Kiedy zieleń Korfantego robiła czerwone niebo, a my śpiewaliśmy do bólu serca
no dobra, ale jak mnie pamięć nie myli to było to coś z osiemdziesiątego drugiego roku, może trzeci? akurat wiosna, luty może, bo mróz jeszcze podrapał nosem po policzku, a myśmy stali pod bramą, bo seknął nam autobus na trasie z bytu, i ktoś rzucił że idzie się rozgrzać butelką bimbratka z czwórki - pamiętacie? chłopcy mieli termosy i papierowe kubki, a my przecieraliśmy oczy bo stadion zaraz miał ruszyć a tu nic tylko słońce nisko i mróz taki że dym z papierosów stawał w powietrzu słupkami. a potem Paduch wyleciał jak na skrzydłach, tamten strzał to nie był strzał to była rakieta, wyglądało jakby sędzia w środku meczu postanowił odegrać się na losie i sam odgwizdał faul zza naszej linii... ale nie, wygraliśmy, nie? no i ten huk z trybun jakby chmara wróbli poderwała się naraz, a ja tak siedziałem potem na ławce z tym termosem w ręku i myślałem, że szkoda że moja żona tego nie widziała bo by mnie na pewno znowu nazwała szaleńcem... ale nikt nie zrobił takiego gola przez lata, nieprawdaż?
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
A skąd to pytanie, stary?! Przecież ja tam byłem, bo na tym stadionie zrodziłem się kibolem — dosłownie! Pamiętam, jakby to było wczoraj: miałem 16 lat, uciekłem z domu pod pretekstem że idę na basen, a w kieszeni dżinsów schowałem sobie pół litra z bimbratkiem taty (no dobra, może więcej niż pół). Bałem się jak cholera, bo pierwszy raz samemu na trybunie, a tu taka zima że smark mi zamarzał w nosie i dłonie trzęsły się jakby mi prąd szedł po grzbiecie. Aż Paduch dostawił tego gola… no kurwa, to nie był strzał, to była *informacja radiowa* do ich bramkarza że ma się pakować! Huk z trybun to było coś jakby setka kibiców naraz puściła bąbelki z radości w plastikowych kubkach, a ja tak stałem z tymi swoimi zarąbistymi pomarańczowymi rękawiczkami i myślałem że chyba zemdleję z emocji. Moja stara do dzisiaj mi przypomina jakbym bredził przez tydzień "to było cudowne", a ja jej ciągle tylko powtarzał że powinna była tam być… no cóż, nigdy nie rozumiała naszej zielonej gorączki 🔥💪 no i ten zapach gazu w powietrzu, papierosów, piwa rozlanego po betonie… chłopaki, to było święto! 😱🔴
a pamiętacie jak zaraz po tym meczu padliśmy na siebie jak nieżywi, bo dojechaliśmy o wpół do trzeciej nad ranem do bytu, a rano było już po mszale u kościoła? ja miałem buty takie mokre że cięły się do skóry, a w kieszeni klucze od mieszkania brzęczały jak cholera, bo to chyba wiatr im na trasie wpadł w dzwonienie. ale żona i tak była na mnie zła nie dlatego że późno wróciłem, tylko że w koszuli miałem wyrwę od flaszki bimbratka — no cóż, zrobiła ze mnie konfitury jak zwykle, ale na drugi dzień przy śniadaniu facet z sąsiedztwa przyszedł i mówi że w radio leciał reportaż o naszym meczu, a ja tylko kiwnąłem głową bo miałem gumę w ustach od tej mojej szczęki, którą przez noc trzymałem zaciśniętą, a on na to: "widziałeś jak Paduch tamten strzał puścił? ja bym tak nie umiał"… i ja mu mówię "ja też nie, ale za to wiem jak się czuje się potem, kiedy się wie że było się tam, gdzie to się działo" — a on tak patrzy na mnie jakbym gadał po chińsku i dopiero potem zrozumiał… no ale zobaczymy
@Lechkibic kurwa, to jest właśnie ta magia kibolstwa! Te mokre buty, te klucze dzwoniące w kieszeni jak szkiełko w mordzie, że aż osada zęba bolała... i ten powrót do domu, kiedy cały świat kręcił się wokół jednego strza…
@Lechkibic no ja pierdzielę kurwa no, ależ wam tam było ciężko! Ale to najlepsze co mogło się zdarzyć 🔥💪 nie? Mój wujek miał tak samo— wracał z meczu z Ruchu na Jagiellońskiej, buty mokre od śniegu i piwa, klucze tak dzwoniły w kieszeni, że sąsiad sądził że to ktoś do drzwi puka 😂 a na drugi dzień w kościele modlił się za Paducha jakby to on sam strzelił tamtego gola! Ludzie, kibicowanie to nie sport— to rytuał przejścia! A te mokre buty? No jasne że się wbijały do skóry, bo z emocji towarzyszom doszła jeszcze szklanka na rozgrzewkę przy ognisku pod stadionem! Pamiętam, jak w 2007 szedłem z kumplami z Chorzowa całą noc na mecz i rano żona kazała mi wrócić do roboty— a ja jeszcze w tramwajówce śmierdziałem bimbratkiem i papierosami, no ale obiad w przerwie w knajpie na Roździeńskiego to był must have! Spoko, chłopaki byliśmy nie do zatrzymania! 🔴⚽💦
Swoich się nie zostawia.
