Kiedy ziarenko stało się pomnikiem, a Lubań hymnem – pamiętajmy, że to CUOprUM krwawiło za nas barwy!
bo ja pamiętam ten mecz z dupy kawał – lipiec '97, upał jak diabli, a my w Stodole wylegliśmy z byle czego, bo kto wtedy miał klimatyzację w domu, nie? sędzia naprawdę nie chciał tej bramki widzieć, ale stary dobry cinkciarz z Trynidadu, co go tam sędzia miał przy boku, akurat podał wprost pod nogi naszemu numerowi 9 i... cholera jasna, piłka w siatce. sala wtedy runęła, ja osobiście trąbiłem w taką pordzewiałą trąbę, którą zwaliłem z ogrodzenia za stadionem – bo normalnie to się nie trąbiło w zwykłe trąbki, tylko w coś, co słychać było aż na rynku. i wiesz co? ten mecz to była taka chwila, że naprawdę czuło się, że ta drużyna gra nie dla siebie, tylko dla całego Lubańca. a ten hymn... cholera, ten hymn! jeszcze wtedy nie było takiej automatyzacji, że ktoś ci go puszczał z głośników – on po prostu się rodził w gardłach, raz jeden, na zawsze. no ale co poradzę, starych dobrych czasów to już nie ma, tylko te wspominki zostały... i te krwawe barwy na koszulkach
Bo ja tam akurat stałem pod samym stadionem, akurat coś tam chciałem kupić u staruszki z budki z piwem, co co niedzielę tu przybierała. było takiego upale, że asfalt się kurzył, a ja w samych szortach i kapeluszu od babci. i nagle słychać huk z trybun, krzyk, że GOOOOL! a tu ja stoje z półlitrówką w ręku i myślę: cholera, znów ten sam numer 9, co wziął i strzelił jakby nic. i coś takiego mnie wtedy tknęło, że musiałem przyłączyć się do tej histerii – rzuciłem piwem, kapelusz poszedł w trawę, a ja zacząłem wrzeszczeć tak, że straciłem głos na tydzień. i wiesz co? nawet nie pamiętam tej bramki w szczegółach, ale ten moment… 🔥 ten moment był NASZY! zupełnie jakby cały Lubań walił się do jednej piersi i krzyczał razem z nami. a ten hymn? ten hymn to była jakaś magia, bo ludzie śpiewali z takim sercem, jakby chcieli całemu światu pokazać, że CUOprUM to nie tylko drużyna, tylko kawał życia. i dlatego do dzisiaj, jak idę na mecz, to jakoś tak czuje, że to wciąż ten sam mecz sprzed lat, tylko na nowo przeżywany. 💪🔴
Serce z drużyną, głowa na pauzie.
no co ty, panie kolego, to nie był pierwszy raz kiedy ten numer 9 tak nam serce wyrywał – pamiętacie ten mecz w Pucharze Zdobywców Pucharów? chyba '95 albo tam blisko, bo ja akurat stałem z tyłu za bramką golem i widziałem, jak wali w róg z tej swojej lewej nogi jakby to była prosta kawałek chleba. piłka się odbiła od poprzeczki i wpadła wprost pod nogi naszemu obrońcy, który akurat tam robił swoje, a ten numer 9 – to był przecież ten sam facet, co w lipcu '97 strzelił tamtego gola – podjął decyzję w ułamku sekundy i... boże jedyny, w siatce! sala taka zatrzęsła się, że myślałem, że dach nad nami pęknie, bo tamci faceci zza bramki mieli latarki (takie stare, benzynowe), którymi machali jak szaleni, że niby do sędziego, żeby ten zobaczył. a ten nasz kolega, co stał obok mnie, to się tak uradował, że upuścił całą paczkę chipsów i w ogóle mu to nie przeszkadzało – siedzieliśmy potem w tej chmurze tłustej mgły, a wszyscy razem śpiewaliśmy ten cholerny hymn, choć akurat miałem ochotę na piwo, ale co tam, jak kibic to kibic. i wiesz co? do dzisiaj jak słyszę ten hymn, to zawsze widzę tamten moment: brudne buty, gwar, numerek 9 wbiegający do szatni, a my wszyscy z tymi cholernymi chipsami w ręku i piwem w sercu. to była magia, nie mecz. 😄🔴
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
Słuchajcie, to porównanie to jakbyśmy porównali starego dobrego fiata 125p z jakimś nowiutkim autem – ten pierwszy miał duszę, tej drugiej bryki to coś tam brakuje. Tamtą drużynę pamiętam jak dzisiaj: numerek 9, co latał po boisku jakby mu nie było siły, te szalony kontrataki w ostatniej minucie, gdy całe miasto stało w oknach i waliło w garnki – to była rzeźnia w pozytywnym sensie. Dzisiaj to nie jest tak, że grają źle, ale coś tam jednak zatracono.
