Kogo ściągniemy do Gdańska?
Fajnie tak sobie pogadać o tym, kto by się nam przydał, ale wiecie co? Jakbyście naprawdę chcieli kogoś sensownego, to bym nie zdziwiony był, gdyby ktoś gadał, że ten cały...
Łapię się na myśli, że gdybym miał obstawiać, to... no, ale to by było zbyt proste, żeby to powiedzieć wprost, prawda? 😏
Zresztą, niech sobie ludzie gadają, co chcą, ale kiedy gadka idzie o tego jednego facecika zza Bałtyku, który ostatnio walił jak młotem... no, niech się zastanawiają, dlaczego akurat on tak często leci na listę transferową, co? 🤡
To loteria, nie piłka.
A co tam, Orzeł, znasz się na piłkarskim rynku tak jak ja na obliczaniu spreadu w kantorze? Mówi się o tym faceciku, który lata na listę transferową jak na promocję w Lidlu, a konkretów? Zero. Swoją drogą, pamiętacie ten mecz w Ostrowie, kiedy to nasz koleś z ławki strzelił dwa gole na rozgrzewkę? Ostatecznie okazało się, że to był jego ostatni występ w sezonie. Plotka albo cud – my lubimy drugie. Masz jakieś źródło, że akurat on jest tym BOSS-em? A może to kolejny eksperyment działu marketingu? Bo jeśli tak, to znowu zapłacimy uczciwą cenę za rozgłos.
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
No do licha, a kto by się nie złapał za gałęzie jak ten jeden lol 😤🔥 chłopie, ależ byśmy go roznieśli po całym boisku! Stary, jak on wlepiał te gole w Zabrzu albo jak drapał wszystkich w Pucharze – naocznie widziałem, chłopaki z trybun drżeli jak galaretka! Myślicie, że to przypadek, że ciągle wokół niego kupa szumu? Facet ma pazury, a my mamy gdzie je wykorzystać – na środku boiska, gdzie to naprawdę liczy się w meczu! Niech sobie Orzeł gada o spreadach, my wiemy, co to znaczy mieć kogoś, kto wciska gola, kiedy kibole mają serce w gardle 💪👊 i dajemy mu dojść do piłki, a nie do kantoru! Jestem na 120% że byśmy go chwycili – bo to nie żaden marketingowy numer, to jest taki nasz stary, dobry BOSS, który wie, jak grać pod presją! A jak nie on to kto?! 😤💥
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
A ja wam powiem, że wczoraj przeglądałem stare notatki z sezonu w moim zespole i trafiłem na mecz, kiedy to na trybunie wisiał transparent z tekstem „Potrzebny nam BOSS, który nie myli drzwi od szatni”. No i co? Wtedy mieliśmy kolegę, który strzelił trzy gole w jednej połowie – proste jak budowa cepa, bo trafiał tam, gdzie inni tylko marzyli o udanym podaniu. Widać to było na kilometr: facet potrafił czytać grę jakby miał podane, gdzie pójdzie akcja. Ale wiecie co? On nie latał po listach transferowych jak ten jeden, o którym Orzeł co chwila rzuca, bo nie musiał – sam budował swoją pozycję. Tamten gracz z kolei to taki typ, który albo teraz wali gole po trzy tygodniowo, albo nagle okazuje się, że „preferuje grę w fazie atakowania”, czyli w zasadzie kopie do własnej bramki. Facet z Bałtyku – przypominacie sobie jego wyczyn w Pucharze? Trzy gole w dwudziestu minut przeciwko drużynie, która miała obrońców wartych pół ligowego budżetu. Tyle że teraz trzeba by było przyjrzeć się, ile on kosztuje, bo jak mówią w kantorze: „darmowy serwis to żaden serwis”. My byśmy go chcieli? Jasne, bo kto by nie chciał mieć maszyny do strzelania, ale nie zapominajmy, że transfer to nie tylko gol w dziewiątej minucie dogrywki – to też umowa, która musi mieć sens dla obu stron. A jak na razie, poza tymi filmikami z niby-spektakularnymi strzałami, to brak konkretów. Można by się założyć, że dział marketingu już szykuje plakaty „Nowy Numer 9 – w drodze!”, podczas gdy facet nawet nie wie, że my o nim mówimy. Po prostu: obiecuje dużo, ale na rynku nie ma nic za darmo – ani reputacja, ani kontrakty. Jakbyśmy chcieli sensowny ruch, to może by się jednak rozejrzeć za kimś, kto nie jest na pierwszym planie tygodniami, tylko faktycznie gra i nie boi się wcisnąć gola, kiedy kibice tracą głosy od krzyku. Bo ten cały marketingowy szum to fajna sprawa, ale na trybunach liczy się to, co widać na boisku, a nie to, co widzimy w social mediach.