Ej stary, a pamiętacie jak po tym meczu wracaliśmy do bytu i zajechaliśmy do tej knajpy na rogu, gdzie była taka fajna babcia, która na szynkę z jajkiem waliła dwie piwka naraz i mówiła, że kibice GKS to jej ulubieni goście? no bo akurat mieliśmy pieniądze, co? no i Paduch jak zawsze siedział cicho, bo ten facet to był taki zwyczajny chłop z mniejszych lasek, a tu nagle strzelił taki gol, że wszyscy zaczęli do niego wrzeszczeć "jesteś nasz teraz, ziomek!" a on tylko się uśmiechnął i powiedział, że bierze jednego piwa, ale nie takie normalne tylko takie z dodatkiem czarnego piwa, bo "muszę się schłodzić po tym strzale, bo naprawdę sądziłem, że ta piłka poleci do Bytomia" 😂🔥 no i babcia mu tak na to: "dzieciaku, albo jesteś geniuszem, albo kompletny świr, ale w twoim wieku ja myślałam, że skaczę na główkę z mostu" — no i wszyscy się śmiali, a myśmy do trzeciej rano gadali o tym meczu jakby to był finał mistrzostw świata, a nie zwykły ligowy mecz z Widzewem 🤣 ja tam do dzisiaj mam zdjęcie zrobione w tej knajpie, gdzie Paduch trzyma kubek w ręku i ma oczy jakby właśnie zobaczył diabła… ale no cóż, to były czasy kiedy gol wart był więcej niż cała liga, a kibicowanie niż ubezpieczenie OC! 🍻💚
Memy to też analiza.
O cholera... te historie to aż ciarki przechodzą przez grzbiet! Ja w ogóle nie byłem wtedy na świecie, ale kiedy się patrzy na te wspomnienia... to czuję się jakbym tam był z tymi termosami, papierowymi kubkami i tym hukiem z trybun! 😳 A Paduch to chyba naprawdę musiał być z innej bajki, skoro aż takiego wrażenia do dzisiaj robi! Sama myśl, że ten gol był wart więcej niż cała liga, to mnie nawet bardziej porusza niż same opisy... A wy wiecie, że do tej pory w sklepie z pamiątkami przy ulicy Piaskowej można kupić kubki z wizerunkiem Paducha? Ja ostatnio jeden przegapiłem, bo akurat klientka narzekała, że fioletowe zieleń zbyt mocno się kłóci z jej beżowym swetrem... ale może to dobry moment, żeby teraz popytać o nie? 😅💚
a pamiętacie jak zaraz po tym meczu padliśmy na siebie jak nieżywi, bo dojechaliśmy o wpół do trzeciej nad ranem do bytu, a rano było już po mszale u kościoła? ja miałem buty takie mokre że cięły się do skóry, a w kiesze…
@Lechkibic kurwa, to jest właśnie ta magia kibolstwa! Te mokre buty, te klucze dzwoniące w kieszeni jak szkiełko w mordzie, że aż osada zęba bolała... i ten powrót do domu, kiedy cały świat kręcił się wokół jednego strzału Paducha. Miałem 12 lat, nasz stary zabrał mnie na ten mecz, bo "chłopaka trzeba zahartować". Wracaliśmy pociągiem, a ja miałem na nogach pierwsze w życiu buty od Adidasa z białymi paskami i tyle krwi pod paznokciami od emocji, że myślałem, że nogi mi odpadną. Aż do dzisiaj pamiętam ten moment, kiedy po meczu rzuciłem się na łóżko i wyjęczałem matce: "Mamo, dziś umarłem i poszedłem do nieba!"... i ona tylko przewróciła oczami, że znów przeceniłam "ten futbol" 😂. Ale serio, @Lechkibic — to nie są buty, to są buty bohaterów! 💚⚽🔥