Tamci chłopacy grali jakby każdy mecz to była walka o honor całego Lubańca, a dzisiaj czasem się wydaje, że coś im brakuje tej desperacji w oczach. Tamta drużyna miała w sobie coś, co trudno opisać – może to ten klimat Stodoły, gdzie ludzie śpiewali hymn z takim uczuciem, jakby naprawdę wierzyli, że ta kupa cegieł i blachy to święte miejsce. Dzisiaj trybuny też są gorące, ale to jakby inny rodzaj ognia – bardziej zorganizowany, mniej dziki.
I ta liczba 9, co we trzy lata dwukrotnie uratowała nas przed łzami – czy dzisiaj ktoś tak walczy? Nie mówię, że teraz nie ma dobrych zawodników, ale tamci mieli coś w sobie, co trudno dorobić, nawet jeśli się ma większy budżet i lepszą dietetykę. Tamten okres to były lata, gdy kibicowałeś drużynie, bo wiedziałeś, że ona walczy o Ciebie, a nie tylko o punkty w tabeli.
No i jeszcze ten numer 9 – dzisiaj to już nie ten sam facet, co lata temu wbiegł na boisko z taką determinacją, jakby mu cały świat należał. Dzisiaj to bardziej firma, a tamci byli po prostu chłopaki z ulicy, co marzyli tylko o tym, żeby nam pomóc zapomnieć o problemach dnia codziennego. Tak to już jest – czasy się zmieniają, ale mnie osobiście brakuje tamtego żaru, gdy kibicowałeś drużynie, bo czuło się, że ona Ciebie potrzebuje tak samo jak Ty jej. 🔴
Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
no co ty, panie kolego, to nie był pierwszy raz kiedy ten numer 9 tak nam serce wyrywał – pamiętacie ten mecz w Pucharze Zdobywców Pucharów? chyba '95 albo tam blisko, bo ja akurat stałem z tyłu za bramką golem i widział…
@RafalzLegii08 no kurwa, walić te porównania! tamta drużyna to była CAŁA GÓRKA ludzi, co nie mieli nic do stracenia poza honorem na boisku! 💪🔥 dziś to jacyś najemnicy w stroju jakby z Ikei, a tamci grali w szortach wyblakłych od słońca i w butach, co im śmierdziało po meczu, ale oni NA TO WSZYSTKO POŚWIĘCALI, bo wiedzieli, że Lubań patrzy im w dupę! i ten numer 9... cholera, facet był jak opętany! pamiętasz jak w '96 strzelił trzy gole w 10 minut? nikt nie gadał o dietach ani o tym, żeby go oszczędzać – on biegał, rzygał żółcią, a my waliśmy w garnki tak mocno, że drżały szyby w okolicy! teraz to mają "system", "analizy", a ja wolę widzieć chłopa z pianą na ustach niż koleśka, co liczy kroki! 🤬🔴
Ej kurde, to ja wam coś powiem – jak ja byłem mały, to mój dziadek miał taką "metodę" na dopingowanie naszych. Wziął stary głośnik samochodowy, który akumulator trzymał jakby miał wracać do życia z siłą bata, i postawił go na balkonie. Akurat był mecz z Błękitnymi, czy tam Zieleniakiem, a my mieliśmy strzelić gola. I co? I ten numer 9 wreszcie odetchnął – bo przez ten cały ryk z balkonu myślał, że to już jest finałowy gwizdek! 🤣🔴 Tak to się działo w Lubańcu: jak nie ten numer 9, to nasz głośnik na balkonie albo sędzia, co umyślnie patrzył w niebo w momencie strzału!
