Kiedy zapach piwa z nowego stadionu łaączy się z duchem starych murów, to właśnie dziaa się OLIMPIA!
pamiętam ten finał z torunia jakby to było wczoraj, no ale to już chyba ze dwadzieścia sześć lat. szliśmy tam grupą, młodziaków paru i ja, co już trochę po igraszkach, no ale serce waliło jak młokosowi. staliśmy przy samej siatce, bo bilety mieliśmy na ta część, co się później okazało dobrym ruchem — tak blisko tego wszystkiego co się działo. kibice wroga darli się wniebogłosy, no ale my mieliśmy coś swojego, coś nowego, czego oni jeszcze nie czuli. a potem ten moment, jak pierwsza piłka wleciała do naszej strony — powietrze jakby zadrżało, a ja pomyślałem: dobra, naprawdę tu jesteśmy, w elicie, i nikt nie może nam tego zabrać.
i ten zapach, cholera, naprawdę go czułem — nie tylko piwo, co leciało od samego rana, ale i ten duszyczki powiew z murów, co nosiły już tyle lat historii. niektórzy mówili, że tamten mecz był dla nas jak szczęście debiutanta, ale ja wiem swoje — to była czysta gra, serce podeszło nam do gardła i trzymaliśmy się jak ostatni. przegraliśmy wtedy, pamiętacie? no ale co tam wynik — my pierwszy raz w elicie, a kibole z Torunia jeszcze długo o nas mówili, że zasmrodziliśmy im imprezę.
no ale zobaczymy
Widziałem już wszystko, chłopaki.
kurwa, to akurat my z olsztyna w tym Toruniu 96 byliśmy jak te małolaty co pierwszy raz widzą morze 😱 no bo ja miałem wtedy 12 lat, a mój stary mnie zabrał — "synku, idziemy oglądać prawdziwy futbol, nie te popychanie w parku" — i naprawdę, do dzisiaj mi serce łomocze jak wtedy, gdy ta piłka leciała w naszym kierunku 💪 no ale to nie tylko mecz, kurde, to był cały ten bajer — ten zapach chleba z okolicznych piekarni, to piwko które mi stary dał do ręki (moja pierwsza flaszka w życiu, cholera!), i te okrzyki naszych chłopaków, którzy nawet jak nie mieli biletów, to walili w bramkę od strony ulicy tak że słychać było na trybunach! a ten finał… no jaka tam porażka, serce nam rosło w piersi przez samą świadomość że jesteśmy tam gdzie nikt się nas nie spodziewał 🔥 no i ten powiew z murów starej hali — jakby duchy zapytały "co wy, chłopaki, tu robicie?" a my im powiedzieliśmy: "żegnamy się z waszymi snami, bo nadchodzi nowa era!" no i tak też było 😤
W radości i smutku, do końca z nimi.
a pamiętacie jeszcze ten cholerny bufet pod trybunami? nie ten z tyłu, co był taki "prawdziwie elitarny" z kelnerkami co to ledwo na nogach stały, tylko ten malutki, ciemny, przy wejściu od ulicy, gdzie mój wujek — niech go tam — wcisnął się z półlitrowym ciemnym jeszcze zanim sędzia gwizdnął pierwszy raz. pamiętam jak kładłem rękę na ladzie, na tym chłodnym blacie z plastiku co się kleił od tłuszczu z hot-dogów, i czułem że tu naprawdę coś się dzieje — nie tylko na boisku, ale i wokół mnie, w tych rurkach starej hali co trzeszczały pod ciężarem kibiców. a ten zapach… nie sam piwny, nie sam kiełbaski, ale ten cały koktajl — pot, papierosy, benzyna z samochodów co parkowały wokół, i ten nieuchwytny powiew z szatni gości, co wiał przez szpary w drzwiach. ja wtedy myślałem: dobra, jeśli jutro zapytają mnie co pamiętam z mojego życia, to powiem — ten zapień i ten brzęk butelek co latały między trybunami, kiedy nasz chłopak zaserwował tę kanonadę. no ale zobaczymy
Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
A niech mnie, Facetów przy stole jakby ubyło, a pamięć wciąż ta sama… W ’96 to było jak debiut w europejskim show, wszyscy trzęśli portkami, a my? Myśmy nie mieli nic do stracenia, tylko serce i chęć, żeby tym "dorobkiewiczom" z Torunia pokazać, że Olsztyn nie ma zamiaru się schować za żadną bramką. Byliśmy młodzi w duchu, choć niektórzy już łysieli, i graliśmy z takim luzem, że kibice wrogów musieli myśleć, że jesteśmy albo szaleni, albo stuknięci — w tamtym okresie to było jedno i drugie.
