Siatka
27.08.2026, 06:18 Zaloguj Rejestracja
Cuprum Lubin

Kiedy zieleń grał, a dzwon wisiał – wspomnienia Cuprum Lubin w żyłach!

club pride Klub Cuprum Lubin Cuprum Lubin 6 postów ·15 wyświetleń ·Utworzono: 10.07.2026 00:17 ·Zaktualizowano: 10.07.2026 13:23
MA Mateusz_Gornik176 Nowicjusz · 420 postów 10.07.2026 00:17
no do licha, ależ ten sezon 2011/2012 to była jakaś magia wprost... nie myślcie, że to zwykły kibol tak gada — ja wtedy stałem zaledwie trzy metry od płyty, bo na trybunie za bramką, i wam powiem, że kiedy ten pierwszy gwizdek padł, to mnie aż ciarki przeszły po plecach. nie żadne cuda, nie żaden statystyki — po prostu widziałem na własne oczy, jak nasi szli do boju jak jeden facet, a te zielone koszulki aż lśniły na niebie warszawskim, no bo finał był akurat tam, w stolicy. pamiętam, jak zawołałem do kumpla obok: „słyszysz, jak dzwon bije na sygnale? to chyba dobry znak, co?” — a on tylko skinął głową, bo i tak głos mieliśmy zaniknięty od krzyków, no boście nie wiecie, jak było głośno. a potem ten moment, kiedy nasz skoczek wyskoczył na siatkę i zablokował ten cios... cholera, chłopaki, aż mur się zatrząsł! ja tam na sekundę zapomniałem, że w ogóle oddycham, no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
Odpowiedz Cytuj
LE Legionista_wierni Nowicjusz · 62 postów 10.07.2026 00:35
Ejże, ależ to pamiętam jak dziś, bo ja tam stałem w samym środku tej ferajny koło pociągu, wiozącego nas na Warszawę — zielony transparent, okrzyki, nawet jakieś butelki z piwem latające w powietrzu, hehe 🍺🔴. Szedł taki nasz stary Wacek, ten co to zawsze chodził w koszulce z napisem "Lubin to moja miłość", i wrzeszczał jak opętany: "no chyba nie myślicie, że dzwon przestanie dzwonić?!", a ja się tylko uśmiechnąłem bo wiedziałem, że ma rację — jakby sam los nam kibicował. Potem jak weszliśmy na stadion, to mnie aż dech zaparło — nasza trybuna wyglądała jak morze zieleni, a ten dźwięk dzwonu, co rozlegał się gdzieś z trybun przeciwnika, to naprawdę działało na nerwy... ale myśmy mieli swoją pieśń, swoją woń, naszych chłopaków widocznych na boisku. I jak ten blok Pawła Woicka trafił w dziesiątkę, to ja dosłownie podskoczyłem z radości, bo wiedziałem — to jest NASZ moment! ⚡💪 Kibice obok mnie złapali się za ręce i zaczęła się histeria, a ja... ja po prostu płakałem jak bóbr, bo to było coś więcej niż mecz. To była cała nasza walka, nasze marzenie — i nikt nam go nie odbierze! 🔥😭
W radości i smutku, do końca z nimi.
Odpowiedz Cytuj
LE LegionistanaZawsze Nowicjusz · 462 postów 10.07.2026 01:48
ejże, ależ ja tam jeszcze jeden szczegół mam — ten cholerny mikrofon na trybunie, co to jeden z naszych rzucił się do niego jak do ołtarza, żeby krzyknąć coś do całego stadionu. pamiętam, jak tamten facet, chyba zresztą z naszej wsi koło Lubina, wrzeszczał w ten rzężący głośnik: „hej, hej, warszawiacy, usłyszcie to raz na zawsze — dzwon bije i wygra się CUPRUM!” a myśmy mu sekundę później odpowiedzieli śpiewem, że niby nie oddamy ani metra boiska tym baranom zza miedzy. i wtedy zobaczyłem coś, czego nie zapomnę do śmierci — jeden starszy chłop, chyba z taką siwą czupryną pod zieloną czapką, zaczął maszerować przed nami w takt piosenki, a za nim całe to morze zieleni ruszyło jak jeden organizm. dosłownie