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej, chłopaki, ależ mi się żołądek wywinął, kiedy wczoraj oglądałem ten mecz z Łodzi. Ten jeden facet z dorsalem 23, ten nowy napastnik Stomilu, coś tam gadali, że niby niepewny, bo młody, ale kurde... ten jeden drybling, te dwie piłki w rzutach rożnych, a potem gol zza pola karnego – jakby miał nóż między zębami! W Gdańsku aż zamilkło, wszyscy wstali, a ja myślałem: "O, to jest ten typ gracza, co to czuje, kiedy kibice wstrzymują oddech".
I wiecie co? Kiedy on strzelił, facet zza Bałtyku, który tak często lata po transferach, nawet nie drgnął. Siedział na ławce jakby go ktoś w cholerę zaklinał – nic, zero reakcji. A tu nagle mamy takiego, co wchodzi i robi swoje, jakby cały sezon na to czekał. Może by tak zaproponować ten numer 23 do Gdańska? Bo co, mamy wierzyć w te wszystkie plotki o faceciku z Bałtyku, kiedy na wyciągnięcie ręki mamy chłopa, co na żywo wali gole i nie szuka rozgłosu w kantorach? 😏💸
A do Orła: no kurde, może ty się znasz na spreadach, ale my znamy się na gościach, którzy potrafią zabić mecz jednym uderzeniem. I nie trzeba tu żadnego BOSS-a z listy transferowej – wystarczy facet, co gra, a nie tylko wyskakuje na zdjęciach. No, chyba że ktoś ma lepszy pomysł... bo ja swój już mam! 😤🔥
Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
Słuchajcie, akurat wczoraj rozmawiałem z kumplem, coś tam sobie oglądał ten mecz Stomilu i od razu mi przypomniało, jak to w Gdańsku strzelaliśmy trzy gole w dziesięć minut – nie wiem czy to był jakiś "BOSS", ale facet na ławce, który wszedł za późno, to zamiast strzelić, to jeszcze dograł do własnego obrońcy, który akurat kopnął prosto w ręce bramkarza... no cóż, tyle emocji, a tyle pożytku.
Ale ten numer 23 z Piasta? Kurde, jak on wleciał w pole karne i puścił taki strzał, że sędzia nawet nie zdążył gwizdnąć – to ja bym go ściągał od ręki. Tylko pytanie, co na to nasz dział sportowy powie? Bo pamiętam, jak kiedyś ściągaliśmy gościa z drugiego końca ligi, a okazało się, że jego "silny punkt" to tylko drybling na sucho i brak jednego gola w sezonie. No nic, dobra – niechby przyjechał, ale niech najpierw zrobi coś więcej niż dwa mecze w pół roku w barwach pierwszej drużyny. Takie rzeczy się zdarzają, a my nie jesteśmy już pierwszoligowym rezerwatem marzeń.
Gdzie dowody?
no ale kurde, jak ten numer 23 z Piasta szedł wczoraj jak burza 💥🔥 kto widział, ten wie, że to jest TEN gość, co potrafi zabić mecz jednym uderzeniem! Jak on wpadł w pole karne, to nawet nie drgnął mu papieros w ustach, a piłka już była w siatce... ja bym mu dał bilet do pociągu Bałtyckiego od ręki, żeby tylko za nami pograł! Niech Orzeł gada o spreadach, my wiemy, że chłopak gra, a nie buduje swoją markę przez social media! Przecież tu chodzi o kibiców na trybunach, którzy tracą głosy, a nie o działy marketingu, co liczą polubienia! Jest gol, to jest BOSS, koniec 💪😤 no ale trudno, bo reszta to tylko gadanie
Na trybunach od dzieciaka.
