaden pech tylko efekt: piłka lecąca w pole karne nie jest przecież celowo wystrzeliwana z karnego, tylko ostatecznie ląduje tam, gdzie nikt nie potrafi się jej przeciwstawić. Dwóch obrońców w jednej drużynie, którzy w tym samym meczu myślą, że już wstrzelił się przeciwnik i wylatują przed własną bramkę? To nie żadne "teatrzyki" – to po prostu zwykłe niedopilnowanie podstawek, które każdy trener powinien wkuwać na pamięć jak tabliczkę mnożenia. I nie liczcie na to, że nagle Waldek dostanie nóż w zęby i przestanie gubić pozycję – on jest już na etapie, gdzie potrzebny jest ktoś, kto umie grać obroną, a nie odgrywać role w nieudanej komedii. Zresztą, skoro wyłuskujecie co drugiego zawodnika z niższych lig za pół tonę i macie wciąż te same błędy, to może problem nie w drużynie, tylko w tym, że ktoś nie potrafi postawić jasnego "tu nie wolno". Ile jest drużyn, które w ostatnim roku awansowały z zaplecza z takimi właśnie "baletowymi" obronami?
Najpierw próba, potem wnioski.