marszowaliśmy na trybuny przeciwnika, śpiewając tak głośno, że sędziowie musieli przerwać rozgrzewkę, bo słychać nas było w szatniach. no ale ten widok — nasz stary, zielony sztandar powiewający nad tłumem, ten starszy pan, który chyba pamiętał jeszcze czasy, kiedy Cuprum grało na żużlu, no to mi się łzy w oczach zrobiły. i wiecie co? kiedy padł ostatni gwizdek, a my stanęliśmy wszyscy w tym nielegalnym mroku trybuny — bo po prostu nie chcieliśmy ruszać się stamtąd, żeby choć sekundę dłużej czuć tę euforię — to ten starszy facet uśmiechnął się do mnie i powiedział: „synu, dziś wieczorem nie ty zielonym się ubierasz, to zieleń ubiera się w Ciebie.” i ja tylko skinąłem głową, bo co miałem mówić — on miał rację, no ale zobaczymy
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Odpowiedz Cytuj
LI Liniowy_Boss Nowicjusz · 437 postów 10.07.2026 03:10
Ejże, ale macie mnie wciągniętego w te wspomnienia — akurat dziś akurat było mi aż za ciężko po pracy, że usiadłem z piwem w garści i od razu skoczyłem do kompa sprawdzić, co tam ludzie piszą. Bo wiecie, jak się tak wsłucham w Wasze opowieści, to aż żal mi samego siebie, że nie byłem tam, w tej Warszawie, między Wami, kiedy bijało serce naszego klubu. Tamtą drużynę pamiętam tak, jakby to było wczoraj — nie chodzi mi o te mecze, bo one same w sobie są jasne, ale o to, jak oni grali... Jakby każdy podawał piłkę z takim przekonaniem, że nie ma innej opcji, tylko zwycięstwo. To była drużyna, która naprawdę żyła dla siebie nawzajem, a nie dla kontraktów czy reklam. Pamiętacie, jak Pawlak latał po całym boisku, jakby miał skrzydła, a Woicki wyskakiwał do bloku jakby urodził się w powietrzu? To nie byli zawodowcy w dzisiejszym stylu — to byli chłopaki, którzy jeszcze niedawno biegali po ulicach Lubina i marzyli tylko o jednym: zrobić coś dla tego klubu. I zrobili. Aż do finału Pucharu Polski, któryśmy prawie wyciągnęli z nieba, choć przeciwnik był jak mur. Obecna drużyna... no cóż, trudno porównywać. Teraz to już inna bajka — zawodnicy przychodzą i odchodzą, kontrakt na pół roku to norma, a kibicowanie polega często na modleniu się, żeby ktoś nie złamał nogi w połowie sezonu. Tamci chłopcy grali z takim ogniem, że aż można było czuć zapach spalonych opon na parkingu obok stadionu. Dziś czasem się zastanawiam, czy któryś z obecnych zawodników pamięta, co to znaczyło nosić zieloną koszulkę z dumą, a nie jako kolejny punkt w CV. Ale nie obrażajmy się — nie wszystko stracone. Jest teraz młodych kilku chłopaków, co to naprawdę walczą, a trenery starają się coś z tym zrobić. Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem mecz tej nowej ekipy w Ekstraklasie i pomyślałem: „Ejże, może jednak coś z tego będzie”. Nie będzie już takich bloków jak kiedyś, nie będzie takich emocji co do jednej bramki w finale Pucharu, ale... kto wie? Może kiedyś znów zobaczymy, jak zieleń gra, a dzwon dzwoni tak mocno, że sędziowie muszą zakrywać uszy. No dobra, kończę ten lament — bo jak tak dalej pójdzie, to zaraz zaczniemy płakać nad każdym sezonem. Lepiej zostawmy to wspomnienie, jakie jest: piękne, niepowtarzalne i nasze. Bo choć dzisiejsza drużyna to nie ta z 2012, to przecież to wciąż NASZ klub. A na to coś trzeba mieć serce. 💚
Najpierw policz, potem się spieraj.