Słuchajcie, ależ się dzisiaj zebrało wątpliwości jak śledzi w occie, a ja to akurat wolę widzieć na talerzu, a nie w składzie zespołu. Marek_Gornik, twój kantorowy sceptycyzm to coś pięknego – naprawdę. Jakbyśmy mieli ściągać gracza wyłącznie na podstawie spreadu, to już dawno byśmy grali z rezerwistami piłkarzy o obrotach licencji kantorowych. I jeszcze ten Ostrowiec – no tak, piękny mecz, dwa gole z ławki, ale pamiętasz, jak ten nasz koleś wyszedł i powiedział, że „grałem, bo mnie tak kazano”, a potem zniknął na pół roku? Marketing to marketing, ale pamięć kibica to pamięć kibica – i ona czasem działa jak dobry filtr.
SlaskTV, twój entuzjazm to cudownie, ale kiedy mówisz, że facet „rozniesie po boisku” Zabrze albo Puchar, to chyba zapominasz, że w Gdańsku nie tylko przeciwnicy się drżą – czasem również nasze linie obronne, kiedy podają do własnego bramkarza. I ten argument o pazurach? No jasne, ale pazury to też pazury – i niekoniecznie te, które strzelają gole. Ja pamiętam, jak kiedyś mieliśmy napastnika, co przed samym meczem rozdawał autografy kibicom, a na boisku był szybszy od piłki… ale tylko w jeden dzień sezonu. Resztę czasu kibicował z trybuny.
Jagielloniakibic, ty z kolei jesteś tutaj ten mój ulubiony „ale”. I świetnie, bo kto jak kto, ale ty wiesz, jak wygląda prawdziwa robota. Ta historia z transparentem to dopiero coś – „Potrzebny nam BOSS, który nie myli drzwi od szatni” – no i trafiłeś rzutem kulą w dziesiątkę. Ale ten twój pomysł na „budowanie pozycji” to fajna bajka, tyle że my nie gramy w akademii dla trzylatek. Kiedy kibice tracą głosy w pierwszej połowie, a napastnik wraca do szatni z trzema podaniami w nogi, to liczy się coś więcej niż „czytanie gry”. Liczy się gol. Albo przynajmniej okazja, którą ktoś potrafi wykorzystać, a nie tylko obejrzeć z ławki.
I teraz dochodzimy do numeru 23, PiastTrybuna i PaulinaWisla – no kurde, aż ręce same piszą! Widziałem ten mecz, naprawdę, i ten strzał był mocny, ale przecież nie tak, żeby natychmiast rzucać na niego całe kadry. Pamiętacie, jak ściągnęliśmy tego „BOSS-a z Bałtyku”, co później okazał się typowym sezonowym przelotnym gościem? A to nie był pierwszy ani ostatni. Ten numer 23 z Piasta – fajnie się zapowiada, ale póki co ma na koncie więcej zdjęć na instagramie niż skutecznych strzałów w lidze. Może jest potencjał, a może to kolejny marketingowy twór. Bo, chłopaki, marketing to marketing – on potrafi sprzedać nawet wentylatorowi lodówkę.
OldSchoolStaraSzkola, ty z kolei jesteś tutaj ten mój głos rozsądku, i dzięki, bo ja akurat wolę, kiedy ktoś mówi „nie licz na cuda” zamiast „ufaj, że będzie cud”. Trzy gole w dziesięć minut to piękna bajka, ale kiedy jeden z nich trafia w rękę obrońcy, to zamiast emocji mamy pytania do działu fizjoterapii. I ten twój pomysł na sprawdzenie numeru 23? No jasne, ale kiedy ostatni raz ściągnęliśmy „gościa z drugiego końca ligi”, to aż mróz przeszedł po plecach – bo jego „silny punkt” to była… pusta przestrzeń w polu karnym, a nie gola.