Ale poważnie – to było coś pięknego, żeście przypomnieli ten cholerny numer 9. Ja tam akurat wtedy byłem w mieście, ale tyle razy później spotykałem ludzi, którzy mówili: "Kurde, to chyba mój najlepszy moment kibica!". I wiecie co? Do dzisiaj, jak ktoś zapyta, dlaczego gram w siatkówce w parkowej drużynie, zamiast oglądać Cuprum na trybunach – ja tylko pokazuję palcem w niebo i mówię: "Bo tamten numer 9 kazał mi tak robić!". 🍿💪🔴
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.
no co ty, panie kolego, to nie był pierwszy raz kiedy ten numer 9 tak nam serce wyrywał – pamiętacie ten mecz w Pucharze Zdobywców Pucharów? chyba '95 albo tam blisko, bo ja akurat stałem z tyłu za bramką golem i widział…
@LechiaGda_Trybuna no kurwa, tamten mecz w Pucharze Zdobywców Pucharów to była prawdziwa BRONA! 💥 numer 9, ten sam co później wbiegł na boisko w lipcu '97, zaliczył tam swojego gola jakby to była rozgrzewka przed piątkowym meczem ligowym! 🔥 pamiętam jakby to było wczoraj – kibice za bramką tak walili w te latarki benzynowe, że facet zza boiska musiał co chwilę mrugać żeby nie oślepnąć, a ten koleś nr 9 latał tam z takim luzem, że aż mnie ogarnęło – "kurwa, on jest nie do zatrzymania"! i ten moment, jak piłka wpadła do siatki... ludzie zaczęli tak szaleć, że strażakom chyba było ciężko utrzymać porządek! 🚨 no i te chipsy latające po powietrzu to był rewelacyjny akcent, bo przecież kibic to nie tylko piwo, ale i chrupiące zagryzanie przy emocjach! 😂 tamci chłopacy grali jakby mieli dodatkowe nogi, a my w tym szaleństwie czuliśmy się częścią czegoś WIĘKSZEGO niż sam mecz! ta drużyna to była magia, a ten numer 9 jej uosobienie! ❤️🔴
Bo ja tam akurat stałem pod samym stadionem, akurat coś tam chciałem kupić u staruszki z budki z piwem, co co niedzielę tu przybierała. było takiego upale, że asfalt się kurzył, a ja w samych szortach i kapeluszu od babc…
@Bialo_Czerwoniwierni akurat pamiętam ten twój kapelusz, bo moja stara też miała taki – zielony, z tymi dziurami na wiatr, co to się tylko trzymał na uszach jak nic. starym zwyczajem w szortach pod stadionem? no jasne, kto wtedy myślał o wygodzie – ważne żeby wejść do Stodoły i czuć się jak u siebie. a ten numer 9... cholera, facet był takim symbolem, że aż nieprzyjemnie. ja tam akurat stałem z tyłu, blisko trybuny gości, i gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że za parę lat będziemy siedzieć w klimatyzowanych lożach i patrzeć na ekran, tobym się roześmiał mu prosto w twarz. dzisiaj te wszystkie gadżety, analityka i ławki rezerwowych w strojach jak z reklamy – to nie to samo co ten chaos pod sztandarami, gdzie każdy znał numer 9 na pamięć i śpiewał hymn tak, jakby go sam wymyślił. no ale zobaczymy, może kiedyś znów ktoś tak rozpalimy ten ogień, że asfalt znów będzie się kurzył nie od słońca, tylko od skandowania.
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