Odpowiedz Cytuj
MI MistrzBoiska_Kibic Nowicjusz · 439 postów 10.07.2026 12:22
Ej, ależ wy wpadacie w ten sentyment jak wreszcie stary dobry moszcz — taki, co się wali na dno butelki i nie ma siły się podnieść! No dobra, serio, fajnie że wspominacie, bo ja też tam byłem, tylko nie w Warszawie, tylko w Lubinie, u mojego wujka, który akurat miał telewizor w warsztacie samochodowym. I wiecie co? Też dostałem ciarki, kiedy ten Woicki wyskoczył do bloku, ale nie na trybunie — tylko na tym maleńkim ekranie z brzęczącym głośnikiem, gdzie ledwo było słychać komentatora, bo sąsiad gadał przez telefon z Żarowem. To było takie... nierzeczywiste? Jakby cały świat się zatrzymał, a my we czwórkę wpatrzeni w ten telebim, który ledwo nadawał. I macie rację co do tego mikrofonu, co to jeden rzucił się do niego — ale szczerze, to ja pamiętam drugą stronę medalu. Bo przecież ten finał to był nie tylko chwila, kiedy Pawlak latał po boisku, ale i moment, kiedy nasza obrona musiała walczyć z zawodnikami, którzy byli wyższy o głowę i mieli kontrakt wart miliony. I co? Przegraliśmy 0:3, nie? A Wy mówicie o jakimś magicznym blokowaniu i szczęściu? Cholera, to był jeden z najszybszych finałów w historii Pucharu Polski, bo przeciwnik po prostu nas zmasakrował. Pamiętam, jak jeden z Was krzyczał "dzwon bije!", a ja myślałem tylko: "a ta fuzja bije w naszym portfelu". No i ten Wasz "marsz na trybuny przeciwnika" — super, fajny gest, ale niech ktoś mi powie, jak tamci kibice zareagowali, kiedy myśmy wtargnęli na ich teren? Bo ja tam byłem, tylko nie fizycznie, ale na forum — i wystarczyło, że ktoś napisał "zielone mrowie wkracza", a tamci od razu odpisali "wynoście się do Lubina, tu jest stolica". Fajne wspomnienia, ale nie oszukujmy się — finał to był spektakl dla mediów, nie dla naszego klubu. A ten starszy pan, co powiedział "zieleń ubiera się w Ciebie" — piękna metafora, naprawdę, ale niech ktoś mi powie, ilu z Was w tamtym sezonie zapłaciło za bilet w cenie biletu lotniczego do Warszawy? Bo ja wiem, że bilety były droższe niż bilet na koncert Depeche Mode w katowickim Spodku. To była impreza dla zamożnych kibiców, nie dla zwykłego chłopaka z Lubina, który ledwo mógł sobie pozwolić na piwo w drodze. Ale no niech będzie — fajnie, że pamiętacie te emocje. Bo ja też pamiętam, jak nasz Bartosz Kurek podpisał kontrakt z Asseco Resovią, a wy wszyscy pisaliście "w końcu wrócił do rodzinnego miasta". A potem jak odszedł? Cisza. Tylko jeden komentarz: "przypadek". No cóż, takie są te dzisiejsze czasy — zawodnicy biją rekordy transferowe, a kibice liczą, czy starczy im na bilet. Ale nie psujmy humoru, bo to wspomnienie to jednak coś pięknego. Ja tam wolę emocje z sezonu 2019/2020, kiedy skończyliśmy na trzecim miejscu w tabeli, a nikt nie musiał płacić fortuny za bilet. To było coś, co mogłem oglądać z kanapy w domu, z żoną i dwójką dzieciaków, z piwem w garści. Takie kibicowanie ma też swój urok. 🍻
Cuprum Lubin volleyball court
xG > emocje.
Odpowiedz Cytuj
GR Grzesiek_zLegii Nowicjusz · 236 postów 10.07.2026 13:23
ejże, ale ten szalony seans u mojego wuja w warsztacie samochodowym to była czysta komedia — no bo wiecie, on miał telewizor tak stary, że jak padł pierwszy gwizdek, to ekran zrobił się niebieski i trzeba było go klepać, żeby się podjął, a komentator mówił tak cicho, że myślałem, że to jakiś robak w głośniku 🤣 a tu nagle Pawlak lata po boisku jak szalony, a my w tej dziurze patrzymy na siebie jak na idiotów, że niby dopingujemy przez ścianę warsztatu. no i co? Woicki wyskoczył do bloku, uderzył się w kolano o siatkę i leci na podłogę, a my tam: "kurwa, znowu ten sam numer!" a ten wujek tylko cmoknął językiem i powiedział "no kurczę, co za akrobata, nie dość, że wygrał finał, to jeszcze zaliczył show w stylu cirkusa przyjezdnego" 😂 ale wiecie co? mimo wszystko to było najlepsze pół godziny w moim życiu — bo nie liczyła się wygrana, nie liczyła się porażka, tylko to, że wszyscy tam byliśmy, nawet jeśli jeden kibicował zza barykady warsztatu, drugi z trybuny, a trzeci z żoną narzekającą na hałas. bo Cuprum Lubin to nie tylko drużyna, to jakiś cholerny klan, który nawet w najgorszym meczu potrafi nas wszystkich zebrać w jednym pomieszczeniu i urządzić totalny bałagan 💚🔥 i jak tamten finał się skończył 0:3, to my w warsztacie podnieśliśmy brudne szmaty z podłogi i zrobiliśmy sobie z nich szaliki na pamiątkę — bo kto powiedział, że symbol kibica musi być kupiony w sklepie? 🍿🤣
Potrzymaj piwo.
Odpowiedz Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.