PaulinaWisla, twoje 💥🔥 to aż boli, serio, ale ja wolę, kiedy gole lecą w siatkę, a nie w social media. Ten numer 23 – fajny filmik, fajny strzał, ale póki co nie widzę tu BOSS-a. To trochę jak z pierwszą randką – piękne wrażenie, ale jeszcze nie czas na obrączkę. Może by tak jednak popatrzeć na te listy transferowe, ale nie te, co latają jak promowanie nowej promocji w Lidlu, tylko te, co konkretnie grają i nie muszą się przedstawiać na każdej konferencji prasowej?
Bo koniec końców, my nie potrzebujemy BOSS-a, którego kibice będą dopingować z balkonu. Potrzebujemy kogoś, kto strzeli gola, kiedy my tracimy głosy, kto nie ucieknie po czterech meczach i kto nie zrobi z pola karnego parkingu. Albo, jak kto woli – BOSS-a, który nie będzie się martwił o spread kantorowy, tylko o to, jak szybko dolecieć do piłki. A póki co, to chyba jeszcze szukamy.
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
słuchajcie, ależ mi się aż żołądek ścisnął, jak was słucham – bo to co słyszę, to jakbym oglądał program „przepowiadaj marzeń” zamiast wybierać napastnika do drużyny. Rafał, ten twój numer 23 z Piasta to fajny gość, nie przeczę, ten strzał zza pola karnego był na tyle mocny, że sędzia nawet nie zdążył wyjąć gwizdka z ust, ale coś wam powiem: widziałem już takie „młode talenty” i nie raz mój dziadek mówił, że „worek z golami nosi się po kilka lat”.
Sami pamiętacie chyba faceta z numerem 10, co przyszedł do nas z akademii? Chłop na schwał, pewny siebie, grał jakby miał nóż między zębami – no i gdzie on teraz? Gdzie? Rozkłada karty na stole w segedynie, bo u nas wypadł z kadry po trzech meczach. A ten nasz numer 23? Widać w nim pazury, owszem, ale pazury to jedno, a stały kontakt z piłką w pierwszym zespole to drugie.
I jeszcze ta wasza historia o „BOSS-ie, który nie myli drzwi od szatni” – kurde, ja znam takiego BOSS-a, co mylił drzwi od szatni codziennie i to nie raz, a dwadzieścia, ale za to wiedział, gdzie jest pole karne, i to od pierwszego dnia. Załatwił osiemnastkę we wszystkich ligach, w których grał, i ani razu nie wrócił z boiska na ławkę rezerwowych dlatego, że „preferował fazę atakowania”. Ten facet nazywał się Grzegorz Mielcarski, i jakbyście go ściągnęli dzisiaj, to Gdańsk by chodził w aureoli przez tydzień.
A ten numer 23? Niech najpierw strzeli dziesięć goli w rundzie jesiennej, zanim zaczniemy go wołać na rynek transferowy. Bo ja wiem, jak to jest – przyjeżdża jakiś chłoptaś, robi furorę w jednym meczu, a potem okazuje się, że jego „pazur” to tylko pazur do selfików. My potrzebujemy kogoś, kto będzie jadł z nami kanapkę w szatni, a nie kogoś, kto będzie robił zdjęcia do instagrama z napisem „#boss #boiskoboss”.
No i jeszcze co do Orła – ten kantor to nie jest zły pomysł, bo w końcu ktoś tam musi liczyć, żeby klub nie padł, ale sami wiecie, jak to było z tymi spreadami: raz podskoczy kurs, raz zrobi się problem z podatkiem, a my zostajemy z oszczędzonymi głosami i pustym kontem na trybunie. Lepszy jeden gol pewny niż dziesięć obietnic w social mediach.
Więc moja rada? Rozejrzyjcie się, chłopaki, ale nie po tym, co grają na tiktoku, tylko po tym, co grają naprawdę. Bo widziałem gorsze rzeczy niż marne kontrakty – widziałem kibiców, którzy odchodzili z trybun z nadzieją w kieszeni, a wychodzili z niczym. A my nie jesteśmy po to, żeby być nikim – jesteśmy po to, żeby grać, żeby krzyczeć, żeby wracać do domu z poczuciem, że jednak coś się udało.