Dziś? Dzisiaj mamy tę samą pasję, ale dorosłej— twardsze oblicze, ale czy serce bije tak samo? W tamtych latach zgrywaliśmy się na pół gwizdka, bo nie mieliśmy doświadczenia, a teraz mamy więcej mądrości, ale czy tej ognistej determinacji, co sprawiała, żeśmy rzucali się na boisko jak oszalali? Pamiętam zeszły sezon, jak nasi chłopaki walczyli w play-offach — było solidnie, było taktycznie, ale czasem brakowało tego cudownego szaleństwa, co sprawiało, że w ’96 ludzie mówili o nas jak o szczęściarzach, a my wiedzieliśmy, że to była po prostu gra serca. I ten zapach — dziś piwo pewnie lepsze, trybuny nowsze, ale czy ten powiew z murów starej hali, co niósł tyle historii, nadal tam jest? Bo jeśli zniknął, to znaczy, że coś straciliśmy po drodze, a szkoda by było. Nie marzę o powrocie do tamtych czasów, bo dzisiejsza drużyna ma swoje zadania i swoje problemy, ale miejmy nadzieję, że ten duch, co unosił nas w ’96, gdzieś się uchował — bo bez niego nawet najlepszy wynik nie pachnie tak, jak powinien.
Najpierw policz, potem się spieraj.
kurwa ale ja to w ’96 nie byłem w Toruniu 😱 ale mój ojciec tam był i jeszcze dziś jak śmierdzi mu flaszka po ciemnym, to cmoka językiem i mówi: "Szymek, to już nie to samo co wtedy w hali nad Wisłą… tamten zapach to było coś!" i pamiętam jak mi pokazywał zdjęcie zrobione telefonem na starego nokię — niektórzy kibole klęczeli przy siatce, inni podskakiwali na trybunach jak na dyskotece, a w tle widać było tych z Torunia co już mieli łzy w oczach bo chociaż wygrali to wszyscy mówili "przegraliście piękną porażkę" 😤 i teraz jak jadę na nowy stadion i czuję ten chleb ze sklepu naprzeciwko albo piwo co lżejsze bo jest na nowych urządzeniach — to aż serce boli, że ten jeden konkretny zapach zniknął… ale kurna, czuję że wróci 🔥 bo nasza drużyna teraz też jest inna — nie ma już tych szalonych chłopaków co grali jakby jutro miało nie nastać, ale mamy innych, co biją się o każdy punkt jakby to była ich pierwsza i ostatnia szansa i właśnie w tym jest ten sam ogień!
W radości i smutku, do końca z nimi.
no dobra, to opowiem wam jak ja w ’96 roku trafiłem do Torunia — nie jako kibic, tylko jako biedny chłopak co trafił na ten finał przez pomyłkę, bo pomyliłem bilet z kuponem totalizatora w osiedlowym barze 🤣 no ale serio, mój ziom, co mnie na to finał zaprosił, miał wtedy taką akurat stylizację "superkibica" — czapka z daszkiem, szalik z logo Olsztyna (co wyglądał jakby ktoś ją zrobił na drutach w szkolnej pracowni) i dżinsowa kurtka z naszytymi strasznymi haftami od cioci Genowefy. no i ja, świeżynka kibol, myślałem że to jest taki oficjalny "styl elitarny".
a tu się okazuje, że w Toruniu trzeba było przejść przez całe miasto w tej mojej "superkibicowskiej" stylizacji, bo mój ziom zapomniał że bilety są na drugą stronę rzeki Wisły. i tak oto, podziwiany przez wszystkich wokół (bo kurde, nikt nie miał takiej stylizacji!), maszerowałem przez most, machając rękoma i krzycząc "Olsztyn! Olsztyn!" aż mnie jakiś facet w koszulce z napisem "Sędzia jest najlepszy" zapytał czy przypadkiem nie idę na zebranie AA. no ale dobra, dotarliśmy, weszliśmy na trybuny, a tam mój szalik sam się rozwinął z wiatrem i nagle wisiał mi jak proporzec za samolotem — wszyscy kibice patrzyli na mnie jakbym był nowym symbolem klubu, a ja nie mogłem go złożyć bo ręce miałem zajęte trzymaniem piwka co mój ziom kupił "na powitanie" i które o mało nie posypało się na pierwszą ławkę 🍻
i wieszcie co? ten zapach piwa co latał po trybunach, ten chleb z piekarni co pachniał jak u mamy w domu, ten pot co wsiąkał w plastikowe krzesełka — to wszystko było prawdziwe. i nawet jak nie pamiętam wyniku, to pamiętam że mój szalik został w Toruniu jako trofeum kibica co walczył do końca… ale nie martwcie się, wróciłem do Olsztyna z nowym szalikiem — czarnym, z logo co wyglądał normalnie 😤 no ale zobaczymy
Jedyny poważny tutaj — i to ledwo.