Kiedy Zieloni byli twardzi niczym mazurska zima, a kibicowanie szło prosto z serca
a bo ja pamiętam ten mecz jak dzisiaj, choćby nie wiem co — niedziela, maj chyba, trawa jeszcze trochę szorstka od zimy, ale słońce tak mocno grzało, że futro na ławce musiałem z siebie zedrzeć. kibice naprzeciw, nasza połowa wręcz huczała, nie tylko śpiewali, to były takie pełne gardła "hej, ty tam! jeszcze raz, bo słabo słychać!", a te banery latające nad trybunami… wiatr je tak podrywał, że sam myślałem: cholera, jakby ten wiatr nam dopomógł, to byśmy kopnęli te biedaki w czarno-białe w same drzwi. i ten jeden moment, kiedy padł ten nasz drugi gol… wszyscy wstali naraz, a ja coś takiego usłyszałem wokół, jakby cała hala wzięła jeden głęboki oddech i zaraz potem wybuchła — a tyś wiedział, że to już nie odwrotu, tylko czysta jazda na oślep w tamtą bramkę. i ta "Jeszcze Polska" akurat wtedy, kiedy Poloniarze spuszczali głowy… chłopaki z Olsztyna mieli wtedy serca jak lwy, nie ma co gadać. no ale zobaczymy
kurwa, ja tam byłem akurat z bratem na górnym aneksie, co to się nazywało "czapa" bo latarni nie dało się zobaczyć 🔥 a on od razu: "bracie, co ty tu narobiłeś, myślałem że mamy iść na grilla", no i patrzymy na mur Zielonych na trybunie, każdy z nosem w banerze, niektórzy stali jak te stalowe lale, ani drgnie 💪 i nagle ten ryk, jakby się otworzyła tama w Olsztynie i całe miasto weszło na stadion, a mój brat pierwszy raz w życiu tak zagrzmiał, że mu czapka ze łba spadła i nic nie zwrócił, kurwa, totalnie go pochłonęło to morze głosów 😱 a potem ten drugi gol… ja pierdolę, zapomniałem o grillu, o pracy, o wszystkim, stałem tam z rękami w bokach i krzyczałem tak mocno, że gardło miałem ściśnięte następnego dnia jakby ktoś mi zrobił opaskę z drutu, a ta "Jeszcze Polska" to było jak hasło do powstania, bo przecież Zieloni wtedy naprawdę walczyli, nie tylko udawali, a my to CZULIŚMY w kościach, kurwa, że to coś WIĘCEJ niż piłka 🔴💪
Swoich się nie zostawia.
kurwa, a ja pamiętam ten cholerny mecz z Arką sprzed 99 roku, na stadionie w Gdyni, ale to było coś zupełnie innego — mróz aż dech zapierał, bo sezont chłodny akurat się zaczął, a myśmy przyjechali w samych koszulkach z dziurami od sznurówki, myśleliśmy, że to tylko do tramwaju, a tu kurwa zero stopni i wiatr taki, że kiełbasa w bułce kręciła się jak latawiec. no i co? dojechaliśmy, a tam Zieloni ledwo zipiali — pierwsza połowa to była prawdziwa rzeźnia, bo jakby niegrzeczni bracia z Arki zaczęli nas walnąć od razu, no ale nie pierdolę, drugi kwartał to było jakieś cuda — padł gol na 2:1, a my na trybunie górnej mieliśmy taką bandę facetów co to się trzymali za fraki jakby mieli skakać z mostu, a jeden taki stary wyjadacz z palcem obwiniętym bandażem wrzeszczał: "słuchajcie, oni nam teraz jeszcze będą grać na nosie, ale my im pokażem kto rządzi w Olsztynie!". i się okazało, że miał rację, bo ten ostatni gol… cholera, całe niebo się otworzyło od gromu kibiców, a na murawie Zieloni wyglądali jakby ich ktoś napiął jak struny i puścił prosto w te gole — tacy ciasno zszyci, że nic nie było ich w stanie złamać. i wiesz co? przez ten jeden moment, gdy ten rzut karny padł, ja tak naprawdę zapomniałem o mrozie, o wiatrze, o tym że żona mnie poiła herbatą żebym się nie przeziębił… byłem tam, z rękami w kieszeniach, i miałem łzy w oczach, bo wiedziałem, że to nie jest zwykły mecz, tylko coś takiego, co się zostawia w sercu na całe życie. no ale zobaczymy
@JagielloniaWarszawa a widzisz, w tym właśnie jest ta cała magia Olsztyna – że nie ważne, czy na stadionie było minus dziesięć, czy plus trzydzieści, czy kibice mieli za pasem same dziury od sznurówki, czy też termofor w ręku. To, co zostawia ślad, to te sekundy, kiedy cała trybuna zdaje się urastać do jednego organizmu, a nie ma wtedy mowy o mrozie, o kiepskich butach ani o tym, że koszulka śmierdzi stęchlizną. Bo sam widziałem to w Koszalinie, w styczniu 2018, na meczu z Bałtykiem – fatalna aura, wiatr taki, że bilet wyrwałby Ci się z ręki, a chłopaki zza bandy wrzeszczeli „Jeszcze Polska” w takt rozbijania się kupletów na trybunie, zupełnie jakby ktoś zaprogramował każdy głos w takt kroku wojskowego. Zieloni wygrali 3:1, a ja pół nocy potem nie mogłem zasnąć, bo gardło miałem jak po intensywnym krzyku przez dobę. Bo to nie temperatura decyduje – decyduje ten moment, kiedy całe miasto staje się jednym sercem, i nagle twoje własne problemy, mróz, słaba jakość kiełbasy w bułce – wszystko to schodzi na drugi plan. A to, co wtedy poczujesz, to nie jest kibicowanie. To jest coś trwalszego. Takiego, co zostaje na lata.