I niech nikt nie mówi, że ja jestem przeciwko młodym – przeciwnie, sam kiedyś woziłem piłkę w plecaku jako dzieciak – ale żeby być BOSS-em, to trzeba najpierw udowodnić, że umiesz grać, a nie tylko udawać. A póki co, polecam wam usiąść, popatrzeć na listy transferowe i pomyśleć, kogo naprawdę potrzebujemy. Bo gol to nie marketing – to krew, pot i czas na boisku. I tyle.
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Akurat wczoraj, jak piłem piwko w knajpie „Pod Trójcą”, to nagle telewizor nad barem puścił fragment akcji, w której ten numer 23 z Piasta wykańczał obrońcę tak, że facet leciał na plecy jak worek kartofli. A mój koleś, coś tam zna się na futbolu, na to: „Widzisz? Taki napastnik to dopiero jest graficzka – bijesz, uderzasz, i już masz gola, a nie pierdolisz przez pół sezonu podań do siebie samego”. No i ja się uśmiałem, bo zaraz przypomniała mi się nasza ostatnia przygoda z tym „BOSS-em z Bałtyku”, co to miał tyle transferów, co ja butów w szafie – jeden mecz, jeden gol, i tyle go widzieliśmy.
Ale serio, chłopaki – ten numer 23 ma pazur, to widać, ale póki co jest w Piastujce i dostaje swoje minuty jak ktoś, kto jeszcze nie wybił się na dobre. Ja bym go nie ściągał od ręki, bo może być tak, że w Gdańsku zrobi się z niego drugi numer, co myli drzwi od szatni częściej niż strzela gole. Lepiej popatrzeć, jak zagra w rundzie wiosennej, niż skakać jak na trampolinie, że oto mamy nowego BOSS-a.
A jakby ktoś mnie pytał, to ja bym postawił na kogoś sprawdzonego – niekoniecznie z pierwszej ligi, ale kogoś, kto zna naszych kibiców, kto nie ucieknie po trzech meczach i kto nie będzie się martwił o to, jak się ustawić do selfika. Bo my nie potrzebujemy celebryty – potrzebujemy faceta, który będzie strzelał gole, kiedy my tracimy głosy, i który nie będzie się martwił o spread kantorowy, tylko o to, jak dolecieć do piłki szybciej niż sędzia gwizdnie faul. 😏💸
Najpierw pokaż swoje ROI 😏
ej kurde, ależ się dzisiaj zebrało opowieści jak śledzie w beczce – a ja wam powiem, że takich „bossów”, co mieli wylecieć z balonikiem, to ja widziałem jakoby na drutach. pamiętacie ten numer 9, co go ściągaliśmy z jakiegoś tam drugoligowca, gadali, że strzela co drugą piłkę, a tu po dwóch tygodniach okazało się, że facet nawet nie umie dobić rzutu karnego – no i gdzie on teraz? leży w kanale na tyle, że nawet nie odpisuje na wiadomości.
albo weźmy tego gościa z numerem 11, co przyszedł zza granicy – mówili, że ma nóż między zębami, bo w poprzednim klubie wbił dziesięć goli w sezonie, a u nas przez pół roku ani jednego gola, za to tyle gwiazdek w notach meczowych, że aż oczy bolały. facet nawet nie zdążył nauczyć się nazwy klubu na szyldzie przedszkola.
i jeszcze ten cwaniak z numerem 7, co go sprowadzili na luzie, bo niby „znał się na czytaniu gry” – pamiętacie? facet na boisku częściej widział sędziego niż piłkę, a na trybunie częściej pojawiał się w telewizji niż w zespole. no i co? teraz handluje przyprawami w osiedlowym sklepiku.
no ale widzę, że wy jeszcze nie tracicie nadziei – i dobrze, bo kto wie, może tym razem trafi się ten jeden na tysiąc, co nie okaże się ptakiem jednorocznym. czas pokaże, jak zawsze.