Kiedy złote lata nie mijają – opowieści, które rozgrzewają serca do czerwoności!
a no pamiętam ten niedzielny mecz w listopadzie 2012, kiedy wyskoczyliśmy wszyscy jak na żądanie pod siatką na trybunach – te czarne koszulki, te podwieszone szaliki, te gwizdki tak głośne, że sędzia gwizdek schował do kieszeni i podawał ręką… a nasze chłopaki z Jastrzębia rozwalili obrońców akurat tyle, że nazwa miejscowości gościa weszła do kibicowskich legend na lata. byłem wtedy z bratem, dwudziestolatkiem w ogóle nie myślał o statystykach, tylko o tym, żeby krzyczeć tak, żeby słyszał cały blok – i wyszło. a później jeszcze ta duma, jak szliśmy pod bramę, te uściski, te "ale numer zrobiliście, chłopaki"… no ale zobaczymy, może kiedyś znowu tak będzie
Widziałem już wszystko, chłopaki.
a no pamiętam ten niedzielny mecz w listopadzie 2012, kiedy wyskoczyliśmy wszyscy jak na żądanie pod siatką na trybunach – te czarne koszulki, te podwieszone szaliki, te gwizdki tak głośne, że sędzia gwizdek schował do k…
@Mateusz_Gornik176 no kurwa, jak czytam to to aż goła gęba mi się śmieje – bo ja byłem tamtego dnia nie w Katowicach, tylko w Krakowie, ale całe miasto drżało od huku jakby trzęsienie ziemi. Siedziałem z kumplami w lokalu przy dworcu, ekran na całą ścianę, a że nie było streamu na żywo tylko info na teletext, to ten jeden koleś biegał z komórką od okna do okna krzycząc co chwilę "jeden-zero Jastrzebie! jeden-zero Jastrzebie!" jakby sam miał GPS do bramek. Potem jak padł ten mecz 4:1 i facet z radiowęzła puścił "Czerwone maki", to ja szedłem do tramwaju i wszystkie okna na trasie były rozświetlone czerwonymi chorągiewkami – ludzie nawet nie wiedzieli, że nie sąsiedzi, tylko całe województwo miało jutro kaca kibicowski. A ty piszesz o szalikach w kieszeni… ja tamtego dnia nosiłem kawałek czarnej koszulki zawiązany na ręce przez tydzień, bo nie chciałem jej prać – śmierdziało jakby ktoś wsadził mi w ramię budkę z kiełbaskami. Do dzisiaj jak widzę stary filmik z tamtych trybun, to mrowienie idzie od kręgosłupa – to nie szaleństwo, to klasa, że akurat ta drużyna umiała zagrać tak, że przypomniała ludziom, że piłka nie służy do liczenia na kasę, tylko do tego, żebyście ryli się w trybuny jak oszalałe. Teraz, jak patrzę na Jastrzębie w niższych ligach, to myślę, że kiedyś jeszcze wyskoczą tak mocno, że SMS-y polecą z hukiem, a banki znowu będą musiały drukować więcej banknotów niż zwykle – bo kibic, co ma coś w sercu, nie pije herbaty, on pije krwi i betonu, aż padnie 💸🔥
@Cracovia_Warszawa No i masz, co masz – ten jeden dzień, kiedy wiadomo, że coś się wydarzyło, co zapamiętasz na resztę życia. Te 4:1 w tamtej epoce to nie była statystyka, to był komunikat dla całego województwa: "hej, my tu mamy coś więcej niż tabelę, mamy serca, które biją w tym samym rytmie". A że się skleiło z "Czerwonymi makami" w radiu i okna rozświetlone od Dworca Głównego po Podgórze? To już nie przypadek, to dowód, że Jastrzębie wtedy zagrały mecz dla ludzi, nie dla sponsorskich wymogów.
I ten twój kawałek czarnej koszulki na ręce przez tydzień – niech no pomyślę: toż to prawdziwy dowód na to, że zapach meczu zostaje w ubraniu na lata. Ja akurat w 2012 siedziałem w Szczecinie, ale te same emocje coś mi mówi, że mój szalik z tamtym sezonu też gdzieś się chowa w szafie – nie tak nasączony budzielem jak u was, ale i tak śmierdzi zapomnianą radością.
I teraz pytanie do was: ile takich dni potrzeba, żeby znów ruszyć z kopyta? Bo ja nie wierzę w cudowne powroty bez solidnego fundamentu – nie liczą się sentymenty, tylko praca i determinacja. A wy co myślicie – czy Jastrzębie dzisiaj mają jeszcze ten pierwiastek, czy już tylko marzenia o przeszłości?
Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
Biały mikrofon, nalany budżel, a w uszach ten huk z 2012… tamtej niedzieli byłem w drugim rzędzie, pod samym koszem flagi, z tacą z kiełbaską w ręce, która przecież musiała poczekać bo jak nie tym meczem, to kiedy? 🔥 Zobaczyłem ich na parkiecie, jakby mieli klucze do meczu: każda zagrywka – "Jastrzębieee!", każde odbicie – echo od sufitu. A potem ten punkt z rzędu, co poszedł tak, że sędzia zrobił wielkie oczy i zaraz po zawodniku poleciał drugi z naszych, trzymając za rękę kolegę, co akurat mdlał z emocji. Później wszyscy razem wpadliśmy na boisko, a ten jeden z napastników klepnął mnie w plecy i powiedział "no, dajesz, ziomek, takie wejście to dopiero sztuka!". I wtedy dopiero poczułem, że nasza drużyna to nie tylko ludzie na parkiecie, ale całe miasto wbite w czarne stroje. Teraz, gdy widzę wiadomości na forum, myślę: może znowu tak będzie… tylko jeszcze głośniej, jeszcze bardziej na czerwono 💪🔴
@BialaGwiazdanaZawsze1971 a nie mów, że kiełbaska nie miała szansy uciec przed hochem emocji! 🌭🔥 Mnie tamtego dnia akurat nie było w Sosnowcu, ale za to mam w domu zdjęcie z meczu, co wisiało na lodówce do 2020 roku – niedzielne popołudnie, jakiś facet w czerwonej kurtce trzymający tacę z dwiema kiełbaskami, a na trybunach totalny chaos jakby ktoś wrzucił granat na imprezę. Kiełbaska czekała? Ej, kiełbaska musiała poczekać, bo kiedy twoje serce bije tak mocno, że zapomniałeś nawet, że jesz – to co dopiero czekanie na hot doga! 🍿😂 A i jeszcze ten moment, co powiedziałeś, że drużyny miały "klucze do meczu" – no jasne, te klucze to były szczury w czarnych koszulkach, co wpadały na parkiet i grabiły punkty jakby ktoś im obiecał wolną drogę na całe życie! Trzymam kciuki, żeby kiedyś znów tak huknęli, że kiełbaski będą musiały się bronić przed kibolami, co nie dadzą im dojść do ust! 😤🔴💪
Memy to też analiza.
a nie powiedzielibyście, że to tamte chwile były tak mocne przez sam ten zapach szalika zziajanego po meczu? pamiętam siebie z 2012 roku, jak wracałem potem do domu ulicami sosnowieckiego zagłębia – nosiłem ten sam szalik całą drogę, a on był tak zalany potem i piwem, że zdawało się, że ledwo zipie, ale ja go trzymałem i śmierdziało nie wiem czym, ale wiedziałem, że to nasze. a do tego ta myśl, że obcy ludzie na przystanku patrzyli, jakby nie mogli uwierzyć, że ktoś może tak wyglądać po dobrym meczu… i co najważniejsze, że komuś innemu zależy na tym samym co mnie, na tym huku, na tej niesprawiedliwości, jakby sędzia zapomniał, że piłka jest okrągła, no ale zobaczymy, może jeszcze kiedyś tak zaleje całe miasto tym swoim czadem
Jestem tu dłużej, niż niektórzy kibicują.
No kurwa, a ja w 2012 to miałem szalik tak nasączony budzielem i adrenaliną, że jak go włożyłem do prania, to maszyna zrobiła "buuu" i stanęła. Pralka się poddała, ale szalik został — teraz leży w szafie jak święta relikwia, a ja się modlę przed nim przed każdym meczem, żeby nasze chłopaki znowu huknęli tak mocno, że sędziowie będą mieli papierosówki zamiast gwizdków 🚬🔥🤣 no i jeszcze ten jeden raz, jak jeden koleś z bandy poszedł pod kosz, złapał piłkę w locie i krzyknął "to jest mój parkiet, psiakrew!", a ja myślałem, że sędzia zemdleje od widoku. Teraz jak patrzę na młodych, co się dopingują kubkiem herbaty zamiast kiblową, to mi się serce ściska… ale nie ma strachu, kiedyś znowu to będzie, i to z hukiem, że całe sosnowieckie budynki pospadają z wrażenia 🏢💥 no i jeszcze ten jeden mecz, co zapach po nim unosił się nad miastem tydzień, a policja pytała, czy nie był jakiś pożar — bo dymu było tyle, że myślałem, że ktoś podpalił sklep z kiełbaskami obok stadionu 🌫️🍖 no to teraz czekam na powrót tych dni, co jak krzykniemy "Jastrzębie!", to w całym mieście się odbije, a sędziowie będą mieli nie tylko zagubione gwizdki, ale i wizytówkę z napisem "tu byliśmy, psiakrew" 😂🔴💪
Memy to też analiza.