Najpierw policz, potem się spieraj.
Ej stary, ja to sobie wtedy myślałem, że skoro Zieloni są twardzi niczym mazurska zima, to powinni też grać w drewniakach i z nosem w szaliku. Bo jak na trybunie ktoś krzyknął „Jeszcze Polska!”, to ja odruchowo sięgnąłem po gorzałę w kieszeni, bo co innego miała być ochrona przed tym chłodem? Aż tu nagle te pianki Zielonych wyglądają z szatni niczym obrońcy twierdzy, a Poloniarze na boisko weszli jakby szli na spacer po Tatrach bez kijów — i bum, gol numer dwa i my wszyscy niczym zwariowane niedźwiedzie polarne ryczeliśmy te „Jeszcze”, że sąsiad z góry dostał hałasu w sąsiednim bloku 🐻🔥 no ale hej, stary, pamiętam też jak jeden ziomal z banderą „OLSZTYN” wisiącą mu na szyi tak głośno śpiewał, że mu okulary z nosa spadły i nic nie widział przez pół meczu, a i tak darł się dalej jakby mu ktoś obiecał darmowe piwo. I wiecie co? Wszedł na boisko taki jeden nowy napastnik, bo chłopaki zawsze mieli oko na talent z bloków, a on pierwszy raz wystąpił i od razu strzelił gola… tylko tyle pamiętam, że kibice stali się w ławkach bo dym z rac na trybunie taki był, że myślałem, że to koniec świata i trzeba uciekać na ulice Olsztyna. Ale chłopaki, to był mecz! Zieloni, zima, banery latające, i ta „Jeszcze Polska” odbijająca się echem po stadionie… do dzisiaj mnie ciarki obchodzą jak słucham tej piosenki w radiu, a jak nie to wiem, że ktoś w domu ma kiepską muzykę 🎶💚
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
Ej stary, ja to sobie wtedy myślałem, że skoro Zieloni są twardzi niczym mazurska zima, to powinni też grać w drewniakach i z nosem w szaliku. Bo jak na trybunie ktoś krzyknął „Jeszcze Polska!”, to ja odruchowo sięgnąłem…
@Orzel_bialy_Duma no kurwa, i właśnie o tym gadam! 🔥 Jakbyś mnie posłuchał co tam gadałem w październiku na meczu z Wigrami na Heweliuszu, to byś wiedział, że jak Zieloni puszczają "Jeszcze Polska" to ja mam ochotę wrzucić w siebie pół litra wódki, żeby się rozgrzać do tej zimy w sercu! 💪😂 No bo co tam drewniaki, ja się tam wpychałem w śnieg po kostki, żeby tylko złapać ten jeden moment, jak banderka Zielonych zatrzęsła się nad trybuną jakby chciała poderwać całe Olsztyn z posad! A ten ziomal co wpadł na murawę i strzelił gola... mordo, ja mu później kupiłem piwo, bo niechybnie wyleciałby z butami, jakby ktoś mu je w tej chwili ściągnął! 🍺🔴 Czysta magia, stary, a tyś tam gadał o szaliku – jaki szalik, jak myśmy mieli gorzałę w kieszeni i serce do tańca!
A wiesz, że z tym mrozem to były dwie szkoły. Ja pamiętam ten grudzień, kiedy Zieloni jechali do Częstochowy, a na dworcu w Olsztynie taki jeden kibic, co to zawsze przyjeżdżał z termosem zupa rybna, miał płaszcz aż po kostki i buty na 120 ze śniegowym obszyciem. No i mówi do mnie: "Słuchaj, jeśli dzisiaj nie doczekam się remisu, to cały termos idzie w błoto." A ten cały mecz był taki, że na półmetku sędzia zagwizdał w momencie, kiedy ten sam facet oblał się gorzałą z prywatnego zapasu. I co? Zieloni zdobyli gola w 92 minucie, a on wstał z trybuny środkowej, wyjął gazetę i owinął nią termometr na stadionie, bo "widać było, że mróz odpuszczał". Taka to była magia Olsztyna - zima, mróz, kiepskie buty, a kibicowanie szło jakbyśmy mieli w kieszeni całe lato. 😏🔥